Więcej informacji: Dekstrometorfan w Narkopedii [H]yperreala
Czy ktoś wie jak z medycznego punktu widzenia ma się rekreacyjne zastosowanie deksa w takich okolicznościach?
I przy okazji, czy ktoś ogólnie wie coś więcej na temat tego typu drgań. W necie piszą tylko o niedoborach. Kiedyś ustępowało to samoistnie, teraz jest nieco gorzej. Czy może być to obniżony próg drgawkowy i wiązać się z ryzykiem wystąpienia padaczki po zażyciu DXM?
Silentium pisze:Ktoś na początku wypowiadał się o "robieniu przerwy", to powinny ustać różnego rodzaju skurcze i drgawki. Z pierwszym nie miałam do czynienia, aczkolwiek drugie nie jest mi obce - pojawia się praktycznie przy każdej fazie. I tutaj właśnie nawiązując do owej przerwy i że "dzieje się tak, bo za dużo ćpasz", to powątpiewam. Sama zaobserwowałam to już od pierwszego razu, a wcześniej byłam czysta. Ale nie przeszkadza mi to, czasami nawet sympatycznie jest się tak dygotać.
Zauważyłem, że część pisze o skurczach które da się kontrolować(te mogą być nawet przyjemne), a część o tych co tak wytrzepują mięśnie że masz po nich zakwasy przez kilka dni - te już przyjemne zdecydowanie nie są. Te lekkie zdarzały mi się na początku przygody z dexem dość często i zazwyczaj polegały na tym że czułem pewien przymus machania nogami w rytm muzyki; całkiem fajne. Te drugie natomiast to przy ostrym przegięciu z dawką i częstotliwością, głównie w ciągach. Wtedy to już nie jest zwykły przymus, po prostu nogi się telepią 300 razy na minutę i mimo że mięśnie napieprzają nie można przestać.
Nie znam się na tym, ale czy niekontrolowane skurcze mięśni nie pojawiają się przy zbyt wysokim poziomie serotoniny?
Nie wiem, może to nie ma zupełnie związku i na którejś kolejnej fazie wszystko wróci, ale nie zamierzam przestawać, skoro widzę poprawę.
Ja to mialem skrajnosc chyba. Bo szczęka mi latala 300 razy na minute, i nei moglem tego opanowac. Reszta lekkie drgawki, ale szcżękaa to latała jak pojebana.
Cos na to:D?
Spowodowało to trzygodzinne leżenie w łóżku i trzymanie się poręczy, by nie spaść z łóżka przy tych drgawkach. Ciągłe utrzymywanie świadomości, coby to się nie przerodziło w pełną padaczkę, plus niemożność wstania, gdyż każda, jakakolwiek - nawet najmniejsza - próba zgięcia nogi kończyła się telepaniem i niekontrolowanym spazmem. Nie mogłem po prostu się ruszyć, byłem sparaliżowany pod tym względem, że jeśli chciałem wstać z łóżka, to dostawałem ataku epilepsji. Zasnąć też się nie dało, jedynie miałem władzę w rękach. Co kilkanaście minut zdarzało się dostać trzęsawki na całe ciało i wtedy trzymanie się łóżka już nic nie dawało. Po prostu horror - najgorsze godziny mojego życia. Nie dość, że kolosalnie naćpany, to jeszcze badtrip, że się umiera, umrze. Serducho waliło gorzej niż kiedykolwiek, a wyrzut serotoniny nie pozwalał zasnąć i przejaśniał umysł. Później nieco się uspokoiłem i trochę zacząłem tripować
* * *
Kiedy spoglądam wstecz, widzę siebie pozostającego za mną daleko w tyle.
Marihuana w psychiatrii. Dlaczego „nie leczy” nie oznacza „nie działa”?
Grzybki zmieniają połączenia w mózgu. Czy to dobrze?
Psychoaktywny kameleon. Dlaczego marihuana to nie psychodelik?
Ministerstwo Rolnictwa alarmuje. Chodzi o nową akcyzę na alkohol
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wystąpiło do Ministerstwa Finansów o wycofanie planowanej podwyżki podatku akcyzowego na alkohol.
Operacja „Kryształ”
Czyli „ogólnopolskie uderzenie w przestępczość narkotykową wykorzystującą przesyłki kurierskie i pocztowe”.
USA: DEA tymczasowo zaklasyfikuje 7-OH do tej samej kategorii co heroinę i LSD
W środę amerykańska Agencja ds. Walki z Narkotykami (DEA) ogłosiła zamiar tymczasowego zaklasyfikowania 7-hydroksymitagyniny (7-OH) oraz trzech powiązanych substancji jako narkotyków Grupy I, czyli tej samej kategorii co heroina i LSD.