Więcej informacji: Tramadol w Narkopedii [H]yperreala
* * *
Kiedy spoglądam wstecz, widzę siebie pozostającego za mną daleko w tyle.
Nie męcz samego siebie. Bo i po co ?
Mówiłeś kiedyś, że walisz 2 butle na pół miesiąca, czy coś w tym stylu. Pomijając , że takie działania całkowicie mijało się z celem, to powinieneś teraz inaczej to rozgrywać.
Jeżeli już nie wcinasz klonazepamu wcale, to już go nie ruszaj.
Jeżeli chodzi o tramadol ( zaczynasz coś tam już majaczyć - więc pewnie na dniach se wszamiesz ) to na początku zrób tak, żeby mniej go kupować.
Bo im więcej masz w szafce gotowego do użycia, tym bardziej kusi.
Dodatkowo jak teraz znowu zaczniesz kurację, to ustaw se dawki rzędu 400 mg / doba i tego się trzymaj.
Do tego najlepiej co parę dni rób jakieś 2 dni odstępu.
Albo najlepiej trybem - dzień żrem, dzień nie żrem i tak w kółko.
Się da.
Bo tak jak robiłeś ty wcześniej, że waliłeś po 1.5 grama na dobę, to lekko mówiąc debilizm.
* * *
Kiedy spoglądam wstecz, widzę siebie pozostającego za mną daleko w tyle.
//edit
Pragnę też wspomnieć, że nie mam żadnych objawów odstawiennych tudzież innych skrętów, a jedyne co wcinam, to troszeczkę klonazepamu czasami. I to nie ze względu na trampki, tylko na piwko, smaczne jest z klonem.
Dlatego zawsze te dwie paczuszki opieprzam za jednym zamachem, razem z moim chłopakiem. Mam sobie powiedzmy na to sześć dni - biorę co drugi dzień, więc można to nazwać "małym tygodniem ucztowania". Zawsze świetnie pizga, dawki są względnie malutkie, żadnych skrętów (wiadomo). I potem mnie nie ciągnie, bo wiem że receptę dostanę dopiero za kolejne sześć miesięcy. Dlatego ten piękny czas wykorzystuje w dni wolne, typu Święta czy wakacje.
Ach, i odpoczywam wtedy za cały rok... Mniam.
Dlatego jeśli ktoś ma problemy z tramadolem i wpada w uzależnienie, to naprawdę polecam ograniczyć ćpanie. Wtedy to ma sens, bo naprawdę można odlecieć i się zrelaksować; a nie staje się to koniecznością. Dobrze, że jest na receptę - nie kusi mnie tak, a mój lekarz jest naprawdę spoko i nie chciałabym od niego wyciągać co tydzień kolejne recki.
I to raczej uwaga kierowana dla początkujących. Bo wiadomo, że jak ktoś już jest wdupiony... No to sprawa się komplikuje. Ja sama wdepnęłam w gówno jakim jest kodeina, ale na szczęście chęć brania nie jest silna. Przeraziłam się tym, co czułam po odstawieniu kodeiny po ciągu, i póki co trzymam się od niego z daleka. Też nie dawałam na początku rady; bo to robiłam na kodzie, bo tamto robiłam, bo teraz to nie to samo, nie chcę mi się i dopiero jak przyjmę kolejną dawkę to poczuje się lepiej i coś porobię. Ale to jest okłamywanie samego siebie. Niszczenie psychiki i piękna życia. A życie potrafi być piękne, jeśli ma się do niego odpowiednie podejście. Dlatego idontknow ma racje - jeśli sam nie zechcesz tego rzucić w pizdu, jeśli nie opanujesz swojego umysłu to ZAWSZE będziesz uzależniony. Ile byś nie brał, jeśli słowo "tramadol" wywołuje u Ciebie podniecenie i daje Ci nadzieję na lepsze życie - w końcu do tego wrócisz. A wtedy poleci jedna dawka, malutka, bo była przerwa, nie? A na następny dzień druga, bo mi się należy, że wytrzymałem, itd., itd. Musisz opanować nałóg i brać wtedy, kiedy Ty chcesz. Trzeba sobie jasno powiedzieć: ten dzień będzie magiczny, wspaniały, idealny; muszę go wykorzystać jak najlepiej, bo będzie to tylko ten jeden dzień, a potem znowu przerwa. Trzeba do tego podejść jak do czegoś niecodziennego i wyjątkowego, a nie chapać i chapać. Niech to będzie Twój dzień i rozkoszuj się fazą w każdym jej calu, żeby potem mieć piękne wspomnienia, a nie uczucie głodu.
A wyjątkowe nie występuje codziennie. Dlatego jest wyjątkowe.
Pozdrawiam i życzę powodzenia, dacie sobie radę, czytajcie dużo na ten temat, nastawiajcie się psychicznie, może pora zmienić filozofię życia, może pora znaleźć jakieś hobby, które Was wkręci :-) Narkotyki to nie zabawka. Mi zmiana podejścia do życia i do tych substancji bardzo pomogła. Warto od tego zacząć.
AudreyH pisze: Dlatego jeśli ktoś ma problemy z tramadolem i wpada w uzależnienie, to naprawdę polecam ograniczyć ćpanie.
A tak na poważnie: motywujesz, dzięki za post.
* * *
Kiedy spoglądam wstecz, widzę siebie pozostającego za mną daleko w tyle.
Na przykład u mnie tolerancja dawała znać po tygodniu ciągu - potem przerwa 1 - 2 dni i znowu... i tak 2 lata.
Także mało kiedy mnie nie klepało. Skrętów tez jako takich do czasu nie było. Ale to też idzie wytrzymać. Zawsze na suchara praktycznie.
Najgorsze są rewolucje żołądkowe - kiszki sie rozpuszczają po długotrwałym znieczuleniu.
Jeśli we mnie budzą się jakieś lęki, fobie, strach, wtedy medytuję i wyobrażam sobie np. tygrysa, który jest uosobieniem mojego lęku. Wyciągam cały strach na wierzch, a myśli same płyną. Same podążają dobrym torem. I nagle strach okazuje się abstrakcją.
W przypadku uzależnienia wcale nie będzie inaczej. Są rzeczy, z którymi ludzie nie dają sobie rady, mają depresję, nie potrafią odnaleźć sensu życia. Trzeba DŁUGO nad sobą pracować. Może medytacja zastąpi Wam narkotyki? Nieraz mnie na niej ładnie "spizgało" ;-) Dreszczyki, dziwne uczucie lewitacji itp. itd. A jakie szczęście... I to pozostaje z Wami już na zawsze. Nawet, jeśli proces idzie powolutku.
I polecam traktaty nawiązujące do filozofii buddyjskiej. Zrozumienie przyczyny cierpienia. Spróbujcie chociaż. Naprawdę, buddyzm nie jest religią, nie tylko. Jest także piękną filozofią życia. Tylko trzeba systematyczności!
@mlodymechanik No ale co z tego, że pizga, skoro przestaje być wyjątkowe? To jest codzienność, a po jakimś czasie staje się koniecznością. Narkotyki zaburzają system nagrody. Nagrodą może być używka ale niestosowana codziennie - co to za nagroda, którą dostajemy cały czas? I za co niby? Jak miałam przerwę od ćpania do potem wzięłam tramal tylko dlatego, że zdałam ładnie maturę i czas "party-relax time" po trzyletnim zapierdolu :-) I nawet jeśli potem motywujesz się tą nagrodą przede wszystkim, nagrodą brania używek, to i tak nie siedzisz w takim bagnie, bo robisz to jedynie wtedy, kiedy wiesz że coś osiągnąłeś, idziesz do przodu, a to jedynie nagroda za Twój wysiłek. I wiecie, sukcesy motywują, więc używka zażyta, kiedy coś osiągniemy, to nie jest punkt docelowy tak naprawdę, tylko delikatna odskocznia. Bo prawdziwe szczęście siedzi w nas, bo do czegoś doszliśmy, a mózg dobrze o tym wie :-)
Nawet małe wyzwania mogą nas uczynić szczęśliwymi i spełnionymi. Ale oczywiście to nie te małe sukcesy powinny być honorowane narkotykiem. Tylko te, na które pracowaliśmy naprawdę całym sobą. Bo inaczej zrobi się błędne kółeczko - "posprzątałem pokój, należy mi się tramal"
Nie ma innego wyjścia, trzeba zmienić podejście do życia, a przede wszystkim do siebie. Drugiego razu nie będzie, bo nawet jeśliby zadziałała zasada reinkarnacji, to czy pamiętamy poprzednie życia? NIE. Ja powiem tak: na mnie robi wrażenie astronomia. Filmy na ten temat, artykuły. Gapienie się w niebo, szukanie Jowisza. A najbardziej zjawiska fizyczne mówiące o tym, że istnieje jedenaście wymiarów. Postrzeganie się wtedy zmienia. Przestrzeń = Czas. Wiecie, ile ja pracowałam na to, aby to dokładnie zrozumieć? :P I szkoda, że to olałam i dałam się ponieść kodzie... Bo pamiętam, kiedy to zrozumiałam, jaka niesamowita euforia i ciekawość mnie zalała. Masakra, poczułam się jak po stymulancie, poważnie. Nauka jest świetnym punktem wyjścia. Chodziłam wtedy godzinami po parkach i rozmyślałam nad tym, jakie to wszystko jest dziwne i piękne zarazem.
Raz jeszcze: poznawajcie nieznane, pracujcie nad sobą. To pomaga. Mi pomogło. I nadal się tym leczę. Bo człowiek do końca swoich dni powinien to robić :-)
Czechy luzują prawo konopne. Duży krok naprzód, ale z gwiazdką
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
Grzybki zmieniają połączenia w mózgu. Czy to dobrze?
Badanie naukowe, które porządkuje temat kiełkowania konopi
Wolne Konopie: "Od lat powtarzamy jedno, że wiedza jest lepsza niż strach, a odpowiedzialność lepsza niż czarny rynek. Nasze hasła „Zmień dilera na farmera” i „Nie kupuj jej, tylko siej” nigdy nie były zwykłą prowokacją. Chodziło nam o zmianę myślenia i w wielu przypadkach ta zmiana naprawdę się dokonała. Uważamy, że jeśli ktoś interesuje się konopiami, powinien robić to świadomie, rozumiejąc podstawową biologię rośliny, procesy jej wzrostu i mechanizmy funkcjonowania, zamiast opierać się na mitach czy czarnorynkowych schematach."
Holandia: Marihuana zastąpiła kokainę w liczbie przejęć
Holandia była kiedyś uważana za europejskie centrum konopi, jednak w ubiegłym roku port w Rotterdamie został nagle zalany zagraniczną marihuaną. Jednocześnie liczba przechwyceń kokainy w porcie znacząco spadła. Według dziennika AD handel konopiami okazuje się dla przestępczego półświatka niemal tak samo dochodowy jak kokaina, ale przy znacznie mniejszym ryzyku.
Liczba recept na medyczną marihuanę znów rośnie. Rzecznik Praw Pacjenta reaguje
Ponownie wzrosła liczba recept wystawianych na opioidy i marihuanę medyczną. Wcześniejszy spadek był efektem zmiany prawa mającego uniemożliwić wystawianie recept na wspomniane substancje w drodze teleporady. O sprawie pisze Rynek Zdrowia.
