...czyli jak podejść do odstawienia i możliwie zminimalizować jego konsekwencje
ODPOWIEDZ
Posty: 7280 • Strona 551 z 728
  • 182 / 29 / 0
marihuana? Rok około 2011-2012 co potrwało ze 2-3 sezony, gdy zacząłem sadzić i fascynować się trawą. Jak było na początku? Tak jak mówi większość, trawa zajebista, beka, chillout, muzyczka wchodzi, śmiechy, beki, deklaracje, że ta używka będzie ze mną już do końca życia. Już mogłem na rzecz marihuany zrezygnować z alko bo mniej mi wyrządzało szkód. Wręcz same pozytywy widziałem. Ogólnie nie byłem co prawda rasta i nie zacząłem słuchać regge, ale weed to jest ten osiedlowy klasyk. Wręcz stroiłem wcześniej od twardych i tym gardziłem aż w końcu 1 raz przyjebałem no i poszło. Niech ktoś mi powie, że ten 1 raz to jest właśnie ten o jeden raz za dużo.

Pite makumby, fascynacja hodowlą, jak miałem swój sort to dochodziłem nawet do momentu gdy paliłem 7 jointów dziennie, gdy jak się nie pali, to nawet nabita dupka Cię porobi. Ogólnie później ceny jarania skoczyło do 40 nawet 60 i tu jest już pizda z ceną naprawdę. Jak masz swojaki to wiesz co palisz i tanio wychodzi, a tak ogarniać od kogoś to nigdy kurwa ale to nigdy nie dowiedziałem się co to za odmiana. Po prostu "jaranie", kiedyś mówiło się na iskrzaka "squn", "naturka", albo mam holendra, i amensia lata ale to przez kawałek hemp gru co nagrali jakby kurwa nie było innych odmian. Przymykałem oko na to co ktoś mi mówił, skoro ja sadziłem i lampy i out i fascynowałem się tym, no trawa nie miała przede mną tajemnic.

Kiedyś mogłem palić w towarzystwie, nawet lubiłem, lubiłem sobie pospacerować, pobazować w plenerku. Dziś i inni dużo osób ma podobnie, po takim epizodzie w życiu z trawą, później nie ma już tej beki, nie ma już tej pizdy jak za 1 palaniem. Nie pomagały detoxy, nawet i długie, myślało się że to wina tematu niekiedy, tak oto dziś zioło powoduje taką delikatną zamułę, w towarzystwie staję się zamknięty i nie lubię jarać przy kimś, wolę sam bazować przy kompie np.

Nie wiem jak którzy mogą to ciągnąć dalej i są latami zafascynowani trawą, nie wiem czy to może przez chwile jarania am i ur coś się pozmieniało ale chyba nie. Dziś oczywiście zdarzyło mi się niekiedy pobrać, tak ooo żeby pojarać, bo nie piję alko. Ale to nie jest już to samo co kiedyś i sam się zastanawiam czy kurwa warto jeszcze palić.

Co prawda po trawie niekiedy fajnie było się w coś wkręcić, np. robienie grafik w photoshopie i inne tego typu, kreatywność działa na innym poziomie. Ale to też już nie to samo co kiedyś. Kiedyś to nawet zajawki były najaranym na basen chodzić, czy na jacuzii iść, dziś nie mam takich parć jak kiedyś.

A z tą trawę to też największa beka z tym farmazonem że nie uzależnia psychicznie czy tam fizycznie, albo na odwrót. Jakby to miało jakąś wielką znaczenie jak się wpierdolisz. Z boku po latach wygląda to tak, że jesteś najczęściej przyjebanym mułem, nieogarem takim, a tłumaczysz sobie to że jarasz na sen i lubisz. Też na innych forach czytałem niektórzy piszą że jarają po np. 7 lat ale twierdzą że nie są uzależnieni i potrafią to rzucić z dnia na dzień.

trawa? Tak 2-3 razy do roku jakiś joint przy grillu czy meczyku finału LM, albo pograć z kumplem to jak najbardziej da się. Ale takie grzanie codziennie, co weekend, to kurwa nudzi, monotonne, zamulające itd. Choć słabo działą to człowieka ciągle ciągnie...
  • 15 / 2 / 0
@UP

Zgadzam się w pełni, ja jarałem przez 6 czy 7 dobrych lat i parszywy to jest narkotyk, jak teraz patrzę w przeszłość to widzę te dni przesłonietę
jakby jakąś czarną mgłą, jakbym był ku*wa jakiś ogłuszony. Czas zapie*dalał i dzień za dniem te butle, wiadra, kaczki, lolki, bongosy i mógłbym tak chyba przez 5 minut wymieniać sprzęty. A synonimów słowa marihuana to mam chyba z 20 :)
Uzależnia w ch*j i tak siada na mózg, że kompletnie zmienia sposób myślenia, zaczyna ustawiać priorytety. Tak jak piszesz to co mnie kiedyś jarało (hehe) przestało się liczyć, zero ambicji. Człowiek się aspołeczny robi, po nosku to przynajmniej latałem wystrzelony i był melanż w ch*j kosmiczny a tak to tylko zamuła :-D :-D :-D
  • 182 / 29 / 0
Tak szczerze to obojętnie co by się zarzucało przez bite 6 czy 7 lat dzień w dzień to wyjdzie to prędzej czy później bokiem, tolerka się zwiększa, pojawia się nawyk itd.
  • 235 / 100 / 0
Kolego rozpisałeś pięknie swoją historię, ale powiem Ci że mało rzeczy mnie tak irytuje, jak takie mądrzenie się wielce doświadczonych po pięciu latach jaraczy. Popełniłeś szereg klasycznych błędów w kontaktach z ziołem, a teraz dziwisz się że po prostu się przepaliłeś. Wygoogluj sobie "green out weed" jeśli jesteś trochę into english. Reprezentujesz po prostu częste zjawisko. Po pierwsze to wygląda na to, że w swoim czasie rzuciłeś się na jaranie jak szczerbaty na suchary. Jarałeś oporowo i do zgonu w poszukiwaniu "pizdy jak za pierwszym razem", a tu nie o to chodzi. Dużo ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że marihuanę można łatwo przedawkować. Nie jest to przedawkowanie jak po heroinie czy innych twardych dragach że lądujesz na intensywnej terapii, ale te wszystkie "schizy", "zamulenia", "odrealnienia" itd, to są właśnie skutki przedawkowania mj. marihuana to nie wóda że musisz się tym zajebać. Receptory kannabinoidowe, to nie to samo co opioidowe które ciągle domagają się więcej i więcej. Ktoś Ci powiedział że trawka nie szkodzi i wziąłeś to zbyt dosłownie. Palenie z wiadra czy bonga jebie po głowie dlatego tak mocno, bo powoduje mocne niedotlenienie mózgu. Częste praktykowanie tych metod palenia, albo nawet jaranie jointów co 2 godziny, na pewno może mieć coś wspólnego ze zmianami w młodym mózgu. Kiedyś robili takie badania na zlecenie rządu i pompowali małpy w maskach dymem z konopii całymi dniami i oczywiście wtedy im wyszło że palenie marihuany powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu, ale te zmiany były spowodowane zaczadzeniem i niedotlenieniem, a konopie nie miały tam nic do rzeczy. Wszystko szkodzi gdy się nie ma umiaru. Zioło nie miało przed Tobą tajemnic, jak powiedziałeś, poza jedną - jak je używać z głową. Druga sprawa to miksowanie zioła z innymi środkami. Chyba dobrze zrozumiałem, że paliłeś też jakieś dopy? Nie było też przypadkiem jakiejś kreski, czy piguły od święta? Ale nie, to nie możliwe że am i ur spowodowało Twoje zmulenie i brak satysfakcji z palenia zioła. To na pewno ta zła marihuana jest wszystkiemu winna. Proszę Cię... Bądź ze sobą samym chociaż trochę szczery i dodaj sobie to moje "po pierwsze" i "po drugie" i powiedz że na pewno nie mam racji. Wyobraź sobie że ja palę ponad 25 lat(tak, paliłem zanim Liroy i Kaliber44 wydali swoje pierwsze płyty;) i czuję się świetnie. W Stanach, w Anglii i innych krajach gdzie kultura konopna ma trochę dłuższe tradycje, są ludzie po sześćdziesiątce którzy palą od 40 lat i wcale nie mieszkają w psychiatrykach. Teraz z perspektywy czasu, pewnie nie ze wszystkich decyzji życiowych jestem zadowolony(ale w sumie to kto jest?), bo 99% było podejmowane na większej lub mniejszej fazie, ale daleko mi do muła i nieogara. Wręcz śmiało mogę powiedzieć że niejednego obecnego dwudziestolatka bym przeskoczył dziesięć razy w pewnych sprawach wymagających wiedzy i ogólnego ogarnięcia życiowego. Na pewno jest to jakiś rodzaj uzależnienia, nie przeczę. Jestem też uzależniony od fajek, kawy i coca coli, ale nie jest to coś z czym nie można normalnie funkcjonować. Nie chcę i nie muszę zrywać z ziołem, bo nie jest ono kulą u nogi i nie powoduje u mnie żadnych komplikacji, ani zdrowotnych, ani psychicznych. Nie mam lęków, fobii, schiz, świetnie rozmawiam z ludźmi(chyba że z kimś nie warto rozmawiać, wtedy mi nie zależy i wyłączam się z własnej woli;) Czy słabo działa po tak wielu latach? Właśnie też nie. Już dawno temu wypracowałem sobie odpowiednią niską tolerancję, a od kiedy przerzuciłem się na waporyzację, czyli prawie rok, ta sama ilość robi mnie praktycznie tak samo mimo codziennego używania po 2-3 razy dziennie. Tolerancję można sobie wypracować bardzo niską, w odróżnieniu od innych dragów, gdzie tolerancja przeważnie szybko rośnie. Tylko nie mieszam z żadnymi prochami, nie biorę maczanego gówna od Sebków z bloków, nie palę też na wyścigi "kto więcej" z ziomkami którzy mają bekę jak komuś wkręcą krzywą jazdę i nie nad interpretuję gorszego samopoczucia, które ma czasami każdy. Przyjmuję po prostu dzienną dawkę kannabinoidów i pewnie będę to robił jeszcze wiele lat. Jestem żywym przykładem, że można palić całe życie i nie mieć takich problemów jakie propaganda i przejarani małolaci przekazują do wiadomości. Trzeba tylko znać proporcjum. Nie chcę się z Tobą kłócić, masz prawo do swojego zdania, źle poprowadziłeś swoją przygodę z Marysią - trudno, nikt Ci nie karze palić częściej, zostań przy paleniu 3x w roku przy meczyku, ale do chuja nigdy się nie pogodzę z takim demonizowaniem tej roślinki i robieniem z niej najgorszego narkotyku z najgorszą możliwą fazą. :old:
What you smoking?
  • 3244 / 555 / 0
30 sierpnia 2018mellowdude pisze:
TL;DR: "pierdolisz głupoty, cpun zwykly jestes, trzeba umiec jarac, ziolo moze nie szkodzi ale dym szkodzi wiec szkodzi, jara sie z glowa i znika problem zjebania ziolem".
Trzeba podejść do sprawy inaczej, problem jest w psychice która nie potrafi sobie odmówić palenia i doprowadza się do przedawkowania kompletnie bez kontroli. Nie u każdego to działa tak samo, to że duża część pali od 40 lat mądrze, oznacza też, że istnieje także odsetek ludzi wjebanych, którzy jak zapalą to zmulają się całkiem, a potem po jakimś czasie w pogoni za fazą lecą w nałóg.
Skoro nie szkodzi to nie widać degradacji i można o tym zapomnieć a trawa jest po prostu dobra więc tak jak z alkoholem - jest nie dla każdego %-D
https://youtu.be/XJPAk9ctb-Q

"Mówiłem nigdy więcej, a czas mi przyniósł plaster
Zagoiło się nieźle skoro goiło z otwartej
Zasypiam w pół do pierwszej, zasypiam w pół do czwartej
Albo znów kurwa nie śpię przez co jeszcze nim zasnę..."
  • 182 / 29 / 0
Zdaje sobie sprawę z faktu, że dla niektórych marihuana jest niczym religią, niektórzy palą i się czują dobrze, jednak jest też duży odsetek osób które porzuciło jaranie. Mówię to ja, inni znajomi, oraz dużo osób na #.com. Wielu również raperów co byli zagorzałymi konsumentami, porzuciło tą używkę bo to juz nie to samo co kiedyś.

Ja nigdy nie paliłem rok czasu marihuany, ani codziennie dłużej niż pewnie 2-3 miesiące. Tylko najczęściej jesienią jak sort wjechał, wcześniej się od kogoś ogarniało. Kiedyś potrafiło się siedzieć na klatkach schodowych do 3-4 nad ranem i rozmawiać o głupotach, była beka, śmiechy, czuło się fajnie.

Po 2-3 latach zauważyłem że to już nie to samo, marihuana nie sprawia mi takiej przyjemności jak na początku. To już nie wróci, nawet po długich przerwach. Ja nie grzałem wtedy niczego innego poza weedem. Zresztą zobacz ile tu opinii o tym jak ludzie się po tym czują po latach.

Kiedyś miałem takie sytuacje, że wystarczylo się popatrzec na ziomka w kolejce i była pompa, beka nie do wytrzymania. Kiedyś z głową do góry mogłem chodzić najarany przy ludziach. Teraz bym jak najchętniej uciekał od miejsc gdzie jest dużo ludzi.

Jeżeli marihuana Ci nie koliduje negatywnie z życiem to chwała Ci za to i tak trzymaj. Mi zaczęła przeszkadzać, irytować, dawna moc nie wróci i tak to wygląda. Po tych sezonach po 2-3 latach maczanki wjechaly, ale to tez maks moze miesiac czy dwa byl taki okres że paliłem, ale już przed tym ziolo nie cieszylo. Po prostu powiedzialbym ze marihuana to dla wielu osob taki epizod w zyciu okolo 2-3 letni, a pozniej to przechodzi. Moze człowiek też z wiekiem dorasta i już takie rozkminy dziwne na klatkach czy łażenie po nocach najaranym i wpieprzanie ciastek nie imponuje, a wręcz budzi litość i zażenowanie.

To tak jak z alko, jedni kontrolują sytuację, inni są tym po samo gówno.
  • 235 / 100 / 0
Sorry kolego, chyba źle zrozumiałem Twojego poprzedniego posta. Myślałem że po prostu się przejarałeś, plus okazyjnie jakieś dopy i dlatego tak narzekasz na ziółko. Jednak okazuje się że uprawiałeś swoje roślinki, ale jednak nie paliłeś wcale tak dużo(?) Dopy też tylko sporadycznie, ale jednak do tego stopnia że masz długi w parabankach(?) Po prostu łykałeś wszystko co kumple łykali i ogólnie masz problem z dragami. Przykro mi z tego powodu, ale w takim razie przepraszam bardzo, uważam że nie masz prawa pisać że to właśnie zioło tak Ci namieszało w głowie. Niestety nigdy już się tego nie dowiesz co by było gdybyś tylko palił, bez wciągania i innych atrakcji. A co do raperów, to tak, masz racje porzucili zioło na rzecz kubeczków z leanem. Taki średni argument moim zdaniem. Niektórzy szukają po prostu coraz mocniejszych wrażeń, mi wystarcza to co mam i za to Bogu dzięki. Ciekawie zapowiada się ciąg dalszy Twojej historii. Szczerze życzę Ci powodzenia od 1 września :)
What you smoking?
  • 15 / 2 / 0
mellowdude, chyba nikt tu nie nazywał zioła jak to nazwałeś "najgorszym i najstraszniejszym narkotykiem". trawa jest łagodniejsza jeśli chodzi o skutki uboczne nawet od wszędzie dostępnego alkoholu. Ale jak widzę, że ktoś pisze, że pali 25 lat trawę a do tego tytoń i jest gites to zaczynam chichotać jak Napoleon w psychiatryku. Człowieku, proszę Ciebie, zabrałeś sobie dobrych kilka lat życia tym paleniem. To, że nie masz żadnych fobii nie stanowi żadnego usprawiedliwienia dla używki bo są ludzie, którzy palą, chleją i ćpają a żyją długo i ch*j ich nie łapie a są ludzie, co odżywiają się zdrowo i giną na raka. Geny, środowisko i dużo szczęścia (chociaż 50% to jadłospis).
"Przyjmuję po prostu dzienną dawkę kannabinoidów" aplikowanie sobie jakiejś substancji psychoaktywnej codziennie to już jest problem. Piszesz dużo prawdy o ziółko jednak jako zawodnik po fachu mogę stwierdzić, że jakbyś nie palił nigdy całkiem inne zdanie na ten temat byś miał (tak samo jak alkoholik broni swojej używki, czy ćpun swojego druga). Zgadzam się, że paląc umiarkowanie i z głową można minimalizować skutki uboczne jednak one występują (chyba, że masz końskie zdrowie ale wyjątek potwierdza regułę). Często paląc będąc smarkaczem można "zarobić" sobie problem w bani czy w płucach, ale człowiek młody i głupi :) Po spaleniu trawki podnosi Ci się poziom dopaminy, po czym zaczyna spadać poniżej poziomu na którym się znajdował. To sprawia, że łatwo się uzależnić bo mózg potrzebuje kopa. Po drugie, trawka może powodować również zaburzenia psychiczne czy być czynnikiem wyzwalającym choroby psychiczne (np.: schizofrenię). Nie mówiąc już o jej wpływie na płucka i drogi oddechowe :D

Rozpisałem się o wiele więcej niż chciałem, ale szkoda by było żeby jakiś dzieciak to przeczytał i sobie pomyśłał: 'ten ziomek ma rację, trawka jest zajebista, ide se zajarać".

PS Vaporyzer bardzo dobry pomysł, płucka i drogi oddechowe dziękują, obyś nam żył 100 lat kolego :cheesy: :cheesy:
PS3 Nadal jestem zdania, że używanie baki>używanie legalnego wszędzie alko ale i to i to nie jest nam tak na prawdę potrzebne i zle wpływa na mózg, pamięć i zdrowie i bardzo ciężko używać tego z głową :)
  • 8 / 5 / 0
Znam mnóstwo osób, których jedynymi używkami była trawa i alkohol, a po czasie profil działania marihuany zmienił się o 180 stopni: najpierw było śmiesznie, była energia do działania, a po kilku latach po zapaleniu ludzie zamykają się w sobie, najchętniej siedzieliby sami w mieszkaniu. Sam tak mam, marihuanę palę aktualnie z raz na miesiąc, bardzo rzadko z innymi osobami, bo zwyczajnie zamykam się w sobie po kilkunastu minutach. Nie brałem nigdy dopalaczy, kilka razy kokaine, nałogowo kodeine.

Nie rozumiem tej dyskusji, część ludzi może sobie sporadycznie wypić drinka wieczorem i iść spać, a inna część po jednym piwie skończy pijana z butelką wódki w ręku. Analogicznie z marihuaną, jeden może palić kilkanaście lat i jest w stanie normalnie funkcjonować, a inny po kilku latach wysiądzie, bo stanie się kompletnie aspołeczny.
Uwaga! Użytkownik korposzczur nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 235 / 100 / 0
[mention]Abstynent-cmc[/mention] Ja wiem że zawsze w takiej dyskusji znajdzie się ktoś kto za wszelką cenę będzie próbował mi wmówić jak wiele straciłem w życiu przez jaranie i że na pewno jestem chory psychicznie, tylko jeszcze o tym nie wiem :) Dlatego staram się już od dawna nie wchodzić w takie rozmowy. Czasem próbuję w internecie, ale zazwyczaj tak się kończy jak tutaj. No niemożliwe żeby jarać tyle lat i być normalnym. Nie i chuj, tak zostało w piśmie napisane i MUSI być coś ze mną nie tak.

Rozczaruję Cię być może w takim razie, ale czuję się świetnie i jestem jak najbardziej normalny. No i tu jeszcze może ktoś powiedzieć "taaa, każdy wariat tak mówi" i temat zaczyna się od początku :) Ja narazie mówię Pas. :)

Tylko po prostu troszkę rozjebał mnie kolega [mention]Mundial[/mention] (bez urazy), bo trochę wcześniej w tym roku go złapała jesienna deprecha i wszedł w temat o detoxie od trawy i zaczął tak strasznie narzekać na to wstrętne zioło które według niego praktycznie odczłowiecza i zmienia z wolna biednego białego człowieka w warzywo, bo wiadro z ziomeczkami już tak fajnie nie klepie jak kiedyś, a do tego dopy jakieś od czasu do czasu, tak trochę często, ale nie za bardzo, ale to nie ważne bo i tak na pewno to przez zioło mnie tak zmuliło, bo ziomki też mówią że ich zmula i że kreska czasami jednak lepsza niż to trawsko itd itp ...

i takie historie mnie niestety prowokują czasami do napisania w kilku słowach co o tym myślę. Może nie powinienem, może jestem za stary na to forum i takie oklepane historie. Nie wiem, przemyślę to :)

Jeśli chcesz oznaczyć jakiegoś użytkownika, używaj funkcji "mention". Staraj się też dzielić dłuższe posty na akapity, żeby tekst był bardziej przejrzysty - MrMagnificus
What you smoking?
ODPOWIEDZ
Posty: 7280 • Strona 551 z 728
NarkoMemy dodaj swój
[mem]
Newsy
[img]
Marihuana a metabolizm. Naukowcy odkryli zaskakujący wpływ konopi na organizm

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego odkryli, że związki zawarte w konopiach mogą wpływać na wagę i metabolizm w sposób bardziej złożony, niż dotąd przypuszczano. Eksperymenty na myszach sugerują, że za potencjalne korzyści metaboliczne mogą odpowiadać nie tylko THC, ale również inne substancje obecne w marihuanie.

[img]
Marihuana po reklasyfikacji: wciąż daleka droga do federalnej legalizacji w USA

Administracja Donald Trump ogłosiła wykreślenie marihuany z najbardziej restrykcyjnej kategorii federalnych substancji kontrolowanych. To ważna decyzja dla branży i inwestorów. Nie oznacza jednak, że Stany Zjednoczone zalegalizowały marihuanę rekreacyjną na poziomie federalnym. Do tego droga pozostaje długa i politycznie trudna. Po reklasyfikacji, zgodnie z zasadą „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”, akcje firm z branży najpierw silnie wzrosły, a potem mocno spadły.

[img]
Badanie: użytkownicy psychodelików mogą inaczej przetwarzać emocje

...czyli raz jeszcze na temat ostatnio omawiamy.