REKLAMA




Handel dopalaczami zszedł do podziemia: na ulicę i do internetu

Dacie wiarę?!!!

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Dziennik Łódzki
Wiesław Pierzchała
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

508

Po zaostrzeniu przepisów handel dopalaczami zszedł do podziemia i odbywa się na ulicy lub przez internet. Co rusz na rynku pojawiają się nowe substancje psychotropowe, które od starych dopalaczy różnią się nieznacznie składem chemicznym. Niemniej trzeba je dokładnie zbadać w laboratorium i określić zawartość, co jest czasochłonne.

Policjanci przyznają, że nie ma tygodnia, aby w woj. łódzkim nie zatrzymano kogoś w sprawie dopalaczy. Jednak sytuacja po sierpniu 2018 roku zmieniła się pod wieloma względami. Chodzi o wprowadzone wówczas przepisy, według których za posiadanie dopalaczy i narkotyków grozi ta sama kara: do trzech lat więzienia, zaś za handel nimi do 10 lat. Zmiana jest bardzo istotna, bowiem przedtem dopalacze traktowano jako wykroczenie, co przekładało się na symboliczne kary.

Stąd reakcja zarówno pokątnych handlarzy, którzy pozamykali sklepiki i zeszli do podziemia, jak i policjantów, którzy od tej pory przestępstwa z narkotykami i dopalaczami wrzucają do jednego „worka” odnotowując oddzielnie jedynie wspomniane nowe substancje psychoaktywne. Jak to wygląda w liczbach? Przez dwa pierwsze miesiące br. policjanci zanotowali w woj. łódzkim 10 przestępstw związanych z „nowymi dopalaczami”.

Jeśli chodzi o „stare dopalacze”, to według szacunków młodszego inspektora Roberta Borowskiego, naczelnika Wydziału do walki z przestępczością narkotykową KWP w Łodzi, w styczniu i lutym br. zanotowano w Łódzkiem około 100 – 150 przestępstw z tymi specyfikami, które sprzedawano pokątnie na ulicy (70 – 80 proc. przypadków) lub w internecie (pozostałe 20-30 proc.)

Widmo surowej kary sprawia, że zarówno sprzedający, jak i kupujący są bardzo ostrożni. Powstaje zamknięty obieg informacji, kiedy obie strony umawiają się w ustronnych miejscach na transakcje. Niemniej proceder wciąż istnieje, co jest o tyle zaskakujące, że dopalacze są bardzo szkodliwe dla zdrowia. Przykładem niech będzie czarna seria w roku minionym, kiedy to spożycie dopalaczy zakończyło się zgonem kilku osób w Łodzi i Bełchatowie.

Niestety, tragedie nie odstraszają. Dlatego dochodzi do tak kuriozalnych sytuacji jak – wspominana przez policjantów - „degustacja” dopalaczy przez dwóch amatorów. Jeden ulega zatruciu, traci przytomność i trafia do szpitala. Co robi jego kolega, któremu nic nie jest? Pozbywa się dopalaczy? Nie. Wprost przeciwnie. Pędzi do handlarza i kupują nową porcję wychodząc z założenia, że skoro tak sponiewierały „współbiesiadnika”, to muszą być wysokiej klasy.

O tym jak dopalacze demolują organizm przekonał się 32-letni Bartosz R., który w poniedziałek jako świadek zeznawał w Sądzie Okręgowym w Łodzi na procesie dwóch łodzian oskarżonych o sprzedaż dopalaczy w tajnym sklepiku przy ul. Próchnika. 32-latek nie ukrywał, że przez 10 lat brał dopalacze i był od nich uzależniony. Kupował je m.in. w sklepiku przy ul. Próchnika, ale były tak marnej jakości, że tracił po nich przytomność i budził się na toksykologii w Instytucie Medycyny Pracy przy ul. św. Teresy. Wprawdzie wyleczył się z tego nałogu, ale wciąż narzeka na zaniki pamięci.

Oceń treść:

Average: 1 (2 votes)
randomness