a) To, że u 60% ludzi z problemami natury psychologicznej w przeciągu 2 lat następuje wyraźna poprawa obojętnie czy będą chodzić na terapię czy nie. Terapeutom łatwo przypisać sobie sukces, który do nich nie należy. Gdybym komuś kto się zadrapał podawał mentosy to jego rana by się zagoiła, ale nie dzięki moim miętówkom tylko dzięki naturalnej regeneracji organizmu.
b) Podobnie jak w przypadku leków, w psychoterapii istnieje efekt placebo. Skuteczność terapii można wykazać tylko porównując ją do innych losowych zajęć przeprowadzanych z pacjentami.
c) Podstawą do określania skuteczności nie może być zadowolenie pacjenta/klienta. Wiadomo o tym, że np. ludzie po kursach asertywności czują się bardziej asertywni to przy zastosowaniu obiektywnych wskaźników okazuje się, że wcale tak nie jest.
Jedyną orientacją, która dowiodła swojej (niewielkiej z resztą) skuteczności biorąc pod uwagę wspomniane 3 punkty jest orientacja poznawczo-behawioralna. Żadna szkoła psychodynamiczna, psychoanaliza itd. nie może się pochwalić takimi wynikami. Wnioski są więc bardzo proste:
a) to że ktoś nagle "przypomniał" sobie o jakimś wydarzeniu z dzieciństwa nie znaczy, że miało ono miejsce w rzeczywistości.
b) to że ktoś na MXE, DXM, w gabinecie psychoterapeuty czy w jakichkolwiek innych okolicznościach "odkrył" źródło swoich problemów i myśli, że faktycznie lepiej sobie radzi ze sobą, nie znaczy wcale że tak jest.
I na koniec: Bardzo mało prawdopodobne czy też wręcz niemożliwe jest, aby zapomnieć zupełnie o wydarzeniu, które mogłoby mieć na nas rzeczywiście duży wpływ (zakładając, że w ogóle miało ono miejsce w wieku, w którym jest możliwe posiadanie wspomnień). Ta kwestia była wielokrotnie podnoszona przy okazji procesów przeciwko psychoterapeutom, którzy wmawiali swoim pacjentom, że byli molestowani seksualnie.
Przyszedł człowiek i zadał kłam wszystkim zdobyczom nauki nad psychiką człowieka. Ta dziedzina się rozwija, jednak jest to wszystko zupełnie w powijakach i nierozsądne jest negowanie możliwości wpływu tego okresu. Nauka polega na badaniach, jeszcze jest wiele do odkrycia.
Mała uwaga, owe procesy o molestowanie nie dowiodły ostatecznie czy mylił się terapeuta czy też atak na jego osobę był skuteczną linią obrony domniemanych oprawców. Po drugie zupełnie fałszywych wspomnień tak łatwo wytworzyć się nie da, wątpię aby leczeni o których mowa byli naćpani. Z łatwością można natomiast zmienić interpretację i głownie o to się rozchodzi.
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
jam błysk wulkanów, a w błotnych nizinach
idę jak pogrzeb z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra, kłębi się rajów pożoga
i słońce, mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.
Czytałem samego Freuda i dowiedziałem się z lektury, że był aroganckim typem twierdzącym, że każdy kto się z nim nie zgadza widocznie sam ma kompleksy. Jak się wyrażał: nie zamierza robić ustępstw względem ludzi ograniczonych. Czytałem też o Freudzie i o tym, że sfabrykował dowody na skuteczność swojej terapii (przypadek tzw. "człowiek-wilka"). Inni psychoanalitycy na czele z Jungiem nic lepsi nie byli - w większości niczym niepoparte fantazyjne teorie urzekające swoją erudycyjnością, lecz na pewno nie sensem. Ja nie neguję tego, że dzięki m. in. Freudowi zajęto się w psychologii procesami nieświadomymi co było dużym krokiem w przód, ale to też nie było do końca jego odkrycie. Freud tylko przeniósł na grunt psychologiczny wątki z XIX-wiecznej niemieckiej filozofii idealistycznej. Moim zdaniem lepiej żeby zrobił to ktoś inny, kto nie przekonał rzeszy ludzi do swoich bzdurnych pomysłów i miał na tyle naukowej przyzwoitości żeby nie posuwać się do fałszerstwa. Freud lepiej by zrobił gdyby został przy badaniach afazji językowych. To akurat szło mu bardzo dobrze.
Możliwość zaimplementowania fałszywych wspomnień jest już pewnikiem. Nie pamiętam który z psychologów (chyba Aronson) pisał o tym, że "pamiętał" sytuację, w której podczas spaceru w głębokim wózku, prawie porwał go jakiś zły człowiek, lecz obroniła go jego niania. Po latach skruszona niania przyznała, że zmyśliła historię żeby wyłudzić nagrodę od rodziców. Psycholog długo nie mógł uwierzyć, że tak żywe wspomnienie było Ta relacja należy już do klasyki psychologii. Były przypadki, że ludzie zdawali relacje z wielokrotnych, brutalnych, rytualnych gwałtów, bo takie wspomnienia zaimplementował im psychoterapeuta, po czym okazywało się, że "ofiara" jest jeszcze dziewicą. Nawet na polskim gruncie odnotowano przypadek, że dziecko rzekomo było gwałcone przez ojca, babcię i dziadka naraz, tak że wszyscy tworzyli 4-osobową piramidę, po czym ktoś przytomnie zauważył, że w ten sposób 2-letnie dziecko pod ciężarem ok 200kg musiałoby się udusić (nie wspominając już o absurdzie gwałtu w formacji piramidy). Dostępne są też stenogramy z przesłuchań dzieci w sprawie molestowania. Ubecja by się nie powstydziła metod wyciskania zeznań. Cała sprawa jest dobrze opisana w "Zakazanej Psychologii cz. II" Tomasza Witkowskiego. Ogólnie rzecz biorąc - kwestia fałszywych wspomnień jest dobrze zbadana.
Skuteczna linia obrony oprawców? W jaki sposób? Procesy o których piszę dotyczyły psychoterapeutów pozywanych przez ludzi, którym zaimplementowano wspomnienia, a którzy zorientowali się, że z różnych powodów nie mogły być one prawdziwe. Żeby nie było - implementacja fałszywych, bolesnych wspomnień to nie przypadki odosobnione. Swego czasu w USA istniał cały ruch ofiar fałszywych wspomnień. Tutaj polecam rozdział z książki "Błądzą wszyscy, ale nie ja" Elliota Aronsona oraz Carola Tavrisa (książka jest bardziej o dysonansie poznawczym, ale rozdział o ruchu fałszywych wspomnień jest w niej bardzo dobrze napisany).
Czy dzieciństwo ma jakiś wpływ? Owszem pewnie i ma, ale nie tak duży jak by się mogło zdawać. Ok 50% cech osobniczych jest zdeterminowanych genetycznie. Nie twierdzę, że okres dziecięcy i młodzieńczy nie ma znaczenia, ale jest to sprawa z pewnością rozdmuchana i nie tak ważna jak się powszechnie sądzi.
I na koniec: jeżeli jakaś szkoła psychologiczna od ok. 100 lat nie jest w stanie udowodnić swoich twierdzeń, a przy tym inne szkoły są w stanie pokazać, że ci z pierwszej szkoły nie mieli racji to czas najwyższy, żeby tę pierwszą szkołę (a raczej jej podważone twierdzenia) przestać traktować poważnie.
Nie czytałem "Zakazanej Psychologii", widzę w recenzjach że warto, dzięki za podrzucenie lektury.
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
jam błysk wulkanów, a w błotnych nizinach
idę jak pogrzeb z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra, kłębi się rajów pożoga
i słońce, mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.
Generalnie rzecz biorąc nieuczciwość niektórych fachowców nie musi dyskredytować dziedziny, którą się zajmują. Tutaj masz rację. Jednakże w przypadku psychoanalizy nieuczciwość nie polega na niewłaściwym wykorzystaniu dobrych narzędzi, lecz na samej wadliwości narzędzi i teorii. Ogólnie sama psychoterapia ma sens. Co do rzemieślniczego podejścia itd. to temat jest naprawdę szeroki, ale to nie forum o psychologii, więc może na tym koniec offtopa. Zakazaną psychologię naprawdę polecam, to jedna z lepszych psychologicznych książek jakie miałem okazję przeczytać. Obydwie części są świetne. Skoro chcesz przeczytać to tym bardziej nie ma sensu, żebym się rozpisywał, bo Witkowski na pewno tłumaczy lepiej niż ja.
Generalnie myślę, że warto być ostrożnym wobec tego co się doświadcza na fazie. Chyba każdemu kto się bawi w psychodeliki albo dysocjanty zdarzyło się doświadczyć tego, że to co widział, myślał lub czuł nie miało związku z rzeczywistością. Kiedy na fazie wydaje mi się, że ktoś ma pionowe źrenice to później w to nie wierzę. Podobnie ze wspomnieniami z dzieciństwa - to, że wydaje mi się, że wracają wcale nie oznacza, że tak jest.
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
jam błysk wulkanów, a w błotnych nizinach
idę jak pogrzeb z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra, kłębi się rajów pożoga
i słońce, mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.
Nie twierdzę też, że ogólnie nie można przypisywać żadnej wartości wspomnieniom z dawnych lat. Nawet jeśli są fałszywe (zaimplementowane oraz niezgodne z prawdą) to mogą posłużyć do zbudowania autonarracji pomagającej w określeniu dla siebie samego kim się jest, jeżeli komuś akurat taka forma odpowiada. Warto jednak podchodzić do tego z dystansem i zdawać sobie sprawę, że najprawdopodobniej nie ma w tym wartości terapeutycznej a same wspomnienia nie muszą być w ogóle prawdziwe.
Narkomani i nędza. Niemcy wolą się tu nie zapuszczać. "Sytuacja nie do przyjęcia"
Marihuana to gorsze wyniki w nauce i stres emocjonalny
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
NIK odpowiada na wniosek Wolnych Konopi. „Przyjęto do wiadomości”, ale my nie odpuszczamy
Najwyższa Izba Kontroli odpowiedziała. I choć pismo jest obszerne, to w kluczowej dla nas [ Wolnych Konopi] kwestii … milczy. Otrzymaliśmy oficjalne stanowisko Izby w sprawie naszego wniosku o przeprowadzenie kontroli dotyczącej kosztów i efektywności obecnego modelu ścigania za posiadanie marihuany.
Coraz więcej zatruć dopalaczami wśród nieletnich. Rzeczniczka Praw Dziecka apeluje do MEN
Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak ponownie zaapelowała do Ministerstwa Edukacji Narodowej o wzmocnienie edukacji o dopalaczach i substancjach psychoaktywnych w szkołach. Powodem są rosnące statystyki dotyczące zatruć dopalaczami wśród dzieci i młodzieży w Polsce. Według danych systemu SMIOD w 2024 roku odnotowano 557 interwencji medycznych związanych z podejrzeniem zatrucia nowymi substancjami psychoaktywnymi.
Norwegia wśród liderów Europy. Wszystko wyjawiły... dane z kanalizy
Norwegia pozostaje w europejskiej czołówce pod względem używania narkotyków. Najnowsze analizy ścieków pokazują jednocześnie spadek używania konopii w Oslo. Dane wskazują też na rosnące znaczenie innych substancji.
