Palenie skorpionów - ekstremalna zabawa, której nie polecamy

Redakcja [H] nie zajmuje stanowiska w kwestii prawdziwości podanych w poniższym artykule z Interii informacji. Niemniej... nie próbujcie tego w domu.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Interia Facet

Odsłony

2832
W Europie może się to wydawać szokujące i nieprawdopodobne, lecz w dalekiej południowej Azji "palenie skorpionów" niewielu dziwi. Palenie w sensie narkotycznego odurzania, bowiem jad tego pajęczaka ma silne działanie halucynogenne, a z czasem - niezwykle uzależniające.

Pakistańczycy - bo oni głównie specjalizują się w "jaraniu" skorpionów - podchodzą do tematu ze sporym znawstwem. Martwego skorpiona suszą na słońcu przez kilka, kilkanaście godzin (niektórzy robią to nawet przez parę dni) ewentualnie przypiekają żywego osobnika na rozżarzonym węglu, aż do uzyskania pożądanego efektu.

Następnie wysuszonymi szczątkami skorpiona nabijane są fajki i lufki, a dym trafia do płuc palaczy. Jako, że to ogon zawiera najwięcej trucizny, niektórzy kruszą go i mieszają z haszyszem i tytoniem, przygotowując w ten sposób wyjątkowo zabójczego "skręta".

W 2007 roku w książce "Narkotyki w Afganistanie" socjolog David MacDonald opisał przypadek spotkania na swojej drodze człowieka uzależnionego od odurzania się skorpionami. Tak opisał swoje wrażenia z obserwacji:

Efekt był natychmiastowy. Jego oczy robiły się czerwone, podobnie cała twarz, o wiele bardziej niż u kogoś, kto pali tylko haszysz. Wyglądał na mocno strutego, lecz jednocześnie był nadpobudliwy i czujny. Gdy próbował wstać, przewrócił się kilkukrotnie. Zapach spalonego skorpiona był słodszy niż zapach haszyszu, choć jednocześnie wydawał się nieczysty. Samo odurzenie trwało o wiele dłużej, niż w innych przypadkach.

Narkotyczny haj trwa nawet do dziesięciu godzin. Pierwsze sześć potrafi być bolesne, bo organizm walczy z obcą substancją i przyzwyczaja się do niej. Następnie jednak ból ustępuje, przeradzając się w przyjemne uczucie relaksu i intensywnej przyjemności. Wszystko wokół zdaje się tańczyć. Ulice, pojazdy, wszystko, co mam przed oczami
- relacjonuje 74-letni Sohbat Khan, który w młodości był uzależniony od tego rodzaju inhalacji.

Najpierw kupował pajęczaki od ulicznych sprzedawców. W szczytowym momencie uzależnienia, gdy nie miał grosza przy duszy, sam przeczesywał okolice w poszukiwaniu żywych skorpionów. Bywało, że poszukiwania kończyły się fiaskiem. Wtedy wyruszał w podróż do Peshawaru, aby tam dostać swój narkotyk. "To była najgorsza forma uzależnienia" - wspomina dziś Khan.

Eksperci nie polecają tak ekstremalnych zabaw, przekonując że jad skorpiona jest niezwykle niebezpieczny dla ludzkiego mózgu. O wiele bardziej, niż "konwencjonalne" narkotyki. Niebezpieczeństwo wzrasta zwłaszcza podczas inhalacji.

"Palenie powoduje halucynacje, stan w którym ludziom wydaje się, że widzą coś, co w rzeczywistości nie istnieje" - tłumaczy doktor Azaz Jamal i dodaje, że eksperymenty z paleniem skorpionów mogą prowadzić do zaburzeń apetytu, snu, a nawet urojeń.

Uzależnienie takie jest niezwykle trudne do wyleczenia, gdyż w Pakistanie nie istnieją oficjalne dane, czy statystyki na ten temat. Podobnie jest z badaniami naukowymi, czy w końcu regulacjami prawnymi.

"Potrzebujemy zmiany przepisów. Musimy przestać zabijać skorpiony" - komentuje jeden z byłych pracowników wydziału kontroli narkotyków w prowincji Khyber Pakhtunkhwa, podkreślając że narkomani mogą znacznie utrudnić badania nad prozdrowotnym wykorzystaniem tych pajęczaków.

W większości krajów świata palenie skorpionów brzmi, jak jakaś kompletnie ekstremalna forma zabawy. Jednak w Pakistanie, a także Afganistanie i Indiach, to tani sposób na odlot i podniesienie poziomu adrenaliny.

"Mieliśmy sporo sukcesów w walce z dilerami alkoholu, opium, syropu na kaszel, czy heroiny. Ale teraz młodzi ludzie odkryli szaleństwo palenia skorpionów. Z tym też musimy sobie poradzić" - mówi anonimowo oficer policji z miasta Bharuch.

Dla wielu nieświadomych entuzjastów nowej, quasi-narkotycznej mody negatywnym przykładem igrania z używkami może być Umer Gul. Człowiek kompletnie wyniszczony przez najtańszą dostępną lokalnie używkę.

Umer miał kiedyś normalne życie, był urzędnikiem w armii, dziś błąka się samotnie po ulicach Karak, wpatrując w pustkę i mamrocząc coś pod nosem.

Najpierw popalał haszysz z przyjaciółmi. Nie sądziłem, że to coś złego. Ale potem przerzucił się na skorpiony i zupełnie postradał zmysły. Opętany nałogiem rzucił pracę i wpadł w narkotyczny trans. Skorpiony są niezwykle toksyczne. Dlatego mój brat spędza teraz większość swojego czasu na wałęsaniu się bez celu po okolicy
- mówi ze smutkiem w głosie Mohammed, brat Umera.

Czy palenie skorpionów może prowadzić do śmierci? Na to pytanie nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi, jako że nie zarejestrowano jeszcze oficjalnie takiego przypadku. Jednak na filmie umieszczonym na YouTube przez użytkownika kwkn08 w 2008 roku widzimy mężczyznę palącego skorpiona z fajki. Opis wideo jest krótki "Mój przyjaciel zmarł następnego dnia". I nawet, jeśli to nie jest prawda, to my nie potrzebujemy lepszej przestrogi.

Oceń treść:

Average: 7.4 (7 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Gałka muszkatołowa

Przytulny dom kumpla, wrześniowa, lekko deszczowa noc (taka jaką lubię). Nastrój pozytywny i wielka chęć spróbowania czegoś nowego.

Pewnego razu wpadłem do mojego dobrego znajomego J. Okazało się, że ma wolną chatę więc zaproponowałem jakiś eksperyment. Chciałem namówić go na drugi raz z acodinem, ale się nie zgodził i zaproponował gałkę, którą kiedyś już brał. Ja, że zawsze byłem ciekaw jej mocy bez namysłu się zgodziłem i za 20 minut wylądowaliśmy w sklepie kupując 3 paczki świeżych gałek.

  • Grzyby halucynogenne

Uwagi wstępne

  • Grzyby halucynogenne

Wiek - 31 lat.


Doświadczenie: Wiele razy MJ, kilka razy DXM, benzydamina, ecstasy, raz klonazepam.
Wcześniejsze doświadczenia z grzybkami - ok. 10 razy (ilości od 20 - 50 sztuk), wszystkie je zaliczam jako kształcące i ostatecznie pozytywne.




  • Etanol (alkohol)
  • LSD-25
  • Tripraport

Luźny wiosenny dzień na łonie natury

Siódma rano. Na przystanku kolejowym wycyckujemy ze starym ziomkiem po połówce kartona. Nie mogę doszukać się żadnego smaku więc konkluduje że może w końcu trafił się nam kwas. Wspinamy się na okoliczne wzgórze - w międzyczasie porywisty wiatr nawiewa chmury, które zasłaniają całe niebo. Siedzimy na wzgórzu - gadka szmatka - śmiechawka. TO jest DOBRE - tak jak mówił "sprzedawca". Złocista energia rozgrzewa moje ciało - lekko pobudza i wprawia w doskonały nastrój. Mija pół godziny. Ponieważ dawka śmierdzi mi malizną - myślę tylko o tym, żeby dorzucić.

randomness