Francja: Handel narkotykami spada o 30-40%. Postępująca uberyzacja rynku narkotykowego

Francuski minister spraw wewnętrznych poinformował, że trwający nas Sekwaną dwa miesiące lockdown sprawił, że handel narkotykami zmniejszył się o 30-40 proc. Przestępcy wymyślają jednak nowe sposoby dostarczania nielegalnych substancji.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

EURACTIV.pl
Anna Wolska
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

170

Francuski minister spraw wewnętrznych poinformował, że trwający nas Sekwaną dwa miesiące lockdown sprawił, że handel narkotykami zmniejszył się o 30-40 proc. Przestępcy wymyślają jednak nowe sposoby dostarczania nielegalnych substancji.

Raport o zwalczaniu we Francji handlu narkotykami minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner przedstawił podczas konferencji prasowej w siedzibie Urzędu ds. Narkotyków (OFAST) w Nanterre.

Wskazano w nim, że wprowadzone w połowie marca w związku z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2 obostrzenia mocno utrudniły działanie handlarzom narkotyków. Ogłoszone zakazy mówiły na przykład o ograniczeniu podróżowania oraz wychodzeniu z domu tylko w uzasadnionych przypadkach, na przykład do – legalnej – pracy. A taką na pewno nie jest handel narkotykami.

Uberyzacja handlu narkotykami

To wszystko miała sprawić, że handel narkotykami – który zwykle odbywa się na ulicy lub klubach nocnych i dyskotekach, które teraz są zamknięte – zmniejszył się we Francji o 30-40 proc. Przestępcy jednak mieli ocalić część podziemnego rynku dzięki nowym metodom dotarcia do klientów.

Jak poinformował minister Castaner, wzrósł bowiem handel narkotykami w internecie. Przestępcy wykorzystują do tego np. media społecznościowe lub internetowe komunikatory jak WhatsApp. A klienci dostają zaś towar do domu.

To zjawisko tzw. uberyzacji handlu narkotykami. Towar nierzadko dostarczają nawet nie sami handlarze, ale niczego nieświadomi kurierzy, którzy sądzą, że przenoszą jakąś zwykłą przesyłkę, na przykład przedmioty zakupione w sklepie on-line lub na internetowej aukcji.

Ten sposób handlu, choć cechujący się dużą elastycznością w podejściu do klienta, nie jest jednak w stanie zrekompensować handlarzom zysków utraconych z powodu pandemii. Dlatego konkurencja między narkotykowymi gangami się we Francji zaostrzyła.

Wojny gangów w Bretanii

Ponieważ terytoria handlowe w czasie pandemii się skurczyły, doszło do starć o konkretne wpływy. Na przykład w Rennes w Bretanii na północnym-zachodzie Francji trzykrotnie doszło w kwietniu do porachunków między konkurującymi grupami, w tym do bójek i strzelanin. W każdym przypadku interweniowała policja.

Doniesienia medialne pokazują też, że w niektórych miejscach handlarze narkotyków ignorowali jednak przeciwepidemiczne obostrzenia. W okolicy Placu Bitwy pod Stalingradem na granicy X i XIX dzielnic Paryża pojawiło się nawet więcej dilerów niż zwykle. Mieszkańcy okolicy zawiadomili o tym stołeczne władze już w połowie kwietnia.

Miejsce to od lat znane jest Paryżanom jako centrum handu narkotykami, a w szczególności tzw. crackiem, czyli silnie uzależniającej substancji powstałej na bazie kokainy, którą podgrzewa się i wdycha jej opary.

Najwięcej dilerów działało w tej okolicy w drugiej połowie lat 90. XX wieku oraz w pierwszych kilku latach XXI wieku. Najczęściej pochodzili oni z krajów Afryki Zachodniej. Policja jednak przeprowadziła dwie dekady temu serię szeroko zakrojonych działań w tej okolicy i sytuacja się poprawiła.

„Bobo” kontra handlarze narkotyków

Okolica zaczęła się w ostatnich latach zmieniać. Obok komunalnych bloków powstały nowe budynki, do których zaczęli się wprowadzać młodzi, lepiej zarabiający ludzie wykonujący wolne, często wymagające kreatywności zawody o lewicujących poglądach (tzw. bourgeois-boheme, nazywani też we Francji „bobo”).

„Bobo” przyciągała w okolice Placu Bitwy pod Stalingradem (nazywanego w skrócie Stalingradem, podobnie jak pobliska stacja metra) wielokulturowa otoczka i niewygórowane czynsze. Dlatego między drobnymi sklepami i serwującymi azjatyckie, arabskie czy afrykańskie jedzenie barami powstały też sklepy z ekologiczną żywnością czy modne kawiarnie.

Teraz jednak w czasie lockdownu „bobo” postanowili pozostać w domu, ale część dłużej tu mieszkających ludzi (w większości o imigranckim pochodzeniu) nie stosowała się już tak bardzo do zaleceń epidemiologów.

„Bobo” mogą pracować zdalnie

Po części wynikało to z większej niż u lepiej wykształconych Paryżan skłonności do kontestowania przepisów, a po części z tego, że w odróżnieniu od bobo – imigranci bądź ich potomkowie dużo rzadziej mieli pracę, którą można było wykonywać zdalnie z domu. Albo w ogóle legalną pracę.

Na pustych ulicach pojawiło się zatem więcej bezrobotnej młodzieży lub osób zajmujących się drobną przestępczością, w tym handlem narkotykami. 14 kwietnia mer Paryża Anne Hidalgo wysłała więc oficjalny list do MSW z prośbą o więcej patroli policyjnych.

Ministerstwo nakazało paryskiej policji zwiększenie aktywności wokół Stalingradu. Na obecność handlarzy narkotyków skarżyli się właśnie głównie „bobo”.

Udaremniony przemyt

Policja udaremniła też kilka prób dużego przemytu narkotyków do Francji. W okolicy Lyonu zatrzymano ciężarówkę, w której znajdowało się aż 645 kg konopii indyjskich, z których przygotowuje się marihuanę.

Na początku maja zatrzymano na trasie z Lyonu do Paryża transport 430 kg gotowej już marihuany oraz 10 kg kokainy. „Wszystko wskazuje na to, że handlarze narkotyków chcieli być gotowi na zniesienie lockdownu i powrót do normalnej działalności. Uniemożliwiliśmy im to” – mówił podczas prezentacji raportu w Nanterre minister Castaner.

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana
  • Retrospekcja

Tego dnia chyba wstałem lewą nogą. Dom, autobus, uczenia, przystanek, autobus, dom.

Dzień jak co dzień. Sesja zaliczona, dużo wolnego czasu. Ranek, wstaje jedną nogą z myślą - " kurwa kto zaczyna kosić trawę tak za wczas ". Poprawiam jajca i wychodzę na balkon, "ja pierniczę ale dzisiaj będzie grzało". Wchodzę do środka, a na zegarku 10.30. Zastanawiam się jak to jest możliwe, ze przespałem blisko 11 godzin i się nie wyspałem. No nic, trochę późno - czas zapalić trawkę. Nabijam lufkę, pale ją na trzy buchy. Idę do kuchni - oczywiście lipa. Zrobiłem coś na szybko i myślałem czy mam coś do załatwienia. KUR!! Miałem odebrać z dziekanatu dokumenty dla pracodawcy.

  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

potężny kac wraz z silnym zmęczeniem, otoczenie równie niesprzyjające, gdyż była noc

Był to niezwykle ciężki dzień, spowodował to potężny kac po równie potężnej ilościu alkoholu, dlatego idealnym pomysłem miało okazać się zapalenie trawy, tak więc mniej-więcej o godzinie 23:00 postanowiłem porządnie nabić lufkę zielonym dobrem.

  • Gałka muszkatołowa


23 lutego 2004



17:30 - poczatek eksperymentu

wsypuje 2 opakowania galki do szklanki i dolewam wody.

pierwszy lyk oproznil 1/3 szklanki. Pozniej bylo gorzej :/

za kazdym podejsciem mialem odruch wymiotny a okropny smak

bynajmniej nie zachecal do spozycia :)



17:53 - koniec picia "napoju".

zuje gume... czekam na efekty.


  • Inne
  • Pierwszy raz

Lekkie podekscytowanie towarzyszące chęcią spróbowania nowej używki, początkowo na zewnątrz, chłodny dzień

Ten wpis jest ostrzeżeniem dla wszytskich i jednocześnie liczę na Twoją wyrozumiałość. Zwróć uwagę na pochylone teksty, może dadzą do myślenia. Chcę, abyś przeżył to razem ze mną.

randomness