23-latek, kierujący audi zjechał po schodach z umocnień brzegowych rzeki San w Stalowej Woli. Auto wbiło się przodem w piach, a kierowca próbował uciec z miejsca zdarzenia.
23-latek, kierujący audi zjechał po schodach z umocnień brzegowych rzeki San w Stalowej Woli. Auto wbiło się przodem w piach, a kierowca próbował uciec z miejsca zdarzenia. Policjanci namierzyli mężczyznę, który zaczął ich atakować. Po obezwładnieniu okazało się, że 23-latek był pod wpływem narkotyków i alkoholu, a w samochodzie przewoził woreczki z suszem roślinnym.
Policjanci ze Stalowej Woli (woj. podkarpackie) w niedzielę około godz. 13 otrzymali zgłoszenie, z którego wynikało, że na ul. Spacerowej auto zjechało ze umocnionej skarpy.
Funkcjonariusze przyjechali we wskazane miejsce, gdzie odnaleźli porzucone audi, które zjechało po schodach prowadzących na plaże i ugrzęzło w piachu. Silnik wciąż był włączony, a w stacyjce tkwił złamany kluczyk.
23-letni kierowca został odnaleziony niedaleko. Według policji podczas interwencji mężczyzna był bardzo agresywny i musiało go obezwładnić trzech mundurowych.
Zatrzymany miał 0,5 promila alkoholu w organizmie i był pod wpływem narkotyków. W jego aucie policjanci odnaleźli woreczki ze środkami odurzającymi.
Policja prowadzi dalsze czynności w tej sprawie.
Set: Nastawienie na przeżycia wewnętrzne, duży wpływ filmów i tekstów na oczekiwania. Setting: Lato, wieczór, dom na wsi, brat przewodnik.
nazwa substancji: Ayahuasca.
poziom doświadczenia użytkownika: Ayahuasca pierwszy raz poza tym Absynt, Grzybki, Marihuana, Pejotl, Aviomarin, Kodeina, Tussipect, Amfetamina, Kokaina, Extasy, Lsd.
dawka, metoda zażycia: 8g Mimosa hostilis kora + 3,5g Pegaum harmala. Gotowane osobno 3x po godzinie w wodzie ph 2 (ok. pół cytryny na szklanke wody). Doustnie.
Od dawna planowany i wyczekiwany trip na zakończenie lata - połączenie psychodeliku i MDMA. 11 września roku pańskiego 2011 uraczył nas upalną, prawdziwie letnią pogodą - tak jakby lato chciało się z nami pożegnać najlepiej jak potrafi. Na miejsce celebracji wybraliśmy tzw. alfa-góry - niewielkie wzniesienia otoczone łąkami położone kawałek za miastem. Tripujemy w doborowym, przyjacielskim gronie 6 osób. Wszyscy nastawieni bardzo pozytywnie i podekscytowani - ten trip miał być zwieńczeniem, ukoronowaniem naszego psychodelicznego lata miłości, wiedzieliśmy, że mamy spodziewać się czegoś niezwykłego.
Jest piękne niedzielne przedpołudnie. Wszyscy uczestniczy tripa spotykają się w mieszkaniu Larwy. To tutaj sporządzamy wodny roztwór, z którego przy pomocy strzykawki odmierzamy po 25mg 4-Aco-DMT na głowę. Zależy nam na czasie (wieczorem tego samego dnia wybieram się do teatru), więc postanawiamy zażyć go jeszcze w domu – stwierdzamy, że zapewne załaduje się nam akurat kiedy dojdziemy na miejsce przeznaczenia. Dokładnie o 12.00 każdy wypija swoją część lekko gorzkiego roztworu.
Przed wzięciem byłam raczej przybita, zdołowana, zmęczona. To był męczący tydzień i uciążliwy dzień. Nie miałam siły, byłam rozdrażniona. Tego dnia nie planowałam brać, miałam za sobą tydzień intensywnego grzania i serce powoli zaczynało odmawiać posłuszeństwa. Bolała mnie głowa, serce kołatało przy każdym pokonywaniu schodów, do tego nasilające się uderzenia w skroń i znacznie osłabiona wydajność płuc...
Swoje przeżycia z DXM zaczęłam około pół roku temu. Większość moich tripów zawsze wahała się pomiędzy drugim i trzecim plateau, jedynie raz doszłam do czwartego. Dawkowanie ograniczam zawsze do 150mg, ze względu na to, że mam 1,68m i ważę 42kg. Przez ostatni rok brałam ketoprofen, tramadol w silnym dawkowaniu. Do tego morfina i dwukrotna długa narkoza.
Wstęp