"Uuuuh, yea-e-yeah!" ~ Robert Plant
Pisząc na hexankova@yahoo.com, masz pewność, że odczytam wiadomość/odpiszę.
an eye to heaven conscious of his fleeting time here.
hearunspoken pisze:Ja natomiast czekałam na dzień w którym nagle coś mi odpierdoli i znowu zaćpam. No i się doczekałam. Po pięciu niewinnych, grzecznych miesiącach... bam. 80mg oksykodonu. I teraz siedzę cała odrapana do krwi i się cieszę, z czego, chyba z własnej głupoty. I w głowie mam tylko 'to tak tylko będzie raz, dwa w miesiącu. Ewentualnie raz na tydzień'. Żałosne. Ale mam to w dupie.
A tak poważnie mówiąc, ja po wyjściu z długiego ciągu i poważnego nałogu po nieco ponad pół roku stwierdziłem, że dlaczego mam odmawiać sobie przyjemności? Znając już doskonale reakcję swojego organizmu na opio i to i jak je metabolizuje moje ciało ustaliłem sobie limit "jedna duża paczka najmocniejszego oxy miesięcznie". U mnie póki co to działa, (mówiąc "póki co" mam na myśli wiele miesięcy na takim pakiecie) nie mam skrętów, nie męczy mnie psychika gdy tabletki się kończą. Mało tego, czasami w ogóle o tym zapominam. Na dzień dzisiejszy licząc średnio, jest to nawet mniej niż to jedno opakowanie miesięcznie. Aczkolwiek nie zachęcam nikogo, kto uporał się z mocną zależnością opiatową powracania, nawet na chwilę. Nigdy nie wiadomo, kiedy się po prostu "pęknie". Mi póki co się udaje.
Jamedris pisze:Ale fakt, przeraża mnie myśl, że już nigdy miałabym nie przygrzać. Będę więc zadowolona, jeśli uda mi się zrobić dwumiesięczną przerwę. Ale "czuję w kościach" (o, ironio, imię Twe opio...) że nawet miesiąc będzie niezłym wynikiem. Jestem to winna m.in. mocno zajechanemu organizmowi.T. Piątek pisze:Bo nie chodzi o to, żeby było miło. Chodzi o to, żeby nie było chujowo.
Jutro 4 dzień bez opio po naprawdę ładnym popłynięciu.
U mnie dzisiaj jest dzień czwarty. Wydaje mi się, jakby minęło o wiele, wiele więcej czasu. Delikatnie ustąpiły bóle kostno-mięśniowo-stawowe, ale wszystkie inne dolegliwości mam w komplecie. I świadomość, że te wszystkie dolegliwości można w momencie skasować…
hearunspoken pisze:Ja natomiast czekałam na dzień w którym nagle coś mi odpierdoli i znowu zaćpam. No i się doczekałam. Po pięciu niewinnych, grzecznych miesiącach... bam. 80mg oksykodonu. I teraz siedzę cała odrapana do krwi i się cieszę, z czego, chyba z własnej głupoty. I w głowie mam tylko 'to tak tylko będzie raz, dwa w miesiącu. Ewentualnie raz na tydzień'. Żałosne. Ale mam to w dupie.
Halik pisze: (…) ustaliłem sobie limit "jedna duża paczka najmocniejszego oxy miesięcznie". U mnie póki co to działa, (mówiąc "póki co" mam na myśli wiele miesięcy na takim pakiecie) nie mam skrętów, nie męczy mnie psychika gdy tabletki się kończą. Mało tego, czasami w ogóle o tym zapominam.
ambiwalencja pisze:... I świadomość, że te wszystkie dolegliwości można w momencie skasować…
Przeczytanie tego zdania sprawiło, że moje postanowienie ograniczenia się do 2 dni w tygodniu legło w gruzach.
Jednak nie żałuję.
I że dziś są uświęceni, którzy chcieli za nią ginąć.
Jest tak wiele powodów do życia z heroiną,
Ale żaden nie prowadzi nas do upojenia chwilą."
Od rana liczyłam, ile musiałabym wydać na kodę, by chodź trochę się zgrzać i czy tym samym starczyłoby mi do końca miesiąca, choćby na dojazdy na uczelnię…
ambiwalencja pisze: Zaciekawiło mnie to. Mówiąc całą paczkę, ile sztuk masz na myśli? Domyślam się, że nie wykorzystujesz wszystkiego w ciągu kilku pierwszych dni miesiąca… No właśnie, jak często bierzesz? Iv, po?
Poza oxy zdarza mi się jeszcze jarać trawę, czaasem wezmę jakąś amfetaminę czy jakieś inne bzdury i to wszystko. A jak u Ciebie to wygląda, Ambiwalencjo? Jaką masz w ogóle tolerancję i wymagania/ulubieńców? ;)
//edit
Pragnę jeszcze dodać, że od około 20.10 do końca listopada postanowiłem darować sobie branie druków na oxy z racji takiej, że ostatnio prócz dużej paczki dostałem także druki na fenta - pragnę uczynić sobie nieco przerwy i ograniczyłem się do buprenorfiny w tej chwili. No i jeszcze leci do mnie co nieco GBL, z którym styczności nie miałem od bez mała dwóch lat. Gdyby dorzucić do tego jeszcze jakieś oxy to byłoby to nieco przegięcie z mojej strony - takie przynajmniej odnoszę wrażenie.
Obecnie wygląda to tak - na co dzień staram się trzymać dawek rzędu 10-15mg fnt na strzał, co dobija mnie okrutnie i bezkarnie, gdyż żadna z tych porcji mnie nie robi. Żyły majestatycznie rozpruwam kilka razy dziennie. Gdy okablowanie wyda mi się już zmęczone nieziemską, lecz całkowicie nieefektowną torturą, przechodzę na tapetowanie. Tapetowanie polega na obklejaniu części intymnych durogesiciem. Części intymnych, bo mnie to podnieca i chuj wam w dupę. Kręci mnie fakt, że fent wsiąka w moją pizdę i dobrze mi z tym. Jedyna przyjemność z tej całej maniany.
Chciałabym wrócić do helupy, ale musiałabym najpierw zmniejszyć dawki fenta do kilku mg, żeby móc się spokojnie przerzucić na "lżejsze" opio i z bólu nie wyjebać głową o ścianę. Nie macie pojęcia, młode, kodeinowe chujki, jak to jest traktować Hel jako słabe opio. Hera to bezpieczna zabawka, w porównaniu do fenta jest to niemowlęcy drug. Fentaś to przebiegły, despotyczny skurwiel, który w jednej chwili zmienia własną dynamikę i robi Ci wspaniale niekorzystną niespodziankę.
Dalej.
Wzięłam sobie roczną dziekankę. Nie byłam w stanie wrócić na studia będąc w ciągu na takich dawkach. Mimo iż udało mi się je znacznie zredukować (wcześniej 30-40mg na strzał), to odczuwam duże skutki samego zażywania. Naprawdę ta decyzja nie była łatwa. Myślałam o tym, żeby spróbować i w razie czego dać nogę bez słowa, ale nie mogę się narażać na przyłapanie w uczelnianym kiblu ze szprycą w dłoni, czy też inną sytuację tego pokroju, tak więc zadziałałam prowizorycznie. Nie mam motywacji do nauki, jestem non stop zmęczona, do tego dochodzi wada serca i związane z nią problemy oraz pierwotne niedociśnienie. Dużo śpię, budzę się na strzała i papu. Przestałam widzieć sens w dalszej nauce, nie widzę perspektyw, ani możliwości czerpania przyjemności z zawodu w przypadku, gdyby udało mi się ukończyć studia i zdobyć dyplom (co jest bardziej wątpliwe, niż to, że mslovett jednak nie dała dupy czempionowi).
Tak więc stoję w gównie i patrzę w gwiazdy, bo a nóż któraś dla mnie spadnie i spełnią się moje "marzenia", choć jedynym jest, oczywiście, nie rzucenie ćpania, tylko zmniejszenie tolerki i leżenie z zaślinioną mordą w błogim ujebaniu. To jest ta żałosna część wypowiedzi równie żałosnego i słabego człowieka. Proszę się nie łudzić, że jest w tym jakaś wola walki. Mam kosmicznie wyjebane na własne życie. Jeśli powiecie "niby tak, ale walczysz o studia", to odpowiem, że z miejsca rzuciłabym je dla zerowej tolerancji.
Ten sam post wklejam do wątku o fentanylu, ku przestrodze i dla potomnych. Będzie dobrze, jeżeli żadna cenzorska pizda go nie usunie.
Dlaczego legalizacja marihuany jest lepsza od depenalizacji czy dekryminalizacji?
Rekordowe konsultacje: Polacy mają dość karania za roślinę.
Polska 2026 wygląda jak Stany Zjednoczone w 1996
O polskim systemie leczenia uzależnień opioidowych - z perspektywy pacjenta po dziewięciu ośrodkach.
ONZ alarmuje: rekordowa liczba osób zażywa narkotyki
Światowy Raport ONZ o narkotykach pokazuje, że konsumpcja narkotyków na świecie osiągnęła najwyższy poziom w historii dostępnych pomiarów. UNODC ostrzega, że coraz większym zagrożeniem stają się syntetyczne opioidy, w tym fentanyle i nitazeny, a liczba nowych substancji psychoaktywnych stale rośnie. Eksperci podkreślają, że rozwój rynku narkotykowego zwiększa ryzyko dla zdrowia publicznego i utrudnia skuteczne leczenie osób uzależnionych.
Jest wyrok za sprzedawanie dopalaczy. "Brak pobłażania dla sprawców tego typu przestępstw"
Dwa lata więzienia za handel dopalaczami. Taki wyrok wydał lubelski sąd ws. Jakuba G. - właściciela sklepu, w którym sprzedawano „Cząstkę Boga”. Na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 4 lata została natomiast skazana ekspedientka Patrycja M.
Marihuana pod kontrolą czy na sprzedaż? Badanie pokazuje różnicę
Debata o marihuanie zwykle sprowadza się do prostego pytania: legalizować czy nie? Analiza opublikowana w The Lancet Psychiatry wskazuje jednak, że ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, jak wprowadzona jest legalizacja.
