...czyli jak podejść do odstawienia i możliwie zminimalizować jego konsekwencje
ODPOWIEDZ
Posty: 84 • Strona 6 z 9
  • 1674 / 107 / 0
Niecale 2 lata temu. Dokladnie bodaj 15 czerwca 2014 poznalem dziewczyne z ktorta zwiazek zmienil mi cale zycie.
Dziewczyna miala córke z 1 malzenstwa.
Z poczatku myslalem, ze bedzie ciezko. Dziecko ciezko akceptowalo nowych facetow mamy( od rozwodu miala 2 facetow).

I moge smialo powiedziec, ze na ma lepszego deteksu niz rodzina i zajmowanie sie dzieckiem.
Wtedy cpalem, owszem. Ale głownie byla to krecha z ranai krecha do obiadu. Zrby poprostu zycie wrocilo na swoje tory. Bez tego zmulenie itd.
Pewne bylo jedno zostajac przy dziecku lat 8-9 trzeba miec oczy dookola glowy bo inaczej albo ona sobie zrobi kuku albo wysadzi blok.

Z poczatku obawialem sie tego, ale kolezka mi mowi, zacznij sluchac dziecka klopoty znikna, dziecko samo Cie pokieruje.
Do tego troche wlasnej inicjatywy i po problemach.
Ba po rozstaniu była pisała, ze dziecko co 2-3 dni pytalo czy bede.

Poprostu inne podejscie. Eks sama wychowywala dziecko.
Czesto zamiast pogadac wolala nakrzyczec itd.
A ja po swojemu...
Nie chciala sie isc myc ? 2 ostrzezenia. Przy 3 wrzucilem do wanny z woda.
nie chciala wstac ? pluszowa jaszczurka wyciagnela ją z łóżka (mina eks bezcenna -mamo, mamo jaszczurka mnie przeciagnela przez DOM)

Tutaj czasu na cpanie nie bylo.
Ugotój, zalatw itd (eks pracowala 8-16, ja mialem trzy zmianowy tryb pracy wiec sporo moglem ogarnac).
Fajnie tez ogarnac np siłownie, gotowanie jakies hobby.
ja od rozstania gotuje. Np 2 godziny kuchnia zajeta.
Gorzej, że cpanie wrocilo 100 razy mocniejsze.
Jak to nucilem "nie licze godzin i lat". Dopiero pare dni temu uswiadomiłem sobie ze od rozstania minelo pol roku.
Uwaga! Użytkownik randomuser118 nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 181 / 4 / 0
hydroksy pisze:
Nie oznacza to że trzeba rezygnować z seksu, ale gdy mamy od niego przerwę lepiej się nie masturbować.
Nie wiem co to seks, nigdy go nie uprawiałem.
Uwaga! Użytkownik moment nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 2278 / 279 / 3
Ja powiem, dlaczego ja ćpam i - chociaż całego tematu nie czytałem - jestem w 100% pewien, że u wielu (większości?) ten problem występuje z takich samych przyczyn.

Ćpam, bo jestem sam. Ćpam, bo nienawidzę samotności. Ćpam, bo nie mam dla kogo żyć. Ćpam, bo nie mam kogo przytulić. Ćpam, bo nikt na mnie nie czeka w domu i nie myśli ciągle o mnie. Ćpam, bo usilnie szukam miłości i akcpetacji. Ćpam, bo miałem trudne związki, które tylko pogorszyły moje uzależnienia. Ćpam, bo zastępuję tym uczucie, za którym silnie gonię.

Nie czułem potrzeby ćpania, gdy znajdowałem dziewczyny, dla których byłem wszystkim - nawet, jeżeli to był przelotny romans (a zwykle tak było). Raz ćpałem mocno GHB z sele i PEA (bardzo mocne uzależnienie). Spędziłem noc z wspaniałą dziewczyną. Wszystkie substancje zeszły, a ja leżałem obok niej i czułem się szczęśliwy. Nie czułem potrzeby przyjęcia niczego, chociaż dwa metry obok mnie miałem całą masę dragów. Pożegnałem się z nią. Nałóg wrócił.

Myślę, że najskuteczniej można skończyć z ćpaniem, gdy się znajdzie kogoś, dla kogo będzie chciało się żyć, a ta osoba będzie chciała żyć dla Ciebie. Nie będziemy wtedy czuli się samotni, niechciani, nieakceptowani, a jestem pewien, że to główna przyczyna uzależnień. "Leczymy" ból duszy substancjami chemicznymi. Miłość, uczucie to też chemia, zgadza się, ale jest to chemia endogenna, a nie egzogenna, a wydaje mi się, że to podstawowa różnica.

PS Kiedyś usłyszałem od mojej serdecznej przyjaciółki, która wie o mnie wszystko - "gdybyśmy byli razem, nie musiałbyś nic brać, bo zastąpiłabym Tobie wszystkie narkotyki".
Teraz się bardzo zbliżamy i wydaje mi się, że ma rację.

Dodam tylko jeszcze, że toksyczne związki (a w takim najdłuższym byłem przez rok) indukowały tylko moje uzależnienia. Brak akceptacji, zainteresowania i STABILNOŚCI emocjonalnej to podstawa do ćpania. Już lepiej być wtedy samemu.
Fenetylamina@tutanota.com
Karny jeżyk: SŁABO OGARNIAM ANATOMIĘ!
  • 1688 / 312 / 0
To nie ty kończysz z ćpaniem, ćpanie kończy z tobą ;)
A tak na serio, to Fenyloetyloamina ma rację - na własnym przykładzie zaobserowałem znaczy spadek ładowania czegokolwiek z substancji psychotropowych, nawet kawy i byłem zdolny dla tej osoby zrobić wszystko tak długo, aż podtrzymywała ona swój koniec umowy, inaczej nie ma sensu. Świeży związek to często jest szansa na wypróbowanie tych nowych mechanizmów, których JUŻ się nauczyliście do tej pory. Czyjaś obecność, która będzie wypełniać wasz czas i najlepiej taka, która o dragach pojęcia nie ma to naprawdę złoty catch. Dobierzcie się tam by mieć tonę tematów, która was interesuje nawzajem i miejsca w których czujecie się dobrze, czy to DOM, czy kluby, czy kina, czy spacery, czy wycieczki, whatever.
Wybaczcie, ale nie odpowiadam na PMy nowych użytkowników w sprawie lekarzy, którzy wystawiają mi recki na IV-P. Ruszcie głową, panowie z komendy. A jak macie mniej niż 18 lat, to wypierdalać do szkoły, a nie bierzecie się za benzo za kasę starych.
  • 181 / 4 / 0
Fenetylamina pisze:
Ćpam, bo jestem sam.
Odnawiając związki, najlepiej zacząć od rodziny... jeśli nie możesz dogadać się ze starymi czy z rodzeństwem to spróbuj znaleźć współny język z kuzynostwem, itd.
Na pewno jest wśród nich ktoś w twoim klimacie. Krąg się szybko poszerzy. Najtrudniejsze bywają początki, ale, kurwa, rób coś w tym kierunku. Potem z górki.
Znajomości się poszerzają, odcinasz się od tych toksycznych i przyciągasz te pomyślne.
Uwaga! Użytkownik moment nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 1152 / 230 / 7
Fenetylamina pisze:
Ćpam, bo jestem sam. Ćpam, bo nienawidzę samotności. Ćpam, bo nie mam dla kogo żyć. Ćpam, bo nie mam kogo przytulić. Ćpam, bo nikt na mnie nie czeka w domu i nie myśli ciągle o mnie. Ćpam, bo usilnie szukam miłości i akcpetacji. Ćpam, bo miałem trudne związki, które tylko pogorszyły moje uzależnienia. Ćpam, bo zastępuję tym uczucie, za którym silnie gonię.
Podpisuje się pod tym z jednym "ale" ... już pisałem o uzależnieniu od "łatwych" przyjemności. Osoba która jest odporna na frustrację nie będzie ćpać z powodu samotności. No ale wiele ćpunów jest nadwrażliwych psychicznie, i moim zdaniem ćpanie jest wynikiem nadwrażliwości, nie odwrotnie.

Zauważyłem po sobie że częstotliwość ćpania jest odwrotnie proporcjonalna do częstotliwości przytulania... zresztą oksytocyna była używana z powodzeniem w terapii alkoholizmu :-D
Raz ćpałem mocno GHB z sele i PEA (bardzo mocne uzależnienie). Spędziłem noc z wspaniałą dziewczyną. Wszystkie substancje zeszły, a ja leżałem obok niej i czułem się szczęśliwy. Nie czułem potrzeby przyjęcia niczego, chociaż dwa metry obok mnie miałem całą masę dragów.
Gratuluję i zazdroszczę. Dawno nie doświadczyłem czegoś takiego. Ale...

Z neurobiologicznego punktu widzenia zastąpiłeś sobie PEA z zewnątrz PEA endogenną. Co z tego wynika? czytaj dalej...
Myślę, że najskuteczniej można skończyć z ćpaniem, gdy się znajdzie kogoś, dla kogo będzie chciało się żyć, a ta osoba będzie chciała żyć dla Ciebie. Nie będziemy wtedy czuli się samotni, niechciani, nieakceptowani, a jestem pewien, że to główna przyczyna uzależnień. "Leczymy" ból duszy substancjami chemicznymi. Miłość, uczucie to też chemia, zgadza się, ale jest to chemia endogenna, a nie egzogenna, a wydaje mi się, że to podstawowa różnica.
Na uczucia też robi się tolerancja. Jeśli jej nie zapobiegniemy, np. ciekawymi sposobami spędzania czasu wspólnie, to będziemy mieć dokładnie taki sam problem jak przy ćpaniu. Z czasem będą pojawiać się myśli: "dlaczego gdy przytulam swoją dziewczynę to mnie nie klepie tak jak kiedyś?" Tylko że przy ćpaniu można zwiększyć dawki, a nie da się "bardziej" być z kimś. Jeżeli kogoś kochamy mimo że minęło zauroczenie, będziemy w stanie to zaakceptować. Inaczej zaczniemy ćpać będąc w związku albo skakać z kwiatka na kwiatek, byle utrzymać wysoki poziom naturalnej PEA.
Dodam tylko jeszcze, że toksyczne związki (a w takim najdłuższym byłem przez rok) indukowały tylko moje uzależnienia. Brak akceptacji, zainteresowania i STABILNOŚCI emocjonalnej to podstawa do ćpania. Już lepiej być wtedy samemu.
Potwierdzam. Z chwilą zakończenia takiego związku minęła mi depresja i przestałem mieć ciśnienie na dysocjanty (potrzebowałem ich dlatego że wytworzyła mi się tolerancja na dziewczynę! dysocjanty skutecznie ją resetowały. patologia, wiem).
Życie to trip, więc dbaj o set&setting.
ENTEOGENY PRAWEM, NIE TOWAREM!
Układ nagrody kurwą jest.
  • 1688 / 312 / 0
Hydroksy, odpowiedzią na wiele twoich pytań jest dojrzałość człowieka, który rozróżnia haj po mefedronie, od przyjemności bycia z drugą połówką. Z tym drugim są związane liczne, pozytywne zdrowotne efekty, a z mefem? To powoli zaciera twój organizm aż stajesz się zjebanym warzywem. Trzeba zaakceptować ćpanie jako było minęło, czas buntowniczej młodości i zacząć tranzycje w bardziej odpowiedzialny wiek, gdzie liczy się pasja (hobby) dorabianie kwalifikacji, tj. szkoła zawodowa czy uniwersytet, poznawanie nowych ludzi, z dala od narkomańskiego środowiska i tym samym ciekawych dziewczyn, które chętne będą służyć ci jako podpora w czasie twych słabszych chwil.

Nie należy o ćpaniu zapominać - należy pamiętać o najniższym punkcie w naszym życiu i robić wszystko, by się to nie powtórzyło ponownie. Wyciągać rękę do tych, którzy pragną pomocy, ale najpierw pomoc w stylu załatwienie roboty, by mogli sami na siebie zarabiać, a nie dostawali kasę do ręki i często przegrywali, z wewnętrznym ciśnieniem na ujebanie się. Tacy ludzi często nie zapominają co dla nich zrobiłeś i pomogą również tobie, jeżeli będziesz w potrzebie. Miałem(mam) ojca alkoholika i doskonale znam te schematy rozumowania, brak honoru objawiający się w okradaniu członków własnej rodziny i robienie awantur, gdy się to wypomni. Ale mniejsza o to.
Wybaczcie, ale nie odpowiadam na PMy nowych użytkowników w sprawie lekarzy, którzy wystawiają mi recki na IV-P. Ruszcie głową, panowie z komendy. A jak macie mniej niż 18 lat, to wypierdalać do szkoły, a nie bierzecie się za benzo za kasę starych.
  • 2278 / 279 / 3
moment pisze:
Fenetylamina pisze:
Ćpam, bo jestem sam.
Odnawiając związki, najlepiej zacząć od rodziny... jeśli nie możesz dogadać się ze starymi czy z rodzeństwem to spróbuj znaleźć współny język z kuzynostwem, itd.
Na pewno jest wśród nich ktoś w twoim klimacie. Krąg się szybko poszerzy. Najtrudniejsze bywają początki, ale, kurwa, rób coś w tym kierunku. Potem z górki.
Znajomości się poszerzają, odcinasz się od tych toksycznych i przyciągasz te pomyślne.
Ależ, drogi kolego, ja jestem osobą, która ma niezmiernie dużo znajomych i przyjaciół, na których zawsze mogę polegać i którzy mnie zawsze wspierają. Ludzie mnie ogólnie bardzo lubią - wiem to, bo mi sami mówią często. Na studiach mam może opinię "dziwnego, ale bardzo sympatycznego typa". Ostatnio nawet się dowiedziałem, że "stary, nie wiem, jak to robisz, ale wzbudzasz w ludziach nadmierne poczucie ufności". Ja nie potrafię po prostu nie przebywać z ludźmi, nie utrzymywać kontaktu. Ja ludzi kocham. Lubię być w centrum uwagi i uwielbiam być duszą towarzystwa. Mi chodziło o co innego. Naprawdę, kobieta potrafi zdziałać cuda. Bo co z tego, że w towarzystwie błyszczę, skoro wracam do domu i ćpam, bo czuję, że to dla mnie za mało?
Na uczucia też robi się tolerancja. Jeśli jej nie zapobiegniemy, np. ciekawymi sposobami spędzania czasu wspólnie, to będziemy mieć dokładnie taki sam problem jak przy ćpaniu. Z czasem będą pojawiać się myśli: "dlaczego gdy przytulam swoją dziewczynę to mnie nie klepie tak jak kiedyś?" Tylko że przy ćpaniu można zwiększyć dawki, a nie da się "bardziej" być z kimś. Jeżeli kogoś kochamy mimo że minęło zauroczenie, będziemy w stanie to zaakceptować. Inaczej zaczniemy ćpać będąc w związku albo skakać z kwiatka na kwiatek, byle utrzymać wysoki poziom naturalnej PEA.
Dziewczyna, o której napisałem w poście wyżej, jest moją przyjaciółką od bardzo dawna. Wiem, że jeżeli byśmy byli ze sobą, to nie byłoby nagłego wybuchu miłości i "motyli w brzuchu", ale też wiem, że byłby to związek na długie lata, gdzie każde szanowałoby się i stawiałoby drugą osobę na pierwszym miejscu. To właśnie tego nam, ćpunom, brakuje. Nie musi być napływu PEA od zewnątrz od organizmu. Naprawdę. Sam fakt, że ktoś jest dla Ciebie i jest w stanie Ci pomóc, znając i przede wszystkim akceptując Twoje wady, potrafi uczynić Cię innym człowiekiem. Nagle się okazuje, że nie potrzebujesz egzo-pseudo-szczęścia. Masz jakiś cel. Ważniejszy cel. Pielęgnowanie relacji. Dawanie z siebie wszystkiego, żeby tylko druga osoba była szczęśliwa. Bo gdy ta osoba jest szczęśliwa dzięki Tobie, to automatycznie Ty też stajesz się szczęśliwy. A my, ćpuny, mamy ten problem, że na ogół mamy niską samoocenę i uważamy, że nic nie znaczymy. "Poprawiamy" sobie świat dragami. Powtarzam, i uważam to za aksjomat, musimy uwierzyć w siebie, dostrzec swoje zalety i zauważyć, że możemy znaczyć coś dla kogoś. A nie ma lepszej drogi niż PRAWDZIWY, zdrowy związek. Chwilowe zauroczenia się nie liczą, moim zdaniem. Toksyczne związki tym bardziej, bo ja w spadku po takim mam uzależnienie od nasennych leków, bo przez durną babę i jej poczynania (a konkretniej to, jak miała w dupie moje starania), nie mogłem spać. Na początku jakieś niewinne piwko, małe dawki giebla, żeby szybciej zasnąć. Obecnie biorę za każdym razem przed snem klonazepam. I wiem, że ciężko mi będzie z tego wyjść samemu.

Nie ładujcie się w toksyczne związki. To na pewno. Bo kto wie, czy gdyby nie taki, w którym tkwiłem przez rok z własnej głupoty, nie spowodował, że mogę się nazwać (niestety) ćpunem. Możliwe, że nadal bym kontrolował giebla na przykład (a kontrolowałem przez rok, nie łamałem granic), którym wręcz czasami zapijałem bezsilność i złe traktowanie przez drugą stronę. Możliwe, że nigdy nie sięgnąłbym po środki nasenne. Można gdybać, ale fakty są takie, że jestem ćpunem i - skoro nie mogę znaleźć prawdziwego szczęścia - to póki co dozuję sobie jego atrapę, karykaturę, która niszczy mnie psychicznie i pewnie też fizycznie.
Fenetylamina@tutanota.com
Karny jeżyk: SŁABO OGARNIAM ANATOMIĘ!
  • 181 / 4 / 0
Fenetylamina pisze:
Naprawdę, kobieta potrafi zdziałać cuda. Bo co z tego, że w towarzystwie błyszczę, skoro wracam do domu i ćpam, bo czuję, że to dla mnie za mało?
To czemu nie przyciągasz kobiet?
Podoba Ci się, to wydzielaj feromony, rozmawiaj z nią, Pozwól jej zwrócić na ciebie uwagę. Zadbaj o siebie, polecam Old Spice, dobrą fryzjerkę, niecodzienne prysznice, dobre odżywianie i długie spacery. Ja kobiety nie mam jeszcze, ale dostaję od kobiet tyle przyjemności, że o samotności nie ma mowy.
Bliskie mi kobiety pomagają mi nawet dobierać ciuchy w sklepach, do tego, z ich własnej inicjatywy.
Powiedz, co robisz nie tak?
Uwaga! Użytkownik moment nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 2278 / 279 / 3
Przyciągam kobiety. I to bynajmniej nie wyglądem. Jestem niski, seplenię (chociaż niektórzy tego nie słyszą). Zbudowany jestem nawet dobrze, ale nie uważam się za atrakcyjnego fizycznie. Odżywiam się, dbam o higienę. Ale Ty źle do tego podchodzisz... Podchodzisz tak, jak ja kiedyś podchodziłem. Myślisz, że kobiety oceniają facetów głównie przez pryzmat wyglądu, powierzchownie - czyli tak, jak jest w drugą stronę. A to gówno prawda. Kobiety cenią sobie przede wszystkim swobodę w rozmowie z facetem, pewność siebie z jego strony, poczucie humoru, zainteresowania, poczucie ciepła i empatii, ale też stanowczość i asertywność, gdy przyjdzie co do czego. Naprawdę, to jest banalnie proste.

Co robię nie tak? Ja jestem młodym człowiekiem. Mam 23 lata, ale moje poglądy na temat związków mogą być zbyt, cóż... dojrzałe. Moje rówieśniczki na ogół są płaskie emocjonalnie i myślą przede wszystkim przez pryzmat samych siebie. Nie są zdolne do dawania, chcą brać i korzystać. Ja uważam, że nie na tym polega związek. Na byciu egoistą. Uważam, że związek powinien polegać na wzajemnym wspieraniu się i byciu "na dobre i na złe". Większość moich rówieśniczek zamiast pracować nad związkiem woli po prostu zmienić faceta na innego. Potem na następnego. Potem na jeszcze jednego. A potem w końcu, jeżeli trochę się nad wszystkim zastanowią, dojdą do pewnych wniosków i wtedy dopiero dojrzeją i staną się kobietami, a nie dziewczynami. Ale to już odchodzimy od tematu, a nie chcemy raczej dyskutować o związkach. ;)

PS Bliskie Ci kobiety to niestety, ale tylko (i aż) Twoje przyjaciółki. Nic ponadto. A Ty masz, wybacz bezpośredniość, kompleks tego, że nie uprawiałeś seksu. Mniej spiny w relacjach damsko-męskich. Nie ta, to inna. Uwierz mi, tak jest. :)
Fenetylamina@tutanota.com
Karny jeżyk: SŁABO OGARNIAM ANATOMIĘ!
ODPOWIEDZ
Posty: 84 • Strona 6 z 9
Artykuły
Newsy
[img]
Cały grzyb a czysta psylocybina: co naprawdę pokazał model obliczeniowy

Pytanie krąży po literaturze od dekady: czy psylocybina wyjaśnia całe działanie grzyba, czy tylko jego część? Praca zespołu z University of the Free State, opublikowana 16 marca 2026 roku w Scientific Reports, próbuje odpowiedzieć na nie narzędziami chemii obliczeniowej.

[img]
Jak media relacjonują badania nad psylocybiną – czego nie mówią nagłówki

Nowy przegląd systematyczny, opublikowany 20 października 2026 roku w JAMA Network Open, zestawił ze sobą dwa zbiory: badania kliniczne psylocybiny z lat 2014-2024 oraz artykuły prasowe o psylocybinie z okresu rozciągniętego o kilka dodatkowych miesięcy, do wiosny 2025. Wniosek zespołu kierowanego przez Kim Madden jest prosty i niewygodny dla branży medialnej: media piszą o korzyściach psylocybiny z większą pewnością, niż pozwalają na to same badania, a przy tym przypisują jej skuteczność w schorzeniach, których badania kliniczne praktycznie nie testowały.

[img]
Włochy: Pies-poszukiwacz trufli znalazł zakopaną w ziemi kokainę

Pies-poszukiwacz trufli znalazł w lesie we włoskiej Abruzji zakopaną w ziemi czystą kokainę o wartości około 25 tysięcy euro - podała w środę agencja Ansa. Wyprawa po te cenne grzyby nieoczekiwanie zamieniła się w operację antynarkotykową.