Ogród botaniczny

by gray

Anonim

Kategorie

Odsłony

7274

Znajomy zerwał kilka liści bielunia meksykańskiego z krzaka w ogrodzie botanicznym. Zrobił z tego wywar (najzwyklej w świecie gotując liście z wodą przez kilkanaście minut) i trochę wypił, potem wypił jeszcze trochę. Ponieważ jego doznania były dość interesujące (w jego odczuciu), ja, on i jeszcze trzy dziewczyny postanowiliśmy na drugi dzień sprobować tego co mu zostało.

Wcześniej wypiliśmy trochę wina, ale było to najwyżej dwa litry na pięć osób. Wypiliśmy po małej szklaneczce wywaru z poprzedniego dnia. Płyn miał kolor jasny ale trochę mętny. Piliśmy w mieszkaniu. Po 15 minutach od momentu wypicia specyfiku zaczęły się pierwsze lekkie objawy: senność i osłabienie. Po ok pół godziny czułem się dziwnie. Wesoła, alkoholowa dyskusja zamieniła się w martwą ciszę, przerywana od czasu do czasu czyimś co tam, jak się czujesz ?, i co ? bo mi się chce spać itp... W sumie nikomu już się nic nie chciało. Kolega zrobił wywar z reszty liści (ja wiem, jakieś trzy dość duże liście) w mniej niż 1 l wody. Prawdopodobnie roślina nie była jeszcze całkowicie dojrzała (chociaż miała kwiaty i duże liscie, ale nie miała nasion).

Razem z nim wypiliśmy jeszcze po szklaneczce (świeży napar był bardziej gorzki i dość niesmaczny) Po ok. 15 minutach byłem już totalnie senny. Muzyka przestała grać bo nikt nie miał już siły zmienić płyty. Położyłem się na podłodze i zacząłem zasypiać. Inni najwidoczniej czuli to samo. Dziewczyny mówiły, ze czuja się strasznie pijane, ale wg mnie to nie był alkohol. Zresztą czułem się podobnie. Kręciło mi się w głowie, zataczałem się gdy próbowałem chodzić. Dziewczyna, która wypiła najmniej, oraz kumpel, poszli przejść się do sklepu. Chcieli nas zabrać ze sobą ale dwie pozostałe dziewczyny już spały, natomiast ja nie byłem w stanie stać na nogach. Uświadomiłem sobie, że ich nie ma dopiero po kilku (kilkunastu) minutach. Nie mogłem spać. Przewracałem się z boku na bok, wstawałem, próbowałem chodzić, zataczałem się, tak jak nigdy w życiu nie zdarzyło mi się to nawet po największym alkoholu. Chciałem iść do łazienki, trafiłem do kuchni, zorientowałem się że nie tędy droga, poszedłem do łazienki, ale wróciłem bo nie wiedziałem po co właściwie tam poszedłem. Czułem się źle. Nie mogłem sobie ze sobą poradzić. Siadłem na łóżku. Patrzyłem się na stolik. Ponieważ miałem lufę do opalenia, liczyłem że stafik mnie trochę uspokoi. Niestety gdy sięgałem ręką po zapalniczkę, ta znikła (!) Znowu wybrałem się do łazienki i znowu trafiłem do kuchni. Pamiętałem, ze to już drugi raz ale wcale mi nie było do śmiechu :( Wróciłem do pokoju, próbowałem się położyć, nie mogłem spać, nagle zacząłem się wpatrywać w jakaś kartkę papieru na której było coś napisane, chciałem to przeczytać, sięgnąłem po kartkę, ale już nie było (!) Czułem że jest ze mną nienajlepiej. Znowu wybrałem się do łazienki i znowu trafiłem do kuchni (!) Sytuacja powtórzyła się 5 albo 6 razy (!!!) Potem znowu widziałem przedmioty, które przy próbie ich dotknięcia rozmywały się w powietrzu. Czułem się bardzo źle. Nie mogłem sobie sam ze sobą poradzić. Chciałem zasnąć ale wcale mi to nie wychodziło. Chłopak z dziewczyną wrócili ze sklepu, kupili wino ale już nikt go nie pił. Wszyscy położyliśmy się spać, udało mi się usnąć.

Rano obudziłem się w kiepskim nastroju. Miałem niewyraźny wzrok. Nigdy nie nosiłem okularów, ale nie mogłem zobaczyć niczego z odległości bliższej niż ok pół metra. Inni mieli takie same objawy. Wróciliśmy z dziewczyną do siebie. Od razu położyliśmy się spać i spaliśmy do wieczora. Gdy się obudziłem, nadal widzialem niewyraźnie z małych odległości. Próbowałem czytać gazetę. Nie udało się :( Czułem się znowu źle. Gorzej niż na zwale po amfie. Dopiero odrobina alkoholu i stafik poprawiły mi nastrój. Zacząłem powoli odzyskiwać wzrok. Teraz (nazajutrz) widzę już wszystko bez żadnych problemów, czuję się dość dobrze, chociaż jeszcze całkiem nie odzyskałem równowagi psychicznej. Miałem już w życiu liczne kontakty z lsd, psylocybami, spidem i oczywiscie marysia i bardzo sobie te specyfiki chwalę (oprócz spida - straszne gówno), ale bieluń okazał się jeszcze gorszy. Taka jest przynajmniej moja opinia. W każdym bądź razie ja osobiście nikomu nie polecam.

Komentarze

only (niezweryfikowany)

Ja po tym co tutaj czytam też nikomu tego nie polecam!

mi tam się osobiście się wpis podoba. jest specyficzny ale cały projekt bloga jest ciekawy. Dobrze, że kiedyś go założyłeś i działasz w tym temacie nadal.

Anonim (niezweryfikowany)

kurwa, 15 lat temu

chomik morski (niezweryfikowany)
troche hoojowy ten trip miales:\ ja jutro robie wywar z 1 duzego i 2 malych lisci zobaczymy ci bedzie:) 3m sie
Zajawki z NeuroGroove
  • LSD-25
  • Tripraport

Miejsce to boom festival, nastawienie bardzo pozytywne, ciało i umysł przygotowane na przygodę

Zazwyczaj nie zapisuję trip-raportów, ale tym razem prowadziłem dziennik wyprawy, której częścią był boom festival. A branie LSD-25 jego ważnym dla mnie elementem. Jest to dobra okazja, żeby podzielić się swoimi przeżyciami. Sami oceńcie!

Zacznę od małego opisu skrótów, którymi posługiwałem się w tekście. Są to miejsca festiwalowe. Pojedyncze litery to moi znajomi.

DT- Dance temple, czyli główna scena festiwalu z muzyką psytrance. W nocy grany był hi-tech/full on/dark/progressive psytrance.

CG- Chillout Gardens.

  • Benzydamina
  • Pierwszy raz

Późny wieczór, początek nocy. Własny pokój, cisza i spokój, nastrój pozytywny bo dopiero co wróciłem z pracy a następne kilka dni mam wolne.

Zacznę od tego, że dobrych parę lat temu usłyszałem o nastolatkach ćpających lek do irygacji pochwy. Nie obeszło mnie to zupełnie, ot taka informacja jak każda inna. Jednak kowal losu uderzył w swoje kowadło i nadszedł dzień (a raczej noc). Prawdę mówiąc miałem ułatwione zadanie, bo znalazłem w domu trzy saszetki. Gdyby nie to, to raczej nieprędko wybrałbym się do apteki, bo nie miałem aż takiego parcia.