"Nie wiedziałem czy stoję, czy leżę". Proces w sprawie "Cząstki Boga" trwa

Trwa proces przeciwko sprzedawcom dopalaczy. W poniedziałek zeznawał m.in. młody mężczyzna, który po zażyciu „Cząstki Boga” trafił do szpitala.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Jacek Szydłowski, Dziennik Wschodni
Marcin Koziestański, Kurier Lubelski

Odsłony

2258

Zapalił "Cząstkę Boga", obudził się w szpitalu. "Nie wiedziałem czy stoję, czy leżę"

– To było straszne, miałem takie migawki w oczach. Nie wiedziałem, czy stoję, czy leżę – tak swoje wrażenia po zażyciu tzw. Cząstki Boga opisywał wczoraj świadek, zeznający w procesie Jakuba G. i Patrycji M. Para odpowiada za handel niebezpiecznymi substancjami

Groźne specyfiki sprzedawano w „Hindu Point” przy ul. Furmańskiej w Lublinie. Jakub G. prowadził kilkanaście podobnych punktów w całym kraju. Patrycja M. stała za ladą w lubelskim sklepie. – Kupowaliśmy dopalacze przy ul. Furmańskiej – przyznał w sądzie jeden z klientów „Hindu Point”. – Na opakowaniach było napisane, że to rzadka roślina z doliny Gangesu. To było sprzedawane jako kadzidło, nie do spożycia.

Wydarzenia, o których wspominał chłopak, działy się w 2013 r. Wtedy, jak stwierdził, dopalacze były powszechnie dostępne – „wszyscy to palili”. – Chodząc do szkoły człowiek ma z tym styczność cały czas – przyznał świadek. – Kolega powiedział, że to działa jak marihuana.

W maju 2013 r. chłopak umówił się więc na spotkanie z jednym ze znajomych – Adrianem S. Powiedział mu, że będą palić marihuanę. Chłopcy spotkali się w okolicach gimnazjum przy ul. Długosza w Lublinie.

– Sądziłem, że to marihuana. Pomyślałem, że spróbuję ten pierwszy raz – relacjonował wczoraj w sądzie Adrian S. – Potem zrobiło mi się niedobrze, kręciło mi się w głowie i zemdlałem. Ocknąłem się, kiedy lekarz pytał, co się stało.

Z akt sprawy wynika, że po zapaleniu „Cząstki Boga” chłopak biegał po ulicy, po czym upadł na jezdnię. Za nim ruszył kolega, który wcześniej poczęstował go dopalaczem. Przechodnie wezwali pogotowie. Adrian S. trafił na oddział toksykologii. – Lekarz powiedział, że to nie mogła być marihuana. Mówił, że to dopalacze – przyznała w sądzie mama chłopaka.

Adrian to jedna z dwóch osób, które po zażyciu dopalaczy sprzedawanych przy ul. Furmańskiej trafiły do szpitala. Śledczy uznali, że handlując „Cząstką Boga” Jakub G. i Patrycja M. narażali zdrowie i życie klientów.

Oboje zostali oskarżeni, ale Sąd Rejonowy Lublin-Zachód umorzył sprawę. Uznał, że sprzedaż produktów oferowanych w „Hindu Point” nie była przestępstwem. – Na opakowaniach jest wyraźne ostrzeżenie, że substancje te nie nadają się do spożycia – wyjaśniał sędzia Artur Jakubanis.

Śledczy nie zgodzili się ze stanowiskiem sądu i zaskarżyli rozstrzygnięcie. W marcu ubiegłego roku Sąd Okręgowy w Lublinie zgodził się z argumentami prokuratury. Uchylił rozstrzygnięcie sądu pierwszej instancji i skierował sprawę do ponownego rozpoznania.

Nowy proces udało się rozpocząć dopiero pod koniec listopada ubiegłego roku. Wcześniej bowiem, mimo kilku prób, na sali zawsze brakowało kogoś z oskarżonych. 29-latek i jego dwa lata młodsza znajoma nie przyznają się do winy. Odmówili składania wyjaśnień przed sądem.

(Dziennik Wschodni, Jacek Szydłowski)

Trwa proces przeciwko sprzedawcom dopalaczy. W poniedziałek zeznawał m.in. młody mężczyzna, który po zażyciu „Cząstki Boga” trafił do szpitala. - Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Nie orientowałem się, czy leżę, czy stoję - mówił.

W poniedziałek, podczas kolejnego dnia procesu przeciwko sprzedawcom dopalaczy ze sklepu przy ulicy Furmańskiej w Lublinie, na ławie oskarżonych zasiadła jedynie Patrycja M. - Jakub G. przebywa obecnie w Areszcie Śledczym w Piotrkowie Trybunalskim w związku z inną sprawą, która jest prowadzona przeciwko niemu. Trafił tam 28 listopada, czyli zaledwie dziewięć dni po rozpoczęciu procesu w Lublinie - poinformowała sędzia Marcelina Kasprowicz.

Pomimo braku oskarżonego na poniedziałkowej rozprawie zeznania złożyli świadkowie. - W maju 2013 r. mój kolega Konrad M. poczęstował mnie, jak mi się wydawało, marihuaną. Później okazało się, że to był jednak dopalacz - mówił Adrian S. - Narkotyk wyglądał dokładnie jak marihuana, był to taki zielony susz. Zdążyłem się tylko dwa razy zaciągnąć i zrobiło mi się niedobrze - relacjonował 19-latek.

Młodemu mężczyźnie zaczęło kręcić się w głowie. Zemdlał. - Adrian po zażyciu „Cząstki Boga” zaczął uciekać, wbiegł na środek ulicy, gdzie upadł. Ja też z nim paliłem, dlatego nie wiedziałem do końca, o co chodzi. Myślałem ciągle, że to wszystko nie dzieje się naprawdę - dodawał Konrad M.

Adrian S. po zapaleniu dopalacza trafił na oddział toksykologii. - Lekarz pytał mnie, czy coś brałem. Powiedziałem, że jedynie dwa razy zaciągnąłem się marihuaną. Doktor stwierdził, że to jednak niemożliwe, bo ona nie daje takich efektów - mówił Adrian S. - Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Czułem paraliż całego ciała. Nie orientowałem się, czy leżę, czy stoję - opisywał skutki zażycia specyfiku poszkodowany.

Skąd nastolatki miały „Cząstkę Boga”? - Dopalacz pochodził ze sklepu przy ul. Furmańskiej. Mój kolega Piotr G. tam je kupił. Nie leżały jednak na widoku. Sprzedawano je spod lady i tylko osobom pełnoletnim. Bardzo tego pilnowano - podkreślał Konrad M. - Na etykiecie było napisane, że robione są z rzadkiej rośliny z doliny Gangesu, służą jako talizman i nie nadają się do spożycia. Jednak wtedy była taka moda, że prawie wszyscy to palili - dodał Konrad M. Kolejna rozprawa odbędzie się 15 lutego.

(Kurier Lubelski, Marcin Koziestański)

Oceń treść:

Average: 9.5 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Amfetamina
  • Uzależnienie

rano, w południe, wieczorem, w nocy, o każdej porze

Amfetamina. O czym pomyślałeś, mój niegrzeczny przyjacielu? Balety, nieprzespane noce, rozpierająca energia, niekończące się rozmowy? Kreski w kiblu na imprezach? Ciężkie zjazdy, paranoje i psychozy, nienawiść do słońca, palpitacje serca? No tak, zazwyczaj są to elementy nieodłączne wciągania. Ale ja chciałam porozmawiać o kablarstwie.

  • LSD-25
  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

Gorący, parny letni wieczór/noc. Wszystko, czego potrzeba do szczęścia, czyli --> ja, kwas i las!

20:15 – Intoksykacja. Jeszcze w domu, kartonik trafia tam gdzie czuje się najlepiej, a więc pod mój język. Trwają ostatnie przygotowania – zgrywanie muzyki na mp3, pakowanie prowiantu i śpiwora do plecaka.
Pół godziny później zakładam plecak i dziarsko wychodzę – humor dopisuje, co jest zapewne już pierwszym efektem zażytej substancji.

  • 4-HO-MET
  • Retrospekcja

wakacyjny wyjazd, pozytywne nastawienie, w otoczeniu przyjaciół, lasy i polany

Fuck the Club! - czyli gdzie zaprowadził mnie maHOMET..

 

  • Dekstrometorfan
  • Dimenhydrynat
  • Pierwszy raz

Noc. W swoim pokoju :)

Od jakiegoś czasu czytałem o tym mix'ie. Z Avio się nigdy nie bawiłem, a z DXM moja najwyższa dawka to właśnie 450mg, więc szału nie ma. Halucynacje po tym podobno są wyśmienite (a może jednak nie...), więc nie zaszkodzi spróbować :D Biorę w nocy, mając lekko oświetlony pokój led'ami, więc jest fajny półmrok. Dodam, że 3 godziny przed wzięciem wypiłem sobie taniego energetyka z Tesco za 3zł, żeby nie usnąć :D Podobno kofeina w rozsądnych dawkach zmniejsza ryzyko bad tripa i rozluźnia. W większych jest nie zalecana wg. wikipedii z dxm (zresztą jak każdy stymulant).