REKLAMA




Irlandzka Garda pod wrażeniem "wyrafinowanej" plantacji marihuany prowadzonej przez Polaka

Podczas nalotu na jego plantacje policjanci nie mogli wyjść z podziwu dla ogromu pracy, którą włożył w urządzenie tego nielegalnego procederu.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

polishexpress.co.uk
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

446

Bartłomiej K. z irlandzkiego Limerick przyznał się do stawianych mu zarzutów dotyczących hodowli marihuany. Podczas nalotu na jego plantacje policjanci nie mogli wyjść z podziwu dla ogromu pracy, którą włożył w urządzenie tego nielegalnego procederu.

34-letni Polak przed sądem Limerick Circuit Court przyznał się do licznych zarzutów związanych z prowadzeniem domowej plantacji konopi indyjskich. Została ona odkryta przez funkcjonariuszy Gardy podczas nalotu, który miał miejsce 14 września 2016 roku. Jak relacjonował detektyw Declan O’Halloran w lokalu znajdującym się w Castlewell mieliśmy do czynienia z bardzo przemyślanym przedsięwzięciem. - To była niezwykle profesjonalna plantacja konopi - komentował na łamach lokalnego portalu "Limerick Leader" nie ukrywając pewnego podziwu.

Nasz rodak hodował rośliny w dwóch pokojach, a każde z nich było wyposażone w odpowiedni system filtracji i oświetlenia, a także specjalne namioty. Według relacji irlandzkich mediów elektrycy z ESB Networks mieli znajdować się pod "ogromnym wrażeniem" wobec sposobu, w jaki całe to nielegalne przedsięwzięcie było zasilane prądem. Polak w bardzo pomysłowy sposób przekierował zasilanie sieciowe, aby ominąć główny licznik.

W dniu policyjnego nalotu rośliny miały około ośmiu tygodni, a ich wartość rynkową oszacowano na prawie dwadzieścia tysięcy euro. Jak ustalono w sądzie Bartłomiej K. sam nauczył się uprawiać konopie korzystając z poradników znalezionych w internecie. Pieniądze na "profesjonalną" plantację pochodziły z odszkodowania, które otrzymał po wypadku drogowym w hrabstwie Clare w 2011 roku. Trzeba przyznać, że samozaparcia, ambicji i pracowitości odmówić mu nie można, choć spożytkował je w bardzo niewłaściwy sposób.

Broniący naszego rodaka adwokat Andrew Sexton zwracał uwagę, że jego klient do tej pory nie miał problemów z prawem i ma świadomość przestępstwa, które popełnił i wie, że jego postępowanie było niedopuszczalne. Sprawa została odroczona, a w czerwcu poznamy wyrok sądu.

Oceń treść:

Average: 1.7 (3 votes)