pront pisze:Zająć się czymś i tak zorganizować plan dnia żeby mieć jak najmniej wolnego czasu.
I przede wszystkim odwyk. Wierzcie lub nie, ale to dużo daje, a po jakimś czasie człowiek w ogóle zapomina że jest coś takiego jak faza. Cośtam się pamięta, że się ćpało, ale wspomnienia dot. odczuć na tej konkretnej fazie bledną do zera. Pod warunkiem, że cały czas mamy konstruktywne zajęcie i NAPRAWDĘ CHCEMY z tym skończyć.
Piszę to wszystko z własnego doświadczenia. Byłam czysta osiem miesięcy, sam kaduk postawił chyba na mej drodze ziomka z czystym, mocnym sortem i złamałam się, bo przecież po takim czasie przywalenie sobie czegoś tak dobrego nie zaszkodzi. Nawet nie miałam jakiegoś specjalnego parcia, bo po takim czasie zdążyłam poniekąd zapomnieć o czymś takim jak 4mmc. No i popłynęłam znów (marzec), aż do teraz. Piszę te słowa wyniszczona fizycznie, na lekkim psychicznym głodzie, kilka dni przed pójściem na odwyk. Jest dużo gorzej niż przed tą ośmiomiesięczną przerwą, ostro dawałam po zaworach. Strasznie się boję, że nie powrócę już w pełni do tego stanu, kiedy nie byłam aż tak bardzo wjebana i dałam radę odstawić- bez żalu, tak po prostu, na luzie. Boję się, że już zawsze będę tęsknić za tym pierdolnięciem, za tą ułudą potężnej dawki "szczęścia". Mimo, że gdzieś tam podświadomie wiem, że to minie- bo zawsze mija. Od 10 lat z przerwami jestem na jakiejś fazie. Jednak teraz wyjątkowo mnie przeorało.
Niemniej jednak trzymam za wszystkich w podobnej sytuacji kciuki. A ja.... Będę zdawać relacje na bieżąco. Lepiej mi trochę gdy tu piszę, a poza tym może komuś moje posty chociaż trochę pomogą, tak jak mi pomaga czytanie tego forum w różnych sytuacjach. Pozdrawiam.
lol, serio.
Sam dwa tygodnie temu odstawiłem. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy, praktycznie nie miałem trzeźwego dnia, leciała feta, mj, alko, GBL, benzo, psychodeliki, dyso, PST i okazyjnie wszystko inne co akurat było pod ręką. Pierwszy tydzień po odstawieniu był naprawdę ciężki do zniesienia, poza wyjściem do roboty, całe dnie leżałem w łóżku i zdychałem od środka, marząc, żeby to się w końcu skończyło. Uczcie bycia żywym gównem, brak motywacji do zrobienia czegokolwiek, przytłaczająca beznadzieja i bezsilność, do tego stopnia, że zaczęły się pojawiać napady paniki i tak dalej. Poszedłem do psychiatry, zacząłem brać ssri i od kilku dni czuję poprawę. Może nie jest super, ale udaje mi się normalnie funkcjonować, zmalało ciśnienie na odurzanie się, chociaż wiem, że w przyszłości będę to robił. Dzięki tej przerwie udało mi się spojrzeć z dystansem na to co odpierdalałem w niektórych momentach, pojawiła się chęć, żeby się trochę ogarnąć i coś zmienić w życiu. Może to przez to ssri, ale czuję, że może być ok. Przede wszystkim chciałbym nie tykać ścierwa, bo z tym miałem największy problem. Mam nadzieję, że alko/benzo/GBL uda mi się brać w miarę z głową, żeby nie popłynąć. No i nie wjebać się w opio. Tak mi dopomóż bóg :rolleyes:
Póki trwa zauroczenie, to nawet zbytnio nie myśli się o dragotykach, bo nasz mózg w tym miłosnym uniesieniu wytwarza je sam. Jako, że jestem ćpunem, i nic co ćpuńskie nie jest mi obce, zapytam: Co się stanie, kiedy związek legnie w gruzach ? Najprawdopodobniej ruszy się w tango, aby zagłuszyć rozgoryczenie, oraz odbić sobie czas 'ucisku'. W mniej więcej taki sposób będzie myślał mózg kogoś, kto lubi się naćpać.
Znalezienie sobie drugiej połówki (tudzież 0.7) może być szalunkiem, który będzie w stanie utrzymać fundament wylewany betonem trzeźwości (ja pierdole, co ja piszę
Z ostatnią kobietą jak byłem ćpałem i się kryłem, także nie sądzę by płeć przeciwna miała aż tak duży wpływ na nałóg by z nim skończyć.
Nigdy nie byłem z ćpunką. Też nie pomogło.
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
jam błysk wulkanów, a w błotnych nizinach
idę jak pogrzeb z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra, kłębi się rajów pożoga
i słońce, mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.
Powiecie, że sport uprawiać dopiero jak przejdą fizyczne dolegliwości? Tylko jak je przetrwać? Tu już sport nie pomoże, skoro człowiek siedzi na kiblu, albo pół dnia wymiotuje, a bez jedzenia nie ma siły na nic.
Alkohol i konopie wpływają na kierowców w odmienny sposób
Psylocybina w praktyce klinicznej, nie w badaniu. Dane z Zurychu
Wolne Konopie w Komendzie Głównej Policji. Policjanci też widzą absurdy obecnego prawa
Gwałtowny wzrost w trzech województwach. Rozkręca się nowa epidemia
W trzech województwach zanotowano gwałtowny wzrost zatruć. Dane Głównego Inspektora Sanitarnego są zatrważające. Eksperci mówią już o groźnej epidemii.
Rozebrali LSD na części. Zostało działanie bez wizji
Zespół z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis podszedł do LSD tak, jak inżynier podchodzi do urządzenia, którego nie rozumie: rozłożył je na części i sprawdził, bez których nadal działa. Praca ukazała się we wrześniu 2026 roku w „Proceedings of the National Academy of Sciences”, a jej autorem korespondencyjnym jest David E. Olson, dyrektor Institute for Psychedelics and Neurotherapeutics.
Ryzyko udaru wyższe o 37 proc. Naukowcy wskazują na popularną używkę
Marihuana może zwiększać ryzyko udaru mózgu – wynika z analizy danych ponad 100 mln osób. W przypadku konopi wzrost ryzyka wyniósł 37 proc., ale jeszcze większe wartości odnotowano przy kokainie i amfetaminie. Badacze osobno sprawdzili też osoby poniżej 55. roku życia.
