REKLAMA




Proces króla dopalaczy. Pokrzywdzeni... nie przyszli

Cztery osoby oskarżone o produkcję i sprzedaż dopalaczy stanęły przed sądem w Łodzi. Wśród nich jest Dawid B. (28 l.). Prokurator zarzuca mu, że wytwarzaniem i wprowadzaniem na rynek środków psychoaktywnych sprowadził niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia wielu osób.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Fakt24.pl
MAJ

Odsłony

734

W Łodzi rozpoczął się proces Dawida B. zwanego „królem dopalaczy". Na ławie oskarżonych zasiedli także producenci dopalaczy

Cztery osoby oskarżone o produkcję i sprzedaż dopalaczy stanęły przed sądem w Łodzi. Wśród nich jest Dawid B. (28 l.). Prokurator zarzuca mu, że wytwarzaniem i wprowadzaniem na rynek środków psychoaktywnych sprowadził niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia wielu osób. Na ławie oskarżonych zasiedli też Łukasz K. (27 l.), który wbrew zakazowi inspekcji sanitarnej otworzył sklep z dopalaczami oraz dwaj „chemicy” Ireneuszowi C. (52 l.) i Piotrowi P. (26 l.).

Chemicy to wielkie słowo. Żaden z nich nie ma wykształcenia chemicznego. Jeden interesował się dopalaczami, a wiedzę o ich mieszaniu czerpał z internetu. Drugi interesował się zielarstwem. Nie przeszkadzało im to wytwarzać substancji chemicznych, które niemalże doprowadziły klientów do śmierci. Na liście pokrzywdzonych znalazło się ponad 50 osób. Według prokuratora od stycznia do października 2010 roku Dawid B. sprzedawał dopalacze prowadząc sieć tzw. smartshopów. W prawie 130 sklepach w Polsce można było kupić tzw. produkty kolekcjonerskie. badania wykazały,ż e zawierają dawki narkotyków. Co najmniej kilka osób w wyniku ich zażycia trafiło do szpitala.

Kamil z Łodzi był na imprezie. Nie pił alkoholu, a nagle z jego organizmem zaczęło dziać się coś podejrzanego. – Zacząłem odczuwać dziwny lęk, niepokój. Ktoś powiedział, że mam bardzo szerokie źrenice. Potem był oczopląs, bardzo wysokie ciśnienie. Przytomność odzyskałem dopiero w szpitalu.

Artur „odleciał" w szkole. – Nie pamiętam co się działo. Nauczyciele zwrócili uwagę, że nie jestem sobą. Bełkotałem, miałem omamy wzrokowe i słuchowe, traciłem równowagę, a głowie mailem mętlik.

U Bartosza dopalacze wywołały ataki agresji. – Nie potrzebowałem snu, cały czas byłem pobudzony. Tak było przez kilka dni. Po prostu nie spałem.

Monika wypaliła dopalacz w mieszkaniu. – Nagle serce zaczęło mi walić jak oszalałe – opowiadała później. – Usta mi zsiniały, a język stał się drętwy. Nie mogłam nic powiedzieć.

Dopalacze to mieszanki substancji o działaniu psychoaktywnym jak amfetamina, marihuana czy haszysz. Powszechnie było wiadomo, że w sklepie kolekcjonerskim można było kupić takie środki i wprowadzić się w stan euforii, która często kończyła się na toksykologii lub na intensywnej terapii.

Dla oskarżonych był to tak szybko rozwijający się biznes, że Dawid B. zatrudniał kilkadziesiąt osób i otworzył fabrykę dopalaczy. Maił nawet swoich grafików projektujących opakowania i speców od reklamy. Jego sklepy zachęcały klientów: Chcesz mieć udaną imprezę? Przyjdź do nas.

Prokurator w śledztwie ustalił, że Oskarżeni byli bardzo ostrożni. Polityka firmy była taka, że za samo mówienie o zażywaniu towarów ze sklepu, można było wylecieć z pracy. Nowe produkty Dawid B. testować miał na pracownikach rozdając im próbki z ankietą na temat samopoczucia po ich zażyciu.

Według prokuratora w w dopalaczach znajdowały się mieszanki szkodliwych substancji i to w różnych proporcjach nawet w tym samym produkcie. To powodowało, że nie sposób było przewidzieć skutków zażycia. Mogło skończyć się na euforii albo pozbawić przytomności lub wręcz zabić.

Dawidowi B. grozi do ośmiu lat więzienia. Przed sądem nie przyznał się do winy. Nie chciał też składać wyjaśnień ani odpowiadać na pytania sądu.

Oceń treść:

Average: 10 (2 votes)

Komentarze

Ven Detta (niezweryfikowany)
Śmiech na sali. zajmujecie się takimi sprawami, a dużo gorsze się dzieją w Polsce. Haha przecież Polskie służby nie są w stanie nawet złodzieja złapać. Dalibyście spokój chłopakom. Niczemu nie są winni.To tylko urojenia służb. :)
Gruhu (niezweryfikowany)
Co za debilizm... To jest śmieszne po prostu i jednocześnie wkurwiające :/ Nienawidzę zjebanego prawa gdzie chodzi wyłącznie o kasę a nie bezpieczeństwo ludzi. Kto im kazał brać dopy? Jak znalazły się w ich organiźmie? Wzmianki o tym nie ma w artykule. Związali ich i ućpali? To był ich świadomy wybór. Próbując pierwszy raz idzie się w bezprzypałowe miejsce najlepiej z trzeźwym opiekunem, a nie kurwa na imprezie, w szkole, itd. Po artykule widzę, że ,,zatruci'' to jakieś niemyślące pizdy, gimbusy i lamusy co nie ogarniali fazy i narobili przypału. Zamiast ich to czegoś nauczyć, że ćpać trzeba umieć, pić trzeba umieć, ogarniać trzeba umieć to zrobili z siebie pokrzywdzonych i zjebali winę na producenta, masakra. Może dlatego nie stawili się do sądu, heh. Szkoda, że nie przekręcili się #selekcja_naturalna. Jakby wzięli towar od dilera i przećpali się to też by wsypali go? Jakby kupili nóż w sklepie i pocięli się to by zaskarżyli producenta? No po prostu idioci - inaczej nie idzie ich nazwać. Do używek nic nie mam, wszystko z głową. Jak jest weekend, wolne od roboty, żadnych konkretnych planów to lubię najebać się, spizgać czymś, itd. Jak były sklepy z dopami albo jak kiedyś tak nie ścigali o zielone czy władka, robili mniej wyjebek to było po prostu łatwiej. Teraz trzeba się trochę postarać żeby coś ogarnąć. Co do oskarżonych to ja w nich winy nie widzę. Podatku nie odprowadzali, heh. W dodatku jak ,,pokrzywdzeni'' trafili do szpitala to przecież służba zdrowia musiała zająć się nimi, a to też kosztuje. Przecież tak nie mogło być, to nie jest zgodne z systemem. Ja pierdole, chciałbym dożyć czasów gdzie nikt nie ma mnie za debila, nie okrada wciskając, że to podatek, nie każe płacić za powietrze i nie mówi co mam jeść, co mam pić, co mam robić i jak mam żyć.
randomness