CRACK: KOKAINA, KORUPCJA I KONSPIRACJA. Zmarnowany potencjał filmu i ludzi

Ten nowy dokument Netflixa zaczyna się jak każde uzależnienie: początek ma świetny i nas wciąga. Jak tytułowy narkotyk Crack: kokaina, korupcja i konspiracja szybko uderza do głowy i zapowiada się pięknie. I znów tak samo jak tytułowy narkotyk ta opowieść o wpływie cracku na amerykańskie społeczeństwo i o zamieszaniu rządu oraz CIA w transportowanie kokainy do USA okazuje się ostatecznie tylko rozczarowującym zjazdem.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

film.org.pl
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła. Pozdrawiamy!

Odsłony

84

Ten nowy dokument Netflixa zaczyna się jak każde uzależnienie: początek ma świetny i nas wciąga. Jak tytułowy narkotyk Crack: kokaina, korupcja i konspiracja szybko uderza do głowy i zapowiada się pięknie. I znów tak samo jak tytułowy narkotyk ta opowieść o wpływie cracku na amerykańskie społeczeństwo i o zamieszaniu rządu oraz CIA w transportowanie kokainy do USA okazuje się ostatecznie tylko rozczarowującym zjazdem.

Otrzymujemy zatem produkt pęknięty w połowie. Pierwsza część jest ekstatyczna i zmontowana w teledyskowym stylu; pomiędzy wypowiedzi osób i archiwalia wpleciono sceny ćpania ze znanych filmów oraz fragmenty rapowych piosenek. Twórcy rekonstruują klimat epoki, aby opowiedzieć o narodzinach cracku – taniej alternatywy dla kokainy, uznawanej za narkotyk białych elit. Łatwiej dostępny i błyskawicznie działający crack szybko opanował biedne ulice i dzielnice USA lat 80., popularność zdobywając przede wszystkim u czarnej społeczności. Historię narkotyku przedstawiono nam z niezwykłą werwą, chociaż pod względem informatywności nie wykroczono poza poziom wpisu na Wikipedii.

Coś dziwnego zaczyna się dziać jednak w drugiej części, poświęconej kwestiom, które – nie ukrywam – ciekawiły mnie najbardziej: korupcji i konspiracji, czyli zamieszaniu rządu USA w handel kokainą. I tutaj przychodzi ogromne rozczarowanie, ponieważ dokument w sensacyjnym tonie opowiada o rzeczach, które wiadome były od dawna – że CIA miała aktywny udział w przerzucaniu koki do USA. To prześlizgnięcie się po temacie korupcyjnym nie byłoby może tak drażniące – w końcu twórcy mają prawo skupić się na innym aspekcie portretowanego problemu – gdyby właściwie cała końcówka nie była poświęcona karkołomnej próbie zrzucenia na rząd całej odpowiedzialności za zdeprawowanie społeczeństwa przez crack. Forsowana przez dokument teza brzmi: rząd amerykański najpierw uzależnił swoich obywateli od cracku i kokainy, a potem wszczął walkę z dilerami, nakładając drakońskie kary za choćby posiadanie tych narkotyków, tym samym krzywdząc swoje własne ofiary. Ta teza nie ma prawa zostać przekonująco uargumentowana, ponieważ materiały dowodowe na jej poparcie są liche, a lwią część dokumentu stanowią subiektywne wypowiedzi szerzej nieznanych osób występujących w roli ekspertów. Brak podstawowej dziennikarskiej rzetelności i podciąganie materiałów dowodowych pod tezę momentami aż bolą.

Ale najbardziej boli fakt, że twórcy nie oferują czarnej, wyniszczonej przez crack społeczności USA tego, co tak potrzebne przy wychodzeniu z nałogu: wzięcia odpowiedzialności za własne czyny i spojrzenia w głąb siebie. Jakże wygodnie zrzucać całą winę za swoje porażki na zewnętrzne czynniki. CIA mogło przerzucać kokainę do USA, ale sam crack pozyskano na drodze eksperymentu, a dilowali nim ludzie, którym żaden tajny agent nie trzymał przy głowie pistoletu. Kiedy słucham bezrefleksyjnych wspomnień byłych dilerów o tym, jak to sprzedawali narkotyki dzieciom, by mieć na fajne ciuchy, i jak czerpali korzyści seksualne od ciężko uzależnionych kobiet, to jakoś nie chce mi się wierzyć, że skończyliby lepiej, gdyby nie crack. A kiedy jako ofiarę próbuje mi się przedstawić wyniszczoną, ledwo formułującą zdania kobietę, która według swoich własnych słów przez crack straciła trzy córki (przez crack, nigdy przez swoje błędy) – to wybaczcie, ale jakoś nie potrafię przełknąć tego wpychanego we mnie na siłę współczucia.

Dokument nie dopatruje się żadnej winy u społeczeństwa, wypowiadający się byli dilerzy i narkomani są sympatyczni – ale dopatruje się za to bestialstwa u amerykańskiego rządu, odbierającego niemowlęta tym ciężarnym, w których krwi wykryto narkotyki: na pewno za każdym takim przypadkiem kryje się dramatyczna historia, ale czy według twórców uzależnione matki naprawdę powinny zajmować się dziećmi? Kara nawet kilkunastu lat pozbawienia wolności za posiadanie cracku rzeczywiście jest drakońska (choć można próbować jej bronić, bo ostatecznie okazała się skuteczna w wyplenieniu cracku z ulic) i faktycznie nietrudno dopatrzeć się rasistowskiego podłoża w wyższych wyrokach za handlowanie „czarnym” crackiem niż „białą” kokainą, ale żadna skuteczna terapia – i żaden dobry dokument – nie obędzie się bez obiektywizmu i uczciwego rozważenia wszystkich czynników.

Przez to wszystko Crack… staje się nie tylko opowieścią o zmarnowanym potencjale dotkniętych uzależnieniem ludzi, ale i sam jest opowieścią ze zmarnowanym potencjałem. Infantylną, płaską. Nie wiem, czy twórcy chcieli opowiedzieć mi o tragicznym wpływie cracku na społeczeństwo amerykańskie, zwłaszcza jego czarnoskórą część. Nie wiem, czy chcieli zdemaskować grzechy rządu. W jednym i drugim przypadku prześlizgnęli się po powierzchni, nie oferując mi niczego więcej ponad oczywistości, banały oraz zbyt pospiesznie i niesprawiedliwie formowane tezy.

Oceń treść:

Average: 10 (1 vote)

Komentarze

zibi (niezweryfikowany)
Dokladnie mialem te same odczucia.
Zajawki z NeuroGroove
  • 4-HO-MET
  • Bad trip

Pozytywne Brak jakichkolwiek problemów, szczerze mówiąc chciałem przeżyć coś miłego i ciekawego - niekoniecznie głębokiego Miejsce akcji to działka wokół domu jak i sam dom.

 

 

Od tamtych wydarzeń upłynęły 2 miesiące i zebrałem w końcu myśli na tyle, aby opisać najgorszy stan w całym życiu.

 

Akt I    Dobre złego początki

  • 1P-LSD
  • Tripraport

Dupy nie urywa

Zawsze wykazywałem cholerną tolerancje na wszelakie substancje (oprócz dopalaczy o których wkrótce opowiem) lecz dawka 1mg dawała mi sporo do myślenia. Po długich zastanowieniach postanowiłem jednak tego dokonać. Mój poprzedni rekord to było 500ug gdzie jako tako kontaktowałem, ba jeździłem na rowerze!

  • Etizolam
  • Tripraport

Pozytywne nastawienie, nie był to pierwszy raz więc podszedłem do tej substancji jak do codziennej czynności.

Jest to mój pierwszy Trip Raport, więc proszę o wyrozumiałość. Większości nie pamietam lub pamiętam z opowiadań znajomych/rodziny. Zaczynamy.
Wszystko zaczęło się pewnego, piątkowego wieczoru. Wraz z kumplem, nazwijmy go A. wybraliśmy się za miasto, spotkać się z dwoma innymi kumplami B. i C. Celem spotkania było sponiewieranie się lekami bez alkoholowego mixu jak robiliśmy to zazwyczaj, tylko dlatego „żeby pamiętać czape”.

randomness