Życie na trzezwo?

...czyli jak podejść do odstawienia i możliwie zminimalizować jego konsekwencje

Moderator: Wszyscy moderatorzy

Posty: 2270 Strona 226 z 227
Rejestracja: 2021
  • 3 / 2 / 0

Witam Wszystkich obecnych, opiszę swój beznadziejny przypadek, może ktoś będzie miał jakieś porady czy wskazówki co tu dalej robić...

Piłem i brałem bardzo dużo. Głównie alkohol, feta, mj. Jak była tylko taka możliwość to codziennie. Nie było mowy o przerwach samych z siebie. Trwało to w sumie 12 lat. W tym czasie zaliczone 4 ośrodki w których łącznie byłem z 1,5 roku i które kompletnie nic nie pomogły. Aż pewnego dnia poznałem cudowną kobietę i z dnia na dzień przestałem pić i brać. Zamieszkaliśmy praktycznie od razu razem na drugim końcu Polski i takim to sposobem dzięki tej kobiecie z dnia na dzień przestałem pić i brać na okres 7 okrągłych lat! Bez żadnych terapii, bez niczego, po prostu. Całkowicie przez 7 lat ZERO alko i dragów, czy to był sylwester czy urodziny to byłem całkowicie trzeźwy i było pięknie, byłem po prostu szczęśliwy do tego stopnia że do alko i dragów miałem już obrzydzenie. Nie siedziałem na tzw ściskach. Cieszyłem się jak dziecko z małych rzeczy. Niestety w czerwcu 2020 czyli 7,5 miesiąca temu moja narzeczona zmarła (pierdolony nowotwór mi ją zabrał), cios w serce potężny... Najgorszemu wrogowi nie życzę. Wróciłem więc do miasteczka w swoje rodzinne strony, bo będąc tam codziennie wyłem, wszystko mi się z nią kojarzyło i to dosłownie, więc za namową rodziców wróciłem z powrotem do nich w rodzinne strony, myślałem że będzie mi łatwiej przez to wszystko przejść. Wróciłem w czerwcu zaraz po pogrzebie i po niecałych 2 tygodniach zacząłem palić mj codziennie w dużych ilościach, we wrześniu doszedł do tego alkohol, też praktycznie codziennie w połączeniu z mj, później pod koniec listopada doszedł do tego wszystkiego mef i feta, cały ten mix mj+alko+mef/feta walone praktycznie codziennie do 15 stycznia. Obecnie czwarty dzień jestem całkowicie czysty, zapisałem się do psychologa na za tydzień, sam z siebie. Kiedyś piłem i waliłem dla rozrywki żeby być na haju i pobawić się, natomiast ostatnie 7 miesięcy żeby nie myśleć i zapomnieć - udawało się tylko na chwilę jak byłem pod wpływem, jak przychodził zjazd to okropne wyrzuty sumienia że 7 lat trzeźwości poszło się po prostu jebać, do tego w głowie słowa narzeczonej dzien przed jej śmiercią abym nie zaczął z powrotem pić i brać, płacz na zjeździe i wyrzuty sumienia takie że trzeba było jak najszybciej znów się napić i porobić. W sobotę już nawet własnej matce nie mogłem spojrzeć w oczy jak zapytała mnie czy nic złego się u mnie nie dzieje, chyba już coś zaczęła podejrzewać ale nie zaczęła jeszcze tematu. Coś we mnie pękło jak spojrzałem na ramkę ze zdjęciem swojej narzeczonej, poczułem się jakbym po prostu ją zawiódł i stwierdziłem że tak dalej być nie może. Przypomniałem sobie te 7 lat z nią, jak byłem całkowicie trzeźwy i te życie mi się naprawdę podobało i mnie jarało, dlatego że ONA była, kochałem ją najbardziej na świecie, byliśmy naprawdę szczęśliwi, i pierdolona choroba musiała mi ją zabrać. Odkąd odeszła czyli od 7,5 miesiąca żyję bo żyję bo muszę, zero radości z życia, pozostał smutek i żal, będąc pod wpływem miałem kilka razy myśli samobójcze ale się nie odważyłem. Znajomych mam tylko takich którzą biorą, urwałem z nimi kontakt cztery dni temu bo wiem że inaczej nie przestanę brać. Teraz mef i alkohol śnią mi się po nocach, a chęć przyjebania jest duża ale NIE CHCĘ tak żyć bo wtedy płynę jak titanic :(. Mam bardzo dobrą przyjaciółkę której mówię o wszystkim i która mnie wspiera, ale nie mam jej na miejscu tylko ponad 240 km od domu, więc kontakt tylko niestety telefoniczny. Chciałbym naprawdę zacząć normalnie żyć i to całkowicie na trzeźwo ale czy się uda? Jak moje życie straciło SENS w czerwcu jak odeszła z tego świata moja kobieta... Codziennie smutek żal i płacz. Jest po prostu mega chujowo i ciężko a ja się czuję po raz pierwszy w życiu życiowym przegrywem heh bez kitu... Sorry ale musiałem to wszystko z siebie wydusić. Pozdrawiam wszystkich, którzy to przeczytali.
Rejestracja: 2020
  • 169 / 40 / 0

A to czemu przez 7 lat nie wzięliście ślubu jeśli mogę zapytać?
A nie próbowałeś narzeczonej leczyć mj ponoć najlepiej pomaga na raka? Taki paradoks coś co tobie szkodzi mogło jej uratować życie.
Cóż trzymam kciuki za ciebie. Wszyscy kiedyś będziemy razem.

W Kanadzie brak politycznej woli, żeby rozprawić się z kryzysem opioidowym

W walce z kryzysem opioidowym Kanadzie brakuje zacięcia, z jakim walczy z koronawirusem. Podejście do pandemii pokazało, że Kanadyjczycy mają wystarczające zasoby, żeby sprostać takim wyzwaniom. Brakuje tylko woli politycznej. Tymczasem liczba osób umierających z powodu uzależnienia od opioidów w niektórych miesiącach przewyższała liczbę zmarłych na koronawirusa.

Tytoń i dopalacze w przesyłkach kurierskich. Psy KAS spisały się na medal

„W styczniu 2021 r. w przesyłkach kurierskich zatrzymano 193 kg tytoniu bez znaków akcyzy oraz 130 g dopalaczy. Kontrabandę pomagają wykryć specjalnie szkolone psy”
Rejestracja: 2021
  • 3 / 2 / 0

19 stycznia 2021RafalKoral pisze:
A to czemu przez 7 lat nie wzięliście ślubu jeśli mogę zapytać?
A nie próbowałeś narzeczonej leczyć mj ponoć najlepiej pomaga na raka? Taki paradoks coś co tobie szkodzi mogło jej uratować życie.
Cóż trzymam kciuki za ciebie. Wszyscy kiedyś będziemy razem.
Nie wzięliśmy ślubu (choć chcieliśmy) ale stwierdziliśmy że papierek nam nie potrzebny abyśmy byli szczęśliwi i tak już zostało. Próbowaliśmy leczenie mj i nie tylko, ale pierdolony rak w tak szybkim tempie się rozwinął że zajął praktycznie dosłownie wszystko. Lekarze się za głowę łapali bo morfina nie pomagała, trzeba było tramale dorzucać, które też mało co uśmieżały ból... A hajs wyciągaliśmy z podziemi, dziesiątki tysięcy złotych na najlepszych specjalistów i nic to nie dało. Szkoda gadać, życie pojebane. Najgorzej że tak w kurwę trudno jest się pozbierać. Bez kitu...

Pozdro i również wszystkiego dobrego. 5.

Blu

Rejestracja: 2007
  • 3057 / 263 / 0

Czas leczy rany, to banał ale prawdziwy.
Teraz masz jedynie wpływ na to jaki sens nadasz jej śmierci. Czy zrobisz z niej gwóźdź do swojej własnej trumny, czy się ogarniesz, będziesz wdzięczny losowi za te 7 lat bycia razem i spróbujesz przekuć je w coś pozytywnego.
Rejestracja: 2015
  • 1189 / 138 / 0

życie na trzeźwo - okej ale jak to zrobić .. jak pół życia jest się na haju
Rejestracja: 2020
  • 165 / 29 / 0

Ciężko... bardzo ciężko ale da się. Stabilizacja "zabija" nawet "normalnych" czyli tych bez problemów. Życie to codzienna walka do samego jego końca.
Rejestracja: 2017
Użytkownik nieaktywny
  • 375 / 99 / 0

19 stycznia 2021Pavcik pisze:

Najgorzej że tak w kurwę trudno jest się pozbierać. Bez kitu...
Hej, ja w wieku 17 lat straciłam matkę - to zupełnie inna relacja niż z partnerką, ale matka też była dla mnie całym światem (samotnie mnie wychowywała). Przed jej śmiercią już brałam i piłam od jakiś 3 lat. Po jej śmierci zupełnie popłynęłam w heroinę. Potem to już była zupełnie inna historia ćpania, ośrodków, ćpania, stabilizacji. Ale dlaczego to piszę dlatego, że dopiero po 15 lat po jej śmierci pozwoliłam sobie przeżyć żałobę po niej. Przez to, że ćpałam po jej śmierci i nie pozwoliłam sobie przeżyć żałoby po niej, kolejne 15 lat bujałam się z rezonującym we mnie żalem i niezgodą na to co się stało.

Super, że postanowiłeś wytrzeźwieć. Z mojego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że ważne jest znaleźć jakiegoś terapeutę/ terapeutkę, która pomoże ci przejść żałobę. Raczej nie szukałabym terapeuty uzależnień, terapii poznawczo - behawioralnej. W moim przypadku, lata uczęszczania na takie terapie w tym terapie uzależnień pomogło mi zdecydowanie mniej niż ostatnie 2 lata w terapii integracyjnej. Jakbyś potrzebował pogadać o przeżywaniu żałoby to pisz.
Rejestracja: 2019
  • 114 / 20 / 0

@Pavcik - współczuję, ale skoro podniosłeś się dzięki tej Kobiecie to nie możesz przez nią upaść. Wspominałeś o Matce, nie pozwól aby oglądała koniec , taki zwłaszcza swojego dziecka. Żadna Matka na to nie zasługuje.
Musiały minąć długie lata abym doszedł do równowagi po śmierci Ojca, dzisiaj nie popełnił bym tego błędu i będę się cieszył jakby chociaż jedna osoba to przeczytała i wyciągnęła wnioski. To zabijanie i tłumienie uczuć alkoholem i narkotykami to jakbyś dziecku zatykał uszy aby chwilowo nie słyszało jak bluźnisz, ale ono dorośnie kiedyś i uszu już nie zatkasz....
Zgadzam się z @drmjp , pewne sprawy trzeba przeżyć na trzeźwo, inaczej demony będą wracały zawsze.
Rejestracja: 2020
  • 169 / 40 / 0

W tym wszystkim chodzi o znieczulanie się. Dobrze jest wyrobić naturalną odporność na rzeczywistość. W sumie też banał ale gruboskórni mają łatwiej w życiu.
Raczej bałbym się przeżywać żałobę. Nie znam się lecz moim zdaniem trzeba celebrować żywych, a martwym już jest wszystko jedno. To tobie jest ciężko i źle, ich już i tak nie ma z nami. Są jednak inni, którzy nadal żyją i to na nich warto skupić swoją uwagę i przeżywać ich obecność.
Ból i cierpienie są naturalną częścią istnienia trzeba nauczyć się przepuszczać je przez siebie jak przez gazę, a nie tak by weszły i zostały. Wtedy ból nie rozsadza od środka.
Trzymaj się człowieku!
Rejestracja: 2020
  • 165 / 29 / 0

Wiem, że twój stan jest teraz bardzo hujowy i wiem, że cierpisz i nienawidzisz się podwójnie ale nic oprócz siebie już nie zmienisz... picie też. Powinniśmy nauczyć się żyć sami ze sobą... nie warunkować swojego szczęścia osobami czy przedmiotami.
W szczególności dotyczy to nas osób uzależnionych z zaburzonymi emocjami. Osób, które przez nałóg zrobiły się bezradne i zależne.
Posty: 2270 Strona 226 z 227
Wróć do „Detox”
Na czacie siedzi 2079 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości