REKLAMA




Katolicki portal straszy marihuaną i Sorosem

Przedruk światłego artykułu pt. Marihuana – popiera ją Soros i… niektórzy „prawicowcy”

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

pch24.pl
Marcin Jendrzejczak
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła ;)

Odsłony

206

Postulat legalizacji „rekreacyjnej” marihuany cieszy się w Polsce coraz większą sympatią – także wśród polskich turbowolnościowców. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę wychowawcze funkcje prawa, to zdamy sobie sprawę, że legalizacja w Polsce tego narkotyku zwiększy jego akceptację. Tymczasem „rekreacyjne” palenie tak zwanej trawki zwyczajnie sprzeciwia się etyce!

„Już odlatuję na małej chmurce pstrej świetnie się czuję wszystko jest już OK.
Ziemia się kręci zginął pod ławą chmur Waszej niechęci wielki kamienny mur
A, ha, a, ha, a, ha ten wasz mur
Już odlatuję wszystko mi jedno gdzie
Niech ktoś spróbuje na górze złapać mnie
A, ha, a, ha, a, ha, złapcie mnie” – śpiewał zespół „Lady Pank” w piosence „Chmurka”. Przez lata marihuana stanowić miała symbol wolności, swobody, pewnego luzu – niczym w tej piosence. Zielony listek kojarzył się też z pewną egzotyką. Trudno tu o lepszy symbol niż wizerunek Boba Marleya z kolorowymi dredami. Wizerunek ów trafiał do klubów, akademików, pod strzechy wreszcie.

„Wolnościowa” symbolika działała kusząco – zwłaszcza na młodych. Sama z siebie jednak nie wystarczyła. Niezbędna stała się jeszcze gra na najpotężniejszym instrumencie w dziejach. Na emocjach. Do tego zaś celu trudno wyobrazić sobie coś lepszego niż wizerunek małego, bezbronnego i cierpiącego dziecka. Cierpiącego – gdyż źli dorośli nie dali mu trawki (do celów leczniczych oczywiście!). Ten właśnie wizerunek, akcentujący lecznicze walory marihuany wykorzystano – jak twierdzi Jakub Jałowiczor [wiara.pl] w celu przekonania do swych racji.

Bo dziecko cierpi

Zdaniem Jałowiczora „zamiast dowodów, dostajemy historie o chorych, którzy nie mogą się doprosić pomocy, stawiające przeciwników legalizacji w sytuacji szantażu moralnego. Medyczna marihuana ci się nie podoba? No to nie chcesz pomóc chorym dzieciom – do tego sprowadza się przekaz. Na potrzeby kampanii stworzono pojęcie narkofob. I – co ciekawe – raz słyszymy, że leki z marihuany nie mają nic wspólnego z zażywaniem narkotyków, a raz, że politykę narkotykową trzeba zmienić”.

Pomijając już wątek gry na emocjach warto pamiętać, że w sprawę ocieplania wizerunku marihuany i jej legalizację zaangażowane są niemałe pieniądze. Należą one choćby do George’a Sorosa. Jak zauważył na łamach „Rzeczpospolitej” („Plus Minus”) Jeremi Zaborowski [20.02.2016] „w ciągu ostatnich kilkunastu lat miliarder wydał co najmniej kilka milionów dolarów na kampanie przed referendami stanowymi w sprawie legalizacji marihuany – to dzięki jego pieniądzom stan Massachusetts zezwolił w 2008 r. na posiadanie na własny użytek do 28 gramów narkotyku”.

Miliarder nie kryje się ze swymi przekonaniami. Należy wszak do Drug Policy Alliance – organizacji dążącej do legalizacji marihuany.

Zmiana opinii publicznej

O skuteczności pro-marihuanowej retoryki świadczą badania opinii publicznej. Na przykład 22 października Instytut Gallupa [news.gallup.com] podał, że 66 proc. Amerykanów popiera legalizację konopi. Co ciekawe, chodzi tu o swego rodzaju porozumienie ponad podziałami. Wszak jeszcze w 1969 roku jedynie 12 proc. Amerykanów popierało legalizację „trawki”. W latach 70. XX stulecia konopiom przybyło sympatyków, jednak potem trend ten się zatrzymał. Stopniowy wzrost poparcia dla legalizacji marihuany nastąpił ponownie od 2000 roku, a w 2013 roku zwolennicy legalizacji znaleźli się już w większości. Co ciekawe, chodzi tu o swego rodzaju porozumienie ponad podziałami. Wszak w 2018 roku legalizację „rekreacyjnej” marihuany poparło 53 proc. Republikanów, 75 proc. Demokratów i 71 proc. niezwiązanych z żadną partią polityczną.

Tymczasem nad Wisłą poparcie dla konopi okazuje się niewiele niższe – w każdym razie według badania przeprowadzonego przez Fundację Batorego. Jak pokazują wyniki, 58,4 proc. Polaków opowiedziało się za legalizacją narkotyku [wirtualnemedia.pl].

I zmiana prawa

Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.Marihuana pozostaje legalna w Urugwaju, a w pewnym sensie także w Holandii. Z kolei w Kanadzie rząd pozwolił na wykorzystanie używki do celów „rekreacyjnych” (w październiku 2018 roku). W Stanach Zjednoczonych medyczna marihuana jest dostępna zgodnie z prawem w 33 stanach, zaś marihuana „rekreacyjna” – w 11.

Legalność marihuany sprzyja biznesowi. Według Brightfield Group sektor legalnej marihuany wzrośnie z 7,7 do 31,4 miliardów między 2017 a 2021 rokiem. Szacunki mówią, że do 2021 amerykański rynek osiągnie wartość 18,1 miliarda dolarów, zaś kanadyjski 8,9 miliarda. Impetu dodała tu legalizacja. „Canadian Cannabis Index” (ukazujący cenę związanych z marihuaną papierów wartościowych) wzrósł o 201 proc. między styczniem 2017 a styczniem 2018 – zauważa Jeff Desjardins [visualcapitalist.com].

W Polsce apteki sprzedają już leczniczą marihuanę (legalną od listopada 2017), co może jawić się jako uzasadnione. Problem stanowią jednak niejasne przepisy w tej materii. W efekcie w wielu aptekach „zioła” i tak kupić nie można. Zresztą realizacja ustawy pozostawia wiele do życzenia. Pojawiają się wręcz głosy, że ustawa służy bardziej narkomanom niż chorym – zauważa Dziennik Gazeta Prawna [20.02.2016].

Marihuana a utylitaryzm

Choć promotorzy marihuany odnoszą sukcesy, to ich działania jawią się jako co najmniej trudne do uznania z etycznego punktu widzenia. Jeśli weźmiemy pod uwagę dominujące we współczesnej etyce szkoły: utylitaryzm, deontologizm i etykę cnót, okaże się, że w gruncie rzeczy na podstawie żadnej z nich nie da się wyprowadzić skutecznej argumentacji za „trawką”.

Zacznijmy od utylitaryzmu głoszącego – w uproszczeniu – konieczność przyjemności i minimalizowania cierpienia. Wiele spośród zysków płynących z legalizacji marihuany ma charakter ekonomiczny. Należą do nich z pewnością korzyści dla firm i inwestorów – wspomniane już zresztą w tym tekście. Do tego dochodzą korzyści dla budżetu państw wynikające z ograniczenia szarej strefy i tym samym zwiększenia bazy podatkowej. Co zaś z aspektami psychologicznymi? Marihuana zapewne na krótką metę poprawia samopoczucie, a jej szkodliwość wydaje się niewielka. Zwolennicy legalnych konopi lubią też podkreślać, że „trawka” nie wywołuje fizycznego uzależnienia, lecz co najwyżej uzależnienie psychiczne. To ostatnie zaś obejmuje wszystko, co aktywuje w mózgu układ nagrody (pozwala odczuwać przyjemność). Z tego punktu widzenia zakaz marihuany jawi się jako równie uzasadniony, co zakaz jedzenia czekolady czy słuchania muzyki. Pojawiają się nawet badania mówiące o zmniejszeniu konsumpcji marihuany w pewnych grupach (amerykańscy nastolatkowie) po jej legalizacji – niewykluczone, że wskutek wzrostu ceny (chodzi o badania opublikowane w „Jama Pediatrics” w 2019 roku; rp.pl).

Jednak pojedyncze badania to zbyt mało. Trudno rozciągać je na wszystkie grupy społeczne. Obawa, że na dłuższą metę legalizacja zwiększy użycie, pozostaje uzasadnione, przynajmniej jeśli chodzi o Polskę. Tu „rekreacyjna” marihuana wciąż uchodzi zazwyczaj za sprzeczną ze społecznymi normami, co raczej działa odstraszająco na większość praworządnych obywateli. Legalizacja stanowiłaby nagły impuls do zmiany postrzegania konopi, jako czegoś obcego kulturowo i niebezpiecznego.

Warto zwrócić uwagę na szkodliwość marihuany – często negowaną przez jej zwolenników. Amerykański instytut zajmujący się przeciwdziałaniem nadużywania narkotyków [drugabuse.gov] zauważa, że marihuana powoduje pogorszenie problemów z oddychaniem, nadmierne przyspieszenie bicia serca, wzrost bezsenności i wymiotów. Niekiedy użycie szkodzi innym ludziom – i to w bezpośredni sposób. Chodzi o dzieci młodych kobiet po przygodach z konopiami indyjskimi. Co więcej, palacze marihuany częściej, niż pozostali, skarżą się na mniejszą satysfakcję z życia, problemy ze zdrowiem fizycznym i psychicznym oraz trudności w relacjach. Zażywanie narkotyku wiąże się z częstszą nieobecnością w pracy, wyrzucaniem ze szkoły oraz rzadszym odnoszeniem sukcesów szkolnych i zawodowych.

Czy zaś marihuana stanowi inicjację do zażywania innych narkotyków? Istnieją badania przeprowadzone na zwierzętach pokazujące, że używanie obecnego w marihuanie THC zmienia sposób, w jaki mózgi reagują na inne narkotyki. Sugeruje to, że palenie konopi indyjskich może okazać się wstępem do innych narkotyków. Gwoli sprawiedliwości należy jednak zaznaczyć, że większość osób używających marihuanę nie przeszła następnie do korzystania z tzw. twardych narkotyków.

Koniec końców uzasadnienie marihuany z utylitarnego punktu widzenia jawi się jako – co najmniej – wątpliwe. Negatywne skutki zdrowotne uznać należy natomiast jako ważniejsze od korzyści ekonomicznych. Zresztą na dłuższą metę chorzy staną się mniej wydajni w pracy i obciążą budżet oraz służbę zdrowia.

Etyka cnót

Legalizację marihuany trudno również pogodzić z wywodzącą się od Arystotelesa etyką cnót, nakazującą działać w sposób rozwijający charakter – a w szczególności cnoty roztropności, sprawiedliwości, męstwa i umiarkowania. Zażywanie narkotyków zwiększa może chwilową przyjemność, jednak prowadzi do uzależnienia – stanowiąc zaprzeczenie cnoty umiarkowania. Stan narkotyczny prowadzi także do osłabienia pracy mózgu, co kłóci się z cnotą roztropności. Nieprzypadkowo w języku angielskim na marihuanę mówi się „dope” – zauważa portal debatingeurope.eu. Słowo to oznacza zarówno środek odurzający, jak i „palanta”, „idiotę” etc. Nie każdy stosujący marihuanę to idiota, jednak jej używanie sprzyja zidioceniu. Używając pojęć klasycznych: sprzeciwia się cnocie roztropności.

Konopie a zakaz zabijania

Co jednak, jeśli uznamy etykę deontologiczną, nakazującą poszanowanie godności człowieka i bezwzględnie wykluczającą zabójstwo i czyny zbliżające do niego? Trudno sobie wyobrazić, by dało się z nią pogodzić zażywanie uzależniającej substancji psychoaktywnej (dotyczy to także innego typu używek). Wydaje się, że z takiego właśnie zasadniczego przekonania wychodzą twórcy Katechizmu Kościoła katolickiego. „Używanie narkotyków wyrządza bardzo poważne szkody zdrowiu i życiu ludzkiemu. Jest ciężkim wykroczeniem, chyba że wynika ze wskazań ściśle lekarskich. Nielegalna produkcja i przemyt narkotyków są działaniami gorszącymi; stanowią one bezpośredni współudział w działaniach głęboko sprzecznych z prawem moralnym, ponieważ skłaniają do nich” – czytamy w kanonie 2291.

Legalizacja używania konopi indyjskich do celów „rekreacyjnych” – czytaj: narkomańskich – stanowi zatem drogę prowadzącą ku przepaści. Aż dziw bierze, że nawet wśród osób uznających się za prawicowców, legalizacja tej obcej kulturowo używki cieszy się taką popularnością.

Marcin Jendrzejczak

Oceń treść:

Average: 1 (1 vote)

Komentarze

kojouihuih (niezweryfikowany)
Już pomijając wiele innych bzdur w tym artykul, to odniosę się tylko do "obcej kulturowo', to wg badań tej rośliny używano (oczywiscie miala o wiele mniejszy chociażby zasób THC) grubo przed chrztem polski. Więc w tym kontekscie to raczej czarna stonka jest obcym kulturowo tworem :D Od taki fun fact, reszta to (jak to zwykle bywa w przypadku katolickich mediow) bzdór i/lub pisanie pod tezę.
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana
  • Odrzucone TR
  • Pierwszy raz

Miejsce : las , domek na drzewie Osoby : jedna osoba oprócz mnie Nastrój : wesoła Myśli : moj chłopak nie był by zadowolony jak by sie dowiedział co robię Oczekiwania : chce być po tym wyluzowana i chce sie śmiać

Mój pierwszy raz z marihuaną według mnie był to bad trip. 12.00 rano poszłam z koleżanka nazwijmy ją litera P do lasu na taki domek na drzewie. Miałyśmy ze sobą 2 piwa i zielone. Nie wiem skąd ono było (zielone) bo to było P. Mojej koleżanki to nie był pierwszy raz mówiła,że jest fajnie , że jest sie wyluzowanym i sie ze wszystkiego śmieje. Stwierdziłam ze czemu nie można spróbować. 12.30 byłyśmy na miejscu. Siedzimy juz w domu na drzewie otworzyłyśmy piwa. P nabiła fifke i dała mi ją. Powiedziała, że mam palić pierwsza.

  • 2C-P
  • Tripraport

spotkanie ze zdołowanym znajomym, z którym znamy się jak stare konie. Chęć otwarcia się na niecodzienność, wyabstrahowanie się z zelżałych wglądów. Całość tripa: bezpiecznie mieszkanie, dobra muzyka, park nocą.

Shulgin pisał, że 8 mg to mało, że się wymęczył fizycznie, ale zaskoczony był łatwością komunikacji z drugą osobą w trakcie tripa. Z grubsza potwierdzam.

Spotkaliśmy się wieczorem, zrobiliśmy zakupy, w tym jakiś nabiał na czas "po". Od znajomego dostaliśmy wcześniej 32 mg 2-CP. Proszek w domu rozpuściliśmy zgodnie z regułami sztuki w małej wódeczce, podzieliliśmy na pół, i znów na pół, co dawało 8 mg w ćwiartce płynu (nie w ćwierce wódki, bo nie chcieliśmy się najebać, tylko w jednej czwartej tego, co było, a było jakieś 100 ml). W smaku wódka oczywiście obrzydliwa.

  • Katastrofa
  • MDMA (Ecstasy)

lekkie poddenerwowanie z racji na to ze mialem udawac pijanego. bralem na imprezie, dokladniej 18-stce starego kolegi.

Wszystko dzialo sie 2 dni temu. Historia ta przedstawia jak wygląda przedawkowanie mdma z pierwszej osoby. Dodam że ważę 59kilo, czyli naprawde malo jak na dawke, ktora przyswoiłem.

19.30

Docieram na 18-stke kolegi do domu imprezowego. Jestem około 15km od domu, na drugim końcu miasta i dosc slabo znam te tereny. Bedzie to wazne pod koniec historii. Na imprezie byla jedna zasada-bez cpania. Chcialem byc kozakiem i probowac ukryc moj stan i mowic wszystkim ze jestem najebany, niestety sie przeliczylem, ale o tym zaraz.

20.00

  • Inne
  • Przeżycie mistyczne

Las, środek nocy, podekscytowanie.

POCZĄTEK:
Zaopatrzyłem się w 6 gram filtrowanego C19H24N3O, oraz 15 tabletek po 30mg dekstrometorfanu na jedną tab, a dodatkowo kupiłem słuchawki i pobrałem muzykę satanistyczną by lepiej wkręcić halucynacje. Plan był prosty, około 20 przejdziemy się do lasu i tam mamy spędzić całą noc. Wraz z Moimi dwoma kompanami Krzysiem & Damianem (imiona zmienione) byliśmy zadowoleni. Krzyś miał przy Sobie dodatkowo dopalacze z kanna ab-pinaca, ustaliliśmy że Krzyś bierze dopalacze a my C19H24N3O (+ Ja dodatkowo te 15 tabletek).

randomness