Umierająca na raka matka, syn rozpaczliwie szukający pomocy i przyjaciel, który pomógł. Rzecz w tym, że pomógł nielegalnie.
Umierająca na raka matka, syn rozpaczliwie szukający i przyjaciel, który pomógł. Rzecz w tym, że pomógł nielegalnie. Za produkcję olejku z konopi indyjskich 44-letni Andrzej S. trafił na pół roku do aresztu. Teraz stanął przed sądem. Grozi mu do 15 lat więzienia.
Podczas wczorajszej rozprawy przed Sądem Okręgowym w Lublinie zeznawał Piotr K. – przyjaciel oskarżonego. Łamiącym się głosem opisywał ostatnie miesiące życia swojej matki. Opowiadał jak bardzo był zdeterminowany w szukaniu metod, które wsparłyby terapię morfiną i złagodziły ból. W sieci trafił na informację o leczniczym działaniu olejku z marihuany. Poprosił więc o pomoc przyjaciela.
– Wiedziałem, że Andrzej zajmuje się ziołolecznictwem – opowiadał Piotr K. przed sądem. – Początkowo chciałem jechać po olejek do Czech, ale bałem się, że zostanę oszukany. Poprosiłem więc przyjaciela. Wiedziałem, że robi taki olejek dla swojej dziewczyny, która ma problemy zdrowotne. Nie dałem mu za to żadnych pieniędzy. On ich nie chciał, bo jest moim przyjacielem. Próbował tyko pomóc mojej mamie.
Jesienią ubiegłego roku Andrzej S. przygotował dla umierającej kobiety kilkadziesiąt mililitrów olejku z konopi indyjskich.
– Podawałem go mamie po kropli na kawałku chleba. Potem, kiedy nie mogła już jeść, wcierałem go w plecy – relacjonował Piotr K. – Mamie lepiej się po tym spało. Uspokajała się. Zarazem nie miało to żadnego wpływu na jej stan psychiczny. Do samego końca była świadoma.
Mężczyzna zapewnia, że wszystko odbywało się za wiedzą i akceptacją matki oraz jego braci. Rodzina uznała, że stosowanie olejku jest konieczne, bo plastry z morfiną nie wystarczały, by uśmierzyć ból.
– Zdawaliśmy sobie sprawę, że to nielegalne, ale nie zdawałem sobie sprawy, że będą aż takie konsekwencje. Nie sądziłem, że Andrzej trafi do więzienia – mówi Piotr K.
44-latek został zatrzymany pod koniec stycznia tego roku. Mieszkał wraz z partnerką, w rodzinnym domu niedaleko Łęcznej. Zajmował się m.in. uprawą warzyw i ziół. W jego domu policjanci znaleźli dwa namioty do uprawy roślin. Trafili również na kilkanaście krzaków konopi indyjskich. Andrzej S. na ponad pół roku trafił do aresztu. Zarzucono mu, że sprzedawał oraz częstował marihuaną swojego brata. 44-latek nie przyznał się do tego.
Śledczy postawili mu również zarzuty dotyczące produkcji suszu, nalewek i olejku z marihuany. Specyfik ten miał przygotowywać dla matki kolegi oraz swojej partnerki, która cierpiała na przewlekłą chorobę.
– Trudno jest znaleźć szkodliwość społeczną jego czynu – komentuje Stelios Alewras, obrońca Andrzeja S. – Nie każdy czyn zabroniony przez ustawę jest przestępstwem. W ocenie obrony, nie można stwierdzić, że oskarżony szkodził społeczeństwu, a jednocześnie wspierał leczenie morfinowe.
Sprawa Andrzeja S. wróci na wokandę pod koniec października.
Nastawienie psychiczne na działanie LSD, czyli jak najbardziej pozytywne pomimo lekkiego 'niewypału', który odpłacił mi się za to wspaniałym tripem.
Trip spędzony we własnym pokoju. Zdecydowane wątpliwości, czy to dobry pomysł (bardziej chodzi o późniejsze konsekwencje, niż samą podróż), za to psychicznie gotowy na wszystko.
Ze względu na możliwe problemy z porcjowaniem i jednak mniej korzystny setting, spowodowany obecnością jednego z domowników, zdecydowałem się na zmniejszenie dawki do 360 ug LSD + 80 mg ketaminy. Byłem świadomy, że to tragiczny pomysł i jeszcze 2 godziny przed tripem nie byłem pewny czy to zrobię, ale stwierdziłem, że chuj nie ma odwrotu, jestem gotowy na wszystko. Zaznaczam, że mam doświadczenie z używkami na poziomie 480 ug LSD, czy miks 180 ug LSD + 100 mg MDMA + 10 mg 2cb, ale nawet nie ma sensu tego porównywać do poprzednich przygód.
Nazwa substancji - Tussipect (tabletki)
Poziom doświadczenia - kilkanaście razy konopia, alkohol; nałogowy palacz tytoniu\' efedryna pierwszy raz
Dawka, metoda zażycia - 10 tabletek (150 mg), doustnie, popite colą i kawą :)
Efekty:
Po wypiciu kawy kawy i zaprawieniu się tabletkami nic się nie działo, dlatego przyjąłem doustnie 0.5 l coli (ok. 40 mg kofeiny, bąbelki potęgują działanie).
Podróż odbyłem sam w głównej mierze odbywała się ona w domu, jednak opisuję tutaj również doświadczenie po wyjściu na zewnątrz. W dniu brania grzybów byłem nieco zmęczony i senny, a mój humor był neutralny. Byłem jednak w stanie podniecenia faktem, że będę brał grzyby.
Moja podróż odbyła się raczej spontanicznie, gdyż tego dnia nie planowałem tripować i chciałem poczekac, aż grzyby się wysuszą. Ciekawość wzięła jednak górę.
O godzinie (około) 20:30 zjadłem pierwsze (świeże) grzybki Psilocybe Cubensis "Colombian". Dokładnej gramatury nie znam, ponieważ nie miałem w domu wagi. Po upływie około 30 minut nie odczuwałem żadnych efektów, więc postanowiłem dorzucić jeszcze kilka. Efekty nie przychodziły. Podejrzewam, że to przez fakt, ze tego dnia zjadłem całkiem sporo jedzenia.