Więcej informacji: GHB w Narkopedii [H]yperreala. GBL w Narkopedii [H]yperreala
angrybrads1 - pierwszy ambasador GHB w polsce !!!
Od dawna szerzysz tę teorię, która jest moim zdaniem nieprawdziwa.
Na H masz po prostu wybraną część ćpunów oraz RDU. To tylko grupa reprezentatywna. Wątpliwe jest, że ludzie nie używający H reagują na G inaczej niż ci, którzy go używają. Bo niby dlaczego?
Jeśli już, to H nakierowuje ciekawość na inne substancje. Wielu ludzi przez H w pewnym momencie czuje misję i chce próbować coraz większej liczby substancji.
Tak samo jest poza H. Tylko w ogóle jak sobie wyobrażasz ogarnianie G bez H? To w dzisiejszych czasach nierealne.
Poza tym spójrz jaki jest stosunek ludzi uzależnionych od substancji silnie uzależniających (opiaty, GBL, stymulanty) a jaki jest ten stosunek w przypadku powiedzmy ziół etnobotanicznych, psychodelików...
W rzeczywistości poza H ten stosunek wygląda ZUPEŁNIE TAK SAMO. To moim zdaniem obala Twoją teorię.
ogolnie waskie horyzonty myslowe, sorry ale nie chce mi sie po raz enty rozpisywac na temat tego samego... nie zebym cos mial do ciebie :)
"Tak samo jest poza H. Tylko w ogóle jak sobie wyobrażasz ogarnianie G bez H? To w dzisiejszych czasach nierealne." to wlasnie ci mowie ze ludzie korzystaja ale tu nie siedza, dla tego ostatnio jest wysyp maili gdzie kupic g bo na allegro dawno nie ma a na ogloszeniach juz zostal zrobiony w wala i sie dopytuja czy cos sie z prawem zmienilo.... duzo by gadac....
wysyp oczywiscie na mojego maila a nie tu na forum..
"To moim zdaniem obala Twoją teorię." - nic nie obala bo ty masz waskie domysly i spekulacje a ja twarde dowody w postaci maili i rozmow z ludzmi wlasnie poprzez maile...
wiec na pewno sa jeszcze ludzie ktorzy biora z glowa tylko ich tu na forum nie ma, jaka to czesc ? nie mam pojecia, statystyk nie prowadze, nie wiem jak to wyglada, wypowiadam sie za tych ktorzy do mnie pisali...
aa do powyzszej listy dodalbym valof'a , euzeubiusza... to tak co mi odrazu bez namyslu wpadlo :P
angrybrads1 - pierwszy ambasador GHB w polsce !!!
Na szczęście z dnia na dzień coraz bardziej obrzydza mnie ten nałog.
PISZĘ TYLKO I WYŁĄCZNIE O CIĄGACH 24H !
Dziś jakoś tak pesymistycznie ale to przez to że, zamiast wstrzemięźliwości wyłamałem się...
I kto tu rządzi bejbe? w pizdu z moją władzą... W życiu tyle razy udowadniałem sobie, że dam rade, że nie będę robił niczego wbrew własnej woli, że przezwycięże nawet te trudne chwile. Nikogo nie niszczyłem, nie podkładałem kłód pod nogi, nie walczyłem jak głupi. Ale mam już wroga, który na to zasługuje. Kogo? Samego siebie. Sam sobie robie krzywde, ograniczam możliwości, zawężam horyzonty... przez ten nałóg.. chorobe, bo inaczej sie tego nazwać nie da.
Człowiek staje się niewolnikiem substancji. Tyle ludzi chodzi po świecie uśmiechniętych, szczęsliwych. Spontanicznie. Ot tak.
Ja też jestem. Ba! Nawet bardziej...... ale z zegarkiem w ręku... bo wiem, że minie ta godzina, dwie i ch*j z wszelkich marzeń, przyjemności, odczuwania ciepła, bliskości.
Tylko ten pieprzony ból... nie cielesny, ale psychiczny. Ch*j z delirką. Chodzi o samopoczucie i lęki.
Przeżyłem coś podobnego jakiś czas temu. Wstyd za siebie. Całkowite poniżenie.
Zostałem przyłapany na spożywaniu i odebrano mi wszystko.
Strach przed delirką spowodował, że musiałem się prosić o dostęp do czegoś co podtrzyma moje receptory GABA.
I to nie dlatego, że czułem taką fizyczną potrzebe. Jeszcze był czas. Ale był to lęk przed możliwym cold turkey, który kilka lat temu przeżyłem.
I co po mojej wiedzy nt. poprawnego i bezbolesnego odstawienia... Na spokojnie, mając wszystko - da się, oczywiście. Sam odstawiłem prawie bezboleśnie w kilka dni 6 miesięczny ciąg 80-90ml/dobe.
Inaczej przedstawia się sprawa, kiedy nagle zostajesz z niczym. I co wtedy? Co zrobisz? Szpital i benzo? czy strzał w łeb?
Szczęscie w nieszczęściu nie mam takiego parcia na picie, jak np miesiąc temu. Nie sprawia mi to już takiej frajdy.
Coraz mocniej utwierdzam się, że nie można tego traktować jak eliksir szczęścia i w bezmyślny sposób używać tak jak ja to robie. Z fajnej substancji robi się po czasie kula u nogi.
Nie pójdziesz na impreze nieprzygotowany, bo delirka w trakcie to nic ciekawego. Całonocna? A co jak zgubisz, wylejesz buteleczke? I co? Oczywiście można mieć w zapasie baklo na sytuacje awaryjne ----> ALE TO K*RWA ZNOWU NIEWOLNICTWO!
Życie po ciągach nie sprawia już takiej przyjemności. Dużo chyba czasu minie zanim człowiek znowu zacznie czuć najzwyklejsze poranne szczęście po przebudzeniu. Powiew ciepłego wiatru. Promieni słońca.
Tylko w głowie siedzi ten j*ebany głos, który mówi, że pewnie po G byłoby jeszcze fajniej.... oczywiście...
I co? ... Ja sobie siedze, psychicznie wjebany od dawna, fizycznie może ciut mniej niż jakiś czas temu ( thanks god for my source )...
Pewnie 95% osób stwierdzi, że jakiś cpun siedzi i pie*doli pod nosem. Ale ja jestem taki jak większość z Was.
Mam swoje marzenia, plany, lęki i wszystko to co każdy normalny człowiek. I zaczynałem pewnie tak jak teraz większość z nowicjuszy.
Z nutką niepewności, śmiechu i zdziwienia: " rozpuszczalnik?"
Początkowo powiedziałem sobie, że nie będę ani wąchał inhalantów, ani nic z takich rzeczy.
Ale wiecie... te opisy - DF,[h] itd Nagłowki "Jeden z ulubionych klubowych drugów w UK"," liquid ecstasy" itd
No przecież od jednego razu sie nie umrze. I tak poszło moi drodzy.
Nie przypominam żadnego typowego ćpuna, mam stałą prace, wspaniałą rodzinę, wiernych przyjaciół. Ludzie mówią, że jestem usmiechniety, pozytywnie nastawiony i wiecznie wesoły. I wiem, że taki jestem i od zawsze byłem. I to nie dzięki G tylko dzięki osobowości.
Więc ktoś zapyta: "To po co to pijesz?"
To ja odpowiem: "Bo jestem po prostu głupi, nieodpowiedzialny i zatraciłem się w nałogu/chorobie"
Najgorsza po odstawieniu G po ciągu jest ta codzienność. Wiesz, że kiedyś to się ustabilizuje, że to pewnie chwilowy dołek po-odstawienny. Ale po chwili zapala Ci się lampka, że może właśnie takie jest życie? Nie jest tylko luźne, wesołe i beztroskie. I co jeśli ten stan będzie permanentny?
Ciągi niestety strasznie niszczą psychicznie człowieka. Organizm się zregeneruje. Ciało odpocznie. Mózg też nadrobi zaległości. Ale można stracić coś więcej niż zdrowie fizyczne. Chodzi o radość i czerpanie przyjemności z błachostek. Po ciągu można długo czegoś takiego nie uświadczyć.
Nie piszę wybitnie na swoim przykładzie. Od kilku dni po prostu rozmyślam ku czemu to wszystko zmierza, analizuje podobne przypadki, doświadczenia innych, euforie początkująch i wogóle próbuje sobie uzmysłowić, że tak się całe życie nie da.
Chciałbym korzystać z tego tak jak niektórzy - te 10g/dobe max, bo to naprawde zajebista substancja. Ale to jest długa i kręta droga przedemną niestety.
cdn.
Może nawet GBL uświadomił mi że nie potrafię być trzeźwy.
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
jam błysk wulkanów, a w błotnych nizinach
idę jak pogrzeb z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra, kłębi się rajów pożoga
i słońce, mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.
Kilka lat temu zacząłem zabawe z tym niewiniątkiem w czasach kiedy to bzp ściągało się z UK lub NZ, zaczęły królować produkty Neorganicsa, paczuszki z Izraela, później meph itd itd
Zabawa w kotka i myszke szybko sie skończyła i zaczął prawdziwy nałóg. Później nastała przerwa ( przy okazji od wszelkich dragów ) z 2 lata i w tamtym roku znowu wróciłem do G.
Jestem skłonny zaryzykować stwierdzenie, że będąc w dużym/długim ciągu i polewając normalne nieujebujące ilości człowiek czuje się identycznie, jak gdyby był całkowicie trzezwy bez dośw. z tą substancją.
Teraz siedze sobie w pracy. Polane mam tak ciut ciut i mógłbym przysiąc , że dokładnie rok temu czułem się tak samo. Może nawet i lepiej, bo wiedziałem, że nie musze karmić tego wewnętrznego skurwysyna tym syfem. A byłem wtedy całkowicie wolny od G.
Ja tu nie chce pisać strasznych opowieści "z krypty", ani nikogo przestrzegać. Faktycznie substancja fajna, ma potencjał zarówno towarzyski jak i terapeutyczny. JEDNAK w nieodpowiednich rękach - a tu niestety mało kto się do niej nadaje - potrafi dużo popsuć w życiu.
Kto będzie chciał ten i tak spróbuje. Ale chociaż zdajcie sobie sprawe, że nie ma "róży bez kolców" ( botaników proszę o niekomentowanie :D )
Można się skaleczyć, rozciąć ale mając pecha to i wykrwawić.
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
jam błysk wulkanów, a w błotnych nizinach
idę jak pogrzeb z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra, kłębi się rajów pożoga
i słońce, mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.
NoLimit pisze:Ja tam między młot a kowadło wchodzić nie chcę więc powiem coś od siebie.
Na szczęście z dnia na dzień coraz bardziej obrzydza mnie ten nałog.
PISZĘ TYLKO I WYŁĄCZNIE O CIĄGACH 24H !
Dziś jakoś tak pesymistycznie ale to przez to że, zamiast wstrzemięźliwości wyłamałem się...
I kto tu rządzi bejbe? w pizdu z moją władzą... W życiu tyle razy udowadniałem sobie, że dam rade, że nie będę robił niczego wbrew własnej woli, że przezwycięże nawet te trudne chwile. Nikogo nie niszczyłem, nie podkładałem kłód pod nogi, nie walczyłem jak głupi. Ale mam już wroga, który na to zasługuje. Kogo? Samego siebie. Sam sobie robie krzywde, ograniczam możliwości, zawężam horyzonty... przez ten nałóg.. chorobe, bo inaczej sie tego nazwać nie da.
Człowiek staje się niewolnikiem substancji. Tyle ludzi chodzi po świecie uśmiechniętych, szczęsliwych. Spontanicznie. Ot tak.
Ja też jestem. Ba! Nawet bardziej...... ale z zegarkiem w ręku... bo wiem, że minie ta godzina, dwie i ch*j z wszelkich marzeń, przyjemności, odczuwania ciepła, bliskości.
Tylko ten pieprzony ból... nie cielesny, ale psychiczny. Ch*j z delirką. Chodzi o samopoczucie i lęki.
Przeżyłem coś podobnego jakiś czas temu. Wstyd za siebie. Całkowite poniżenie.
Zostałem przyłapany na spożywaniu i odebrano mi wszystko.
Strach przed delirką spowodował, że musiałem się prosić o dostęp do czegoś co podtrzyma moje receptory GABA.
I to nie dlatego, że czułem taką fizyczną potrzebe. Jeszcze był czas. Ale był to lęk przed możliwym cold turkey, który kilka lat temu przeżyłem.
I co po mojej wiedzy nt. poprawnego i bezbolesnego odstawienia... Na spokojnie, mając wszystko - da się, oczywiście. Sam odstawiłem prawie bezboleśnie w kilka dni 6 miesięczny ciąg 80-90ml/dobe.
Inaczej przedstawia się sprawa, kiedy nagle zostajesz z niczym. I co wtedy? Co zrobisz? Szpital i benzo? czy strzał w łeb?
Szczęscie w nieszczęściu nie mam takiego parcia na picie, jak np miesiąc temu. Nie sprawia mi to już takiej frajdy.
Coraz mocniej utwierdzam się, że nie można tego traktować jak eliksir szczęścia i w bezmyślny sposób używać tak jak ja to robie. Z fajnej substancji robi się po czasie kula u nogi.
Nie pójdziesz na impreze nieprzygotowany, bo delirka w trakcie to nic ciekawego. Całonocna? A co jak zgubisz, wylejesz buteleczke? I co? Oczywiście można mieć w zapasie baklo na sytuacje awaryjne ----> ALE TO K*RWA ZNOWU NIEWOLNICTWO!
Życie po ciągach nie sprawia już takiej przyjemności. Dużo chyba czasu minie zanim człowiek znowu zacznie czuć najzwyklejsze poranne szczęście po przebudzeniu. Powiew ciepłego wiatru. Promieni słońca.
Tylko w głowie siedzi ten j*ebany głos, który mówi, że pewnie po G byłoby jeszcze fajniej.... oczywiście...
I co? ... Ja sobie siedze, psychicznie wjebany od dawna, fizycznie może ciut mniej niż jakiś czas temu ( thanks god for my source )...
Pewnie 95% osób stwierdzi, że jakiś cpun siedzi i pie*doli pod nosem. Ale ja jestem taki jak większość z Was.
Mam swoje marzenia, plany, lęki i wszystko to co każdy normalny człowiek. I zaczynałem pewnie tak jak teraz większość z nowicjuszy.
Z nutką niepewności, śmiechu i zdziwienia: " rozpuszczalnik?"
Początkowo powiedziałem sobie, że nie będę ani wąchał inhalantów, ani nic z takich rzeczy.
Ale wiecie... te opisy - DF,[h] itd Nagłowki "Jeden z ulubionych klubowych drugów w UK"," liquid ecstasy" itd
No przecież od jednego razu sie nie umrze. I tak poszło moi drodzy.
Nie przypominam żadnego typowego ćpuna, mam stałą prace, wspaniałą rodzinę, wiernych przyjaciół. Ludzie mówią, że jestem usmiechniety, pozytywnie nastawiony i wiecznie wesoły. I wiem, że taki jestem i od zawsze byłem. I to nie dzięki G tylko dzięki osobowości.
Więc ktoś zapyta: "To po co to pijesz?"
To ja odpowiem: "Bo jestem po prostu głupi, nieodpowiedzialny i zatraciłem się w nałogu/chorobie"
Najgorsza po odstawieniu G po ciągu jest ta codzienność. Wiesz, że kiedyś to się ustabilizuje, że to pewnie chwilowy dołek po-odstawienny. Ale po chwili zapala Ci się lampka, że może właśnie takie jest życie? Nie jest tylko luźne, wesołe i beztroskie. I co jeśli ten stan będzie permanentny?
Ciągi niestety strasznie niszczą psychicznie człowieka. Organizm się zregeneruje. Ciało odpocznie. Mózg też nadrobi zaległości. Ale można stracić coś więcej niż zdrowie fizyczne. Chodzi o radość i czerpanie przyjemności z błachostek. Po ciągu można długo czegoś takiego nie uświadczyć.
Nie piszę wybitnie na swoim przykładzie. Od kilku dni po prostu rozmyślam ku czemu to wszystko zmierza, analizuje podobne przypadki, doświadczenia innych, euforie początkująch i wogóle próbuje sobie uzmysłowić, że tak się całe życie nie da.
Chciałbym korzystać z tego tak jak niektórzy - te 10g/dobe max, bo to naprawde zajebista substancja. Ale to jest długa i kręta droga przedemną niestety.
cdn.
Masz racje: cialo, mozg, neuroprzekazniki sie zregeneruja, to zaden problem dla tak poteznej machiny jaka jest czlowiek, ale psychika? Coz, psychika ucierpi bardzo po ciagu i nie wiadomo czy regeneracja jest mozliwa.
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
jam błysk wulkanów, a w błotnych nizinach
idę jak pogrzeb z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra, kłębi się rajów pożoga
i słońce, mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.
Może ten łańcuch powoli słabnie.
Nie byłbym sobą gdybym nie polał 1.5ml 20min przebudzeniu na rozruch.. ale szczerze? gdybym miał np sele+PEA ( wiem, z kwiatka na kwiatek, ale o tym pozniej ) to bym możliwe, że nie polewał wcale. Zależałomi by coś mnie na nogi postawiło.
20 min temu polalem kolejne 1.5ml i co? i nic... nic to nie zmieniło.. dalej siedze z najzwyklejszym w świecie zimowym samopoczuciem. Nie chcę już pić by się sztucznie uśmiechać. Wiem, że wtedy znowu wskocze na dawkowanie 40-50ml i bedzie powtórka z rozrywki. A potrzebne mi to? Tak dużo zaniedbałem...
Najgorsze w ciagach są pomysły dt innych dragów. Będąc normalne trzezwym, przychodzi po prostu ochota i kupuje się ketony/amfetaminy/trypt ....obojetne. I później człowiek zabawi się i wraca do normalnego świata.
Będąc w ciagu hamulce te puszczają. Pragnienie korzystania z następnych substancji jest jeszcze większe a i częstotliwość się wzrasta. " Bo przecież G + stymulanty to idealny połączenie" ---> wszystko to ma sens dopuki kupujemy na tą okazje G i stimy po czym imprezujemy i zuzywamy to.
Będąc w ciągu G, człowiek chce miec dostep do tych stymulantów cały czas.. bo przecież to taki zajebisty mix... i nagle z ciagu jednej substancji robi nam się maraton totalnie wyniszczajacy organizm...
Narkomani i nędza. Niemcy wolą się tu nie zapuszczać. "Sytuacja nie do przyjęcia"
Dlaczego ograniczenie marihuany do listy chorób to katastrofa dla pacjentów – historia Adriana
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
Irvin Rosenfeld: Człowiek, który wypalił 120 000 jointów od rządu USA
Wyobraź sobie, że co 25 dni listonosz puka do Twoich drzwi i wręcza Ci przesyłkę od rządu federalnego. W środku nie ma jednak pism z urzędu skarbowego, lecz metalowa puszka przypominająca opakowanie od kawy. Po jej otwarciu widzisz 300 starannie skręconych jointów.
Rząd za, kantony przeciwko: Czy Szwajcaria zalegalizuje marihuanę?
Parlament federalny chce zdekryminalizować konopie indyjskie w Szwajcarii. Jednak już etap konsultacji pokazuje, że sprzeciw wobec projektu jest duży.
Spotkanie z MSWiA. Nadszedł czas na odpowiedzialność, a nie kolejne tragedie
Wczoraj oficjalnie złożyliśmy [tj. Wolne Konopie] w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji wniosek o pilne spotkanie z Ministrem Marcinem Kierwińskim. Równolegle przekazaliśmy list otwarty dotyczący tragicznej śmierci 19-letniego Aleksandra oraz innych dramatów, które w ostatnich latach wstrząsnęły opinią publiczną.
