Pozdro! Powodzenia dla wszystkich co próbują wyjść z tego syfu ;+)
Chcesz coś ważnego ode mnie? Jestem mniej na forum, zajmuje się raczej tylko "moderacją", masz coś ważnego? to zapraszam PW, czad
one by one we will take you
Jakiś sprawdzony kanał?
23 lutego 2022Nawiedzony Szaman pisze: Jakość życia na trzeźwo to jest zupełnie inny wymiar niż bycie wjebanym w jakiekolwiek narkotyki czy alko. Mi marzy się żeby w 100% być trzeźwym, bo jednak raz na dwa miesiące zdarza mi się wciąż zajebac jednorazowo koks czy mefedron. Opiaty rzuciłem definitywnie. Nigdy nie żyłem, zarabiałem, wyglądałem lepiej niż teraz. Polecam ten styl życia xD
Szkoda floty na to, zresztą wszystkie substancję psychoaktywne oprócz kofeiny są dla cweli.
Kawa dobro luksusowe w Zakładzie Karnym ;)
@Melodyne ja uczestniczyłem za granicą dość długo w mityngach online, mi pomagały że mogłem kogoś posłuchać i sam się wypowiedzieć z czasem. Polecam zajrzeć na https://www.anonimowinarkomani.org/mity ... hybrydowe/ po prawej stronie masz okno "MITING WIRTUALNY / ONLINE" z tego co kojarzę mitole odbywają się na discord lub zoom. Wystarczy internet i trochę chęci.
Chcesz coś ważnego ode mnie? Jestem mniej na forum, zajmuje się raczej tylko "moderacją", masz coś ważnego? to zapraszam PW, czad
25 lutego 2022Melodyne pisze: Serio jest takie coś na discordzie?
Jakiś sprawdzony kanał?
Jest tego sporo, też byłem zdziwiony myślałem że discord jest tylko dla graczy :S
one by one we will take you
14 kwietnia 2022hubii pisze:
Mam nadzieję, że jakieś uspokajacze łykasz w ogóle (nie liczac pani marianny)
;)
Walczę teraz ze sobą, aby przede wszystkim złamać wszystkie te spierdolone schematy i mikroschematy w schematach, jakie do tej pory służyły mi na zasadzie tymczasowego zatkania ryja między ciągami.
Dlatego nie zdecydowałam się wybrać po piguły do szamana oraz tym razem odrzuciłam substytucje, która w postaci bupry nawet nie robi mi dzisiaj, poza tym, że czuję się nadal chora, w dodatku sedacyjnie bez entuzjazmu przyjebana do wszystkiego i tylko odliczająca dni do przebitki. Niczym nie jestem w stanie się zająć, na buprze nic nie sprawia mi satysfakcji, jestem tylko w takim termosie, gdzie nie jest jakoś nieznośnie źle, ale do dobrze nadal wciąż bardzo daleko.
Miet mnie tak uwala, że nie leczę sie tym, ale ćpam radośnie syropek, żeby potem i tak się przebijać i schodzić z niego helupą.
Ekspozycja na zimno, dużo ruchu, dużo świadomie dobieranego żarcia, suple i Maria Janina.
Na razie stack supli mam też trochę chory, ale szkody, jakie teraz mam do redukowania mogą mi wybaczyć te 30+ słoików. Przynajmniej nie będzie tak, że narobię pod siebie, jak mi braknie np. NAC, gdy go będę musiała w histerii kołować. Co się nie zdarzyło, ale ile razy było blisko.
Zielsko, tego nigdy nie odrzucę, bo nie uważam, że mi robi źle, wręcz przeciwnie. Wyszłam już z pierwszego etapu, w którym wspierałam się przez pierwsze 2 tygodnie cały czas dbając, aby pozostać w tej upalonej bańce.
Na dzień dzisiejszy jest to elementem wieczornej rutyny, a nie smoczkiem, jak tylko jakaś krzywa myśl powstaje w mojej głowie.
I zimno.
Co robi zimno, powinni się zainteresować tym szczególnie walczący z nałogami, ekspozycja na zimno sprzyja stymulacji wydzielania endogennych kannabinoidów i opioidów.
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3979758/
"Opioid, cannabinoid, and transient receptor potential (TRP) systems: effects on body temperature"
To jest prawdziwy cel, fly on your own supply, literalnie i juz bez skutków ubocznych w postaci bycia pacjentem opieki paliatywnej, jakim jest każdy poważnie wjebany.
Może się zbiorę skrobnąć o tym coś bardziej konkretnego.
Plus wzmacnia to ogólnie
na stres, a ten patologiczny stres i traumy w jakich żyję od zawsze, to jest coś, z czym głównie nie mogłam sobie zawsze poradzić i gasiłam się iniekcją.
Nie było łatwo, ale jakoś się przełamałam i powoli wdrażałam.
Po pokonaniu pierwszej skrętowej wścieklizny w stosunku do wody w ogóle, stopniowo zaczęłam te zimne prysznice.
Obecnie te minumu 2 minuty w na prawdę zimnej wodzie, udoskonalanie protokołów rutyny, dają mi więcej stabilności na kolejne kilkanaście godzin walki z własną rzeczywistością, bez różowego kocyka na grzbiecie (ten kocyk nie jest miły, pluszowy i różowy, jest przestrzeloną świerzbem, stęchła dziurawą plandeką ze wszystkimi zarazami tego świata), niż jakakolwiek magiczna piguła od psychiatry.
Poza tym mój mózg ma taki konstrukt, ktorego nie umiem przerobić, że skoro i tak zażywam jakieś prochy, to czemu mam eliminować swoje "ulubione".
Wszystko to i tak nadal jest sztucznie i odzewnętrznie regulowane przez jakieś chemiczne gówno, na które cały czas i tak muszę uważać i pilnować, żeby nie zwiesić się z receptą. Apap kurwa nawet na łańcuchu. No, niektórzy tak mają.
I w ogóle nienawidzę chodzić po lekarzach i większości lekarzy również nienawidzę.
Psychiatria w Polsce i w ogóle na świecie, to jest coś, co kojarzy mi się z najgorszym koszmarem, a nie sposobem na nie-życie.
Poza tym mając ledwo te czy dychy, wpierdalać stack leków większy, niż 90 dziadek jest IMO zwyczajnie zjebane.
Dotychczas zimną wodę stosowałam w sumie dość często, bo przy każdym przedawkowaniu nie kończącym się utratą przytomności. Czyli właściwie za każdym razem, jak brał mnie ten hiperdestrukcyjny zew ciągu w ciągu.
Samo wrażenie wejścia do takiej wody też ma coś w sobie do trzaśnięcia w kanał, które w ciągu kilku sekund wszystko zmienia. Lodowata woda tak samo w oka mgnieniu wyłącza aktualne pierdolenie w garze, które zwykle kończy się tak, że impostor zasuwa stać godzinami gdzieś pod osiedlowym smietniem, żeby zaraz sobie walnąć w kiblu na pobliskiej stacji benzynowej.
Poza tym najbardziej znany orędownik zimna obecnie powiedział coś takiego, przed wejściem do swojej zamrażarki, że jak umierasz raz dziennie, jesteś tym bardziej żywy i w mocy docenić to życie.
Bardzo mi to podpasowało swoją adekwatnością do własnych, psychopatycznych praktyk, z tym, że stosując zamiast lodu strzykawkę pełną chujni instant nie ma możliwości być bardziej żywym i doceniać życie.
termoregulacja spierdolona już jest do końca życia, ale te praktyki, aby wylewać na siebie cały bojler gorącej wody nie ogrzewały nie i tak ani trochę.
Zmiszam sie tez, ay mieć jak najwięcej ruchu. Ciało ludzkie jest stworzone do bycia w ruchu, bezruch wpoerala je w choroby, bez bycia obciążonym nawet zarazą uzależnienia.
Niestety żywot wiecznie chorego i słabego narkomana robaka ogranicza jego ruchy do wynurzenia się z nory w celu skołowania materiału i ewentualnych tweakch na stimowym wykręceniu.
A ja nienawidzę być słaba nienawidzę tego z calego serca i już dawno wyleczyłam sie z poglądu, ze taki wrak jak ja jest tak ciężko i długo wjebany że jedynym dla niego ratunkiem jest wjebać się, ale w co innego. 15 lat i wszystkie żyły na tułowiu mi to zajęło, ale lepiej późno niż wcale.
Nałóg to jebany nowotwór, zaleczysz kurewstwo, ale już do końca życia musisz się liczyć z ewentualnym nawrotem.
Jestem jakiś miesiąc trzeźwa. Nie liczę dni, to też był niezdrowy, prowadzący do niezdrowego schemat, nabijanie abstynencji na dupościsku.
Przy obecnej perspektywie dla mnie to bardzo długo, chociaż niewiele tak na prawdę.
Następnym razem walnę helupę, jak ktoś mi poda old school esencje, najlepszy kompot, jak z Kattowitz swojego czasu, jakości i mocy: jedna produkcja i cztery trupy w ciągu nocy.
Albo medyczny hel z Kanady lub Szwajcarii.
Chcę wierzyć, że tak będzie, ale też nie chcę niepokornie kozaczyć za wczasu, impostor codziennie marzy o strzykawce i bełkocze te swoje "no raz jeszcze sobie walniesz i zapomnisz o sprawie, nikt się nawet nie dowie". ;)
"Trust me, everything possible went wrong"
;-)
Chociaż nie powiem, porównanie z tym kocykiem trochę mi dało do myślenia.
You will always be in my dreams
The last and final moment is yours
My agony is your triumph
Z jakim "takim" podejściem, nie rozumiem skrótu myślowego?
Próbując "żyć", jak mówisz, też oczywiście praktykowałam.
Pogodzić się z tym to dla mnie równoznaczne z poddaniem się, a ja nie chcę być takim słabeuszem wiecznie bojącym się życia bez bycia na śrubie, dopiero wtedy siebie najbardziej nienawidzę.
Ale mój impostor to szczególnie chory, psychopatyczny pojeb, z nim się nie da żyć w zgodzie, a co dopiero w przyjaźni czy jakiejkolwiek symbiozie.
Skręślaj sobie dni kreskami na ścianie jakbyś odliczała wyjście z paki
Trzymaj się
Raport: w Europie pojawiają się nowe narkotyki o większej sile działania
Ciemna strona zieleni: Wszystko, co musisz wiedzieć o negatywnych skutkach nadużywania konopi
Coraz więcej Francuzów sięga po kokainę. Mafia silniejsza niż państwo?
Kokaina przestała być we Francji narkotykiem elit. Sięga po nią już około półtora miliona osób, a handel białym proszkiem stał się biznesem wartym nawet siedem miliardów euro rocznie. W siłę rosną mafie, Marsylia zmaga się z kolejną falą gangsterskich porachunków, a eksperci alarmują, że kraj mierzy się z kryzysem zdrowia publicznego.
Ministerstwo Rolnictwa alarmuje. Chodzi o nową akcyzę na alkohol
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wystąpiło do Ministerstwa Finansów o wycofanie planowanej podwyżki podatku akcyzowego na alkohol.
Marihuana medyczna w wywiadzie stomatologicznym. Pytanie, którego nie warto pomijać
Jeszcze kilka lat temu marihuana medyczna kojarzyła się przede wszystkim z leczeniem przewlekłego bólu lub łagodzeniem dolegliwości u pacjentów onkologicznych. Dziś coraz częściej mówi się o jej stosowaniu także w depresji, zaburzeniach lękowych czy zespole stresu pourazowego. Nie oznacza to jednak, że skuteczność takiego postępowania została potwierdzona. Wyniki najnowszej metaanalizy wskazują, że dowody naukowe są w tym zakresie ograniczone, a w przypadku depresji brakuje dowodów z randomizowanych badań klinicznych.
