Poza tym, zawsze istnieje "kilka wyjść", pytanie jest tylko czy ubiegamy się o te najłatwiejsze, czy zawalczymy o cięższe, ale okraszone "lepszymi odczuciami" dla nas samych. Ja gorąco jednak polecam zainteresować się tym tematem związanym z "cieszeniem się małymi rzeczami", oraz "podejmowaniem małych kroków". Łaskotanie dopaminy błahymi sprawami może sprawiać dużo przyjemności, tylko trzeba to zrozumieć. Nawet takie prozaiczne rzeczy jak wyjście do kina, może być cudownym doświadczeniem.
Chcesz wspomóc narkopedię swoją wiedzą? Pisz na — martwamysz/at/tuta.io
Dołącz do Hajpowego Mastodona - kliknij„link na końcu”i dołącz do naszej społeczności! — https://hyperreal.cyou
Tak czy owak nie da się oszukać życia. Chcąc czy nie, trzeba szukać szczęścia w czystości umysłu.
02 stycznia 2024chlopaczekzewsi pisze: Gdybyś nie zerwał zakazanego owocu, nie uznawałbyś trzeźwości za nudną... Akcja i reakcja, złe wybory, takie tam.
Tak czy owak nie da się oszukać życia. Chcąc czy nie, trzeba szukać szczęścia w czystości umysłu.
Chcesz wspomóc narkopedię swoją wiedzą? Pisz na — martwamysz/at/tuta.io
Dołącz do Hajpowego Mastodona - kliknij„link na końcu”i dołącz do naszej społeczności! — https://hyperreal.cyou
02 stycznia 2024provide pisze:Wyciąłem najlepsze zdania które od razu pokazują ci że jesteś wjebany i to porządnie przynajmniej psychicznie z tego co piszesz.01 stycznia 2024Ptaszyna pisze: Stan, który mamy na trzeźwo jest tak potwornie dziadowski i chujowy?
Ludzie i tak muszą chlac w weekendy.
brak alkoholu, ćpanie serio od dzwona
A im starszy jestem to tym bardziej.
Praktycznie nie opłaca się w ogóle nie ćpać
da Ci taki efekt satysfakcji i euforii po latach harówki jak kreska pierwszego lepszego towaru
Ludzie pracują bo muszą za coś żyć, kręci się gospodarka. U ciebie to się będą kręcić w kółko problemy, dlaczego? Bo uciekasz od rozwiązywania problemów do ich przykrywania taką "ścieżką".
Mechanizm iluzji i zaprzeczeń i MECHANIZM WYPARCIA w tym poście jest aż nad to.
Wy byście tego nie mieli szans udźwignąć psychicznie co ja przeżyłem. Jestem najtwardszym zawodnikiem na hajpie, takie są fakty i nikt mi tego nie odbierze.
Gdy byłem mały to moi rodzice byli strasznie konserwatywni i surowi. Ciśnienie na naukę było potworne, a nauczyciel to był autorytet. Dostawałem ciągle opierdol, byłem karny, wystraszony, chodziłem jak w zegarku.
Potem to samo było w robocie. Ciągle nakręcanie się, zerowe poczucie własnej wartości, przekonanie, że ta robota co mam to cud i nigdzie indziej nie dałbym rady.
Pracowałem na zmiany, nocne i dziennie, dostałem ciężkiej bezsenności. Non stop na baczność jak żołnierz, bo nie umiem nawet inaczej, tak zostałem wytresowany.
Potem dostałem awans i teraz mam jeszcze 10 razy gorzej. Wylądowałem w piekle, roboty za 3, mega stres i przekonanie, że jak się zwolnię to i tak w jeszcze gorsze bagno wpadnę. Moi wściekli przełożeni śnią mi się po nocach, a przyjazne miejsca pracy to uważam za legendy.
Dostaje coraz gorsze targety i nienawidze swojego życia przez tą robotę. Chociaż mam zdrową rodzinę, fajną dziewczynę, bardzo dużo kasy.
Potrzebuję jeszcze 3-4 lata zapierdalać, żeby ustawić się do końca życia, bo poinwestowalem pieniądze. Jestem już prawie ustawiony, ale to będą 3-4 lata potwornego piekła w pracy i terroru na mojej osobie, ciągły strach.
Ostatni raz poczucie, że wszystko będzie dobrze i naturalne ciepło w środku to czułem sam z siebie zanim poszedłem do tej roboty.
Dlatego teraz po 5 roku pracy tam stwierdziłem, że nie wyrobie już na trzezwo i muszę co jakiś czas odciąć mózg od tego piekła i zarzucam jakiś drag raz na kilka tygodni.
Serio, nie częściej. Tak wygląda to moje wjebanie. Nie licząc tych dni, które byłem naćpany przez ostatnie 5 lat to nie miałem ani jednego szczęśliwego, radosnego dnia, bo non stop wraca tyrka.
Gdybyś doświadczył tyle cierpienia co ja to byś nie wiem czy wytrzymał, a mnie pouczasz.
Ta faza mi się po prostu należy. Gdy już odejdę z tej roboty to ten dzień będzie najpiękniejszym dniem w moim życiu. Nie wezmę nic tylko będę siedział na ławce i patrzył przed siebie naćpany faktem, że jestem wolny.
Jak pójdę teraz na L4 to po powrocie mobbing i cierpienie będzie nie do opisania.
Jak odejdę wcześniej to starczy mi kasy może na 15 lat, a potem zostanę z niczym. Nie mogę ryzykować, bo kolejny raz wjebanie się do jakiegoś piekła to już przerośnie moje siły i skończę w psychiatryku.
Mógłbym niby zmienić robotę, ale wiadomo, że wszędzie jest to samo, polski rynek pracy to niby zerowe bezrobocie, ale standardy i tak dalej z lat 90 i mobbing, terror, wyzysk na porządku dziennym. Wiadomo, że na rozmowie gdzie indziej wszędzie obiecują mi złote góry, a potem jak podpisze to zacznie się piekło. Takiego karnego żołdaka z najniższym poczuciem własnej wartości na całym świecie to wszędzie zgnoją i zmieszają z błotem.
Także tak wygląda moja sytuacja. I dlatego ta faza raz na jakiś czas należy mi się jak psu micha, żeby nie zwariować. Potem już chuj, nie będzie mi to potrzebne.
Zajebie za kilka tygodni znów kodę, żeby chociaż na chwilę poczuć, że nie cierpię.
Na codzień prowadzę zdrowy tryb życia, sport, dobre odżywianie, ruch, sen, utrzymywanie bf na optymalnym poziomie, bo robię to, żeby organizm był w dobrej formie, i żeby nie dostać zawału ze stresu lub wściekłości w pracy.
Jeszcze trochę muszę wytrzymać, jeszcze te kilka lat, a hajsu będzie tyle, że w żadnym wariancie nic mnie już nie ruszy. Nawet jakieś inflacje i inne czynniki, bo mam hajsy w różnych walutach, akcjach, krypto, surowcach i innych dobrach dla bezpieczeństwa.
Nikt Ci niczego nie odbiera, bo każdy rozumie i zapewne ma ten sam problem. Bierze, bo aktualna kolej rzeczy (stan: moment, w którym aktualnie dana persona się znajduje) nie jest na tyle ciekawy ani akceptowalny, więc chcemy go zmienić. A jak można go zmienić/poprawić? No substancjami psychoaktywnymi.
Stan na trzeźwo czym więcej szkody w życiu doświadczyliśmy, tym gorszy dla nas będzie.
Chcesz wspomóc narkopedię swoją wiedzą? Pisz na — martwamysz/at/tuta.io
Dołącz do Hajpowego Mastodona - kliknij„link na końcu”i dołącz do naszej społeczności! — https://hyperreal.cyou
No właśnie dobrze napisałeś, że czym więcej szkody doświadczyliśmy tym bardziej chujowy.
Dlatego ja uważam, że mamy prawo do odrobiny przyjemności i posmyrania receptorków opioidowych, dopaminowych i serotoninowych za te wszystkie cierpienie co na nas spadło wbrew naszej woli. Nie prosiliśmy o to i mamy prawo to sobie zrekompensować.
Ja przez lata nie dotykałem żadnych środków, tylko skupiłem się na pracy, ale to były lata cierpienia i nic więcej. W końcu stwierdziłem, że basta. Jak mi życie tak to ja sobie muszę to zrównoważyć, bo jest pewna granica cierpienia, a w życiu powinna być równowaga.
U mnie tej równowagi nie było. Szala była już dawno na maxa przechylona w stronę cierpienia. I tak wyręczyłem wszechświat i po latach nie dotykania niczego (wcześniej też mało co styczności miałem, tylko okazyjnie) zajebalem opio.
Stwierdziłem, że nie może być tak, że ciągiem myślę tylko o robocie. Stają mi w głowie obrazy dywaniku i opierdolu, który zbiore w robocie za coś za jakiś czas. Nawet na urlopie kilkutygodniowym nie umiem się wyluzować i cieszyć, bo wiem że chuj z tego, że teraz jest wolne i leżę na plaży na wyspie jak kurwa wrócę do firmy prędzej czy później i będę się zwijał z cierpienia.
Dla was to może być śmieszne, ale cierpienie jest subiektywne. Ja żyję w ciągłym strachu.
Wolę zajebać opio raz na miesiąc czy rzadziej niż łazić na benzo do roboty i się wpierdolić w ciąg na benzo.
Łatwiej mi się żyje, jak wiem, że mam środek, który chociaż na chwilę pozwoli zapomnieć o cierpieniu. Próbowałem wszystkiego, sportu, pracy nad sobą, zmiany nastawienia, rozmów z ludźmi, medytacji.
Nic nie pomoze dopóki pracuje w tym piekle.
Polskie społeczeństwo tak żyje i jak się stresy skumulują to idą się najebać do baru z kumplami wlać w siebie alko i po nim odwalać różne akcje to jest ok, bo normalka, nazywa się to resetem.
No, ale jak ja raz na miesiąc kulturalnie, w dzień wolny wypije sobie dwa syropki thiocodinu, żeby mieć chociaż chwilę ulgi to już jestem ćpun i degenerat, który ma problemy, bo ci co zapijają w weekendy to nie mają i nie są nałogowcami, tylko normalnymi ludźmi.
To mnie wkurwia. Dopóki nie odejdę z tej roboty to nic mi nie pomoże.
Wolne Konopie w Komendzie Głównej Policji. Policjanci też widzą absurdy obecnego prawa
Alkohol i konopie wpływają na kierowców w odmienny sposób
Polska 2026 wygląda jak Stany Zjednoczone w 1996
O polskim systemie leczenia uzależnień opioidowych - z perspektywy pacjenta po dziewięciu ośrodkach.
Badanie: LSD w mikrodawce poprawia koncentrację, ale tylko u kobiet
Badanie pilotażowe sugeruje, że niskie dawki LSD mogą odmiennie wpływać na zdolność utrzymania uwagi u kobiet i mężczyzn. Takie ustalenia przedstawiono na dorocznym kongresie Europejskiego Kolegium Neuropsychofarmakologii (ECNP) w Monachium. Mikrodawkowanie polega na przyjmowaniu bardzo małej ilości substancji psychodelicznej, czyli takiej, która zazwyczaj nie wywołuje typowych halucynacji, zaburzeń postrzegania czasu i przestrzeni czy gwałtownych zmian nastroju.
Kontrolowane światłem opioidy mogą znosić ból bez skutków ubocznych?
Opioidy to jedne z najskuteczniejszych środków przeciwbólowych, ale ich działanie trudno jest ograniczyć do konkretnego miejsca. Morfina czy fentanyl pobudzają receptory opioidowe μ, które są obecne m.in. w mózgu, nerwach obwodowych czy jelitach. Jednak te same receptory odpowiadają za skutki uboczne. Konsekwencjami mogą być zaparcia, rozwój tolerancji czy uzależnienie. Szczególnie niebezpieczne jest zatrzymanie oddychania. Wielkim wyzwaniem jest zachowanie siły przeciwbólowej opioidów przy jednoczesnej kontroli miejsca i czasu działania.
Noworodek pod wpływem narkotyków? Sprawę wyjaśnia prokuratura
Substancje psychoaktywne wykryli lekarze w organizmach noworodka i jego matki w szpitalu wojewódzkim w Elblągu.
