- zaczęło się od Acodinu (najłatwiej z resztą chyba z wiadomych przyczyn), benzydamina, efedryna, dimenhydrynat, difenhydramina, amfetamina, THC, SALVINORIN A, pseudoefedryna, MDMA, kodeina, opium, makiwara, metkatynon, HALUCYNY, MUCHOMOR, gałka M, BRUGMANSIA CANDIDA.
więcej grzechów nie pamiętam
Przez cały czas mojego ćpania zdążyłem uzaleznić się psychicznie od dexa, psychicznie i fizycznie od kodeiny, zaliczyłem tyle akcji i wpadek, że mało kto tyle miał. Wpadłem w ciągi metkata, kodeiny, dexa, maku. Chcę skończyć, ale wiadomo, że chcieć to za mało.
Od jutra rzucam.
Przez cały czas mojego ćpania zdążyłem uzaleznić się psychicznie od dexa, psychicznie i fizycznie od kodeiny, zaliczyłem tyle akcji i wpadek, że mało kto tyle miał. Wpadłem w ciągi metkata, kodeiny, dexa, maku. Chcę skończyć, ale wiadomo, że chcieć to za mało.
- zaczęło się od Acodinu (najłatwiej z resztą chyba z wiadomych przyczyn), BENZYDAMINA, EFEDRYNA, DIMENHYDRYNAT, DIFENHYDRAMINA, AMFETAMINA, THC, SALVINORIN A, PSEUDOEFEDRYNA, MDMA, KODEINA, OPIUM, MAKIWARA, METKATYNON, HALUCYNY, MUCHOMOR, GAŁKA M, BRUGMANSIA CANDIDA.
Od jutra rzucam.
Będąc młodym gówniarzem -15 lat- bez wizji życia, bez ojca, wychowywanym tylko przez matkę ,chętnym do poznawania życia, zacząłem moją znajomość z demonami psychotycznej pseudorozkoszy i pseudoszczęścia. Do czasu I klasy liceum nigdy wcześniej nawet nie piłem, a więc gdy już zadomowiłem się w nowej klasie , poznałem kilku fajnych chłopaków była pierwsza domówka gdzie pierwszy raz się skusiłem na piwo x2 - byłem tak podjarany tym stanem że od tego czasu regularnie zacząłem łoić alko tzn przede wszystkim na domówkach w weekendy, długo nie trzeba było czekać , kumpel zaproponował skuna - wtedy nie miałem pojęcia co to jest i z czym to się je ale zakazany owoc smakował najlepiej. Pierwsze raz na mnie nie podziałał gdyż paliliśmy z lufki z filtrem od fajki - teraz się z tego śmieję ale wtedy podchodziliśmy do tego jakbyśmy brauna palili hahah. Spodobało mi się za drugim razem, potem raz na miecha, potem poznałem na osiedlu chłopaków którzy mieli dostęp do lepszych rzeczy kwasy, piksy, feta. Przez kilka lat liceum paliłem dość często i jechałem na władzie i meth. W 3 klasie po jednych wakacjach popłynąłem. Bo przychodzi taki czas w życiu gówniarza że jak nie ma wytyczonego celu, nie zna siebie do końca, czuje się samotny, nie ma laski bo jest zbyt szalony na to przychodzi moment że chemiczny świat wciąga na drugą stronę lustra z niespotykaną siłą i jeśli masz szczęście jak ja wypluwa cię odmienionego ale i poranionego po jakimś czasie. Mnie wessało na jakiś rok. 3 klasa, koniec szkoły, mówię jednej dziewczynie że ją kocham ona odrzuca moje zaloty - świat mi się wtedy skończył - tak mi się wydawało dopiero. Popłynąłem , miałem ochotę być na ciągłej fazie i pierdolić wszystko i wszystkich. Zacząłem dilować żeby mieć kasę na ćpanie i było ćpanie z tym że dokładałem do interesu albo w najlepszym przypadku wychodziłęm na zero. Zacząłem codziennie jarać, żreć piksy co tydzień, pamiętam pierwszego kwasa jak dziś 14 h wiksy zakończonej przypałem w szpitalu z powodu psychozy - Panoramiks - grzybki, ekstazyna, psychotropy wszelkiej maści - kodeiny, tramalem z haszem zagryzane papierem i gramem włada - kończyłem często włócząc się po mieście gadając z martwymi przedmiotami. Siano było, impreza nieustająca a w sercu rozdzierający ból, samotność, bezsens choć na zewnątrz byłem zawsze duszą towarzystwa. Zaliczyłem wszystkie tresory, poznałem mnóstwo przepizganych ludzi którym załatwiałem mnóstwo sensimilli, włada, pisków itd. Przyszedł dzień kiedy miałem maksymalnego doła gdy inna kobieta którą darzyłem uczuciem też mnie odrzuciła, było mi wszystko jedno, czułem się jak zero a akurat przyszedł znajomy z nową dostawą białego, trzeba było stestować moc, on wyciągnął strzykawkę. Pamiętam to jak dziś - pomyślałem skoro mam tak skończyć to co za różnica czy wciągam czy biorę w kanał. Poprosiłem go. Miał opory. W końcu załadował 400mg. Podał mi maksymalnie szybko. Wtedy spojrzałem demonowi prosto w oczy. Chemiczna wiosna która wybuchła w mojej głowie rozpierdoliła wszystko co dotychczas znałem , zżarła moje wartości, przeżuła i wypluła ścierwo człowieka! Od tego czasu na imprezki czy gdzie indziej nie ruszałem się bez sprzętu. Bywałem na melinach gdzie wiara grzała helupę , robiła speedballe ale wiedziałem że jeśli tego spróbuję nie będzie drogi odwrotu. To było jak stąpanie cieńką czerwoną linią. Stoczyłem się , po wakacjach nie wróciłem już do szkoły. Byłem miesiąc w ośrodku ale uciekłem - chemiczny głód był większy. Pracowałem dorywczo , miałem gdzie mieszkać. Oddałem swoje życie demonowi chemicznego upojenia. Imprezy, afterparty, dziwki, koks, xtc i wszelkie możliwe tryptaminy. Tego roku nie pamiętam za dobrze. Prawie codziennie jarałem, wpadałem w 14 dniowe ciągi gdzie praktycznie nie spałem. Zacząłem mieć ostre manie prześladowcze, non stop kłóciłem się z matką, kradłem jej pieniądze, byłem gotów zajebać za potrzebne siano na kolejną dostawę włada. Wylądowałem na 48 za groźby karalne pod adresem policjantów. Byłem na dnie. Wiedziałem że jeśli teraz czegoś nie zmienię to koniec. Przyszedł taki dzień - błogosławię takie dni - kiedy zobaczyłem kim się stałem, bez żadnej kontroli nad moim życiem, szmatą gotową sprzedać przyjaciół i matkę za torbę palenia i białego, z moimi śmiesznymi znajomkami od ćpania na których nie można wogóle polegać, z matką płaczącą za ścianą, z przyjaciółmi prawdziwymi od których się odsunąłem i powiedziałem KONIEC Z TYM GóWNEM, są w życiu rzeczy dla których warto żyć - choćby wynagrodzić matce lata ceirpień. Z dnia na dzień, pozbyłem się białego, wyrzuciłem palenie i załatwiłem sobie tremin na terapię w gnieźnie. 14 dni przesiedziałem w domu nie wychodząc, trzęsąc się, nie mogąc spać, próbowałem sobie tylko raz w stanie ostrej psychozy wstrzyknąć relanium pokruszone i podgrzewane na łyżeczce- jakoś przeżyłem. Wytrzymałem, pojechałem na terapię, zobaczyłem ludzi wobec których byłem cieńkim zawodnikiem, zobaczyłem odwiedzające ich skrzywdzone , płaczące, dzieci, matki , żony. Odmienił się mój punkt widzenia. Załatwiłem z moją panią dr z liceum sprawę. Powiedziałem szczerze co ze mną się działo i skąd brały się moje niektóre zachowania w szkole. Udałem się do mojej mekki. Padłem na kolana i kajałem się w pyle i popiele. Pamiętam jak wyszedłem z terapii po półtora miesiąca jak nowy człowiek. Nagle zaczęły mnie cieszyć małe rzeczy. Miałem przy sobie przyjaciół, moja cudowna matka mnie wspierała. Wyszedłem ze stanu w którym wielu położyło na mnie lagę. Rozpoznanie to F19.2 . Na początku celem była przede wszystkim trzeźwość. Z czasem doszły inne cele. Chodziłem kilka lat na terapię grupową i indywidualną w poradni w moim mieście. Skończyłem liceum z bardzo dobrymi wynikami. Dostałem się na studia które mnie interesowały. Ukończyłem je z ocenami dobrymi i bardzo dobrymi. W międzyczasie skończyłem drugi kierunek. Skończyłem niedawno podyplomowe. Mam w miarę ciekawą pracę. Mam wiele rzeczy które mnie kręcą , interesują, kocham życie nawet jak mam depresję jak teraz. Mój 8 letni związek przeżywa kryzys i nie wiem czy się nie zakończy ale pozytywnie patrzę na życie - moją dewizą stało się - zawsze walcz nigdy się nie poddawaj i według niej staram się żyć raz lepiej raz gorzej. Co do używek, podczas studiów wróciłem do popalania mj ale sporadycznie raz na mc, raz na dwa tyg. Do tego używam alkoholu na imprezach raczej w normalnym stopniu. Nie ciągnie mnie do rzeczy typu feta - wiem że to nie moja przygoda. Używki traktuję jak element życia który pozwala człowiekowi czasem odlecieć ale nie ma być to odjazd na zasadzie ucieczki od problemów ale dobrej zabawy. Nauczyłem się żyć ze swoimi demonami. Nie powiem że je oswoiłem bo ktoś kto tak mówi już przegrywa. Cały czas jestem czujny i mam przed oczyma moje priorytety i one są dla mnie jak kompas i miarka tego ile i jak mogę sobie pozwolić. Obecnie palę mj raz- dwa na tydzień. W ogóle nie wyobrażam sobie codziennie palić. Nie czerpałbym teraz z tego ani radości ani żadnej satysfakcji. Noszę się też z zamiarem w niedługiej perspektywie jak już się wyklaruje sytuacja z moją dziewczyną na całkowite rzucenie wszelkich środków psychoaktywnych gdyż widzę ile one odbierają pozornie coś dając. Jest tyle ciekawych rzeczy i ludzi do spotkania że marnotrawienie kasy, czasu i zdrowia na takie używki nawet jak alko i mj to dla mnie coraz większa głupota. Dojrzewam do tego, choć oczywiście lubię pofazować ale mimo wszystko nie sprzyja to rozwojowi i samorealizacji a te priorytety są dla mnie jedne z ważniejszych. Wiem też że politoksykomanem jest się całe życie i wiem że biorąc się z używki - alko, dragi cały czas stąpam po cieńkiej czerwonej linii - oby nie stracić równowagi! Pozdrawiam i mam nadzieję że wyłowicie coś wartościowego z tego chaosu myślowego:)
gratulacje tym co wytrali do połowy (jeśli jeszcze żyją...)
Legalizować? Tak, ale pod pewnymi obostrzeniami. marihuana nie powinna być dostępna jak bułki i mleko, raczej tak jak alkohol – w specjalnie do tego przeznaczonych miejscach, sklepikach. Dlaczego? Przede wszystkim po to, żeby zlikwidować czarny rynek i utrudnić dostęp nieletnim. Poza tym zarobi na tym budżet państwa. No i jest to szlachetna roślina, z której można robić papier, materiały, nawet ocieplać nią domy. Przecież to absurdalne, żeby zabraniać rosnąć roślinie.
one love
niezły hardkor. No ale jakoś wyszedłeś teraz tylko pytanie na jak długo. Życze Ci żeby na zawsze.
Grzybki zmieniają połączenia w mózgu. Czy to dobrze?
Polska 2026 wygląda jak Stany Zjednoczone w 1996
O polskim systemie leczenia uzależnień opioidowych - z perspektywy pacjenta po dziewięciu ośrodkach.
Marihuana medyczna w wywiadzie stomatologicznym. Pytanie, którego nie warto pomijać
Jeszcze kilka lat temu marihuana medyczna kojarzyła się przede wszystkim z leczeniem przewlekłego bólu lub łagodzeniem dolegliwości u pacjentów onkologicznych. Dziś coraz częściej mówi się o jej stosowaniu także w depresji, zaburzeniach lękowych czy zespole stresu pourazowego. Nie oznacza to jednak, że skuteczność takiego postępowania została potwierdzona. Wyniki najnowszej metaanalizy wskazują, że dowody naukowe są w tym zakresie ograniczone, a w przypadku depresji brakuje dowodów z randomizowanych badań klinicznych.
Rekordowa liczba zgonów po narkotykach w Berlinie. Nie żyje około 300 osób
Zażywanie narkotyków doprowadziło w ubiegłym roku w Berlinie do śmierci około 300 osób; to najwyższa odnotowana dotąd liczba - podała we wtorek agencja dpa, powołując się na dane Visty, berlińskiej organizacji zajmującej się pomocą uzależnionym.
Policjanci z warszawskiej Woli udaremnili przemyt narkotyków z Hiszpanii do Polski
Policjanci z warszawskiej Woli udaremnili międzynarodowy przemyt narkotyków i zabezpieczyli ponad 10 kg czystej kokainy ukrytej w specjalnych skrytkach pojazdu. Dzięki funkcjonariuszom narkotyki nie trafią na warszawski rynek, a osoby biorące udział w tym procederze, usłyszały zarzuty w prokuraturze i zostały tymczasowo aresztowane. Zatrzymanym mężczyznom może grozić kara do 20 lat więzienia.