REKLAMA




Handel dopalaczami w Łodzi. Kobieta odebrała partnerowi dopalacze i zaniosła na policję

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Dziennik Łódzki
Wiesław Pierzchała
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

552

Na procesie w sprawie dopalaczy zeznająca jako świadek 39-letnia koordynatorka projektów unijnych opowiedziała o problemach swojego partnera, który uzależniony jest od dopalaczy. Dlatego w pewnym momencie nie wytrzymała: zabrała mu dopalacze i zaniosła na policję. Podkreśliła też, że dopalacze są bardzo szkodliwe dla człowieka, ponieważ niszczą go fizycznie i psychicznie.

Kobieta zeznawała w piątek w Sądzie Okręgowym w Łodzi na procesie 24-letniego Artura W. i 23-letniego Dominika C., którym prokuratura zarzuciła handel dopalaczami w sklepiku przy ul. Próchnika w centrum Łodzi. Przed wejściem trzeba było dzwonić dzwonkiem przy drzwiach wejściowych i nie wszyscy byli wpuszczani. Wcześniej oskarżeni nie przyznali się do winy i odmówili składania zeznań.

Przypomnijmy, że niedawno kary za dopalacze zostały znacznie zaostrzone, co oznacza, że za ich posiadanie – podobnie jak w przypadku narkotyków - grozi do trzech lat, a za handlowanie nawet do 12 lat więzienia.

To właśnie zapowiedź tych zmian sprawiła, że handlarze zaczęli masowo pozbywać się trefnego towaru. Niekiedy był on tak fatalnej jakości, że w Łodzi i Bełchatowie doszło do pamiętnej czarnej serii zgonów.

Z zeznań 39-latki wynikało, że jej partner po zażyciu dopalaczy popadał w stan zapaści i otępienia. Kobieta podkreśliła, że ma całkowitą pewność, że opakowanie z dopalaczami, które odebrała partnerowi, pochodziło ze sklepiku przy ul. Próchnika. Zwróciła uwagę, że amatorzy dopalaczy boją się lub wstydzą zeznawać w tej sprawie w sądzie. Jej słowa tak skwitował sędzia Krzysztof Szynk:

- Pani partner też będzie musiał przybyć do sądu i zeznawać. Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, że policja go przyprowadzi.

W piątek zeznawał także jako świadek 30-latek, który przyznał, że kiedyś zażywał dopalacze, ale to już przeszłość i dzisiaj tego nie czyni. Z jego relacji wynikało, że do kryptosklepiku przy ul. Próchnika, w którym trzy razy zaopatrzył się w dopalacze, trzeba było dzwonić dzwonkiem, gdyż zwykle był zamknięty. Następnie trzeba było minąć pokój i dopiero za drzwiami w drugim pomieszczeniu dochodziło do transakcji. Według świadka, dawał 20 zł, za co dostawał porcję suszu roślinnego do palenia.

Według śledczych, oskarżeni sprzedawali – jako tzw. produkty kolekcjonerskie - szkodliwe i niebezpieczne dopalacze typu Idex, Irex, Mietex, Pawełek czy Talisman. Prokuratura podkreśla, że w ten sposób sprowadzili na wiele osób niebezpieczeństwo utraty zdrowia, a nawet życia. O tym jak groźne były to specyfiki najlepiej świadczy fakt, że spośród 15 nabywców dopalaczy, do których dotarli śledczy, aż sześciu trafiło do szpitala z objawami zatrucia. Doszło nawet do tego, że jednej z tych osób, Rafałowi J., groziła utrata życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu.

Wspomniany lokal przy ul. Próchnika policjanci wzięli pod lupę. Obserwowali wchodzących i wychodzących. Wśród takich osób była m.in. Katarzyna W., która przyznała w śledztwie, że sześć razy w tym miejscu kupowała dopalacze. Stróże prawa dotarli także do innych klientów, którzy nie ukrywali, że zaopatrywali się tam w dopalacze płacąc od 20 do 25 zł za opakowanie. Policjanci wchodzili też do lokalu. W jednym przypadku zabezpieczyli dopalacze u Artura W., a w drugim u Dominika C. Niejako ukoronowaniem ich działań było zatrzymanie bmw, którym jechali obaj oskarżeni. W aucie znaleziono 118 torebek foliowych z zielonym suszem.

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)
Dopalacze szkodzą mniej niż głupia baba.
randomness