To jest masakra, nigdy nie wiem, w jaki sposób zmieni się moje myślenie za 5 minut. Snuję plany, ekscytuję się nimi, wydaje mi się, że zrobię to, to i tamto, a za chwilę wszystko leci w dół na łeb na szyję i nie robię nic. Zastanawiam się, która strona mnie jest prawdziwa: ta pozytywna, hipisowska Halluciluna, która jeździ na psytransy i ubiera się na kolorowo - taka chciałabym być w pełni... czy ta moja mroczna strona, kiedy włącza mi się agresja, autoagresja itp. i tak naprawdę zdaję sobie sprawę, że nikogo przy mnie nie ma.
Ostatnio rozmyślałam nad tym, jak to jest z pomocą ludzką. Ludzie robią tak, jak im wygodnie. Pomagają ci tak, jak im jest wygodnie i dopóki jest im ciepło w dupę. Potem zostawiają na pastwę losu. Ja jestem osobą, która pomoże zawsze gdy ktoś tego potrzebuje. Przykład: siedzę w domu chora, zakatarzona, zakaszlana 38 stopni gorączki. Dzwoni do mnie koleżanka, że coś tam się stało w domu z rodzicami i uciekła z domu. W 5 minut się ubrałam, mówię do matki, że wsiadamy w samochód i do niej pojechałam. Tylko cholernie ciężka jest świadomość, że nikt nie zrobiłby tego samego dla mnie.
Jeszcze się odniosę do postu ambiwalencji, przynajmniej do początkowej części, bo jest w nim wiele racji. Też czuję się, jakby było we mnie wiele osób. Również przez innych jestem tak postrzegana. Dopoki czegoś, brzydko mówiąc, nie odpierdolę, ludzie uważają mnie za cichą, miłą, spokojną i dziwią się, skąd mam tyle orzeczeń. Myślą, że to bezpodstawne. Z kolei ludzie, którzy byli przy moim ataku, uważają mnie za psychiczną i czuję, że woleliby, żebym nie była obecna w ich życiu. Co do samej siebie, raz chciałabym być uśmiechnięta, przebojowa, rozgadana, innym razem mówić tylko wtedy, kiedy coś naprawdę mądrego przyjdzie mi do głowy, kreować się na oświeconą, jeszcze innym razem mam ochotę kląć, wyzywać wszystkich dookoła i zachowywać się jak ostatni za przeproszeniem osiedlowy pustak. I to nie jest tak, że celowo wyznaczam sobie jakąś rolę, którą chcę grać, tylko tak się w danej chwili rzeczywiście czuję.
- Hurrra będę wielką artystką!!!
Z psytrance od 2012 roku.
Jestem odklejona.
"Jak osiągasz sukces sam to wszyscy chcą go opić, a jak toniesz w gównie, patrzą jak się topisz"
Moje zaburzenia ustały na jakiś czas, gdy trafiłam na kulturę psychodeliczną/imprezy psytrance. Doświadczenia, które miałam, pokazały mi, że wcale nie muszę się miotać, a moje życie nie musi być wiecznym cierpieniem. Ale niestety sytuacja zewnętrzna, ciągła presja, brak wsparcia, wieczne pociski itp. zrobiły swoje... żaden człowiek nawet najbardziej 'zdrowy psychicznie' by tego nie wytrzymał.
Najchętniej wymazałabym tą mroczną stronę i zostawiła pozytywną ale tak się nie da. Głupio się wygląda w kolorowych ubraniach i z pociętymi rękami. -.-
- Hurrra będę wielką artystką!!!
Z psytrance od 2012 roku.
Jestem odklejona.
Halluciluna pisze:
Jeszcze się odniosę do postu ambiwalencji, przynajmniej do początkowej części, bo jest w nim wiele racji. Też czuję się, jakby było we mnie wiele osób. Również przez innych jestem tak postrzegana.
(...)
Co do samej siebie, raz chciałabym być uśmiechnięta, przebojowa, rozgadana, innym razem mówić tylko wtedy, kiedy coś naprawdę mądrego przyjdzie mi do głowy, kreować się na oświeconą, jeszcze innym razem mam ochotę kląć, wyzywać wszystkich dookoła i zachowywać się jak ostatni za przeproszeniem osiedlowy pustak. I to nie jest tak, że celowo wyznaczam sobie jakąś rolę, którą chcę grać, tylko tak się w danej chwili rzeczywiście czuję.
Albo zupełnie inaczej, lubię kreować różne wersje samej siebie. Może to trochę tak, że jedna wersja to za mało i szybko mi się nudzi. Lubię pokazywać różne odsłony. A czasem one robią to, wbrew mnie samej.
" Jesteśmy tym, kogo udajemy
i dlatego musimy bardzo uważać, kogo udajemy "
Vonnegut, 'Matka noc'
Muszą zapamiętać słowa starego narkomana - zawsze możesz wziąć więcej, ale nigdy mniej.
~Michael Linnel Odpisuję tylko na GG i e-mail.
parodiaczlowieka pisze:o wszystkie zła obwinia siebie.
- Hurrra będę wielką artystką!!!
Z psytrance od 2012 roku.
Jestem odklejona.
Muszą zapamiętać słowa starego narkomana - zawsze możesz wziąć więcej, ale nigdy mniej.
~Michael Linnel Odpisuję tylko na GG i e-mail.
- Hurrra będę wielką artystką!!!
Z psytrance od 2012 roku.
Jestem odklejona.
*przypuszczenie, dlatego zadaję pytanie, niech ktoś kompetentny się wypowie.
I wargi mi spierzchły od suszy
w duszy.
47828580/missiv@protonmail.com - napisz mi coś miłego
Psychoaktywny kameleon. Dlaczego marihuana to nie psychodelik?
Mundur nie izoluje od rzeczywistości. O hipokryzji, która pęka na komisariatach
Grzybki zmieniają połączenia w mózgu. Czy to dobrze?
83-latce z alzheimerem podano psychodelik. Niezwykła reakcja organizmu
Po jednorazowym podaniu wysokiej dawki psylocybiny 83-letnia pacjentka z ciężką chorobą Alzheimera, mówiąca dotąd głównie monosylabami, zaczęła inicjować rozmowę. Lekarze zauważyli też inne oznaki poprawy, a przypadek opisano w „Frontiers in Neuroscience” - uznanym, interdyscyplinarnym czasopiśmie naukowych poświęconym neurobiologii.
Czysta fikcja. Dlaczego MSWiA udaje, że nie ma rąk ubrudzonych wojną z narkotykami?
Klasyczny urzędniczy unik w Polsce opanowano do perfekcji. Gdy obywatele pytają o absurdalne koszty i społeczne dramaty wynikające z obecnej polityki narkotykowej, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) zasłania się procedurami: „Idźcie do Ministerstwa Zdrowia”. Problem w tym, że w rzeczywistości nie lekarze w kitlach, ale policjanci w mundurach zamykają rocznie tysiące ludzi za przysłowiowego grama. Czas wreszcie zacząć o tym rozmawiać.
Po zjedzeniu tego grzyba zaczniesz widzieć „malutkich ludzi”. A nawet nie zawiera psychodelików
Wyobraź sobie, że po zjedzeniu dziko rosnącego grzyba nagle zaczynasz dostrzegać wokół siebie… miniaturowe postaci. To jednak nie wina znanych substancji psychodelicznych – przypadek Lanmaoa asiatica całkowicie przeczy chemicznej logice.