Blu pisze:Myślę że odsetek jest dużo większy niż 1/100. W każdym razie patrząc po moim kręgu znajomych.
Co do powyższej metody to wydaje się bardzo chujowa. Skręt ma też swój cel w kuracji- przeżywając 'prawdziwe piekło' mamy jakąś tam motywację, żeby do tego nie wracać. W momencie, gdy wszystko odbędzie się pod narkozą, może pojawić się myślenie: 'skoro było tak łatwo i bezboleśnie...'
http://www.youtube.com/watch?v=qHYNfitGBp4
---
„Jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą.” opio-free
ms lovett pisze:W momencie, gdy wszystko odbędzie się pod narkozą, może pojawić się myślenie: 'skoro było tak łatwo i bezboleśnie...'
Narkoza odcina delikwenta od wszelkich bodźców, katuszy fizycznych i psychicznych. Potem pobudka i stan jest znośny, żeby nie powiedzieć neutralny, ewentualnie można odczuwać osłabienie i uczucie rozbicia, co również można zaleczyć innymi środkami. Wydaje mi się, że jedyne co mogłoby powstrzymać taką osobę przed ponownym przygrzaniem po takiej odstawce to kwestia finansowa - w tym przypadku, detox pod narkozą nie jest taki tani.
Skret jest KOSMICZNY przez pierwsze kilka godzin (po godzinie ma sie ochote wzywac karetke), wywołuje coś w rodzaju traumy która potem zniecheca do brania :-D Potem jeszcze choruje sie przez ok. 30-40 godzin ale to już jest do przeżycia. Do zbijania tolerki nie polecam, jeśli chcesz naprawde zerwać z opiatami na amen to można sie pobawić.
Nie miałem zadnego ultra-głodu po zakonczeniu, raczej przeciwnie, na 3 lub 4 dzien czułem sie jak nowo narodzony i pełen euforii. Czytalem o ludzaich którzy uzywali dawek rzedu 5mg, wtedy skret jest mniejszy i krótszy ale za to po zakonczeniu detoxu jest ponoc straszny głód, dawka 50mg blouje receptory wiec po tych 3 dniach jak sie zwolnia to organizm wyrzuca swoje endorfiny i dlatego czujemy sie ekstra. Tak samo z naloksonem - przez krótkie t1/2 jedyne co robi to wypłukuje opiaty a organizm nie dostajac niczego w zamian natychmiast Żąda narkotyku.
Po tym detoksie i stosowaniu naltreksonu nie bralem wiele miesiecy chodzilem na terapie itp, potem wpadka i niestety nawrót, planuje doświadczenie gdzies na przełomie czerwca i lipca powtorzyc, tym razem z obstawa lekową która juz powoli gromadze, napisze wam relacje jak poszlo jesli przeżyje.
A można wiedzieć, co cię sprowokowało do nawrotu i jak to dokładnie wyglądało? Nie miałeś depresji poodstawiennej? Ile wytrzymałeś zupełnie na czysto i jak wtedy funkcjonowałeś?
PS Wybacz moją ignorancję, jeśli już gdzieś na forum to opisywałeś.
http://www.youtube.com/watch?v=qHYNfitGBp4
---
„Jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą.” opio-free
Jest teraz bardzo źle, tolerka galopuje, są kłopoty z kasą i zdrowiem bo ledwo wyrabiam sie z obowiązkami co wczesniej nigdy nie bylo problemem. Tak wiec gdy tylko w czerwcu zalicze egzaminy (lub po prostu je napisze, nawet gdy ich nie zalicze :-) ) to od razu biore sie za detoks i wracam na terapie. Załatwiłem nowy naltrekson, zapasy sevredolu pójdą w kibel (nie płakać ;-) a ja będe próbował na nowo pokonać to cholerstwo.
Blue_Berry pisze:Szczerze gratuluję. Wytrzymywać na tak niskich dawkach i jeszcze jakoś funkcjonować. Mnie łapie skręt co kilka godzin, więc nie ma szans na branie 2 razy dziennie, przy czym na ten moment mam tolerkę na 300mg h podanej jednorazowo.vester pisze:Udało mi się zredukować dawkę heroiny z 800 mg/dobę do 100 mg. Biorę dwa razy dziennie po 50 mg. To już jest tak niska dawka, że nie widzę możliwości dalszego obniżania, moim zdaniem został mi już tylko detoks.
Co do schodzenia na sucho i tortury powstrzymującej przed kolejnym wjebaniem się, owszem zgadzam się z tą teorią, sama jeszcze nie tak dawno byłam jej bardzo gorącym zwolennikiem - uważałam, że kazdy powinien schodzić na sucho, bo tą masakrę nie tak łatwo zapomnieć i jest to jeden z czynników mających wplyw na póxniejsze decyzje. W sumie nadal tak twierdzę. Ale uważam też, że tak strasznie już nie chce mi się ćpać, tak bardzo pragnę zakończenia tego, że dodatkowa motywacja w postaci bolesnego dtx nie jest mi potrzebna.
@Blu - zastanawiam się jak wygląda ten mega głód psychiczny po takim dtx? Może to, że Twoj znajomy od razu pobiegł przygrzac było spowodowane czymś innym, moze był zmuszony do dtx, ćpanie wcale nie dało mu po dupie, wcale nie chciał odstawić? Po prostu nie rozumiem, jak bezbolesny detoks mógł aż tak wpłynąć na podjętą decyzję o grzaniu.
Stanie na klatce męczy jak samo branie.
Panie narkomanie, przestań brać, bo za karę,
stanie na klatce stanie się twoim koszmarem.
Po prostu nie rozumiem, jak bezbolesny detoks mógł aż tak wpłynąć na podjętą decyzję o grzaniu.
Ja też gratuluje zmniejszenia dawki, to nawet w moim odczuciu trudniejsze niz całkowite nie-branie, bo po kazdym wzieciu jest ogromna pokusa by dołożyc wiecej skoro sa mozliwosci.
Co planujesz dalej? Dalsza redukcje dawek? Czy moze powolne przestawianie sie na inne opio, np. morfine najlepiej w tabletkach zeby nie dawała kopa lub bupre i dalsze redukowanie.
W moim przypadku najdłuższe przerwy (po 3-4 miesiące) były spowodowane pobytami w Chile, gdzie zdobycie opio (nawet kodeiny) jest praktycznie niemożliwe. Tutaj ciekawostka - nigdy przed wylotem nie robiłem redukcji dawek. Wręcz przeciwnie - na miesiąc przed ćpałem jakby "na zapas". Spodziewałem się mega skręta, a kończyło się lekkim bólem przez 2 doby.
vester pisze:@Blu - zastanawiam się jak wygląda ten mega głód psychiczny po takim dtx? Może to, że Twoj znajomy od razu pobiegł przygrzac było spowodowane czymś innym, moze był zmuszony do dtx, ćpanie wcale nie dało mu po dupie, wcale nie chciał odstawić? Po prostu nie rozumiem, jak bezbolesny detoks mógł aż tak wpłynąć na podjętą decyzję o grzaniu.
Co do braku gratulacji z powodu obniżenia dawek...każdy ćpun w którymś momencie obniża dawki ale rzadko kiedy coś więcej z tego wynika. Ja na przykład miałem tak że jak mi się udało zejść z dawek to czułem potrzebę nagrodzenia się za "cierpienia" i chyba nie muszę pisać w jaki sposób się nagradzałem i do czego dalej to prowadziło. Nie twierdzę że w twoim wypadku też tak będzie, ale sama rozumiesz skąd ta powściągliwość.
O szczegóły to już by trzeba jego zapytać. Do detoxu nie był zmuszony, sam chciał rzucić i spróbować przy tym innej drogi, jako że uważał ją za łatwiejszą (mimo kosztów) od klasycznego szpitalnego parotygodniowego detoxu. Moim zdaniem jak odstawiasz powoli to psychika ma czas żeby sie dostosować i jakoś choć trochę oswoić z nowym. Do tego po mniejszych lub większych mękach skrętowych czujesz radosć że jednak przetrwałeś i że jest lepiej niż przedtem. To daje jakąś tam dalszą motywację. Po rapid detoxie tego nie ma, zmiana jest nagła i psycha robi wszystko co może, żeby wrócić do poprzedniego, komfortowego dla niej stanu. Taka jest moja teoria.
Co do braku gratulacji z powodu obniżenia dawek...każdy ćpun w którymś momencie obniża dawki ale rzadko kiedy coś więcej z tego wynika. Ja na przykład miałem tak że jak mi się udało zejść z dawek to czułem potrzebę nagrodzenia się za "cierpienia" i chyba nie muszę pisać w jaki sposób się nagradzałem i do czego dalej to prowadziło. Nie twierdzę że w twoim wypadku też tak będzie, ale sama rozumiesz skąd ta powściągliwość.
Polska 2026 wygląda jak Stany Zjednoczone w 1996
O polskim systemie leczenia uzależnień opioidowych - z perspektywy pacjenta po dziewięciu ośrodkach.
Raport: w Europie pojawiają się nowe narkotyki o większej sile działania
Rekordowe konsultacje: Polacy mają dość karania za roślinę.
Włochy: Pies-poszukiwacz trufli znalazł zakopaną w ziemi kokainę
Pies-poszukiwacz trufli znalazł w lesie we włoskiej Abruzji zakopaną w ziemi czystą kokainę o wartości około 25 tysięcy euro - podała w środę agencja Ansa. Wyprawa po te cenne grzyby nieoczekiwanie zamieniła się w operację antynarkotykową.
Rozebrali LSD na części. Zostało działanie bez wizji
Zespół z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis podszedł do LSD tak, jak inżynier podchodzi do urządzenia, którego nie rozumie: rozłożył je na części i sprawdził, bez których nadal działa. Praca ukazała się we wrześniu 2026 roku w „Proceedings of the National Academy of Sciences”, a jej autorem korespondencyjnym jest David E. Olson, dyrektor Institute for Psychedelics and Neurotherapeutics.
Marihuana zmniejsza stres? To nie musi być prawda
Regularni użytkownicy konopi często deklarują, że marihuana pomaga im w walce ze stresem. Najnowsze ustalenia naukowców pokazują jednak, że subiektywne poczucie ulgi w dużej mierze wynika z efektu placebo. Choć THC faktycznie wpływa na niektóre wskaźniki fizjologiczne, inne pozostają bez zmian, a część – jak tętno – wręcz rośnie. Badanie przeprowadzone przez naukowców z Washington State University oraz Arizona State University objęło 120 osób regularnie sięgających po marihuanę. Eksperyment przeprowadzono metodą podwójnie ślepej próby (ani uczestnicy, ani badacze nie wiedzieli, kto otrzymuje substancję czynną).
