REKLAMA




Królestwo odlotu - Ibiza

Na Ibizie od ponad 30 lat trwa nieustająca balanga turystów z całej Europy. Teraz dołączają do niej Polacy. - Artykuł z Newsweeka

Anonim

Kategorie

Źródło

Newsweek
Roman Rogowiecki, Ewa Wysocka

Odsłony

8323
Lampkę wina i coś jeszcze - zwraca się do barmana młoda turystka. Widać, że się znają, bo dziewczyna nie musi tłumaczyć, o jakie narkotyki jej chodzi. Dostaje to, co chciała, i spokojnie oddala się do stolika. Nikogo to nie dziwi, na Ibizie wszystko jest dozwolone.

Nie mamy tabu, nie mamy problemów - mówią mieszkańcy wyspy, gdzie fiesta kończy się dopiero wraz z przyjściem jesiennych chłodów.

Ibiza to już nie tylko nazwa urokliwej śródziemnomorskiej wyspy. To styl spędzania wakacji - nieustanna balanga przy ogłuszającej muzyce, przypadkowy seks i narkotyki. Od 10 lat bawią się tak głównie Anglicy i Niemcy, ale z każdym rokiem na wyspie przybywa turystów z Polski.

Obowiązują tu inne prawa niż w normalnym świecie. Godziną szczytu jest 6 rano, kiedy tysiące turystów opuszczają kluby. Jedni wracają do hotelu, inni idą na plażę, by w chiringuitos (plażowych barach) zjeść śniadanie, a potem przespać się na piasku i nabrać sił na kolejny dzień zabawy. Nikt się nie spieszy, nikt nie zwraca uwagi na tłok i korki. Zabawa w europejskiej stolicy rozrywki, którą odwiedzają rocznie dwa miliony gości, wymaga poświęceń.

Przede wszystkim trzeba przyjechać z dobrze wypchanym portfelem. Ibiza nie jest tania. W sierpniu za tydzień w dwugwiazdkowym hotelu hiszpańskie biura podróży liczą sobie ponad 500 euro (2000 zł). Wstęp do klubu kosztuje średnio 50 euro (200 zł), drink ponad 6 euro (24 zł), a za jednodaniowy obiad na plaży trzeba zapłacić 10 euro (40 zł) - prawie dwa razy tyle co w Barcelonie. Mimo to chętnych nie brakuje. Barcelońskie biura podróży już teraz mają wyprzedane do końca sierpnia wszystkie miejsca w samolotach. Jedno z warszawskich biur turystycznych proponuje klientom sprzedaż wczasów na wyspie już od połowy maja. - Zainteresowanie jest bardzo duże, wszystkie loty czarterowe mają pełne obłożenie. Tydzień pobytu kosztuje minimum 1200 zł.

Letnie szaleństwo na wyspie zaczęło się pod koniec lat 60. "Na Ibizie czasami też się śpi" - tym sloganem przyciągali pierwszych turystów właściciele barów i klubów. Najbardziej na południe wysunięta wyspa z archipelagu Balearów była pierwszym w Hiszpanii miejscem z plażami nudystów, wolnym seksem i ożywionym ruchem hipisowskim, gdzie indziej surowo zabronionym. - Dla nas była synonimem wolności. Synonimem tego wszystkiego, czego nie wolno było robić na co dzień - wspomina Carlos Fido, architekt hiszpański, który odwiedza wyspę od 35 lat. Maszyna mody ruszyła. W ślad za turystami na wyspę zaczęli przybywać możni tego świata. Z dala od czynnych całą dobę dyskotek i głośnych barów swoje wille wybudowało wiele osobistości. Letniskowy dom ma tu od 20 lat m.in. Roman Polański. Wyspę odwiedza co roku i jest stałym gościem znanej na całym świecie elitarnej dyskoteki La Pacha. Oprócz niego bywają tu przedstawiciele hiszpańskiej arystokracji, gwiazdorzy kina, m.in. Bruce Willis i Michael Douglas, a także rockmani, np. Mick Jagger.

Dla światowej muzyki wyspa otworzyła się dopiero pod koniec lat 80. Weteran muzycznych imprez na Ibizie, 40-letni didżej Paul Oakenfold, przyjechał tu po raz pierwszy w 1987 r. i szybko zorientował się, że turystyczne oblicze wyspy może zmienić właśnie muzyka. - Zamiast puszczać stare melodie taneczne, zdecydowałem się grać mieszankę alternatywnego rocka, italo disco i muzyki house - wspomina Oakenfold. Chwyciło. Wieść o prowadzonych przez niego imprezach błyskawicznie rozeszła się po całej Europie i ściągnęła na wyspę najpierw dziesiątki, a potem setki tysięcy spragnionych zabawy młodych Europejczyków. Mieli dość Londynu, Berlina czy Paryża, chcieli się bawić przy muzyce techno, zaczynającej wtedy światową karierę, a także zakosztować uroków wolnego seksu i narkotyków z dala od własnych szefów i rodziców.

- Na Ibizie nie należy być łatwowiernym. Pozornie niewinna rozmowa może się okazać propozycją homoseksualnej randki albo kupna narkotyków - ostrzega 27-letni Rafał Kapryś, który na wyspie bawił dwukrotnie. W tym roku jedzie po raz trzeci, bo tamtejsze imprezy zupełnie nie przypominają naszych dyskotek. - Tam bez przerwy trwa "jazda na maksa" - mówi Marta Lewandowicz, studentka prawa Uniwersytetu Warszawskiego.

Na takiej imprezie didżej wciela się w rolę "kapłana" celebrującego nabożeństwo. Funkcjonuje kult didżejów, a wielu z nich właśnie tu zrobiło zawrotne kariery, najsłynniejszą Hiszpan Jose Padilla. Na Ibizie zaczynał jako kelner, ale szybko zorientował się, że prawdziwą popularność i pieniądze można zdobyć, grając w klubach własne sety didżejskie. Jego autorskie miksy zaczęły trafiać na lokalne bazary, gdzie cieszyły się zawrotnym powodzeniem. Sam Padilla i jego młodsi koledzy: Fatboy Slim czy Chemical Brothers otrzymywali od właścicieli klubów po 12 tys. dolarów za kilka godzin miksowania płyt. Szefowie klubów doskonale wiedzieli, co robią. To dzięki takim didżejom na Ibizę co sezon ściągało kilkaset tysięcy fanów szaleńczego tańca. Dla nich wzniesiono klub Manumission, największą na świecie dyskotekę mogącą pomieścić aż 10 tys. gości. Stąd nadają na żywo stacje MTV i VIVA, napędzające klubom Ibizy jeszcze więcej klientów.

Ale wyspa słynie nie tylko z muzyki. Drugą stroną hiszpańskiego szaleństwa są narkotyki. - Chcesz czy nie, handlujący sami cię znajdą - ostrzega 18-letni Rougie Gonzales, co wakacje pracujący na Ibizie. Gram marihuany kosztuje 6 euro (24 zł), kokainy - 60 euro (240 zł), a dwie pastylki ecstasy - 12 euro (48 zł). W efekcie zawodowi sprzedawcy, zwykle nastolatki, zarabiają miesięcznie do 1600 euro (6400 zł). Chemiczne wspomaganie zabawy stało się tak powszechne, że rząd Balearów utworzył nawet stronę internetową - w pewnym sensie świadectwo porażki w walce z narkotykami. Władze informują na niej, jak bezpiecznie zażywać środki odurzające (www. clubdenit. com).

Handlarze narkotyków podbili Ibizę równocześnie z didżejami. Wielu bossów narkotykowych Wielkiej Brytanii, np. londyński gang braci Adamsów, przeniosło się do Hiszpanii tylko po to, żeby nadzorować przerzuty prochów na Ibizę. Biznes się kręci: brytyjska prasa oblicza, że w roku 2000 obroty gangsterów handlujących na wyspie narkotykami sięgnęły 140 mln dolarów. Doszło do tego, że rozdawane turystom darmowe przewodniki zawierały także kącik porad, jakich narkotyków używać, jakie sporządzać z nich koktajle i jakie skutki mogą one przynosić...

To jawne dilerstwo tak dalece nie spodobało się brytyjskiemu konsulowi na wyspie Michaelowi Birkettowi, że w 1999 roku złożył rezygnację. "Nie jestem w stanie dłużej tuszować skandalicznego zachowania moich rodaków, notorycznie nadużywających alkoholu i działających pod wpływem narkotyków" - wyjaśniał konsul. Wyjechał, jednak cień Ibizy prześladuje go nawet w Londynie. Przed kilkoma tygodniami, niedaleko stacji metra Victoria, otwarto filię La Pacha - najbardziej ekskluzywnej dyskoteki na wyspie. Teraz młodzi i obiecujący menedżerowie szacownych brytyjskich firm - stali goście hiszpańskiej dyskoteki - będą mogli wieść awanturnicze życie nie tylko podczas wakacji.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

Angie (niezweryfikowany)
Juz odkladam pieniazki zeby sie wybrac!!Niesamowite przezycie!!
randomness