wierzyli do końca i poszli na dno
teraz jeszcze przechylają moją łódź niepewną
odtrącam te sztywne dłonie okrutnie żywa
odtrącam rok za rokiem.
22 marca 2019Noita pisze: ...Jak przyznam się do uzależnienia, zacznę się leczyć czy przestanę pić w towarzystwie to koniec kariery zawodowej i wtedy dopiero się wpierdole na maksa...
Pije tak, jak autorka od 7-8 klasy podstawówki (zaczynaliśmy od browara w parku bo się z nią uczyłem zarówno w podstawówce, jak i ogólniaku) W ogólniaku weekend w weekend zajebana. Zaczynała najpierw w piątek - tzw typowy piątkowy melanż - piąteczek;)
Bardzo szybko przeciągneło się to na cały weekend, a od 3 klasy były studenckie czwartki. Z racji wieku bardzo szybko zaczęła szlajać się ze starszymi. Bo o oczywiście brakowało kasy, nie wpuszczali do klubów, nie sprzedawali bez dowodu. W zamian dotrzymywała towarzystwa tym, którzy płacili za jej melanże. Co ciekawe narkotykami gardziła i poza bardzo okazjonalną maruhuaną nic nie brała.
CO ciekawe, to bardzo mądra dziewczyna. W szkole zauważono, że była skacowana jeszcze we wtorek, ale uczyła się dobrze i ostatecznie napisał maturę na czwórkach i piątkach. Na studia dostała się także dość elitarne. Z pierwszej rekrutacji.
Na studiach widywałem ją co 3-4 tygodnie. Powiem tak, nie było ni jednej sytuacji, że gdy ją zobaczyłem po godzinie 14 to była trzeźwa. Za każdym jednym razem na gigancie. Zmieniła natomiast towarzystwo. Wujków zastąpiła już biznesmenami.
Na studiach nie było już z ocenami tak różowo. Zawalała wiele terminów. Nawet rok był do poprawki, ale ostatecznie zakończyła studia. Na studiach rozpoczęły się tez problemy zdrowotne. Wątroba nie wytrzymywała, odzywała się trzustka. W wieku bodajże 24 lat pierwsze poważne hospitalizacje. Troszkę zbastowła. Wtedy tez zakończyła studia, zdała egzaminy zawodowe i staże niezbędne do pracy. Poznała fajnego faceta i wzięła z nim ślub.
Trwało to może 2, może 3 lata. Jak sama twierdzi wróciła do chlania przez niego. Tzn wg niej był taki mało ekscytujący. Tylko po wódeczce potrafiła z nim wytrzymać. Melanże zamieniły się w ciągi. Problemy zdrowotne bardzo szybko wróciły. Kolejne hospitalizacje. Dostała w pewnym momencie wybór - picie, albo zdrowie. Wybrała zdrowie. Tzn oficjalnie przestała pić, melanżować. Od wieku około 28-30 lat zero imprez i grubych melanży. Ale zamiast tego picie w domu ukradkiem do lusterka. alkohole też lepsze. Koniaczki, likierki. Tylko po 300-400gr dzień w dzień. Dla dziewczyny 50 kg to nie dużo.
W tym czasie wyraźnie awansowała w pracy. Urodziła dzieci (ciąża to jedyny okres w którym autentycznie nie piła, ale zaraz po porodzie powrót, bo nie mogła karmić w obu przypadkach). Teraz ma 38 lat. Wali dzień w dzień wspomniane. Kryje się z tym bardzo dobrze. Z rana najczęściej kroplówka, lub/i odpowiedni mix leków. Mąż tak zagoniony, że zero tekstów o tym z jego strony - wręcz pomaga tuszować. O tym, że chla codziennie wiedzą tylko najbliżsi, może 2-3 osoby z rodziny i 3-4 znajomych, co ją ratowało, bądź melanżowało z nią i lekarz.
Z zewnątrz prowadzi wzorowe życie. W pracy uważana za wzór do naśladowania. Bardzo fachowa, pomocna. CO prawda nie spotyka się po pracy z nikim, ale twierdzi że ma rodzinę i jej poświęca czas. W domu natomiast pije. Dzieci są w takim wieku, że już kumają co i jak, ale ojciec się nimi zajmuje i nie przeszkadza to w ich wychowaniu (na razie)
Najlepsza sprawa. Została przez dyrektora firmy w której pracuje wyznaczona do poprowadzenia wykładu/pogadanki na temat szkodliwości alkoholu dla efektywności pracy (zrobiła to na dużym kacu - oficjalnie była przeziębiona). Jak to usłyszałem, to śmieliśmy się z 2 godziny. Pijąc napitek...
Są jednak minusy - Jej wątroba to papka. Trzustka zapalona. Jak pije, to nie je. Jak nie je to chudnie - jest szczupła maksymalnie - wręcz chuda. Nie ma w ogóle znajomych. Boi się poznawać nowych ludzi żeby się nie dowiedzieli co i jak. Boi się co będzie jak dzieci podrosną i będą rozumieć pewne rzeczy. Wielokrotnie myślała o rzuceniu, ale jak do godziny 18 nie wypije 100gr klina, to jej ręce latają do tego stopnia, że wygląda jak paralityczka. Z rana potrzebuje godziny żeby dojść do siebie (wątroba tak słabo metabolizuje). Proponowałem jej wielokrotnie detoksy, badania itd. Zawsze jedna odpowiedz - dla niej taki detoks to śmierć zawodowa i cywilna - nie dziwię się. Ludzie są zawistni i wyszło by od razu. Takie zaklęte koło, bo żeby przestać pić musi poddać się pod opiekę specjalistów, to by wyszło i skończył o by się anatemą.
Dotarła do takiej sytuacji, że żeby normalnie mysleć musi zajebać -3 szklaneczki. Dopiero potem się uspokaja.
Na koniec. Dziewczyna całe życie była piękna, na dodatek ładna, na pewno bardziej niż przeciętnie. Osiągnęła duży sukces zawodowy i można powiedzieć rodzinny. Ale jest alkoholiczką. DO tego stopnia, że nie może dnia wytrzymać żeby się nie napić.
Smutne
Zdrowie też kiedyś siądzie, a skutki nie są przyjemne. Taka cena jaką płacą alkusy.
Nie musisz rezygnować z kariery zawodowej i wstępować do klasztoru by uwolnić się od alkoholu. Nie musisz też się nikomu przyznawać że nie pijesz bo masz problem - to twoja sprawa. Nikt nie zmusza do noszenia łatki alkusa na czole by wszyscy dookoła wiedzieli ze jesteś alkoholikiem i nie pijesz.
Rodzina od strony mojej żony nie ma zielonego pojęcia jakim byłem człowiekiem i że w ogóle jestem uzależniony. Okłamuje ich regularnie na rodzinnych imprezach gdzie wóda się leje litrami czemu nie pije... a bo prowadzę, a bo rano w firmie mam do zrobienia to i to.
Da się to wszystko ogarnąć. Wystarczy umiejętnie lecieć w chuja, ale na korzyść nie picia niż picia.
Powodzenia!
Nie cytuj posta pod postem. DexPL
Wybrałam życie i zdrowie, i po Ośrodku zmieniłam pracę :)
Taka byłam z siebie dumna, że dziś bez kaca do roboty i ogarnęłam i w ogóle, że już piję piąte piwo
Dlaczego ograniczenie marihuany do listy chorób to katastrofa dla pacjentów – historia Adriana
Młodzież i marihuana w Polsce – jak realnie minimalizować ryzyko?
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
92% czy 1,9%? Jak nagłówki zmieniają odbiór badań o marihuanie
W ostatnich tygodniach w medium Medonet pojawił się alarmujący nagłówek mówiący o „92% wyższym ryzyku poważnych zaburzeń psychicznych u młodych osób używających marihuany”. Taka liczba silnie działa na wyobraźnię i niemal automatycznie wywołuje emocjonalną reakcję czytelnika. Zanim jednak potraktujemy ją jako dowód nadciągającej katastrofy zdrowotnej, warto przyjrzeć się samemu badaniu, jego metodologii oraz temu, co w języku statystyki ta liczba faktycznie oznacza.
Holandia: Marihuana zastąpiła kokainę w liczbie przejęć
Holandia była kiedyś uważana za europejskie centrum konopi, jednak w ubiegłym roku port w Rotterdamie został nagle zalany zagraniczną marihuaną. Jednocześnie liczba przechwyceń kokainy w porcie znacząco spadła. Według dziennika AD handel konopiami okazuje się dla przestępczego półświatka niemal tak samo dochodowy jak kokaina, ale przy znacznie mniejszym ryzyku.
Spotkanie z MSWiA. Nadszedł czas na odpowiedzialność, a nie kolejne tragedie
Wczoraj oficjalnie złożyliśmy [tj. Wolne Konopie] w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji wniosek o pilne spotkanie z Ministrem Marcinem Kierwińskim. Równolegle przekazaliśmy list otwarty dotyczący tragicznej śmierci 19-letniego Aleksandra oraz innych dramatów, które w ostatnich latach wstrząsnęły opinią publiczną.
