...czyli jak podejść do odstawienia i możliwie zminimalizować jego konsekwencje
ODPOWIEDZ
Posty: 23 • Strona 2 z 3
  • 401 / 3 / 0
Blu pisze:
Myślę że odsetek jest dużo większy niż 1/100. W każdym razie patrząc po moim kręgu znajomych.
U mnie to samo. W zasadzie to z całej mojej ekipy osoby które nadal ćpają da się policzyć na palcach jednej ręki- w stosunku do tych nie ćpających, zajmujących palce dwóch rąk :-p Każde zajęło się sobą, ma fajne życie, stara się zapomnieć o 'tych czasach'. Czasem nawet spotykamy się, kulturalnie, przy piwku, bez głupich pomysłów 'amożebytakpójśćdoapteki???'.

Co do powyższej metody to wydaje się bardzo chujowa. Skręt ma też swój cel w kuracji- przeżywając 'prawdziwe piekło' mamy jakąś tam motywację, żeby do tego nie wracać. W momencie, gdy wszystko odbędzie się pod narkozą, może pojawić się myślenie: 'skoro było tak łatwo i bezboleśnie...'
In heaven everything is fine. You've got your good things and I've got mine.

http://www.youtube.com/watch?v=qHYNfitGBp4

---

„Jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą.” opio-free :cool:
  • 2652 / 387 / 0
ms lovett pisze:
W momencie, gdy wszystko odbędzie się pod narkozą, może pojawić się myślenie: 'skoro było tak łatwo i bezboleśnie...'
Dokładnie tak. Dlatego jak robię odstawkę/detox to robię to na sucho nawet bez nędznego loperamidu. Tydzień ogromnej męczarni, potem tydzień mniejszej, tydzień dochodzenia do siebie, o ile ktoś tyle wytrwa. Ja zazwyczaj tracę wszelkie siły po tygodniu na sucho, jednak to i tak sporo czasu, a tolerka spada dość mocno. Jeśli jednak chodzi o osiągnięcie pełnej abstynencji, to tak jak mówi ms lovett - im ćpun będzie miał lżej tym mniej będzie się bał powrotu do nałogu. Tutaj niestety lepiej sprawdzi się terapia szokowa. To tortura, ale przynosi korzyści.

Narkoza odcina delikwenta od wszelkich bodźców, katuszy fizycznych i psychicznych. Potem pobudka i stan jest znośny, żeby nie powiedzieć neutralny, ewentualnie można odczuwać osłabienie i uczucie rozbicia, co również można zaleczyć innymi środkami. Wydaje mi się, że jedyne co mogłoby powstrzymać taką osobę przed ponownym przygrzaniem po takiej odstawce to kwestia finansowa - w tym przypadku, detox pod narkozą nie jest taki tani.
Uwaga! Użytkownik Blue_Berry jest zbanowany na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 568 / 3 / 0
Ja to robiłem w domu, bez narkozy z naltreksonem w dawce 50mg. Dokladny opis jest gdzies w moich poprzednich postach.
Skret jest KOSMICZNY przez pierwsze kilka godzin (po godzinie ma sie ochote wzywac karetke), wywołuje coś w rodzaju traumy która potem zniecheca do brania :-D Potem jeszcze choruje sie przez ok. 30-40 godzin ale to już jest do przeżycia. Do zbijania tolerki nie polecam, jeśli chcesz naprawde zerwać z opiatami na amen to można sie pobawić.
Nie miałem zadnego ultra-głodu po zakonczeniu, raczej przeciwnie, na 3 lub 4 dzien czułem sie jak nowo narodzony i pełen euforii. Czytalem o ludzaich którzy uzywali dawek rzedu 5mg, wtedy skret jest mniejszy i krótszy ale za to po zakonczeniu detoxu jest ponoc straszny głód, dawka 50mg blouje receptory wiec po tych 3 dniach jak sie zwolnia to organizm wyrzuca swoje endorfiny i dlatego czujemy sie ekstra. Tak samo z naloksonem - przez krótkie t1/2 jedyne co robi to wypłukuje opiaty a organizm nie dostajac niczego w zamian natychmiast Żąda narkotyku.

Po tym detoksie i stosowaniu naltreksonu nie bralem wiele miesiecy chodzilem na terapie itp, potem wpadka i niestety nawrót, planuje doświadczenie gdzies na przełomie czerwca i lipca powtorzyc, tym razem z obstawa lekową która juz powoli gromadze, napisze wam relacje jak poszlo jesli przeżyje.
  • 401 / 3 / 0
@up
A można wiedzieć, co cię sprowokowało do nawrotu i jak to dokładnie wyglądało? Nie miałeś depresji poodstawiennej? Ile wytrzymałeś zupełnie na czysto i jak wtedy funkcjonowałeś?
PS Wybacz moją ignorancję, jeśli już gdzieś na forum to opisywałeś.
In heaven everything is fine. You've got your good things and I've got mine.

http://www.youtube.com/watch?v=qHYNfitGBp4

---

„Jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą.” opio-free :cool:
  • 568 / 3 / 0
Właśnie w tym rzecz, że nie miałem tej typowej dla zwykłego odtrucia depresji, osłabienia, czułem sie naprawde dobrze. Nastrój był rewelacyjny, doskonale sie trafiło że akurat pierwszy miesiąc po detoksie miałem praktyke na której czułem sie jak ryba w wodzie. Oczywiście bywało lepiej i gorzej ale pierwsze schody zaczeły sie gdy skonczył sie zapas naltreksonu - pojawił sie odczuwany czasem głód, niby na terapii mówili jak sie z nim uporać ale wiekszosc walki i tak była w mojej głowie. Ale okres najwiekszych głodów przetrwałem, czasem czułem wręcz jakbym w ustach miał roztwor antidolu, taka obsesja. No ale rzucilem w lipcu, te najwieksze głodowe dramaty były na przelomie grudnia i stycznia a potem dłuuuugo nic aż do przełomu lutego i marca kiedy kupiłem sam nie rozumiem po co (chyba tylko zeby miec pretekst zeby odwiedzic znajomą aptekarke) 2 opakowania antidolu. Nie wziąłem ich jednak wtedy, lezaly sobie ze 3 dni kiedy przyszło mi do glowy ze jak juz tak leżą to moze je zuzyje i juz wiecej nie bede bral (wiem, jestem idiotą). Wziąłem. Było beznadziejnie, zero efektu, za to histamina wywalona w kosmos, zrzygałem sie. Postanowiłem - nigdy wiecej, co za durnota i patologia. No ale po 2 dniach pojawił sie silny głód, bardzo silny, i znowu wziąłem i znowu wyrzuty sumienia i wielkie postanowienia. No i zacząłem brac coraz wiecej i czesciej, od 1 paczki antka dziennie do 7-8 paczek antka zagryzanego 5-7 tabletkami sevredolu (20mg) na dzien, czyli duzo wiecej niz przed terapia i detoksem (sic!). Po pierwszej wpadce chcialem isc do terapeuty ale gdzies wyjechal i umówił mnie za miesiac, a wtedy to juz bylo pozamiatane i nawet nie poszedlem. Bardzo zły wpływ mialo to, ze poznałem na roku taką ćpunsko-opiatowe towarzystwo które do tej pory bylo tak zakonspirowane, ze ich nie dostrzegalem a teraz ciągle z nimi przebywam, pracuje i ćpam.

Jest teraz bardzo źle, tolerka galopuje, są kłopoty z kasą i zdrowiem bo ledwo wyrabiam sie z obowiązkami co wczesniej nigdy nie bylo problemem. Tak wiec gdy tylko w czerwcu zalicze egzaminy (lub po prostu je napisze, nawet gdy ich nie zalicze :-) ) to od razu biore sie za detoks i wracam na terapie. Załatwiłem nowy naltrekson, zapasy sevredolu pójdą w kibel (nie płakać ;-) a ja będe próbował na nowo pokonać to cholerstwo.
  • 627 / 70 / 0
Blue_Berry pisze:
vester pisze:
Udało mi się zredukować dawkę heroiny z 800 mg/dobę do 100 mg. Biorę dwa razy dziennie po 50 mg. To już jest tak niska dawka, że nie widzę możliwości dalszego obniżania, moim zdaniem został mi już tylko detoks.
Szczerze gratuluję. Wytrzymywać na tak niskich dawkach i jeszcze jakoś funkcjonować. Mnie łapie skręt co kilka godzin, więc nie ma szans na branie 2 razy dziennie, przy czym na ten moment mam tolerkę na 300mg h podanej jednorazowo.
oj dziękuję serdecznie Kochana, jestes pierwszą osobą, która mnie pochwaliła :-D No kurwa tyle wysiłku mnie to kosztowało, a każdy podchodzi do tego jakby to była błahostka, totalnie nic, jakby ziewanie wymagało większego wysiłku. Zero zrozumienia, nawet od narkomanów. Co lepsze, nawet terapeuta ds. uzaleznień podczas rozmowy to olał [odebrałam to jako "zeszłaś do 50 - też dobrze, byś nie zeszła - też dobrze"]. Wiem, że nie mam już 5ciu lat i nie ma chwalenia i głaskania po główce za każdą kupkę zrobioną do kibla, ale jednak liczyłam na jakiekolwiek zrozumienie po tylu dniach walki ze sobą.

Co do schodzenia na sucho i tortury powstrzymującej przed kolejnym wjebaniem się, owszem zgadzam się z tą teorią, sama jeszcze nie tak dawno byłam jej bardzo gorącym zwolennikiem - uważałam, że kazdy powinien schodzić na sucho, bo tą masakrę nie tak łatwo zapomnieć i jest to jeden z czynników mających wplyw na póxniejsze decyzje. W sumie nadal tak twierdzę. Ale uważam też, że tak strasznie już nie chce mi się ćpać, tak bardzo pragnę zakończenia tego, że dodatkowa motywacja w postaci bolesnego dtx nie jest mi potrzebna.

@Blu - zastanawiam się jak wygląda ten mega głód psychiczny po takim dtx? Może to, że Twoj znajomy od razu pobiegł przygrzac było spowodowane czymś innym, moze był zmuszony do dtx, ćpanie wcale nie dało mu po dupie, wcale nie chciał odstawić? Po prostu nie rozumiem, jak bezbolesny detoks mógł aż tak wpłynąć na podjętą decyzję o grzaniu.
A co Ciebie boli, narkomanie?
Stanie na klatce męczy jak samo branie.
Panie narkomanie, przestań brać, bo za karę,
stanie na klatce stanie się twoim koszmarem.
  • 568 / 3 / 0
Po prostu nie rozumiem, jak bezbolesny detoks mógł aż tak wpłynąć na podjętą decyzję o grzaniu.
Koleś zmuszony do detoksu, chce ćpać dalej, ma świadomość, że ogromnie spadła mu tolerka i na dodatek oczuwa wielki głód po źle przeprowadzonym UROD.

Ja też gratuluje zmniejszenia dawki, to nawet w moim odczuciu trudniejsze niz całkowite nie-branie, bo po kazdym wzieciu jest ogromna pokusa by dołożyc wiecej skoro sa mozliwosci.
Co planujesz dalej? Dalsza redukcje dawek? Czy moze powolne przestawianie sie na inne opio, np. morfine najlepiej w tabletkach zeby nie dawała kopa lub bupre i dalsze redukowanie.
  • 12890 / 2514 / 0
Ja nie zgodzę się ze stwierdzeniem, jakoby przechodzenie skręta "na sucho" skutkowało większymi szansami na ostateczny sukces w odstawce. Proszę mnie źle nie zrozumieć - piszę jedynie z własnego doświadczenia. Umysł bardzo szybko pozbywa się wspomnieć o bólu, srace itp, a nie daje zapomnieć o przyjemności, jaką dawały opio.

W moim przypadku najdłuższe przerwy (po 3-4 miesiące) były spowodowane pobytami w Chile, gdzie zdobycie opio (nawet kodeiny) jest praktycznie niemożliwe. Tutaj ciekawostka - nigdy przed wylotem nie robiłem redukcji dawek. Wręcz przeciwnie - na miesiąc przed ćpałem jakby "na zapas". Spodziewałem się mega skręta, a kończyło się lekkim bólem przez 2 doby.
  • 3230 / 398 / 0
vester pisze:
@Blu - zastanawiam się jak wygląda ten mega głód psychiczny po takim dtx? Może to, że Twoj znajomy od razu pobiegł przygrzac było spowodowane czymś innym, moze był zmuszony do dtx, ćpanie wcale nie dało mu po dupie, wcale nie chciał odstawić? Po prostu nie rozumiem, jak bezbolesny detoks mógł aż tak wpłynąć na podjętą decyzję o grzaniu.
O szczegóły to już by trzeba jego zapytać. Do detoxu nie był zmuszony, sam chciał rzucić i spróbować przy tym innej drogi, jako że uważał ją za łatwiejszą (mimo kosztów) od klasycznego szpitalnego parotygodniowego detoxu. Moim zdaniem jak odstawiasz powoli to psychika ma czas żeby sie dostosować i jakoś choć trochę oswoić z nowym. Do tego po mniejszych lub większych mękach skrętowych czujesz radosć że jednak przetrwałeś i że jest lepiej niż przedtem. To daje jakąś tam dalszą motywację. Po rapid detoxie tego nie ma, zmiana jest nagła i psycha robi wszystko co może, żeby wrócić do poprzedniego, komfortowego dla niej stanu. Taka jest moja teoria.

Co do braku gratulacji z powodu obniżenia dawek...każdy ćpun w którymś momencie obniża dawki ale rzadko kiedy coś więcej z tego wynika. Ja na przykład miałem tak że jak mi się udało zejść z dawek to czułem potrzebę nagrodzenia się za "cierpienia" i chyba nie muszę pisać w jaki sposób się nagradzałem i do czego dalej to prowadziło. Nie twierdzę że w twoim wypadku też tak będzie, ale sama rozumiesz skąd ta powściągliwość.
  • 568 / 3 / 0
O szczegóły to już by trzeba jego zapytać. Do detoxu nie był zmuszony, sam chciał rzucić i spróbować przy tym innej drogi, jako że uważał ją za łatwiejszą (mimo kosztów) od klasycznego szpitalnego parotygodniowego detoxu. Moim zdaniem jak odstawiasz powoli to psychika ma czas żeby sie dostosować i jakoś choć trochę oswoić z nowym. Do tego po mniejszych lub większych mękach skrętowych czujesz radosć że jednak przetrwałeś i że jest lepiej niż przedtem. To daje jakąś tam dalszą motywację. Po rapid detoxie tego nie ma, zmiana jest nagła i psycha robi wszystko co może, żeby wrócić do poprzedniego, komfortowego dla niej stanu. Taka jest moja teoria.
Nie wydaje mi sie. UROD połączony z nawet krótką naltreksonoterapią pozwala szybciej doprowadzic organizm do beznarkotykowej normy, pobudza organizm do produkcji endorfin wiec zmniejsza roznice miedzy iloscia jaka organizm sie domaga a tą która ma wiec daje to w efekcie mniejszy głód. Pomijam juz to, ze nie kazdy jest na dnie, ma obowiazki (praca studia rodzina) i taki szybki detoks daje szanse ich nie zawalić, widziałem mnóstwo osob ktore cały swój zyciowy wysiłek umysłowy przerzucili z myslenia o alkocholu na myślenie o nie-piciu, zawalając przy tym relacje rodzinne (podobno najwiecej rozwodów jest w pierwszym roku abstynencji) i prace. Po UROD tez jest lepiej niz przedtem i wbrew stereotypom to tez nie jest takie hop siup ze z dnia nadzien czlowiek jest zdrowy, natomiast proces zdrowienia zaczyna sie od razu, od pierwszej godziny detoksu - z kazda minuta, godzina i dniem jest (widocznie) coraz lepiej, nie trzeba czekac tygodni i miesiecy na dołku zeby w końcu zaczeło byc dobrze.
Co do braku gratulacji z powodu obniżenia dawek...każdy ćpun w którymś momencie obniża dawki ale rzadko kiedy coś więcej z tego wynika. Ja na przykład miałem tak że jak mi się udało zejść z dawek to czułem potrzebę nagrodzenia się za "cierpienia" i chyba nie muszę pisać w jaki sposób się nagradzałem i do czego dalej to prowadziło. Nie twierdzę że w twoim wypadku też tak będzie, ale sama rozumiesz skąd ta powściągliwość.
Tak jak detoks bez terapii jest nic nie wartm epizodem, tak zmniejszenie dawek nie uwienczone detoksem jest bezsensownym aktem, natomiast jesli ktos planuje ten detoks to jest waznym krokiem naprzód.
ODPOWIEDZ
Posty: 23 • Strona 2 z 3
NarkoMemy dodaj swój
[mem]
Newsy
[img]
Włochy: Pies-poszukiwacz trufli znalazł zakopaną w ziemi kokainę

Pies-poszukiwacz trufli znalazł w lesie we włoskiej Abruzji zakopaną w ziemi czystą kokainę o wartości około 25 tysięcy euro - podała w środę agencja Ansa. Wyprawa po te cenne grzyby nieoczekiwanie zamieniła się w operację antynarkotykową.

[img]
Rozebrali LSD na części. Zostało działanie bez wizji

Zespół z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis podszedł do LSD tak, jak inżynier podchodzi do urządzenia, którego nie rozumie: rozłożył je na części i sprawdził, bez których nadal działa. Praca ukazała się we wrześniu 2026 roku w „Proceedings of the National Academy of Sciences”, a jej autorem korespondencyjnym jest David E. Olson, dyrektor Institute for Psychedelics and Neurotherapeutics.

[img]
Marihuana zmniejsza stres? To nie musi być prawda

Regularni użytkownicy konopi często deklarują, że marihuana pomaga im w walce ze stresem. Najnowsze ustalenia naukowców pokazują jednak, że subiektywne poczucie ulgi w dużej mierze wynika z efektu placebo. Choć THC faktycznie wpływa na niektóre wskaźniki fizjologiczne, inne pozostają bez zmian, a część – jak tętno – wręcz rośnie. Badanie przeprowadzone przez naukowców z Washington State University oraz Arizona State University objęło 120 osób regularnie sięgających po marihuanę. Eksperyment przeprowadzono metodą podwójnie ślepej próby (ani uczestnicy, ani badacze nie wiedzieli, kto otrzymuje substancję czynną).