No ale ja nie o tym: próbowałem zazen i muszę powiedzieć że było to bardzo ciekawe i czułem jakąś łatwość siedzenia i wielką chęć odkrycia czym jest umysł :) Poza tym dużo różnych przemyśleń, trochę inne spojrzenie na relację ja-świat itp. Ogólnie trip "wewnętrznie" był bardzo fajny, głęboki. Na pewno wrócę do Cubenów tym razem w większej ilości, by w pełni poczuć potencjał jaki w nich siedzi.
feydewey pisze:To ładnie wymyśliłeś.
http://www.youtube.com/watch?v=mVyQgIqbTRI
niech to będzie Twoja praktyka ;-)
Praktykuję zen ponad 6 lat.Przygodę z psylocybami zacząłem 2 lata temu.Wcześniej ,przed zen ,była tylko biała siła chwilowo oraz THC i pochodne/w sporych ilosciach/. Powiem tak, po zazywaniu psylunów miałem początkowo dość pozytywne tripy. Po tripie, co ciekawe wzmacnia się moja praktyka, tj.widzę wyraznie że nie ma dla ludzi innej sensownej drogi.
Podczas jednej z samotnych "jazd" miałem dość ciekawe doswiadczenie.Mianowicie poza tym, że przeszedłem w lesie pomiędzy dzikimi zwierzętami które zupełnie się mnie nie bały, tylko patrzyły na mnie ciekawie, udało mi sie osiagnąć 2 ciekawe stany umysłu.Mianowicie, pośród kwitnacej wiosny napotkałem kupe smieci w zagłebieniu terenu na polach-ostatnio widok częsty.Po dokładniejszym przyjzeniu się im, przestały one wzbudzać moja odrazę, a wręcz zachwyciły mnie.I wtedy pojawiło się olśnienie: czemu nie, czemu smieci mają być brzydkie? Kto mi wmówił że one są brzydkie?
Bummm! Hahaha!
Następnie udałem się do pobliskiego zagajnika i siadłem w medytacji.Wspomne tylko że przed śmieciami jazda była na tyle silna że przechodząc pod przewodami wysokiego napięcia odczułem ich silną "energię"
" która mnie "chwyciła" i zanim "pusciła" musiałem biec pomiędzu 3-ma słupami wzdłóz przewodów pod nimi , bo nie mogłem przeciąć lini przwodów.
Po chwili medytacji pojawiła sie cudowna muzyka i postrzegłem siebie jako kogoś cudownego, kogoś w rodzaju Krsny czy innego bóstwa.Porzuciłem jednak ta wizję i skupiłem się na jednym z koanów-/ zagadek buddyjskich/ . Bach! nagle pojawiła sie odpowiedz.Jednak niezupełna.To znaczy posterzgłem kongan za oczywisty i rozesmiałem się ze swojej głupoty, jednak nie potrafiłem juz potem przekazać tej odpowiedzi nauczycielowi zen pózniej mnie odpytującemu.
Następny raz nie był juz taki fajny.Po zjedzeniu 50 suszonych psylunów i spacerku w lesie udałem się do domu w celu medytacji, bo myslałem że juz jazda się skonczyła.Jednak po tym jak usiadłem w zazen , po około 5 minutach pojawiła się taki diabelski młyn myśli w głowie że musiałem wstać.Co gorsza , porzygałem się bo zemdlił mnie zapach kadzidła. Resztę tripu spędziłem wijąc się w totalnym obłakaniu, próbowałem mówić mantrę ochronną, potem tylko ogladałem spoza zamkniętych powiek geometryczne kształty obrastajace czarnymi kryształami. Na koniec dziękowałem Bogu że to juz koniec.2 dni dochodziłem do siebie.
Moje wnioski są takie: Psyluny brane około 2-3 raazy do roku są w niektórych przypadkach rozbudzić praktykę medytacji. Jednak medytacja pod ich wpływem nie jest zbyt pomocna, mozna się przywiązać do pseudoosiągnieć podczas medytacji na tripie.Nie mówiąc o frustracji wywołanej badtripem .
O wiele silniejsze i dłużej trwające wizje osiagłem podczas odosobnień- całkowicie na czysto.
pozdro
Hehe, diss mi wyszedł.
Podobne przezycia mialem w wieku 17 lat kiedy zaczalem myslec nad zachowaniami ludzkimi i nad tym jak swiat jest "ulozony". Do dostrzezenia, ze pewne neutralne zjawisko jest etykietowane jako brzydota chyba nie potrzeba 6 lat siedzenia w zazen i zarcia halucynow ;-)
Szatan atakuje !
Mantra ochronna !
Jeśli masz polewę z czyichś zdolności do dochodzenia do wniosków, to jesteś na takim samym etapie jak przedszkolaki, śmiejace sie z kolegi że czasem zdarzy mu się zeszczać w czasie leżakowania. Taka duma z siebie to niestety jest efekt bazowania na halucynogenach a nie na solidnej pracy nad sobą bez fuszerek i ułatwień powodujących fuszerkę /psyluny np./.
Nie twierdze że haluny są całkowicie do bani, ciekawą sprawa jest użycie ayahuasca przez indian w celach... no wlasnie, tu rozumowanie logiczne zawodzi.Leczniczych, poznawczych-Po lekturze Pawlikowskiej która twierdzi ze odbyła trip na ayahuasce pod opiek szamana, obawiam się ze te słowa to nonsens.Sugerował bym rozwój wątku w tym kierunku-doświadczenie smierci na aya może być szczególnie pomocne dla osób praktykujacych.
Jak napisałem, dla mnie, oraz po rozmowach z innymi zenkami jest jasne że halucynogeny są ok ale tylko do pobudzenia praktyki medytacji , nie da rady ich nimi jej zastąpić . Gdyby tak było- mielibyśmy mistrzów zen czy osoby z oświeceniem osiągniętym na halunach, potwierdzonym przez innych mistrzów.A fakty są takie że takich magików nie ma.
pozdro
Po lekturze Pawlikowskiej która twierdzi ze odbyła trip na ayahuasce pod opiek szamana, obawiam się ze te słowa to nonsens.
Jakie to dzieło?
Naproksen i LSD w bałtyckich krabach. Jak leki trafiają do morza?
Wolne Konopie w Komendzie Głównej Policji. Policjanci też widzą absurdy obecnego prawa
Popularniejsza niż heroina. Brytyjskie nastolatki ofiarami upodobania do ketaminy
Cały grzyb a czysta psylocybina: co naprawdę pokazał model obliczeniowy
Pytanie krąży po literaturze od dekady: czy psylocybina wyjaśnia całe działanie grzyba, czy tylko jego część? Praca zespołu z University of the Free State, opublikowana 16 marca 2026 roku w Scientific Reports, próbuje odpowiedzieć na nie narzędziami chemii obliczeniowej.
Gwałtowny wzrost w trzech województwach. Rozkręca się nowa epidemia
W trzech województwach zanotowano gwałtowny wzrost zatruć. Dane Głównego Inspektora Sanitarnego są zatrważające. Eksperci mówią już o groźnej epidemii.
Ibogaina a uzależnienie od ketaminy: co pokazał jeden opis przypadku
Recenzowany opis przypadku opublikowany w „Frontiers in Psychiatry” opisuje 30-letniego mężczyznę, u którego po podaniu ibogainy ustąpił jednoczesny głód ketaminy, kokainy i alkoholu, a abstynencja utrzymała się przez 17 miesięcy. To relacja o jednym pacjencie (n=1), a nie badanie kliniczne — i właśnie od tego ograniczenia trzeba zacząć, żeby dobrze zrozumieć, co ta praca wnosi, a czego nie rozstrzyga.