REKLAMA




Paul McCartney: Po DMT ujrzałem Boga

Cóż, jedni po spożyciu widują Lucy z diamentami na niebie, a inni pukają do nieba drzwi. Sir Paul opowiedział o największym odlocie, jakiego doświadczył w życiu.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

AntyRadio.pl
Maciej Koprowicz
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi (skrócony) przedruk z podanego źróła.

Odsłony

514

Cóż, jedni po spożyciu widują Lucy z diamentami na niebie, a inni pukają do nieba drzwi. Sir Paul opowiedział o największym odlocie, jakiego doświadczył w życiu.

The Beatles nigdy nie należeli do grzecznych chłopców, choć ich wczesny wizerunek mógłby sugerować coś innego. Kiedy akurat nie tworzyli najlepszej muzyki na świecie, znajdowali czas na najrozmaitsze używki.

W połowie lat 60. Beatlesi wkroczyli w świat muzycznej psychodelii, a inspirację dla swoich brzmieniowych wędrówek znajdowali między innymi w halucynogennych narkotykach, zwłaszcza LSD. Przodował w tym John Lennon, autor „Lucy In The Sky With Diamonds” i „I Am The Walrus”, ale i Paul McCartney nie gardził odlotowymi substancjami.

W wywiadzie dla „Sunday Times” sir Paul opowiedział o swoim największym odlocie. Doświadczył go po zażyciu dimetylotryptaminy (DMT), substancji psychoaktywnej pochodzenia roślinnego. Podczas narkotycznego seansu muzykowi towarzyszył jego przyjaciel, sprzedawca dzieł sztuki Robert Fraser. „Macca” pod wpływem DMT miał zobaczyć… samego Boga.

Wokalista szczerze relacjonował:

Natychmiast zostaliśmy przygwożdżeni do sofy. Zobaczyłem Boga, niesamowitą, piętrzącą się istotę i poczułem pokorę. Ten moment nie odmienił mojego życia, ale to był dla mnie trop.

To było wielkie. Ogromny mur, którego szczytu nie mogłem dojrzeć, a ja byłem na samym dole.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko narkotyk, halucynacja, ale obaj, ja i Robert, pytaliśmy się nawzajem: „Widziałeś to?”. Obaj czuliśmy, że ujrzeliśmy wyższy byt.

Oceń treść:

Average: 9 (2 votes)