To nie miało sensu co ja powiedziałem.
T0= 20:46
Do T + 30 min przestrzeń u skraju mojego pola widzenia uległa znacznemu rozciągnięciu, nic więcej szczególnego prócz głupawki się nie wydarzyło. Aż do teraz.
Pomysłowość przemytników narkotyków nie zna granic. Tym razem, celnicy z lotniska we Frankfurcie odkryli 211 gramów heroiny w kolczykach, oficjalnie wysłanych z Afryki jako rękodzieło ludowe. Zresztą w innej paczce z tego samego kontynentu, w rzeźbionym stołku ukryto 1,1 kg amfetaminy.
Pomysłowość przemytników narkotyków nie zna granic. Tym razem, celnicy z lotniska we Frankfurcie odkryli 211 gramów heroiny w kolczykach, oficjalnie wysłanych z Afryki jako rękodzieło ludowe. Zresztą w innej paczce z tego samego kontynentu, w rzeźbionym stołku ukryto 1,1 kg amfetaminy.
Uwagę celników z lotniska we Frankfurcie nad Menem przykuły dwie paczki z Afryki, mające zawierać lokalne rękodzieło. W pierwszej paczce znajdowały się 34 pary kolczyków. Niby nic niezwykłego, ale przesyłka wyraźnie wydzielała zapach octu.
Po otwarciu jednego z kolczyków okazało się, że w środku jest plastikowe opakowanie ze sproszkowaną substancją. Badanie wykazało, że to czysta heroina. W sumie w ozdobach ukryto 211 gramów tego narkotyku. Celnicy będą sprawdzać czy do odbiorcy przesyłki, docierały wcześniej „podobne” paczki z Afryki.
Kolejną próbę przemytu celnicy odkryli, gdy dla pewności prześwietlili stołek wyrzeźbiony w jednym z afrykańskich państw. Zdjęcie rentgenowskie wykazało niezwykłe cienie pod siedzeniem. Okazało się, że było to 1,1 kg amfetaminy.
Zdaniem celników wartość przechwyconych narkotyków to blisko 22 tys. euro.
Siedzę z dziewczyną w pokoju i stwierdzam, że to chyba najciekawsze rozwiązanie niedzieli.
To nie miało sensu co ja powiedziałem.
T0= 20:46
Do T + 30 min przestrzeń u skraju mojego pola widzenia uległa znacznemu rozciągnięciu, nic więcej szczególnego prócz głupawki się nie wydarzyło. Aż do teraz.
Bez oczekiwań, wyluzowanie, spontan. Spokojne miejsce, domowe zacisze.
Długo zwlekałam z opisaniem moich doznań pod wpływem - według mnie - ciekawej substancji - benzydaminy. Jakiś czas interesowały mnie takie substancje, ponadto chciałam poczuć się inaczej, chciałam troszkę oderwać się od rzeczywistości.
Ciepłe czerwcowe popołudnie w parku miejskim. Pierwszy psychodeliczny trip.
Trip, który wam dziś wam opiszę, miał miejsce w czerwcu 2014 roku, a więc wieki temu w skali internetu (i ustawodawstwa narkotykowego). W zasadzie nawet nie powinienem mówić „trip” w liczbie pojedynczej, bo to były dwie osobne przygody – czas jednak zatarł większość szczegółów i ciężko dziś powiedzieć co kiedy miało miejsce. To, co wam tu przedstawiam, to rekonstrukcja zdarzeń i odczuć sporządzona na bazie wspomnień, zdjęć i nagrań z dyktafonu.
--------
środek lipca, dość chłodna noc jak na warunki letnie, skraj pobliskiego lasu, w oddali sporadycznie daje o sobie znać burza, nastawienie pozytywne, lekki niepokój przeplatany podnieceniem (więcej w tekście)
Turn on