REKLAMA




Dopalacze w aresztach? „Nie ma żadnego problemu” - twierdzą osadzeni

22 czerwca zmarł nagle Wojciech Babiuk, odbywający karę pozbawienia wolności w toruńskim areszcie. Wiele wskazuje na to, że zatruł się dopalaczami. W jaki sposób te środki trafiają za kraty?

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

nowosci.com.pl
Małgorzata Oberlan

Odsłony

273

22 czerwca zmarł nagle Wojciech Babiuk, odbywający karę pozbawienia wolności w toruńskim areszcie. Wiele wskazuje na to, że zatruł się dopalaczami. W jaki sposób te środki trafiają za kraty?

- Branie narkotyków za kratami to od dawna „przypał”. Popularniejsze są dopalacze, bo nie wykrywają ich żadne narkotesty - mówią „Nowościom” byli osadzeni w jednym z aresztów w regionie.

Połykane i zwracane

Według naszych rozmówców, wniesienie dopalaczy na teren aresztu nie jest specjalnym problemem. Mimo że osadzonym nie można już przynosić paczek. Takie przepisy obowiązują od 2015 roku, gdy znowelizowano Kodeks karny wykonawczy. Paczki żywnościowe od rodzin, przynoszone czy przesyłane, zniknęły. Osadzony ma prawo do jednej paczki miesięcznie, przygotowanej w kantynie i opłaconej przez bliskich.

- Dopalacze trafią do aresztu z wolności. Często połykane są wraz z jedzeniem, w trakcie poczęstunku. Potem wydalane - mówią byli osadzeni. 
- Można je też spokojnie przemycić pod ubraniem. Da się je ukryć w kremie do golenia, cukierkach, paście do zębów. Nieraz widzieliśmy, jak towar przynosi wnukowi babcia. Takiej starszej pani nikt specjalnie nie kontroluje...

Inne sposoby to np. wystrzeliwanie z okien aresztu nitek z obciążeniami. W miejscach 
(a są prawie w każdym areszcie), które nie są objęte monitoringiem. Do takiej „strzały” osoba przebywająca na wolności przytwierdza towar, który po chwili jest już w areszcie.

Piorą i usługują za towar

Każda używka za murami aresztu czy więzienia jest droższa niż na wolności.

- Cena dopalaczy w areszcie potrafi być dziesięciokrotnie wyższa. Coś, co kosztuje na wolności 10 zł, za kratami warte jest już 100 zł - mówią nasi rozmówcy.

Nie jest tajemnicą, że w aresztach i zakładach karnych handluje się używkami. Płaci się niekoniecznie pieniędzmi. Kwitnie handel wymienny. Niektórzy osadzeni się zapożyczają i spłacają długi w różny sposób. Oczywiście, naliczane są też odsetki i kary za zwłokę. Takie systemy rozliczeń istnieją wszędzie.

- Tam, gdzie siedzieliśmy, za dopalacze niektórzy płacili pracą. Na przykład prali albo usługiwali przez trzy dni - zdradzają byli osadzeni.

Obecność dopalaczy w aresztach i więzieniach zaczęła rodzić problemy, których służba więzienna dotąd nie znała. Identycznie jak na wolności i tutaj zatruci nieznanymi substancjami bywali nadludzko pobudzeni, agresywni, trudni do zdiagnozowania.

Strażnicy wciąż szkoleni

- Siedzenie z takim gościem w celi to żadna przyjemność. Tak samo zresztą jak z ćpunem czy alkoholikiem. Budzi cię taki w nocy i krzyczy, żebyś otworzył, bo na autobus nie zdąży... - wspomina jeden z osadzonych.

W 2015 r. o problemie dopalaczy służba więzienna zaczęła mówić otwarcie. W całym kraju wdrożyła cykl systematycznych szkoleń dla swoich pracowników. Tłumaczono m.in., jak rozpoznawać dopalacze, jakie mają działanie, gdzie można je ukryć oraz jak działa prawo w tej kwestii.

W 2015 roku, chyba pierwszy raz w historii, opinia publiczna poznała statystyki. Dotarła do nich stacja TVN24. Okazało się, że w pierwszym półroczu 2015 r. przyłapano na zażywaniu dopalaczy 784 osadzonych.

Jak było w Toruniu?

Osadzony w toruńskim areszcie śledczym 24-letni Wojciech Babiuk trafił 20 czerwca do szpitala z objawami zatrucia nieznaną substancją. Po dwóch dniach przewieziono go do szpitala w areszcie bydgoskim, gdzie zmarł.

Sprawę wyjaśniają prokuratura i służba więzienna. Zlecono badania toksykologiczne. Do tematu wrócimy.

Oceń treść:

Brak głosów
randomness