Na pomysł takiego miksu wpadłem po wspaniałej podróży na bolivian torchu. Ogólnie dawki psychodelików u mnie zazwyczaj musiały być większe więc nie bałem się o swoje zdrowie psychiczne czy cokolwiek tam innego. Zaczynajmy, arrrr!
Portal life4style.pl sprawdza, czy młode warszawianki dbają o swoje bezpieczeństwo umawiając się z nieznajomymi.
Mobilne serwisy randkowe zdobyły miliony fanów na całym świecie. Sprawdziliśmy czy młode warszawianki dbają o swoje bezpieczeństwo umawiając się z nieznajomymi. Efekty naszego eksperymentu były zatrważające.
Serwisy takie jak Badoo są, zdaniem Google'a, druga (po iPhonie) marką, której znajomość najszybciej rośnie. Rozpoczęcie rozmowy z potencjalnym randkowiczem wymaga sparowania (polubienia) jego zdjęcia i rewanżu ze strony rozmówcy. Podobnie działa wiele serwisów na całym świecie, których zasięg obecnie liczy się w milionach osób na całym świecie. Sama aplikacja Badoo została pobrana 100 mln razy. Z pewnością wiele par rozpoczęło swoją znajomość od klikania na ekranie smartfona. Często serwisy tego typu nazywane są największą zazdrością ludzi w związkach. Swobodny flirt, możliwość zawierania nowych przyjaźni czy podgląd gdzie są najbliżsi użytkownicy aplikacji to niewątpliwe zalety tego typu „wynalazków”.
Ale serwisy tego typu jak wszystkie noszą ze sobą ryzyko wpadnięcia na niepożądaną osobę. Sprawdziłem więc czy młode warszawiaczki zdają sobie sprawę z zagrożeń jakie mogą się wiązać z nieodpowiednim doborem rozmówcy.
Nie posiadałem konta w żadnym z tego typu portalu. Szybkie rozeznanie w internecie i znalazłem aplikacje, które nie wymagają Facebooka przy rejestracji. Wystarczy konto na gmailu. Założyłem więc konta na Jaumo i Badoo. Dobór odpowiedniej fotki profilowej (motyw na twardziela – palę papierosa na tle murów zamku Dybowskiego) i ruszamy. Zaskoczeniem był odzew ze strony kobiet – to one częściej reagowały na mój profil. Teraz pozostało się zastanowić nad odpowiednią „bajerą”.
Postanowiłem sprawdzić czy dziewczyny są chętne by z nieznajomym iść na jointa (skręta z marihuaną) i piwo. W dobie licznych kampanii przeciwko dopalaczom i ostrzeżeń przed zgwałceniem pomysł wydawał się karkołomny, ale wcale tak nie było. Dziewczyny reagowały wysyłając emotikony i często były gotowe do spotkania mimo, że rozmowa przebiegała wokół wspólnego zażywania narkotyków.
Standardowe „zagadanie”? Proszę bardzo: „Cześć, jakieś plany na wieczór?” Gdy tylko odpowiadała, że nie ma planów od razu przechodzimy do punktu B – czyli od razu prosto z mostu: „to może joint i piwko?” (koniecznie z emotikonami) Część dziewczyn reagowała konsternacją, żadna jednak nie była oburzona – generalnie zasada im młodsza, tym chętniej się godziła na tego typu spędzenie wieczoru z nieznajomym.
W ciągu zaledwie pół godziny buszowania po aplikacjach (podczas których zdążyłem pozmywać naczynia i zjeść obiad) miałem 5 pewniaków. Z trzema umówiłem się w centrum Warszawy – okolicach Foksalu. Jedna proponowała przyjazd do Gawolina na wspólną biesiadę z piwka i „trawki”. Jeszcze inna odmówiła, gdyż… była już umówiona na palenie skrętów z kim innym. Zapewniła jednak, że chętnie spotka się w następnych dniach.
I tu właściwie można by skończyć artykuł konkludując na temat nieodpowiedzialnego zachowania. Tak też planowałem, ale reporterska dociekliwość nakazała mi sprawdzić ile z dziewczyn pojawi się rzeczywiście w umówionym punkcie i będzie chciało kosztować „zakazany owoc”. Jointa rzecz jasna nie miałem, lecz sprawdzenie motywacji było dla mnie istotne. Pod trzema różnymi barami umówiłem się z dziewczynami.
Jak wyglądały spotkania? Muszę przyznać, że nigdy nie byłem na randce z internetu i nie wiedziałem jak duży odsetek osób umówionych odwołuje spotkanie w ostatniej chwili. Z trzech dziewczyn w wieku od 18 do 24 lat na spotkanie przyszły dwie. Jedna bez słowa zablokowała mnie na aplikacji, widocznie znajdując ciekawszy sposób spędzenia wieczoru.
Pierwsza dziewczyna, nazwijmy ją Agnieszka, czekała nerwowo patrząc w smartfona. Gdy przedstawiłem się i pożartowałem chwilę padła propozycja byśmy weszli w jedną z bram na Nowym Świecie i zapalili skręta. I nieco na odwrót z kultowym filmem „Chłopaki nie płaczą” „zielonego” nie było. Przedstawiłem się jako dziennikarz i zapytałem czy uważa, że to odpowiedzialne iść z obcym człowiekiem palić narkotyki, albo co gorsza dopalacze nawet nie zastanowiwszy się czy jego imię jest prawdziwe. Agnieszka była przerażona. Ta filigranowa 18-latka stała i słuchała jak zamurowana. Później trzęsąc się i z trudem opanowując drżenie głosu i łzawiące oczy przepraszała. Tłumaczenie, że nie mnie ma przepraszać nie dochodziło do rozhiseryzowanej nastolatki.
Gdy tylko Agnieszka się uspokoiła poszedłem pod drugi pub. Tam jednak czekał na mnie tylko wiatr i zimno. Na trzeciej „miejscówce” była hm… druga Agnieszka, lat 24 (imiona celowo zmieniłem), która w rozmowie stwierdziła, że ze zdjęcia wyglądałem niegroźnie i w ogóle to ona ma wyjebane na konwenanse.
Wracając wieczornym autobusem patrzyłem jak na moje konto na Badoo przychodzą kolejne polubienia. Zastanawiałem się ile z tych szukających miłości dziewczyn dałoby się zwieść prawdziwemu złoczyńcy. Może warto więc poszukać chłopaka poza światem wirtualnym?
Solówka z naturą, nastawienie jak najlepsze. Nie pierwszy samotny trip, ale pierwszy w miksie takich dawek.
Na pomysł takiego miksu wpadłem po wspaniałej podróży na bolivian torchu. Ogólnie dawki psychodelików u mnie zazwyczaj musiały być większe więc nie bałem się o swoje zdrowie psychiczne czy cokolwiek tam innego. Zaczynajmy, arrrr!
Set & Setting - A więc jest 28 sierpnia 2009, ciepły, lekko wietrzny dzień, od rana mam kaca po wczorajszym grillu, boli mnie lekko głowa, trochę podirytowany jestem.
Dawka/Metoda - 3 starte na pył gałki wsypane do jogurtu.
Wiek i doświadczenie - 19 lat (180cm, 90kg). Doświadczenie niemal zerowe. Alkohol (bardzo dużo, bardzo często), kilka razy kodeina (na pewno będzie więcej).
Czas trwania - Około 24h
Czas wchodzenia - 5h
Nastawienie bardzo pozytywne, miałem głód psychodelicznych doświadczeń, bo minęło już kilka miesięcy od ostatniego "konkretnego" tripu. Nastrój bardzo lekki, ogólna wesołość i świadomość bycia w dobrym towarzystwie, brak poważniejszych obaw, może trochę lekkomyślne podejście. Przyjęcie głównej substancji krótko po północy w noc sylwestrową, podczas imprezy połączonej z mini-koncertem w domu znajomych. Wszystko odbywało się w jednym z dużych polskich miast. NBOMe brałem sam, wcześniej spaliłem kilka jointów z innymi ludźmi i wypiłem dwa piwa w ciągu ok. 3 godzin. Podczas tripa spaliłem kolejne kilka jointów.
Postanowiłem, że ta noc będzie wspaniała. Po prostu nie mogło być inaczej. Ostateczny plan spędzenia sylwestra ukształtował się w mojej głowie dość późno. Wiedziałem, że na pewno zafunduję sobie jakąś psychodeliczną podróż, problemem był tylko dobór środków i okoliczności. W weekend poprzedzający koniec roku zostałem zaproszony na imprezę w domu kolegi. Muzyka na żywo, dobrzy znajomi - uznałem, że to jest to!
Zapodano:
-PURE THX(ale niezle palenie)
Czas i miejsce akcji:
-jakis czas temu tu i tam
Osoby dramatu:
-solid
-tajemniczy mr.x
-ja(zawias)
-i reszta swiata
Komentarze