To, co chciałabym tutaj opisać jest ostrzeżeniem dla lekkomyślnych osób uważających, że narkotyki to świetna, luźna zabawa. Tak będziecie myśleć do pierwszego swojego wypadku. Potem zmądrzejecie... albo i nie.
Zacznę od krótkiego "prologu".
by Massta
Samochod. Kwas i bakanie.
Wzialem go, nie wiem nawet kto mi go podsunal, ale jestem mu wdzieczny.
Bakalem wczesniej dosc duzo mocnego sqna..szukalem haszu po miescie... spotkalem 3 kolesi i zabralem sie z nimi na
`przejazdzke` ...ciezkie slowo...stalismy gdzies na obrzerzach miasta i bakalismy...i wtedy ten ktos wyjal papiera...niby mielismy
go podzielic i zjesc na 2 ale jakos tak, nie wiem jak caly znalazl sie w moich ustach...przezulem, zmietolilem i polknelem...bakam
dalej...co mi tam ten 1 zwietrzaly papier...troche dymu dalej nic sie nie stalo..bakanie dzis mnie lepiej zrobilo..poza tym ze nie
bylem juz w swoim ciele...bylem wyzej...unosilem sie nad soba i obserwowalwem cale towarzystwo spod dachu...moze bylem
mucha...moze ukryta kamera...stracilem swoje ego...swoja tozsamosc..czulem ze jestem jak istota wyzsza..a moje cialo to tylko
marionetka z ktora laczy mnie cienki kanal komunikacyjny przez ktory wydaje mu polecenia...albo i nie wydaje...podsuwam sobie
mysli...analizuje...widze wszystko i dostosowuje sie, a wlasciwie swoje cialo, do sytuacji...kaze mu (sobie) sie
smiac...plakac...patrzec...bakac i nie bakac...trawa wtedy wzbudzila we mnie wstret...dym mnie dlawil..moje cialo dlawilo sie
dymem..a ja tonelem w oparach wytwarzanych przez ten dym....dym i mysl...to przesycalo powietrze...i poczulem ze musze
uniesc sie wyrzej...jeszcze wyzej...wyleciec ponad dach samochodu i zobaczyc wiecej...polecec jeszcze wyzej i dowiedziec sie
nowych rzeczy....objac spojrzeniem wszystkich ludzi...tych z ktorymi bylo moje cialo juz wykorzystalem...zmielilem i
wyssalem...poczulem ze musze wyjsc...odciac sie od tej kukly ktora siedzi w samochodzie i czeka na impulsy z mojej
strony...kazalem mu wyjsc...posluchal...jak zawsze...oni sie opierali..ale on nie mial szans sie opierac...szedl tam gdzie mu
kazalem...aby zaspokoic jego niepokuj kazalem mu palic...znowu dlawil sie dymem...a ja myslami...wrocilem..nie moglem
wzniesc zie wyzej....niebo ktore wydawalo mi sie tak czyste i ulegle nagle zapelnilo sie siatka przeszkod...swiecacych sie
straznikow nie dopuszczajacych nikogo obcego do swych tajemnic...tylko jakas istota wyzsza mogla tam sie dostac nie zrywajac
do konca wiezoow z tymi na dole...a ja dopiero ucze sie patrzec. wiedza nie moze byc zdobyta za szybko....musze zapanowac
nad swoim cialem...musze wrocic alby przejsc choc pierwszy stopien, umiejetnosc bycia w sobie....znowu zadflawilem sie
dymem...paskudny smak sqna...suchy i duszacy...wlewa sie do pluc i przelyku...dusi...lyk wody mnie ukoi...jest cieplo i
zasypiam...moje ja wrocilo do swojej otoczki..a teraz znowu siedze i czekam kiedy znowu uda sie uniesc....
o krok dalej.
Set w momencie dorzucania pFPP - zdenerwowanie, złość, nienawiść, desperacja. Setting - moja własna łazienka, 8 rano po 10 godzinach pracy.
To, co chciałabym tutaj opisać jest ostrzeżeniem dla lekkomyślnych osób uważających, że narkotyki to świetna, luźna zabawa. Tak będziecie myśleć do pierwszego swojego wypadku. Potem zmądrzejecie... albo i nie.
Zacznę od krótkiego "prologu".
Set & Setting :
Pora roku – wiosna, 9 maja
Lokacje - wielka polana, miasto, las, krzaki nad jeziorem
Nastrój - świetny
Cel - przeżycie kolejnej przygody z moją ulubioną substancją
Dawkowanie:
Dawka - 630mg Dekstrometorfanu
Waga - 90kg = 7mg DXM/kgmc
2 tabletki Acodinu co 1min
Wiek: 17 lat
Doświadczenie : Dekstrometorfan, Benzydamina, Thc
Salvia divinorum – suszone liście – Pierwszy raz
Doświadczenie ogółem – mj,LSD, amfa, psylo, etanol(zaawansowany)
Sprzęt : własnej roboty faja wodna bez rurki – pionowa , palnik na propan-butan z butlą (do lutowania rur)
Lekka ekscytacja spowodowana pierwszym kontaktem z substancją. Mój pokój, ciemno za oknami.
Miałam zjeść je z przyjaciółką, ale nie było takiej możliwości, a ciekawość by mnie zjadła gdybym nie spróbowała tego dnia, kiedy dostały się w moje ręce.
21:30