Więcej informacji: Salvia Divinorum w Narkopedii [H]yperreala
Chcialbym poznac te czestotliwosc na odbior ktorej przestraja salvia, ale nie wiem, jak poradzic sobie ze sprzeciwem ze strony mozgu, ktory, w mniejszym lub wiekszym stopniu, wystapil przy kazdej probie palenia. Chyba chodzi tu o zwiekszenie mocy ekstraktu, nie?
Jestem w posiadaniu salvii 30x i po paru pytaniach w temacie dla 'początkujących' zdecydowałam się na spalenie trochę ponad 1/4 posiadanego ekstraktu. Efekty były przyjemne i bardzo delikatne (jak na to, co było następnego dnia) – wesoły nastrój, chęć wymachiwania kończynami, czy głową, do tego potężne, rytmiczne odczucie uderzania jakąś ogromną siłą w moje ciało – co ciekawe – tylko z jednej strony pokoju – od drzwi uderzały mnie jakby niewidzialne fale. Oprócz tego, mówiłam, myślałam i zachowywałam się praktycznie normalnie.
Wczoraj jednak było znacznie bardziej kosmicznie. Postanowiłam zapalić dużo więcej Pani Salvii, niż poprzednim razem – całą resztę, jaka mi została. Było to jakieś 80mg. Byłam świadoma tego, że tym razem powinno wystrzelić mnie mocno w psychodeliczny świat.
Tak się stało. W parę sekund znalazłam się w dziwnym koszmarze. Niewidzialna siła miotnęła mną o podłogę, moje ciało zaczęło rozdzielać się na równo pocięte płaty, które odpływały w stronę drzwi (znowu te nieszczęsne drzwi + pulsacje). Kiedy poczułam, że zaczyna mi siatkować mózg, dogrzebałam się do koleżanki siedzącej na łóżku i resztkami sił złapałam ją za nogę, żeby ta niewidzialna siła nie zabrała i mojej świadomości gdzieś w otchłań. W oddali słyszałam ironiczne, demoniczne śmiechy kawałków mojej pociętej lewej półkuli. Wspięłam się po nodze kumpeli na łóżko i kurczowo się jej złapałam, wciąż walcząc z potężną siłą, która chciała mnie pociągnąć ze sobą. Błagałam ją, żeby mi jakoś pomogła. Byłam wtedy przekonana, że gdybym się jej puściła, przepadłabym. Zobaczyłam na własnej skórze, jak czuje się człowiek walczący o życie.
Nareszcie poczułam, że udaje mi się sprzeciwić, że wygrywam tę walkę. Pocięte płaty mózgu wracały do mojej głowy. Przeleciała mi myśl - jak ja się tu znalazłam? co to za realny sen? czy to się skończy?
I w końcu - eureka! Sama sobie to zrobiłam, przyjmując potężną szałwię!
Zaczęłam wracać do siebie. Po jakichś 5 minutach byłam już jedną nogą w znanym mi, realnym świecie. Ulżyło mi, chociaż jeszcze kręciło mi się w głowie z emocji i byłam zgrzana, naprawdę tak, jakbym przed chwilą walczyła o życie.
To było niesamowite! Pomimo wyjątkowo nieprzyjemnych, wręcz traumatycznych przeżyć, nie mówię szałwii nie. Właściwie to bardzo mnie zaintrygowała. Może jestem wariatką, ale już parędziesiąt minut po doświadczeniu miałam ochotę powtórzyć sesję.
Chciałabym to jednak zrobić w innym miejscu – szydercze śmiechy były tak naprawdę odgłosami rozmawiających ludzi na korytarzu. Zastanawiam się, jakby potoczył się mój mały trip, gdybym paliła w całkowitej ciszy, lub też, gdybym puściła się kumpeli.
Tymczasem przepraszam za elaborat (osobiście, bardzo lubię takowe czytać
Na razie to byly trzy bardzo delikatne, wrecz dzieciece podejscia.
Ale poniewaz mam generalnie nature bardzo depresyjna :-(, - czekam na najlepszy moment, aby nic nie zepsuc, a juz bron boze nie miec nie milego tripa.
Wiec ja na razie czekam na swoj czas i dalsze wiesci od Was.
Ostatnio eksperymentuję z połączeniem szusz salvi + ociupinkę ganji + medytacja / zwykła rozkmina.
Dla mnie połączenie salvi i ganji daje ciekawe efekty. Ilość są raczej malutki, np 100-200mg suszu salvi i 10-30mg ganji, zmiksowane i wchłonięte jednym buchem z bonia. W takich ilościach nie mam CEVów, ale postrzeganie już się zmienia, a praca umysłu naprawdę odbiega od normy.
ganja działa jak szło powiększające, wyostrza koncentrację, ale uruchamia też niezłe przeskoki myślowe. Trochę praktyki medytacji pomaga mi w ogarnięciu szalonego umysłu.
salvia, wiadomo, w małych ilościach zmienia postrzeganie. U mnie ze zwykłego myślenia, myślenia zjadacze chleba, zamieniam się w marzyciela, rozkminiacza kosmicznego, psychodelicznego mistyka amatora... zajebiście uwielbiam tą odmianę.
Ostatnio po pierwszym miksie, pomedytowałem sobie troszkę. Starałem się oczyścić umysł z myśli. Prawie się to udało, ale nie do końca. Nie wyłączyłem myślenia, ale je przyciszyłem, stłumiłem. Nie było konkretnych myśli, ale ciąg strzępków, szum. Dziwny stan, raczej sprzeczny z medytacją, ale zawsze to inne doświadczenie, inny stan, kolejna okazja do obserwacji wnętrza.
Przygotowałem sobie bonio z samym suszem, ok 200mg - 2 soczyste buchy.
Tym razem postanowiłem nie zamykać oczu jak zawsze.
W pokoju paliła się świeczka. Skierowałem wzrok przed siebie.
Ale nie skupiałem się na niczym konkretnym. Nie myślałem o niczym,
bez żadnych konkretnych oczekiwań czekałem na efekty.
Na widziany obraz bardzo delikatnie nałożył się widok, nieskończonej ilości uśmiechniętych twarzy.
Bardzo subtelne, ale często tak mam, więc bez problemu rozpoznałem to.
Potem trafiłem tak jakby do pustki (oczywiście wszystko było subtelne, widok pokoju utrzymywał twardo moją świadomość w rzeczywistości), bardzo statycznej pustki, nieskończoność i cisza.. strach puścić bąka, bo uśmiechnięte twarze jeszcze skarcą.
Skomentowałem pod nosem tą sytuację, cisza zniknęła... ale coś było nie tak, coś było inaczej.
Pustka, przestały pojawiać się myśli. Patrzę, oddycham, słyszę, ale wszystko jest puste, bez znaczenia, bez emocji. Cisza. Byłem mocno rozbudzony, ale nic mi się nie chciało. Po prostu siedziałem, oddychałem.
Po chwili zaczęły napływać do umysłu spostrzeżenia,
zamieniłem się w bezuczuciowe zombi ?
znikam ?
myślę! wszystko wraca do normy.
Wiem, że jak na sally to jest to pikuś nie doświadczenie, ale dość ciekawa odmiana od tradycyjnych wyrzutni świadomości czy aktywacji paranormalnych zmysłów.
Dziś na warsztat pójdzie wspomniany miks w totalnej ciszy i ciemności.
Ostatnio cicho tutaj, więc uroczyście obiecuję, że zdam raport jak będzie ciekawie (a wiadomo jak jest z sally).
Mimo że za każdym razem mam tremę jak przed skokiem do wody, wiem na pewno, że nie ma się czego bać. Szałwia jest potężna, ale i łagodna - pokaże ci to, na co jej/sobie pozwolisz i na co jesteś gotowy.
Janka pisze: pokaże ci to, na co jej/sobie pozwolisz i na co jesteś gotowy.
Słyszałam jedną historię złego tripu, ale to był przypadek kompletnego braku przygotowania - osoba nie wiedziała co pali (ekstrakt 40x) i była nietrzeźwa w momencie palenia - w efekcie przeżycie fatalne.
Z moich osobistych doświadczeń wynika, że przy zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa i szacunku - nie ma się czego bać, bo szałwia jedynie odkrywa prawdę.
Dla mnie największym wyzwaniem w szałwiowych doświadczeniach jest pozwolić sobie puścić rzeczywistość, myśli, zrozumienie, własne ja i pozwolić szałwi prowadzić. Bez tego zezwolenia, ona nie chce pokazać nic dalej. Więc w pewnym sensie zawsze od mojej otwartości i gotowości zależy, jak daleko zajdę i co szałwia mi pokaże.
Pytanie też co to znaczy być na coś gotowym?
Przed próbą za każdym razem bardzo się ekscytuję, serce mi wali jak przed skokiem na bungy, mimo medytacji i relaksacji. Czy to przez taki 'nerwowy' stan przy paleniu? Może przez ilość? Myślałem że 30x tak mocne będzie na dłużej bo będzie trzeba mniej wypalić... Sypię na oko, ale raczej te 100mg co najmniej jest bo już nawet widzę że jest ok. połowy.
Jak przygotować się do Świętej Salvii, okazać jej szacunek aby mnie nauczała?
każdy się trochę ekscytuje, bo szałwia to nie byle co. bicie serca i nerwowy stan przed paleniem nie powinien być fundamentalną przeszkodą - 30x to super mocny ekstrakt. co innego kurczowe czepienie się wyobrażeń o rzeczywistości lub jakichś oczekiwań już w czasie tripa, to moim zdaniem może przeszkodzić.
no i niektórzy robią taki błąd, że wciągają takie małe buchy, jakby pykali fajkę i wtedy nie bardzo działa - trzeba wziąć taki głęboki haust.
na mnie uspokajająco wpływa obecność "sittera" bo wiem, że po tej stronie rzeczywistości ktoś się mną zaopiekuje więc mogę odpuścić i zapomnieć o tym świecie. no i palenie jako druga czy trzecia osoba w kolejności też trochę uspakaja.
Grzybki zmieniają połączenia w mózgu. Czy to dobrze?
Marihuana w psychiatrii. Dlaczego „nie leczy” nie oznacza „nie działa”?
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
Ministerstwo Rolnictwa alarmuje. Chodzi o nową akcyzę na alkohol
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wystąpiło do Ministerstwa Finansów o wycofanie planowanej podwyżki podatku akcyzowego na alkohol.
USA: DEA tymczasowo zaklasyfikuje 7-OH do tej samej kategorii co heroinę i LSD
W środę amerykańska Agencja ds. Walki z Narkotykami (DEA) ogłosiła zamiar tymczasowego zaklasyfikowania 7-hydroksymitagyniny (7-OH) oraz trzech powiązanych substancji jako narkotyków Grupy I, czyli tej samej kategorii co heroina i LSD.
Marihuana medyczna w wywiadzie stomatologicznym. Pytanie, którego nie warto pomijać
Jeszcze kilka lat temu marihuana medyczna kojarzyła się przede wszystkim z leczeniem przewlekłego bólu lub łagodzeniem dolegliwości u pacjentów onkologicznych. Dziś coraz częściej mówi się o jej stosowaniu także w depresji, zaburzeniach lękowych czy zespole stresu pourazowego. Nie oznacza to jednak, że skuteczność takiego postępowania została potwierdzona. Wyniki najnowszej metaanalizy wskazują, że dowody naukowe są w tym zakresie ograniczone, a w przypadku depresji brakuje dowodów z randomizowanych badań klinicznych.
