REKLAMA




Poznań: Zamknięto kolejny sklep podejrzany o handel dopalaczami

Punkt czynny był przez cała dobę, żeby dostać się do niego, potrzebne było hasło. Osoby, które tam pracowały obserwowały klientów za pomocą kamer i wpuszczały tylko niektórych.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Głos Wielkopolski
Marta Żbikowska

Odsłony

226

To nie był zwykły sklep - mówi Barbara Rochowiak z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Poznaniu. - Punkt czynny był przez cała dobę, żeby dostać się do niego, potrzebne było hasło. Osoby, które tam pracowały obserwowały klientów za pomocą kamer i wpuszczały tylko niektórych.

Punktem przy ulicy Strzeleckiej od dawna interesowała się policja. O podejrzanej klienteli powiadomili funkcjonariuszy mieszkańcy.

- Zawsze poważnie traktujemy takie sygnały i odpowiednio reagujemy - mówi Iwona Liszczyńska z biura prasowego wielkopolskiej policji. - Także tym razem, we współpracy z inspekcją sanitarną przeprowadziliśmy postępowanie. W trakcie kontroli zabezpieczono 1500 opakowań, których zawartość zostanie przebadana. Podejrzewamy, że to dopalacze. Osoba, którą zastaliśmy na miejscu została zabrana na komisariat i przesłuchana.

Policja tłumaczy, że dalsze postępowanie zależy od wyników badań próbek. Zarówno policjanci, jak i inspektorzy sanitarni dobrze jednak znają te opakowania. To tak zwane materiały kolekcjonerskie, słynny sztuczny śnieg, czy sole do kąpieli.

- Jeżeli okaże się, że w opakowaniach były substancje zakwalifikowane, według przepisów, jako narkotyki, osobom zaangażowanym w ich sprzedawanie grozi odpowiedzialność karna, a my będziemy dalej prowadzić postępowanie pod kątem podejrzenia popełnienia przestępstwa - mówi Iwona Liszczyńska. - W przeciwnym przypadku, inspekcja sanitarna podejmie odpowiednie działania administracyjne prowadzące do zlikwidowania tego punktu.

W tej chwili podejrzany sklep przy ulicy Strzeleckiej został zamknięty, opieczętowany i jest pod ścisła obserwacją policji. - Jesteśmy w trakcie wystawiania decyzji dotyczącej zamknięcia tego punktu, a jeśli okaże się, że w zabezpieczonych opakowaniach są tak zwane dopalacze, nałożymy też kary pieniężne - tłumaczy Barbara Rochowiak.

Za prowadzenie punktu przy ulicy Strzeleckiej odpowiedzialni byli właściciele innego sklepu z dopalaczami, który funkcjonował w Poznaniu przy ulicy Niegolewskich w pierwszej połowie tego roku.

- W sklepie przy ulicy Niegolewskich kilka razy zmieniał się podmiot prowadzący działalność gospodarczą - mówi Cyryla Staszewska, rzecznik Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Poznaniu - Zazwyczaj działo się tak tuż przed wydaniem decyzji o zamknięciu lub po nałożeniu kary. Wtedy okazywało się, że już inna firma odpowiada za to miejsce, ale nazwiska właścicieli tych podmiotów powtarzały się.

To nie pierwsza w tym roku akcja policji i inspekcji sanitarnej związana z podejrzeniem handlu dopalaczami. W kwietniu zastał zamknięty wspomniany sklep przy ul. Niegolewskich. Później, handel dopalaczami odkryto w przyczepie na parkingu przy ul. Wrocławskiej. Wszystkie te miejsca są obecnie obserwowane. Zarówno policja, jak i inspektorzy sanitarni podkreślają, jak ważna jest w takich przypadkach współpraca z mieszkańcami.

Oceń treść:

Average: 10 (1 vote)