Więcej informacji: Dekstrometorfan w Narkopedii [H]yperreala
Romantyczka pisze:A kto tę koncepcję wymyślił? Chętnie poczytam na ten temat.
Czym się różnią Buddyści od buddystów?
Koncept zdaje się zaczytany w "Pokarmie Bogów" McKenny, ale nie jestem pewien i chyba nie samego Teranca, on tylko tam przytoczył.
Tak sobie siedzę i się zastanawiam.
Jak byłem szczeniakiem to z wiatrem we włosach biegłem ku przyszłości nie zastanawiając się co będzie.
Nieraz pytałem się dorosłych jak żyć, a oni mi zrozumiesz sam. No i głupi byłem przez cały czas bo nie rozumiałem.
Potem tak mnie los pokierował, że mam super żonę fajne dzieci i jakoś wiąże koniec z końcem.
Ale nie o tym chodzi mi o to, że skoro my nie mamy dużego wpływu na to jak przebiega ma nasze życie to po co się szarpać.
Szukać, chodzić za nim. tak jak często jest, że jak sobie powiesz nie szukam dziewczyny, lub mam w dupie chłopaków to nagle znajduje się na twojej drodze ktoś kogo można pokochać.
Co bym nie robił to i tak życie mnie pokierowało gdzie indziej. przecież ja nigdy nie marzyłem nawet o tym co mam. Miałem inne priorytety i marzenia, a tu Zong wszystko się pozmieniało tak, że w niewielkim stopniu miałem na to wpływ.
Wiec uważam, że nie ma co się stresować przyszłością tylko wyławiać w swoim życiu okazję, które daje los. Jak wchodzimy w taką okazje to przeskakujemy dalej i tak powoli w dorosłość.
Najgorsze to bać się zmian. Wtedy nie tylko nie rozwijamy się ale tez uwsteczniamy. Tu jest jedna pułapka. musimy uważnie prześledzić i przemyśleć nasze "okazje" bo jedna nie tak i pozamiatane. trzeba wygrzebywać się z gówna.
pozdro.
ogólnie to bardzo pasuje tutaj cytat z Forrest Gump'a: życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz. bardzo się ku temu skłaniam, bo o ile kiedyś myślałem, że mam jakiś większy wpływ na swoją przyszłość, tak teraz wiem, że budząc się rano wszystko może zmienić mi się o 180 stopni w jedną albo drugą stronę. także nawet o tym nie myślę, po prostu robię swoje i łapie okazję, które daje los (jak to Nagniot wyżej napisał). przez ostatnie pół roku trochę się w moim życiu wydarzyło i dla własnego zdrowia psychicznego stwierdziłem, że takie podejście będzie najlepsze ; p w życiu bym kiedyś nie pomyślał, że będę teraz w takiej sytuacji i z takimi przeżyciami, zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi. także po co mam teraz myśleć o tym co ze mną będzie za rok, miesiąc czy nawet jutro rano?
To prawda - życie zamyka się w teraźniejszości. Tylko ona jest wieczna i prawdziwa. Wszystko inne jest co najminiej niepewne.
Znacie ten werset z pisma? O polnych zwierzętach czy roślinach, że o nic się nie troszczą. Tak my o nic się nie troszczą otrzymujemy prwdziwe wszystko.
Czasami próbuje ludziom wytlumaczyć moje postrzeganie czasu - to jak grzyby zmącily mi jego percepcję, niejako okaleczyly. Czasem myślę że to przekleństwo - popadam w rozpacz. Innym razem ogarnia mnie boska euforia. Otóż ja wogle nie postrzegam czasu jako uplyw. Wciąż od pewnej pamiętnej transcendencji widzę siebie rozsmarowanego jednako we wszystkich momentach. Nic nie jest tu wyróżniane jako Prawdziwe Teraz, wszystko jest tym Teraz. Iluzja jakiejkolwiek bariery, różnicy czy dlugości uplywu między mym urodzeniem a śmiercią pozostaje iluzją. Nie potrafię przekonać siebie, że chwila mej śmierci gdy kalendarz pokazuje 10.11.11 a zegar swoje jest w jakikolwiek sposób mniej realną niż samo ich wsazywanie innego momentu czasu. Wiem, że mieć lat powiedzmy dziewiędziesiąt i być u progu życia nie jest czymś co ma nadejść, lecz jest mym doświadczeniem aktualnym, realnym... srogim.
Próbowałem to przekazać, bo każdy intuicyjnie, na progu świadomości postrzega czas nie jako upływ ale jako mandalę, spiralę, gdzie każdy punkt jednako jest uprzywilejowany. Niektorzy popadali w poploch, inni z trudem ku temu się zwracali, próbująC wziąć to na logikę, rozum.
Jedno wieczne teraz obejmuje wszytskie historie, żywoty, sekundy. Nie ma nic poza nim. Nie ma czasu jako znany Wam uplyw.
Jak z tym żyć? Gdy rodzisz się umierając, zakuchujesz, znienawidzając, patrzysz ślepnąc.
Teraz się zastanawiam, czy nie miałem w ciele astralnym zamkniętych oczu, stąd ta ciemność, czy może to było dopiero wyjście/tunel. A może tylko sen, chociaż czy o snach można mówić /tylko/?
Co ciekawe, dziś przypadkiem trafiłem na link do tego tematu ponownie, ktoś napisał post, wczoraj o 1. Często doświadczam takiej synchronizacji. Na polu internetu, działa to wyjątkowo szybko, to też w pewnym sensie taki senny świat.
Nagniot, trzymam za Ciebie kciuki. Jesteś naprawdę inspirującą osobą, pomimo błędów. Życzę Ci ,żeby Ci się wszystko ułożyło, płakałem w pewnych momentach historii, serio.
Nie męcz się sam ze sobą, bo korek w mózgu i tak wypierdoli, i wyleje się całe szmbo, które uciskało czachę ;-) Im prędzej to z siebie wypierdolisz, tym prędzjej poczujesz ulgę
miałeś kiedyś bad tripa na psychodeliku? jeśli nie to przydałby Ci się.
Grzybki zmieniają połączenia w mózgu. Czy to dobrze?
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
Alarm w całej Polsce! To miał być mak do ciasta ;)
Główny Inspektorat Sanitarny wydał ostrzeżenie publiczne dotyczące partii maku niebieskiego, w której wykryto przekroczenie dopuszczalnego poziomu alkaloidów opium. Jak podkreślono, spożycie produktu może stanowić zagrożenie dla zdrowia konsumentów. To nie są „zwykłe nasiona” – skażony mak może działać na organizm jak opioidy, wywołując objawy podobne do zatrucia narkotykami.
USA: DEA tymczasowo zaklasyfikuje 7-OH do tej samej kategorii co heroinę i LSD
W środę amerykańska Agencja ds. Walki z Narkotykami (DEA) ogłosiła zamiar tymczasowego zaklasyfikowania 7-hydroksymitagyniny (7-OH) oraz trzech powiązanych substancji jako narkotyków Grupy I, czyli tej samej kategorii co heroina i LSD.
Operacja „Kryształ”
Czyli „ogólnopolskie uderzenie w przestępczość narkotykową wykorzystującą przesyłki kurierskie i pocztowe”.