Dekstrometorfan - nazwy generyczne: Acodin, Tussidex.
Więcej informacji: Dekstrometorfan w Narkopedii [H]yperreala
ODPOWIEDZ
Posty: 472 • Strona 47 z 48
  • 402 / 3 / 0
Romantyczka pisze:
A kto tę koncepcję wymyślił? Chętnie poczytam na ten temat.
Czym się różnią Buddyści od buddystów?
myślę, że tym samym, co chrzescijanie,od chrześcijan, ateiści od ateistow itd itd ing jang, dobro zło, nierozerwalny dualizm naszych myśli.
  • 2235 / 8 / 0
"Buddyści" myślą, że są buddystami, zaś buddyści po prostu są.

Koncept zdaje się zaczytany w "Pokarmie Bogów" McKenny, ale nie jestem pewien i chyba nie samego Teranca, on tylko tam przytoczył.
  • 392 / 4 / 0
Słuchajcie.
Tak sobie siedzę i się zastanawiam.
Jak byłem szczeniakiem to z wiatrem we włosach biegłem ku przyszłości nie zastanawiając się co będzie.
Nieraz pytałem się dorosłych jak żyć, a oni mi zrozumiesz sam. No i głupi byłem przez cały czas bo nie rozumiałem.
Potem tak mnie los pokierował, że mam super żonę fajne dzieci i jakoś wiąże koniec z końcem.
Ale nie o tym chodzi mi o to, że skoro my nie mamy dużego wpływu na to jak przebiega ma nasze życie to po co się szarpać.
Szukać, chodzić za nim. tak jak często jest, że jak sobie powiesz nie szukam dziewczyny, lub mam w dupie chłopaków to nagle znajduje się na twojej drodze ktoś kogo można pokochać.
Co bym nie robił to i tak życie mnie pokierowało gdzie indziej. przecież ja nigdy nie marzyłem nawet o tym co mam. Miałem inne priorytety i marzenia, a tu Zong wszystko się pozmieniało tak, że w niewielkim stopniu miałem na to wpływ.
Wiec uważam, że nie ma co się stresować przyszłością tylko wyławiać w swoim życiu okazję, które daje los. Jak wchodzimy w taką okazje to przeskakujemy dalej i tak powoli w dorosłość.
Najgorsze to bać się zmian. Wtedy nie tylko nie rozwijamy się ale tez uwsteczniamy. Tu jest jedna pułapka. musimy uważnie prześledzić i przemyśleć nasze "okazje" bo jedna nie tak i pozamiatane. trzeba wygrzebywać się z gówna.
pozdro.
  • 1587 / 11 / 0
Z moich obserwacji raczej wynika, że mamy duży wpływ na życie. Ja jak się przyglądam swojemu życiu, to wiem, że zawsze o tym marzyłam - o takiej uczelni, o takim chłopaku, o takich znajomych.
  • 452 / 2 / 0
No z moich za to wynika, że na życie wpływu zawsze nie mamy ale już na pewno na to jak to wszystko co nam się przytrafia 'przetwarzamy' i jaki to ma wpływ na nas. Ja ogólnie ostatnio stosuje taką zasadę, że po prostu robię swoje i za bardzo nie myślę o przyszłości. Kiedyś tak robiłem, planowałem, zakładałem różne opcje itd. ale potem coś się wydarzyło i wszystko szło się jebać ; ] albo zdarzyło się coś przez co zupełnie olałem stare plany i żyłem 'po nowemu'. dlatego teraz stwierdzam, że ważniejsze jest zająć się teraźniejszością, bo myśląc ciągle o przyszłości ucieka nam to co najważniejsze.

ogólnie to bardzo pasuje tutaj cytat z Forrest Gump'a: życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz. bardzo się ku temu skłaniam, bo o ile kiedyś myślałem, że mam jakiś większy wpływ na swoją przyszłość, tak teraz wiem, że budząc się rano wszystko może zmienić mi się o 180 stopni w jedną albo drugą stronę. także nawet o tym nie myślę, po prostu robię swoje i łapie okazję, które daje los (jak to Nagniot wyżej napisał). przez ostatnie pół roku trochę się w moim życiu wydarzyło i dla własnego zdrowia psychicznego stwierdziłem, że takie podejście będzie najlepsze ; p w życiu bym kiedyś nie pomyślał, że będę teraz w takiej sytuacji i z takimi przeżyciami, zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi. także po co mam teraz myśleć o tym co ze mną będzie za rok, miesiąc czy nawet jutro rano?
The Smiths - Pretty girls make graves

kontakt tylko i wyłącznie przez gg - 5306912
  • 2235 / 8 / 0
Im bardziej próbujemy je złapać, tym bardziej nam się wyślizguje - jak mydełko.

To prawda - życie zamyka się w teraźniejszości. Tylko ona jest wieczna i prawdziwa. Wszystko inne jest co najminiej niepewne.

Znacie ten werset z pisma? O polnych zwierzętach czy roślinach, że o nic się nie troszczą. Tak my o nic się nie troszczą otrzymujemy prwdziwe wszystko.

Czasami próbuje ludziom wytlumaczyć moje postrzeganie czasu - to jak grzyby zmącily mi jego percepcję, niejako okaleczyly. Czasem myślę że to przekleństwo - popadam w rozpacz. Innym razem ogarnia mnie boska euforia. Otóż ja wogle nie postrzegam czasu jako uplyw. Wciąż od pewnej pamiętnej transcendencji widzę siebie rozsmarowanego jednako we wszystkich momentach. Nic nie jest tu wyróżniane jako Prawdziwe Teraz, wszystko jest tym Teraz. Iluzja jakiejkolwiek bariery, różnicy czy dlugości uplywu między mym urodzeniem a śmiercią pozostaje iluzją. Nie potrafię przekonać siebie, że chwila mej śmierci gdy kalendarz pokazuje 10.11.11 a zegar swoje jest w jakikolwiek sposób mniej realną niż samo ich wsazywanie innego momentu czasu. Wiem, że mieć lat powiedzmy dziewiędziesiąt i być u progu życia nie jest czymś co ma nadejść, lecz jest mym doświadczeniem aktualnym, realnym... srogim.

Próbowałem to przekazać, bo każdy intuicyjnie, na progu świadomości postrzega czas nie jako upływ ale jako mandalę, spiralę, gdzie każdy punkt jednako jest uprzywilejowany. Niektorzy popadali w poploch, inni z trudem ku temu się zwracali, próbująC wziąć to na logikę, rozum.

Jedno wieczne teraz obejmuje wszytskie historie, żywoty, sekundy. Nie ma nic poza nim. Nie ma czasu jako znany Wam uplyw.

Jak z tym żyć? Gdy rodzisz się umierając, zakuchujesz, znienawidzając, patrzysz ślepnąc.
  • 1784 / 30 / 0
Siema Nagniot, mam nadzieję, że tu czasem zaglądasz. Wczoraj na gieblu przeczytałem całą Twoją forumową historię. I wiesz, co. skończyłem koło 3 w nocy, położyłem się spać i miałem coś przypominające spontaniczne OOBE :huh: Zacząłem w trakcie snu, nie wiedziałem, że to sen, ale miałem świadomość, mogłem działać. Siedziałem na krześle od komputera i próbowałem wyjść z ciała, wyciągałem rękę, nogę, robiłem jakiś wykrok, ale ciągle się cofałem. Nie wiem dlaczego, ale miałem rękę uniesioną do góry, ale nie opadała, tak jakby była w paraliżu. Wtedy postanowiłem poprosić opiekunów, żeby mnie wyciągnęli, wyciągnąłem astralną rękę, do czegoś co dla mnie było jakby aniołem i wtedy wyciągnęła mnie z ciała. Wtedy znalazłem się gdzieś. Czułem swoje /ciało/, i widziałem przed sobą ciemność. Słyszałem szum/pisk/dudnienie tak jak przy wibracjach przed wyjściem, ale spotęgowane, na dysocjantach czasem słychać też coś podobnego. To było coś więcej niż dźwięk, tak jakby przechodziło przeze mnie. Niestety po tym się obudziłem lub po prostu nie pamiętam co było dalej.
Teraz się zastanawiam, czy nie miałem w ciele astralnym zamkniętych oczu, stąd ta ciemność, czy może to było dopiero wyjście/tunel. A może tylko sen, chociaż czy o snach można mówić /tylko/?

Co ciekawe, dziś przypadkiem trafiłem na link do tego tematu ponownie, ktoś napisał post, wczoraj o 1. Często doświadczam takiej synchronizacji. Na polu internetu, działa to wyjątkowo szybko, to też w pewnym sensie taki senny świat.

Nagniot, trzymam za Ciebie kciuki. Jesteś naprawdę inspirującą osobą, pomimo błędów. Życzę Ci ,żeby Ci się wszystko ułożyło, płakałem w pewnych momentach historii, serio.
Uwaga! Użytkownik [Faust] jest zbanowany na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 285 / 2 / 0
Ja się z Nagniotem utożsamiam. Prawdopodobnie jestem hipochondrykiem. Nie wiem, w głowie mam milion sytuacji, że powinienem iść do psychologa/psychiatry, albo, że mówię to swojej kobiecie, ale nie chcę jej tym zamęczać, bo przecież i tak nie zrozumie albo pomyśli, że ma chłopaka wariata. Finalnie nie robię nic i trwam w tym wszystkim, męczę się sam ze sobą, w głowie mam całkowity rozpierdol. To wszystko już było przed całą przygodą z narkotykami, więc nic się nie nasiliło, to mogę ze spokojem powiedzieć na szczęście. Już wcześniej miałem epizody, co raz biegnę coś załatwić, a za chwilę nie mogę się wywlec z łóżka. I te myśli, to na pewno jest to, to na pewno jest tamto. Mimo całej naszej świadomości nic z tym nie zrobię. Właśnie takie rozkminy mam cały czas, ile można? A i tak będę próbował to przeczekać, "dojść" do tego dobrego humoru, pocieszyć się i z powrotem wrócić do przygnębienia, niechęci i braku motywacji do czegokolwiek. W tym wszystkim równie dziwne są urojenia, które (jeszcze?) potrafię odróżnić od rzeczywistości, a przynajmniej się staram. Jakieś przykłady z brzegu, to po zaproszeniu na jakąś tam imprezę ubzdurałem sobie, że tak naprawdę nikt mnie tam nie chce i jedynie będą się tam ze mnie śmiali (z jakiegokolwiek powodu i jakkolwiek miałoby to wyglądać, bo sam nie wiem), no ale powiedziałem sobie, że to tylko wkręta i poszedłem, chociaż tak naprawdę nie było łatwo. Teraz mam samopoczucie takie, że się tu żalę, ale za jakiś czas spojrzę na tego posta i pomyślę, że zrobiłem z siebie idiotę, ale przynajmniej wychodzi to z kręgu moich wewnętrznych wyimaginowanych sytuacji. Zrobiłem coś, chociażby mały kroczek. Jestem w kuchni i przygotowuję sobie jedzenie, a w głowie wyobrażam sobie jak rozmawiam z kimś bliskim, mówię mu o wszystkim. Taki jakby podświadomy mechanizm obronny, że mimo wszystko chcę być normalny, chcę przeżyć życie jak każdy inny normalny człowiek. Podejrzewam te wszystkie psychozy u siebie od dawna, dlatego świadomie sądzę, że jestem hipochondrykiem, bo wydaje mi się, że mam też pląsawicę Huntingtona (objawy, ale tak powie każdy). Czy tutaj psycholog ma jakiekolwiek szanse? Czy jedynym wyjściem to neuroleptyki? Nie wiem co mam ze sobą zrobić, nie w sensie nadpobudliwości tylko właśnie braku sił tej ciągłej umysłowej walki.
  • 3854 / 316 / 0
Na moje, to jesteś jeszcze normalny :-D Zauważyłem parę wspólnych mianowników, a może przez to, że właśnie mi wchodzi 900 mg po długiej przerwie :-D

Nie męcz się sam ze sobą, bo korek w mózgu i tak wypierdoli, i wyleje się całe szmbo, które uciskało czachę ;-) Im prędzej to z siebie wypierdolisz, tym prędzjej poczujesz ulgę
Uwaga! Użytkownik Procent jest zbanowany na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 478 / 22 / 0
@vaerisu:
miałeś kiedyś bad tripa na psychodeliku? jeśli nie to przydałby Ci się.
Uwaga! Użytkownik szalonykot nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
ODPOWIEDZ
Posty: 472 • Strona 47 z 48
Artykuły
Newsy
[img]
Alarm w całej Polsce! To miał być mak do ciasta ;)

Główny Inspektorat Sanitarny wydał ostrzeżenie publiczne dotyczące partii maku niebieskiego, w której wykryto przekroczenie dopuszczalnego poziomu alkaloidów opium. Jak podkreślono, spożycie produktu może stanowić zagrożenie dla zdrowia konsumentów. To nie są „zwykłe nasiona” – skażony mak może działać na organizm jak opioidy, wywołując objawy podobne do zatrucia narkotykami.

[img]
USA: DEA tymczasowo zaklasyfikuje 7-OH do tej samej kategorii co heroinę i LSD

W środę amerykańska Agencja ds. Walki z Narkotykami (DEA) ogłosiła zamiar tymczasowego zaklasyfikowania 7-hydroksymitagyniny (7-OH) oraz trzech powiązanych substancji jako narkotyków Grupy I, czyli tej samej kategorii co heroina i LSD.

[img]
Operacja „Kryształ”

Czyli „ogólnopolskie uderzenie w przestępczość narkotykową wykorzystującą przesyłki kurierskie i pocztowe”.