Oczywiście wszedłem na spot, włożyłem 10 L do tego 20 L (na szczęście nie jest niższe, a kilka cm wyższe). Zrobiłem "odlew" tego mniejszego wiadra w nowym, ale jak przyszło do przesadzania, to pojawił się problem. Po deszczach ziemia była jeszcze na tyle mokra, że za cholerę nie chciało wyjść. Próbowałem delikatnie podnieść łodygę, ale czułem, że to może się źle skończyć więc zaprzestałem. Następnie podniosłem i przechyliłem niemal poziomo to wiadro, ale było tak ciężkie, że darowałem sobie. Ziemia mogłaby się rozpaść więc poczekam mniej więcej do środy - czwartku. Podejrzewam, że nie ma z korzeniami jeszcze tak źle.
Wlałem wszystkim sztukom niewielką ilość wody z pełną już dawką Biohumus'a. Specjalnie wróciłem się na spot, bo na odchodnym pomyślałem sobie, że do połowy tygodnia będą o samej wodzie.
Za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, jak przesadzałem w zeszłym roku Cristal Candy (w sensie ze szczegółami). Tam jednak sprawa była zdecydowanie łatwiejsza z uwagi na mniejszą doniczkę. Muszę ją podsuszyć, bo inaczej tego nie widzę. Bryła musi być zwarta.
Poza tym zastawiłem nowe pułapki na ślimaki (po 025 L najtańszego piwa z żabki, 100 ml wody i trochę soku). Samych ślimaków w okolicy jest już mało, ale jak tylko jakiegoś wypatrzę, to nie ma zmiłuj.
Podszczypałem także starej główny szczyt oraz najdłuższą gałązkę oraz przekręciłem wiadro o jakieś 60 stopnie. Robi się fajny krzaczek.
Dziś prognoza nic o deszczach nie mówiła, a jak tylko byłem 100 m od rzeki... zaczęło padać. Tym razem jednak nie po to wstawałem tak wcześnie, żeby odpuścić. Wiedziałem, że opad będzie lekki i przelotny więc nawet nie zwalniałem tempa. Oczywiście przeprawa przez rzekę znowu była przejebana (do tego zimno), ale stęsknionego farmera nie zatrzyma prawie nic.
Jak tylko przedarłem się na tyle blisko, że mym oczom ukazały się dorodne szczyty o znajomych listkach, to poczułem niemałą ulgę, bo martwiłem się praktycznie wszystkim. Że może za mokro, że może za sucho, że za głodno, że ślimaki...
Krzaki podrosły bardzo konkretnie. Najbardziej 2 fasty, które wielkością niemal zrównały się już z ES x C99 mimo młodszego wieku. Stara wprawdzie ma kilkanaście pałek i zupełnie inny kształt więc ciężko porównywać. Były wygłodzone, co pokazały po jasnych liściach. Musiałem im wlać łącznie ok 1.2 L na 3 sztuki - 6 nakrętek na 1.5 L, czyli 100% dawka. Automat nie dostał nic, bo przyniosłem tylko 1 butelkę.
Jutro muszę zakupić drugie takie wiadro, ziemi, perlitu i przygotować kolejne nowe stanowisko, bo fast Caramel OG musi koniecznie być przesadzony. Rośnie pięknie i szkoda byłoby zmarnować taki potencjał małą doniczką. Tylko ta mokra ziemia.... działać będę pewnie w niedzielę, żeby choć trochę podesłcha.
Weekend ma być pogodny i kolejne 2 tygodnie też się tak zapowiadają. W niedzielę dostaną papu ile wlezie więc sobie odbiją. Będzie to najprawdopodobniej ostatnie, lub przedostanie karmienie przez zmianą na Biohumus do kwitnących. ES x C99 ma już preflowery, a 2 fasty chyba jeszcze nie, ale widać po niech, że to już tuż tuż.
Automat powinien wyrobić się do końca miesiąca / początku września.
Po drodze na spot kupiłem kolejne 20 L wiadro, 5 L ziemi uniwersalnej oraz woreczek perlitu. Przygotowałem od nowa mieszankę dodając 40% zakupionego perlitu. W drugim wiadrze dla fast Caramel OG potrzeba więcej ziemi i tym samym więcej perlitu.
Wytarłem aktualne wiadro z ES x C99 z wazeliny i piasku ręcznikami papierowymi, umieściłem w nowym wiadrze (na ok 10 cm warstwie ziemi) i uzupełniłem boki (jakieś 5-6 cm szersze). Ziemia była wilgotna więc odcisk był idealny i stabilny. Następnie wyjąłem wiadro i skalpelem odciąłem dno. Poszło gładko, ale bryła nie chciała wyjść więc przeciąłem też ściankę. Rozluźniło się na tyle, że wystarczyło pociągnąć delikatnie za łodygę tuż przy ziemi, a następnie wypchnąć od dołu. Od razu włożyłem do przygotowanej formy i uzupełniłem ziemię. Mogłem trochę rozluźnić te korzenie, bo już były nieźle "zawirowane", ale jakoś mam opory przed manipulowaniem korzeniami. Korzenie poczują nową ziemię i same się rozluźnią.
Następnie zrobiłem jej delikatne nagięcie, żeby ładnie wyeksponować pałki. Agresywnego się nie dało, bo łodyga była podszczypywana i jest mocna jak drewno.
Teraz krzak powinien spokojnie się porozciągać, bo miejsca ma 2 x tyle.
Jutro kolej na fast C OG. Z nim powinno pójść łatwiej, bo taki kształt doniczki powoduje łatwiejsze wyjęcie bryły. Połamałem go dziś ostatni raz, żeby w centrum nieco bardziej się rozluźniło, bo jest tam gęsto od odrostów.
Wszystkie krzaki dostały dziś jeść. 3 sezonom dałem 6 nakrętek na 1.5 L (5 nakrętek dla zielonych i 1 nakrętka do kwitnących - będę teraz tak stopniowo przechodził). Automat też dostał pełną dawką, ale już tylko dla kwitnących.
Po wczorajszym karmieniu było dziś widać, że zieleń jest mocniejsza, a jutro powinny być już mega happy, bo też dostaną, ale tym razem większą ilość (bardziej adekwatną do pojemności, bo 1.5 L na 3 to taka przekąska właściwie). Kupiłem trzecią butelkę Biohumusa do zielonych (0.5 L) i na pewno jeszcze ją zużyję.
Uzupełniłem też wkład do pułapek na ślimaki, bo ewidentnie żerowały na krzakach, ale na tym etapie krzywdy już nie zrobią. Wkurwiają mnie samą obecnością więc wybijam, ile się da. Soli już nie sypię, bo to bez sensu, a poza tym to idealny wskaźnik dla ewentualnego drona.
Przy przesadzaniu ES x C99 w pewnym momencie krzaki w pobliży zaczęły się ruszać i coś przebiegło. Ja miałem prawie stan przedzawałowy i byłem już w zasadzie gotowy spier**ć, ale zobaczyłem, że to lis coś gonił. Widziałem go tam wczoraj. Nie mam pojęcia, na co on tam może polować. Generalnie nie polecam takich akcji.
Na koniec wziąłem duży nóż i ściąłem trochę wikliny, bo ciasnawo się na tym poletku robi. Odsunąłem od siebie donice, żeby się krzaki cycami nie pykały i ustawiłem je optymalnie pod kątem oświetlenia.
Przygotowałem mieszankę ziemi uniwersalnej z kilkoma L ziemi do palm oraz resztą perlitu. Zrobiłem odcisk, który następnie skropiłem spryskiwaczem z 2 szczyptami siarczanu magnezu.
Łodyga nie jest jeszcze tak gruba, jak u starej więc bałem się wyciągać na siłę. Rozciąłem zatem ścinaki skalpelem w 2 miejscach (odginając je od bryły, żeby korzeni nie ciąć). Po tym zabiegu bryła wyszła już bezproblemowo i idealnie trafiła w nowe miejsce. Korzenie były w dużo lepszej kondycji, niż starej. Z tydzień pewnie jeszcze mogły tam pomieszkać, ale chciałem mieć to już z głowy i nie czekać do ich plątania się.
Wczoraj połamałem jej szczyty, a dziś tylko ustabilizowałem mocując sznurek do plastikowych zacisków na łodygach i do wiadra. W centrum otworzyły się nowe możliwości i aż tam "kipi" od odrostów.
Drugi fast, którego toppowałem, ma inne kształt - 5 głównych pał (4 duże i 1 nieco mniejsza) i w zasadzie tyle. Złamałem mu dziś 2 najdłuższe, żeby pozostałe nadgoniły.
Starej też złamałem 2 gałązki, które wystrzeliły najwyżej.
Dziś postanowiłem wlać już nieco bardziej konkretną dawkę wody z nawozem. Poszły bodaj 4 1.5 L butelki na wszystkie krzaki - z pełną dawką nawozu. Sezonom tak jak wczoraj zrobiłem mix 5 nakrętek do zielonych z 1 nakrętką do kwitnących. Nasyciłem ziemię niejako na zapas, bo szykuje się suchy sierpień, a kolejna wizyta będzie w środku tygodnia.
Wszystkie sezony wydzielają już piękny zapach, ale kwitnie tylko najstarsza. Fast OG Kush dziś nie sprawdzałem, ale po nim ewidentnie widać, że to lada chwila. Tylko przesadzany dziś fast Caramel OG wegetuje w najlepsze.
Nastawiłem nowe pułapki piwne (po piwie na pułapkę), bo zauważyłem, że pół piwa nie jest tak skuteczne. Zaobserwowałem dziś osobnika, który zdołał popić bez utonięcia (chyba, że wpadłby nieco później).
Posprzątałem poletko ze śmieci, które się tam nagromadziły, ale worek oczywiście zostawiłem na spocie.
Ściąłem też nieco wikliny, żeby zrobić więcej światła, bo było tam już ciasno, jak pod lampą niemal. Teraz krzaki mają więcej miejsca i powinno im to już wystarczyć.
Generalnie ze wszystkim zeszły mi ze 3 godziny. Praca zajebista, ale stresująca i w niesprzyjających warunkach. Chociaż tyle, że nie muszę się już bujać po łąkach, kaleczyć nóg, łapać kleszczy i taszczyć wody w hurtowych ilościach.
Po drodze napełniłem 4 1.5 L butelki H2O z rzeki - mało, ale tylko tyle miałem schowane w krzakach, a na drugi kurs nie miałem czasu.
Sezony od ostatniej, niedzielnej wizyty nabrały masy tak bardzo, że znowu się pykały ze sobą cycami. Musiałem je oddalać od siebie. Przesadzane 2 sztuki nie wykazały żadnych widocznych oznak szoku. Zastanawiam się, co trzeba zjebać, żeby przesadzenie źle się odbiło na krzakach
W sobotę znowu trochę powiększę poletko, bo jebaniutkie cały czas rosną - nie spodziewałem się takich rozmiarów po sztukach posadzonych pod koniec czerwca.
Jeśli dobrze rozpoznałem, to fast OG Kush pokazała dziś cycki. Tylko fast Caramel OG wciąż ich nie posiada, lub nie zauważyłem.
Podlałem je wg. rozmiarów. 3 sezony dostały po butelce + litra z czwartej do podziału, czyli łącznie 5.5 L. Wlałem im mieszankę Biohumusa do zielonych (te z cyckami nieco więcej do kwitnących).
Auto Train Wreck dostał 0.5 L z 2 nakrętkami do kwitnących. Muszę zjawić się tam znowu jutro lub piątek, bo ziemia była już dobrze podsuszona i tak niewielka ilość wody starczy im na krótko, a na deszcz się nie zapowiada.
Muszę kupić jakiś większy pojemnik - 6 L będzie w sam raz (łącznie z kilkoma butelkami), żeby zaspokoić ich potrzeby za 1 kursem.
2 pułapki na ślimaki znowu były ich pełne - dosłownie napchane. Smród z nich jest okropny i zapomniałem je opróżnić. Jak biegam jakieś 200 m od spota (dokładnie na wysokości poletka), czuję ten smród - serio. Czułem go dziś i jakiś czas temu ewidentnie. Aż trochę boję się, co będzie czuć, kiedy krzaki wejdą w zaawansowane kwitnienie.
Znowu poszły 4 butelki po mineralnej, ale już rozłożone wg. potrzeb. Do tego po 3 nakrętki mieszanki Biohumusów.
Pogoda jest wyborna i krzaki w zaledwie dzień znowu pykały się pałami. Złamałem pały fast OG Kush'owi oraz kilka gałązek starej plus główny szczyt. Doniczki przestawiłem tak, by zrobić jak największe odstępu, ale zapewne jutro będzie to samo więc w sobotę muszę poszerzyć poletko o jakiś metr.
Zauważyłem też, że gałązki jakiegoś drzewka zasłaniały nieco słońce fast C OG więc je złamałem i ogólnie przeczyściłem tą wiklinę.
Z kolei wczoraj zauważyłem, że fast C OG został pogryziony przez ślimaki, a dziś to samo było na fast OG K. Oczywiście to już właściwie nie szkodzi, ale wkurwia więc odnalazłem sprawców. 4 tłuste sztuki pod pułapką piwną. Śmierdziało z nich tak przeraźliwie, że musiałem to wyjebać i tym sposobem na nie trafiłem. W ogóle potopiło się kilkadziesiąt ślimaków, ale na ich miejsce od razu pojawiają się nowe. Przydałoby się tam coś, co żre ślimaki w hurtowych ilościach. Żaby, jeże, bociany... Bociany widuję, ale one raczej polują w rzece. Nie ma tam zatem chyba żadnych naturalnych wrogów dla tego badziewia.
Za to automat ma szansę wyrobić się za jakieś 3 tygodnie, bo z kwitnieniem idzie bardzo szybko.
Przystawiłem nos tuż pod szczyt i zapach jest bardzo delikatny i nic nie wróży tego, by miało być inaczej - zobaczymy.
Wlałem im dziś tylko z 2 butelek - taka dawka na przetrzymanie do jutra. Została resztka nawozów więc dostały takie 25%. Tylko automat dostał pełną.
Jutro zamierzam wykarczować nieco więcej miejsca, żeby nie było ścisku i powietrze jakoś tam cyrkulowało. Ponaginam jeszcze fast C OG, bo wiązania się zsunęły (wyprostował łodygi po złamaniach). W centrum jest bardzo dużo małych pałeczek, które jeśli dostaną więcej światła, mogą dobrze podrosnąć.
Krzaki wyglądają świetnie - są zdrowe i pełne wigoru. Żadnych niedoborów, czy popalonych liści - skill wzrasta z każdym sezonem : )
A jeśli będzie przyszły sezon, to już chyba tylko na automatach. Sezony wymagają dużo więcej pracy, a końcowy wynik i tak zależy głównie od końcówki sezonu. Posadzić w czerwcu i zebrać w sierpniu - zajebista opcja.
Po drodze na spot kupiłem pół litra Biohumusa do kwitnących i przyjrzałem się bliżej NPK. Nie jest to najlepszy nawóz, bo ma więcej Azotu, niż Fosforu (0.15-0.1-0.25). Nadaje się raczej tylko na przełom wegetacji i kwitnienia. To pół litra to i tak 2 karmienia wszystkich sztuk więc szybko zejdzie.
Muszę koniecznie zamówić jakieś PK, żeby jeszcze zdążyć podtuczyć kwiatki u auto Train Wreck Fosforem i Potasem.
Poprawiłem nagięcia 4 głównych pał fast Caramel OG (nadłamałem znowu lekko łodygi, które są już grube i mocne), tak że centralne, mniejsze pałeczki były całe w słońcu. Jutro pewnie pałki się wyprostują, ale panna będzie bardziej rozłożysta.
U drugiego fasta tylko nadłamałem 2 najwyższe pały, żeby baldachim się wyrównał. Starej "urobiłem" tylko główny szczyt. Ma już zajebisty kształt i kilkanaście pał (w tym 4-6 niemal takie, jak główna).
Ta krzyżówka świetnie nadaje się do mocnego trenowania.
Wlałem im dziś łącznie z 6 L wody z tym Biohumusem. Niewiele, bo po wczorajszym ziemia była jeszcze miejscami wilgotna. Jutro dostaną także niewielką ilość, ale już bez nawozu. Widać po nich, że są "syte".
Odciąłem im kilka małych sucker branchy (szczególnie u fast C OG) oraz trochę liści. Słońce było tak mocne, że liście położone na ziemi wyschły w moment.
Zrobiłem też więcej miejsca na poletku oraz ściąłem wszystko, co miało powyżej 2.2 -2.5 m wysokości. Ścięte gałązki "wplotłem wokół poletka, żeby prześwity były jak najmniejsze". Jak jest się dalej, niż 2 m od niego, nie ma opcji wypatrzyć go z ziemi. Jedynie z powietrza, lub przypadkowe natknięcie się. Poletko jest jednak w najbardziej zagęszczonej części spota i nie zapuszczają się tam nawet sarny.
Tylko zapach mnie niepokoi. Jak dziś wchodziłem na spot, to czułem delikatnie krzaki (będąc jakieś 30 m od nich). Jak te sezony zaczną kwitnąć, może być ostro. Nie mam pojęcia, jak pachną te odmiany. Najmocniejsze zapach ze wszystkich moich dotychczasowych krzaków miał zdecydowanie Passion #1. Skubany walił tam mocno, że wystarczyła chwila pracy przy nim, żeby się lekko odurzyć.
Jutro zamierzam spryskać automat Topsinem. Podejrzewam, że przed nim jeszcze ze 3 tygodnie więc okres karencji (którego nie znam) powinien minąć przed zbiorem. Wycinanie pleśni z kwiatów, na które pracowało się tak długo i tak ciężko, to smutna sprawa.
Nad rzeką ludzi od zajebania, bo w taką pogodę i niedzielę to norma. Nie dziwię się z resztą, bo rzeka jest czysta i bardzo przyjemna do pływania / wypoczynku. Zawsze w takie dni mam stres, że ktoś może mi się zaplątać na spocie.
Największy "luz" jest jesienią, kiedy woda w rzece jest już zimna i ludzi praktycznie brak.
Dzisiejsza praca polegała na podgoleniu sztuk. Będę robił to etapami. U starej urwałem wszystkie najniższe punkty wzrostu (najdrobniejsze), których podczas harvest'u często nawet się nie zabiera, bo są tak małe.
Poszło też trochę liści w dolnych partiach.
Wlałem im dziś tylko 2 butelki czystej wody, bo jutro ma spaść bardzo dużo deszczu. Do środy, czy nawet czwartku powinno im to raczej starczyć.
Nakarmiłem tylko automat, bo on zdaje się mieć niewyczerpany apetyt.
Zajebałem też kilka ślimaków, które ukryły się pod torbą z akcesoriami ogrodniczymi. Poszło też jeszcze kilka wysokich gałązek wikliny. Zrobiło się tam zdecydowanie przestronniej więc poodsuwałem krzaki od siebie. Aktualnie między pałkami jest te 30 cm odstępu. Na ile to wystarczy - nie mam pojęcia.
Krzaki nieco przystopowały wzrost, albo ja będąc od środy codziennie już go tak nie dostrzegam. Na pewno jednak nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa.
Poprawiłem nagięcia u fast C OG i to już ostatni raz. Jest zajebiście rozłożysty i jego finalny kształt i bujność będzie mega. Fast OG Kush to zdecydowanie inna bestia - jak rasowa indica. 6 głównych pał i brak sucker branch'y. Być może wpływ na to ma fakt, że jest w centrum i nie był aż tak mocno trenowany.
Stara ES x C99 osiągnął już niemal rozmiar, jaki miał mój Passion #1 w 2019. Ma zbliżony kształt, bo treningi były bardzo podobne (FIM + LST). To będzie na pewno najbardziej produktywny krzak.
Postanowiłem tym razem nie trymować na mokro. Z kilku powodów. Po pierwsze nożyczki (czy cokolwiek) po godzinie trzeba wyczyścić z bardzo lepkiej masy zielonej posklejanej żywicą, bo inaczej nie nadają się do używania. Po drugie spotkałem się z opiniami, że to zwiększa zapach - ma to sens, bo pocięte pałki na pewno uwalniają "olejki eteryczne" bardziej, niż niemal nienaruszone (pozbawione jedynie wiatraków). Po trzecie podobno moc, zapach i smak także lepiej idą w parze z trymowaniem na sucho.
Automat spryskałem dziś Topsinem - dawka na oko (2 krople tej mazi). On jest w dużo bardziej wilgotnym miejscu, niż pozostałe. Każde wezbranie rzeki sprawia, że woda podchodzi bardzo blisko.
Byłem też obczaić winorośle, które rosną już dziko na moim byłym spocie (tylko w innym miejscu). Będzie tego strasznie dużo. Są jeszcze zielone, ale za 3-4 tygodnie powinny być gotowe. Uwielbiam je i zastanawiam się, czy nadają się na wino.
Alkohol i konopie wpływają na kierowców w odmienny sposób
Palacze wiedzą, że tytoń wywołuje raka, gorzej znają zagrożenia dla serca
Nowe badanie obejmujące ponad 240 tys. palaczy w 46 krajach wskazuje, że wciąż słabo rozumiemy szkody sercowo-naczyniowe wywołane przez tytoń, co rodzi pytania, czy dziesięciolecia ostrzeżeń zdrowotnych przynoszą skutek.
Utylizacja medycznej marihuany w Krakowie. Urzędowe plomby i specjalny nadzór
Medyczna marihuana oraz leki zawierające środki odurzające i substancje psychotropowe nie mogą po prostu trafić do zwykłego kosza na śmieci.
Ryzyko udaru wyższe o 37 proc. Naukowcy wskazują na popularną używkę
Marihuana może zwiększać ryzyko udaru mózgu – wynika z analizy danych ponad 100 mln osób. W przypadku konopi wzrost ryzyka wyniósł 37 proc., ale jeszcze większe wartości odnotowano przy kokainie i amfetaminie. Badacze osobno sprawdzili też osoby poniżej 55. roku życia.
