Witam. Przypominam, iż treść raportu jest moim wymysłem, jakby co;-)
Ponad dwie tony narkotyków i dopalaczy miał sprzedać w ciągu roku gang, w skład którego wchodzili m.in. pseudokibice Legii i Polonii. Działali oni pod auspicjami grupy markowskiej, na czele której stał Robert Sz. ps. „Śledź”, znany także jako „RS77”. Podczas akcji CBŚP zatrzymano 12 członków tej ekipy, a dwóch, w tym „Śledzia”, doprowadzono do prokuratury z aresztów.
Ponad dwie tony narkotyków i dopalaczy miał sprzedać w ciągu roku gang, w skład którego wchodzili m.in. pseudokibice Legii i Polonii. Działali oni pod auspicjami grupy markowskiej, na czele której stał Robert Sz. ps. „Śledź”, znany także jako „RS77”. Podczas akcji CBŚP zatrzymano 12 członków tej ekipy, a dwóch, w tym „Śledzia”, doprowadzono do prokuratury z aresztów.
45-letni Robert Sz. nie ma ostatnio szczęścia do organów ścigania. Pod koniec września został zatrzymany w jednym z klubów sztuk walki w Markach.
Z ustaleń policjantów stołecznej brygady „antynarkotykowej” wynikało, że lokal może być przykrywką dla magazynu narkotyków. Kiedy pod lokal podjechali w kilkuminutowych odstępach dwaj mężczyźni i weszli do pomieszczenia, funkcjonariusze postanowili ich zatrzymać.
Gangsterzy zdążyli się zabarykadować, licząc że zanim stróże prawa wyłamią drzwi, zdążą usunąć obciążające ich dowody. Nie zdążyli. W będącej na wyposażeniu klubu pralce funkcjonariusze znaleźli 13 kg klefedronu (4 CMC). Nie wiadomo czy było to miejsce, w którym przechowywano ten dopalacz, czy też może pranie miało wypłukać zakazaną substancję.
Na miejscu zatrzymano 45-letniego Roberta Sz. ps. „Śledź” i jego 33-letniego kompana. Obaj trafili do aresztu.
Portal i.pl, który jako pierwszy napisał o wpadce „Śledzia”, zwrócił też uwagę, że gangster od jakiegoś czasu udzielał się w środowisku hip-hopowym. Występował pod pseudonimem „RS77”, nawiązującym do jego inicjałów i roku urodzenia.
Wpadka z klefedronem to niejedyne, co obciąża „Śledzia”. Z ustaleń funkcjonariuszy CBŚP z Białegostoku wynika, że dowodzona przez niego grupa markowska na ogromną skalę zajmowała się handlem narkotykami i dopalaczami.
– Sprawa zaczęła się, gdy do policjantów dotarła informacja, że na Dolnym Śląsku dochodzi do handlu substancjami niezbędnymi do produkcji amfetaminy. Trop doprowadził do osób mających związek ze stołecznymi pseudokibicami różnych klubów sportowych. Z ustaleń śledczych wynika, że członkowie gangu tylko w ciągu ostatniego roku mogli wprowadzić do obrotu ponad dwie tony różnego rodzaju substancji psychotropowych i środków odurzających – powiedziała podinsp. Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP.
Gang nie stronił także od brutalnej przemocy, napadając na dilerów, którzy nie chcieli mu się podporządkować lub spóźniali się z rozliczeniem za towar. Ofiary były często bite pałkami, tzw. batonami, czy maczetami.
W ostatnich dniach, kilkudziesięciu funkcjonariuszy CBŚP wspieranych przez kontrterrorystów przeprowadziło operację w trzech województwach: mazowieckim, warmińsko-mazurskim i śląskim. W jej rezultacie zatrzymano 12 osób, a dwie kolejne (w tym „Śledzia”) doprowadzono do prokuratury z aresztów.
W Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga w Warszawie podejrzani usłyszeli zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, wprowadzania do obrotu znacznych ilości narkotyków i pobicia z użyciem niebezpiecznych narzędzi. Grozi za to do 12 lat więzienia. 13 zatrzymanych, w tym dwóch liderów bandy, zostało aresztowanych na trzy miesiące.
Podczas przeszukań mieszkań i domów zatrzymanych znaleziono m.in. ponad 4 kg różnego rodzaju narkotyków (w tym kokainę i heroinę), dwie jednostki broni, cztery maczety, ponad 60 telefonów, kilkaset kart SIM i równowartość przeszło 270 tys. zł w różnej walucie. Zabezpieczono także mienie na rachunkach bankowych i nieruchomościach o łącznej wartości ponad 550 tys. zł.
Robert Sz. to postać doskonale znana stołecznej policji. Znaczną część swojego życia spędził za kratami. W więziennej podkulturze już siedem lat temu osiągnął „stopień pułkownika”, co oznacza, że odsiedział, co najmniej 11 lat.
W 2015 r. został zatrzymany, gdy robił sobie tatuaż w jednym z warszawskich studiów. Gangster miał wyjątkowego pecha. Tatuator zaczął już bowiem swoją pracę, ale Robertowi Sz. nie dane było zakończenie tatuażu.
„Śledź” trafił od razu do więzienia, w którym miał do odsiadki trzy lata. W 2018 r. został oskarżony o współudział w sprzedaży kilku kilogramów marihuany i heroiny.
Robert Sz. dotarł na szczyty półświatka z północno-wschodnich okolic Warszawy na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku. Przez wiele lat był prawą ręką Andrzeja P. ps. „Salaput”, osławionego bossa z Marek.
Kiedy policja rozbiła gang markowski i wołomiński, wyczuł okazję do awansu. Razem z Grzegorzem K. ps. „Małpa” (reprezentującym zbuntowany odłam „Wołomina”) stworzył swoisty duumwirat, łącząc niedobitki dwóch band.
W przeszłości gangstera nie zabrakło jednak i dosyć mało „zaszczytnych” dokonań. Bodajże w 2004 r. został zatrzymany, gdy razem z dwoma kompanami był w drodze na „akcję”. W bagażniku auta, którym jechali, znaleziono butelkę z benzyną. W tym samym czasie w powiecie wołomińskim doszło do 12 podpaleń sklepów, warsztatów i małych firm.
Siedem lat później ponownie nie dane mu było dotrzeć „na robotę”. Policjanci z Marek postanowili skontrolować toyotę avensis, którym jechał znanym im „Śledź”, w towarzystwie młodego mężczyzny.
Na widok funkcjonariuszy obaj zaczęli uciekać. W czasie jazdy kierowca wyrzucił przez okno pakunek. Po krótkim pościgu samochód jednak się zatrzymał. W bagażniku funkcjonariusze znaleźli dwie siekiery i trzy kominiarki. W pakunku zaś znajdowała się broń palna.
Spokojny letni wieczór i kwasobranie z bratem.
Witam. Przypominam, iż treść raportu jest moim wymysłem, jakby co;-)
Była gdzies godzina 17.00. Siedziałem sobie w domu, gdy nagle zadzwonił telefon. Był to mój kolega, który powiedział mi, że ma zajebiste zielsko i żebym przyszedł to sobie zjaramy. Nie zastanawiając sie długo wyszedłem z domu i po kilku minutach byłem u niego. Odrazu w drzwiach przyjął mnie z rozpaloną fifką, ledwo zrzuciłem z siebie kurtke, a juz miałem fifke w ustach. Poszedł jeden buch, potem drugi i tak aż do 6, kumpel podbił drugie szkiełko i też wyszło 6 buchów na głowe. Podczas gdy kumpel nabijał jeszcze dupe ja zagadałem z 3 kumplem na gg zeby do nas przyszedł.
Trip z trójką znajomych - C, Sz i K. Dla nikogo z nas nie był to pierwszy raz z psychodelikami. Zdarzyło się już nam nawet wcześniej tripować na kwasie w podobnym składzie - ja z C i Sz. C i Sz z kolei jedli hometa z K. Jedynie ja z K nie miałem wcześniej okazji razem spożywać psychodelików. Pokój C w jego domu rodzinnym. Rodzina C była w domu, ale mieliśmy pełen komfort, jako że rzadko kiedy w ogóle ktoś zaglądał do pokoju, w którym mieliśmy spędzić najbliższe kilka godzin. Zimowy wieczór. Ogólna kondycja psychofizyczna całkiem niezła, chociaż bywało lepiej. Możliwa lekka tolerka. W ciągu ostatnich 3 tygodni zdążyłem odbyć dwa tripy przy 15mg i 10mg 4-ACO-DMT (choć to drugie trudno nazwać tripem z prawdziwego zdarzenia).
Wstęp: Zbieg okoliczności sprawił, że na przełomie 2011/2012, po tym jak długo nie mogłem znaleźć okazji ani towarzystwa, żeby spróbować psychodelików, nagle okazało się, że w okresie trwającym trochę więcej niż miesiąc umówiłem się na aż cztery tripy. Opisywany w niniejszym TR był trzecim z nich. Ze względu na duże ich zagęszczenie jak i inne okoliczności, nastawiałem się raczej na rozrywkowego tripa niż na podróż w głąb siebie. Już od dłuższego czasu planowałem z kilkoma starymi znajomymi zjedzenie hometa albo 4-ACO-DMT.