Dealerzy z Giżycka w areszcie

Policja przypadkowo wpadła na ślad dealerów.

Anonim

Kategorie

Źródło

wp.pl/Gazeta Współczesna

Odsłony

2025
43-letnia Ewa P. jej konkubent oraz syn trafili do aresztu w Giżycku pod zarzutem posiadania i sprzedawania amfetaminy. Na trop dealerki policjanci wpadli przypadkiem - pracując nad sprawą podłożenia bomb pod policyjnymi samochodami w listopadzie ub. roku.

Pierwsza do aresztu trafiła kobieta. Procederem zajął się wówczas syn Paweł - sprzedawał marihuanę, amfetaminę i kompot. 25-latka aresztowano w czasie likwidacji giżyckiego gangu "Młodych wilków". Wtedy biznesem zajął się konkubent Ewy P., Andrzej D. Policja zatrzymała go po dwóch dniach. Obu mężczyzn sąd aresztował na trzy miesiące.

Oceń treść:

0
Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana

Zdaje sie ze akcje z sercem sa dosyc popularnym zjawiskiem, chociarz zupelnie niegroznym. Po przezyciu opisanej

ponizej

historii zaczalem dociekac i znalazlem w moim miescie kilka osob ktore mialy podobne doznania. Cala sytuacja

wytracila mnie absolutnie z rownowagi, bo pale MJ od kilku lat i nieprzyjemnych doznan nie mialem. Moze clala

przygode spowodowala ilosc haszu ktory znalazl sie w moim organizmie, bo jedzac haszysz nalerzy pamietac ze,

  • Inne
  • Tripraport

Tego dnia czułem się spełniony jak nigdy. Nawet nie wiedziałem że taki trip nagle się nasunie. Była idealna pogoda, słonecznie, cieplutko. Nie miałem żadnych intencji ani oczekiwań.

To było jakieś 2 lata temu. Szedłem akurat do garażu po jakieś nieistotne narzędzie i rzuciła mi się w oczy ona - 3 kilogramowa pomarańczowa świeżo napełniana butl gazu. "Trippowałem" wcześniej po izopropanie, ale izo przy tym to chuj. Sprawdziłem dokładnie czy nie ma nikogo, kto może mnie nakryć albo zdemaskować i przystąpiłem do obrzędu. Siadłem po turecku na betonowej posadzce i zacząłem ceremonię. Wziąłem jednego strzała. Nie wiedziałem że po tym ma się tak zajebisty głos.

  • Grzyby halucynogenne
  • Pierwszy raz

Postanowaliśmy z kilkoma kumplami wybrać się na pierwszego w życiu grzybowego tripa. Starszy kolega polecił nam pewną miejscówkę w Bieszczadach. Było to w październiku. Mieliśmy do przejechania 250km więc wyjechaliśmy nad ranem. 0 6:00 dojechaliśmy na duży parking w samym sercu Bieszczad. Zabraliśmy wszystkie potrzebne rzeczy i wyruszyliśmy na polane. Nie minęło kilkanaście minut i zaczeliśmy zbierać pierwsze grzybki. Niestety temperatura okazała sie nieprzychylna (-2C) i wszystkie grzybki były czarne, przymrożone i rozpadały sie podczas zbierania.