Jestem lekarzem psychiatrą. Od wielu lat jestem uzależniony od morfiny i heroiny. Ten wstęp nie jest literacką prowokacją. To prawda.

Estończyk, który wpadł na granicy w Kuźnicy z prawie 100 kg narkotyków, zaproponował karę pięciu lat pozbawienia wolności i 10 tysięcy złotych grzywny.
Estończyk, który wpadł na granicy w Kuźnicy z prawie 100 kg narkotyków, zaproponował karę pięciu lat pozbawienia wolności i 10 tysięcy złotych grzywny.
Teraz rozważy to Sąd Okręgowy w Białymstoku, gdzie trafił akt oskarżenia. Valery B. został złapany w sierpniu ubiegłego roku. Przewoził ponad 130 pakunków z haszyszem poukrywanych w specjalnych skrytkach jego audi. W rozmowie z polskimi pogranicznikami kierowca oświadczył, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co wiezie. Powiedział, że narkotyki pochodzą z Maroka i że spakowano je w Hiszpanii. Miały trafić do Sankt Petersburga.
Śledczy ustalili, że przemyt narkotyków zaproponował oskarżonemu znajomy. Valery B. twierdził, że on już wcześniej namawiał go na przemyt, ale Estończyk zgodził się dopiero w tamtym roku. Zastrzegł, że może przemycić tylko lekkie narkotyki. Nie miał pracy, a długi rosły, dlatego się zgodził. Twierdził, że za wykonanie zadania miał dostać 6000 euro. Przestępcy oddali mu też pieniądze za samochód, który kupił specjalnie na tę okazję. Dostał też pieniądze na wydatki w drodze do Hiszpanii. Tam, jak wyjaśniał, założono mu opaskę na oczy i wywieziono w góry. Stracił audi na tydzień, a kiedy je odzyskał, samochód był już przerobiony tak, by ukryć w nim narkotyki.
Jestem lekarzem psychiatrą. Od wielu lat jestem uzależniony od morfiny i heroiny. Ten wstęp nie jest literacką prowokacją. To prawda.
Lekkie rozdrażnienie psychiczne
Działo się to na kilka lat temu, kiedy jeszcze studiowałem. Była wtedy późna jesień, albo wczesna zima. Koleżanka (nazwijmy ją O) zaprosiła mnie na imprezę do swojego nowego miejsca pracy, był to squat gdzie królował dnb. Chciałem się wtedy gdzieś wyżyć, poszaleć i oczywiści czymś się stripować. Dlatego przyjąłem zaproszenie koleżanki.
Set: Olbrzymie podniecenie na myśl o tym, że w końcu spróbuję psychodelika z prawdziwego zdarzenia. Bałam się jednak , że przeżycie prawdziwej psychodeli jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Setting: Zwykłe, piątkowe popołudnie, rodzice byli w domu, nawet z nimi rozmawiałam na fazie, ale nie narobiłam sobie lipy.
12:45 – Po powrocie ze szkoły zajrzałam na pocztę i spytałam, czy nie przyszła do mnie przesyłka. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu okazało się, że czeka na mnie list. Zapłaciłam i wypełniona radością wróciłam do domu.