Szpitalne jazdy

by Kwasiarz

Anonim

Kategorie

Odsłony

6636

Hej!

Przeczytałem właśnie trip-report pt. Szpitalna anestezja. Ja też kilka razy byłem usypiany i faktycznie miałem niezłe banie.... tylko nigdy nie myślałem o tym jako o przeżyciach dragowych... może dlatego, że było to narzucone z góry a nie zaplanowane przeze mnie... nie pamiętam jakie środki dostawałem, nie zwracałem na to uwagi, ale to mógł być fentanyl.

Pierwszy raz przeżyłem taką jazdę gdy miałem chyba 13 lat. Spadłem z drzewa i tak paskudnie złamałem nogę, że musiała być operowana (gdy tak sobie wisiałem na drzewie po upadku, koło głowy dyndała mi stopa, nieprzyjemne uczucie, jak widzisz coś co nie bardzo jest realne a dzieje się naprawdę - ale mniejsza z tym).
No więc musiałem być operowany... Z tej pierwszej jazdy, gdy byłem już na stole, pamiętam właśnie zastrzyk jakiegoś środka, który maxymalnie rozszedł się po ciele. Czułem go cały czas jak rozpływa się po każdej części ciała... Nabrałem wtedy jakby energii i chciałem rozmawiać z lekarzami i pielęgniarkami... Później pani anastezjolog założyła mi maskę na twarz i puściła jakiś gazik... a stwierdziłem żeby ją przycisnęła bo gaz ucieka :)))) Zaczęli się śmiać, bo okazało się że maseczka była za duża, a ja miałem małą mordkę... Niestety mniejszej już nie znaleźli.... i w końcu złapałem taką banię, że pamiętam tylko jak jakiś lekarz z nożyczkami w ręku opowiadał mi bajkę albo jakiś wierszyk, brzmiał mniej więcej tak:
Bocian dziobał szpaka, później nastąpiła zmiana,
i szpak był dziobany przez bociana.
Ile razy bocian był dziobany?

Kurwa.... gość mi tym sprał łeb okrutnie, myślałem nad tym, myślałem i ... nic kurwa nie wymyśliłem, chciałem jakiejś podpowiedzi, a ten lekarz powiedział, że zaraz zakręci mi się w głowie... I faktycznie, po chwili złapałem zajebistego helikoptera i chyba usnąłem....
Obudziłem się dopiero na sali... widziałem moją matkę, zajebiście mi się chciało pić, a nie mogłem nic pić, bo groziłyby mi jakieś tam komplikacje czy coś... Ale moja kochana mamusia zorganizowała mi wody, którą podawała mi na patyku!!!! Poważnie!!! Patyczek był owinięty bandażem i moczony w wodzie a ja go sobie ssałem... Później cały czas zasypiałem, budziłem się... Wieczorem jak mamusia do mnie przyszła znowu, to zastała mnie jak spałem w okularach, całkiem rozebrany, leżałem pod kocykiem, a pidżamkę trzymałem zwiniętą w rękach... Ale miałem w tedy banię cały dzień...

Innym razem, po wypadku samochodowym, również miałem połamaną nogę, ale już masakrycznie, też musiałem być operowany... I leżąc na stole, pani anastezjolog, kazała mi się podnieść bo trzeba mnie znieczulić w kręgosłup... a ja byłem taki rozjebany, poobijany, nic mi się niechciało, a po za tym to i tak nie miałem siły. Więc zacząłem się śmiać i tłumaczyć im wszystko... Ale po kilku próbach i namowach jakoś mnie podnieśli... Pani celuje w kręgosłup a ja zacząłem się trząść, ona mówi żebym się nie śmiał bo to poważna sprawa, a ja mówię, że kurwa nie dam już, rady, niech sama się położy i podniesie się a ja jej zrobię zastrzyk... W końcu mi go zrobili... położyłem się, dostałem kroplówkę i leżę... słucham jak tam lekarze pracują nad moją nogą, słyszę wiertarki, gadki typu: - Podaj śrubokręt, nie, nie, czekaj, klucz ósemkę. - Oddzielony byłem kotarą i niewiele nic z tego nie widziałem, ale byłem w takim stanie że nawet gdybym widział to i tak nie wzruszyło by mnie to. Pomyślałem nawet że nauczyłbym się czegoś nowego...
W pewnym momencie w trakcie kowersacji z panią anastezjolog, stwierdziłem że nie mogę oddychać! Przeraziłem się okropnie, pani tłumaczy, że sobie wmówiłem, że nic mi nie jest... a ja kurwa nie czułem mięsni brzucha!!!! I miałem wrażenie że się duszę!!! No więc pani zapodała mi zastrzyk i po chwili już nic mnie nie obchodziło, byłem taki rozwalony, rozmarzony... no i zapomniałem o tym że się dusiłem. Obeserwowałem monitorek który pokazywał akcję mojego serducha i starałem się spowolnić akcję bądź ją przyspieszyć, cieszyła mnie ta zabawa. Zasypiałem, budziłem się, rozmawiałem chwilę z lekarzami, znowu zasypiałem i miałem zajebiście realne sny... Tyle pamiętam, bo ten wypadek troche mnie zmiażdżył i byłem w szoku, więc nie wiele pamiętam...
Swoją drogą człowiek w szoku też ma niezłe jazdy, to niezwykłe, że organizm w stanie zagrożenia życia produkuje takie środki... Nie czuje się bólu, pamięta nie wszystko...

Dobra nie nudzę już, opiszę wkrótce jeszcze jedną banie po narkozie...
Pozdrowienia dla służby zdrowia!

Komentarze

rewdsf (niezweryfikowany)

sdfdds

kurta (niezweryfikowany)

hehehee niezła beka:DDD. jeden z najsmiesniejszych opisow jakie czytalem

Eloł (niezweryfikowany)

No no, wiem coś o takim braniu :] Jak mialam operacje dłoni, to facia najpierw mi w nerwy wjechała, a potem dodała cuś do kroplówki :D Najgorsze było zejście... :/ Pozdro

Tomas (niezweryfikowany)

trip po takiej narkozie to mocna rzecz! Ja tez mialem niedawno taką operacje bo też spadłem z drzewa i połamałem nogę więc jest nas więcej!

jaaa (niezweryfikowany)

hehe, ale ten wierszyk lecial inazcej

a to bylo tak:
ze bociana ruchal szpak,
po ten byla zmiana i szpak ruchal bociana
potem byly dwie zmiany
ile razy szpak byl ruchany??

no, nie wane, ale ladne lole, chyba sobie cos zlamie :P

Zajawki z NeuroGroove
  • Gałka muszkatołowa
  • Pierwszy raz

Nastawienie psychiczne: Delikatnie zdenerwowany przed przyjmowaniem gałki, potem już z górki. Nie oczekiwałem nie wiadomo czego po 25g mielonej, miałem nadzieję że chociaż minimalnie podziała i się wyluzuję. Otoczenie: Pół doświadczenia wśród znajomych - u mnie w domu, przejściowo w bliskiej okolicy.

Siemka, to mój pierwszy Trip Raport w życiu i pierwsza styczność z tą substancją.

 

Substancje: Gałka Muszkatołowa doprawiona AMF i dzidą THC.

Tolerka: Gałka pierwszy raz w życiu.

Mood: Lekko przerażony efektów, aczkolwiek strasznie ciekawy.

Sposób podania: Płynny, rozmieszany z wodą - oral.

 

  • 2C-P
  • Metoksetamina
  • Pozytywne przeżycie
  • Tytoń

Wieczór u kumpla, nastawienie psychiczne dobre.

Cóż, tę banię mogę z pewnością nazwać jedną z najciekawszych, o ile nie najciekawszą. 

Jak zwykle, dodam, że wiek: 18, 21, 21

No więc...

17:00 Zjadam porządny obiad, wiedząc, że może to być mój ostatni posiłek tego dnia, pakuję się - podstawowe kosmetyki, paczka szlugów, słuchawki, okulary, koperta z RC'kami, kurtka przeciwdeszczowa, bluza.

  • Etanol (alkohol)
  • Marihuana
  • Marihuana
  • Mefedron
  • Miks
  • Tytoń

Byłem w kiepskim stanie psychicznym, dziewczyna mnie zostawiła, miałem ciąg parę dni alkoholu i tabletek psychotropowych, brakowało sił, ale to była impreza na którą byłem strasznie napalony, ja w ogóle nie chodzę na imprezy, także było to dla mnie bardzo ekscytujace wydarzenie i trochę się denerwowałem i czułem lek, że coś pójdzie nie po mojej myśli. To był mój dzień i na mówiłem dwóch kolesi, żeby tam ze mną poszli. O nich też się martwilem, bo wszystko dokładnie zaplanowałem, a oni mieli w dupie, to co ja chcę.

Na początek chciał bym poinformować, że tekst napisany przeze mnie, to żartobliwie napisana opowieść z mojego życia. Nie twierdzę, że jakie kolwiek substancje psychoaktywne są fajne. Pisząc ten epizod z mojego życia starałem się, możliwie realistycznie przedstawic jak myśli osoba uzależniona. 

  • Benzydamina
  • Pierwszy raz

Słoneczny, wakacyjny dzień, wolna chata (z wyjątkiem kumpla z, którym zażyłem benze)

Początkowo mieliśmy w planie zapalić z kumplem, ale niestety dostawca zawiódł. Rozczarowani postanowiliśmy skorzystać z oferty apteki. Zdecydowaliśmy, że można stestować cieszącą się złą sławą benzydaminę. Na początku trochę się obawiałem, ponieważ po jej zażyciu miały wystąpić jakieś przerażające, nieprzyjemne halucynacje i przywidzenia. Jednak ciekawość działania tego specyfiku nie dała za wygraną. Postanowiłem spróbować sobie z kumplem po dwie saszetki na głowę. Po krótkim zapoznaniu się z FAQ dotczącym dawkowania itd., udaliśmy się do apteki. Kolega kupił 4 szaszetki.