Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 128 • Strona 13 z 13
  • 535 / 107 / 0
Ale ja po prostu nie chcę już cierpieć. Tylko tego. Już za dużo tego było.

Ja jedynie chciałem mieć ten stan, który prawie każdy dres i Seba, który siedzi se z wywalonym bebzonem, ginekomastią i popija piwko ma na codzień.

Tzn taki relaksik i poczucie, że wszystko będzie dobrze, brak jakichkolwiek trosk i zmartwień.

Oni się martwią dopiero jak coś się rzeczywiście wydarzy, a ja non stop czuję, że niebawem coś się spierdoli, bo ja wiem, że życie właśnie takie jest, że prędzej czy później na prawdę się spierdoli.

Tylko, że żadne banały, że nie ma się co martwić na zapas nie działają.

To jest straszne, że np. siedząc w spokoju w swojej chacie i oglądając film, popijając herbatkę nie umiem się wyciszyć i zrelaksować, tylko czuje w środku jakiś taki niepokój, że mnie nosi.

No, a jak np. dostaję jakieś mrówcze, długie zadanie do roboty np. papiery to wyrywam włosy z głowy, rozsadza mnie frustracja i nie mogę się skupić.
  • 1000 / 183 / 0
@Ptaszyna znam osobiście takiego "sebe" i oni się nie martwią nawet jak coś się stanie.Jak dostał dwa lata do odsiadki to wiesz co mi powiedział?Co to te dwa lata jak kiedyś do wojska na dwa lata brali a wyjdę to będę gangster xd to jest inny wymiar "myślenia" i podejścia do wszystkiego.
  • 535 / 107 / 0
No to jest właśnie taki typ osoby, o której mówię. Jak dostanie np. wezwanie od komornika to otworzy, przeczyta, przetworzy chwilę, a potem z okrzykiem: "A w dupę sobie wsadźcie to wezwanie" rzuci tym świstkiem w kąt, usiądzie, otworzy piwko, położy nogi na stole, odpali meczyk i chooy, pełny relaksik i za 5 minut nie myśli o tym i nie stresuje się, bo przecież na razie nic się jeszcze nie stało. Ma długi, alimenty, brak oszczędności, perspektyw, ale teraz przecież jest ok, siedzi se wygodnie, tv, piwerko, ciepło. Jeszcze nie jest na ulicy, a to, że będzie za tydzień to chuj. To długo jeszcze i nie ma co się stresować.

Albo jak zadzwoni do takiego kumpel i mówi: "Ty, Łysy cię szuka, masz przejebane" to on tylko się zestresuje na chwilę, a potem będzie znów siedział z unormowaną ilością neurotransmiterów, bo przecież jeszcze łysy go nie znalazł, potem dopiero dostanie fpjertol, nie ma się co przejmować.

No, a ja bym w takich sytuacjach już chodził po pokoju ze stresu, łaził w kółko, rozkminiał i nie mógłbym spać w nocy. Wyobrażałbym sobie różne scenariusze i nie mógł tego w żaden sposób powstrzymać. Jakbym zastosował jakąś technikę medytacyjną itd. to na chwilę by się poprawiło, natłok myśli by przeszedł, a potem i tak by wrócił i by się zaczęło od nowa, o ile byłbym w stanie w ogóle się zrelaksować.

Oni mają zdrowo, normalnie skonstruowane mózgi. Mają po prostu dobrą ilość neuroprzekaźników, która chroni ich przed nadmiernym nakręceniem się i pozwala zachować spokój.

Mnie nic nie pomogło. Nawet kiedyś celowo zacząłem się wystawiać na te sytuacje, których się boję, żeby nie mieć tej reakcji stresowej i wiecie co? I chuj. Nic taka ekspozycja nie pomogła.

Na wadę fabryczną działa tylko farmakologia, albo chirurgia i tyle. Tak jak nie złożysz sobie złamanej kości medytacją i technikami. Tak samo ja nie zmienię fizycznie wadliwej budowy swojego mózgu.

Dalej mnie czeka analizowanie setek wariantów i wariantów wariantów tego co się może spierdolić i jakie problemy i cierpienia mi to przyniesie w najbliższym czasie.
  • 87 / 36 / 0
Ja bym tylko uważał z tym tłumaczeniem wszystkiego "wadą fabryczną mózgu". To jest bardzo kusząca narracja, bo z jednej strony zdejmuje z człowieka poczucie winy, ale z drugiej odbiera poczucie sprawczości.

To, że farmakologia komuś pomaga, nie jest dowodem na to, że problem jest wyłącznie biologiczny. Tak samo jak to, że przeciwbólowe pomagają na ból pleców, nie znaczy, że przyczyną zawsze jest uszkodzony kręgosłup.

Poza tym idealizujesz tych swoich "Sebów". Znam takich ludzi i oni często nie są spokojni dlatego, że mają jakieś cudownie zbilansowane neuroprzekaźniki. Po prostu wypierają problemy, żyją z dnia na dzień, a rachunek przychodzi później. Czasem z odsetkami.

Ty masz z kolei drugi biegun – analizujesz wszystko do granic możliwości. Mózg traktuje każdą potencjalną trudność jakby już się wydarzyła. To jest potwornie męczące, ale też nie jest czymś wyjątkowym. Bardzo dużo osób z zaburzeniami lękowymi opisuje dokładnie to samo: siedzą w domu, obiektywnie jest bezpiecznie, a organizm zachowuje się tak, jakby za chwilę miało wydarzyć się coś złego.

I tu jest chyba największy paradoks. Sam piszesz, że przewidujesz setki wariantów. Tylko ile z tych katastroficznych scenariuszy z ostatnich kilku lat faktycznie wydarzyło się dokładnie tak, jak przewidywałeś? U mnie, kiedy jeszcze miałem silniejsze lęki, odpowiedź brzmiała: prawie żaden. Sam stres był realny, ale prognozy mojego mózgu okazywały się fatalnej jakości.

Nie twierdzę, że medytacja czy ekspozycja są cudownym lekiem. U części ludzi pomagają, u części niewiele. Leki też nie działają u wszystkich. Ale zamknięcie się w przekonaniu "mam wadliwy mózg i nic poza tabletkami nie ma sensu" może być równie ograniczające, jak wiara, że "wystarczy pozytywnie myśleć". Prawda zwykle leży gdzieś pomiędzy.
  • 535 / 107 / 0
No właśnie tu się nie zgadzamy. Wy tłumaczycie wszystko problemy, nałogi mechanizmami psychologicznymi, racjonalizacjami, wyparciem i szanuję wasze zdanie, ale ja to widzę całkiem inaczej. Moim zdaniem cała ta psychologia jest mętna, a te mechanizmy psychologiczne może i istnieją, ale są wtórne do działania układu nerwowego, chemii mózgu i receptorów. Nawet podobno był już prototyp jakiegoś implanta do mózgu, po którym OCD znika.

Moim zdaniem za wszystko odpowiada chemia i tkanka, po prostu te dresy mają może więcej GABA, czy czegoś tam, że trudniej wyprowadzić ich z równowagi, jakichś hormonów, które boostują w mózgu odpowiednie obszary i substancje, że nie wyświetla im tyle myśli, czarnych scenariuszy, bo przecież jaki obserwujecie ludzi to temperament i zachowanie człowieka jest takie samo, może jedynie wiek to zmienia i środowisko trochę, a to jak przyjmiemy to co płynie ze środowiska zależy od tego jakie mamy predyspozycje.

Muszę posłużyć sie skrajnościami, ale wyobrażacie sobie dresa i kibola, który nagle zaczyna ciężko pracować nad sobą i zostaje szanowanym profesorem Harvardu z próbowkami w rękach, albo na odwrót? Przecież to jest komiczne, samo się to wam narzuca. No, albo odwrotny przypadek. Może były jakieś jednostkowe przypadki takich przejść, ale nie aż tak jaskrawe.

Ja np. sobie myślę o tych gangsterkach, którzy cały czas są na bakier z prawem, mają jakieś rozboje na koncie, wyroki, listy gończe, albo ktoś ich szuka i oni potrafią zachować zimną krew i spokój. Ja bym tak nie umiał. Ja bym się zamknął gdzieś, wychodził z siebie i wyrywał włosy z głowy, że mam przerąbane i w głowie stawałoby mi tysiące natrętnych scenariuszy jakie będę miał kłopoty.

I żeby nie było, ja nie ustawiam ich za żaden wzór do naśladowania, ale przykład tego, że to odpowiednie predyspozycje, neurobiologia, chemia sterują tym jaki jest nasz nastrój, zaburzenia, podatność na stres i to jest cholernie silne, a praca nad sobą to przypomina próbę użycia igły zamiast kilofu przy kruszeniu skał.

Jawi mi się taka scena z przeszłości jak w robocie dresy siedziały, ja przyszedłem i se zapodałem z laptopa jakiś Skandynawski folk, bo mi to sprawiało przyjemność, a potem się dowiedziałem, że oni mówili, że "przyszedł i włączył jakąś taką dziwną muzykę hehe" no widzisz, bo to wszystko kwestia bycia gdzieś w normie, nie odstawania. Ja rysowałem, interesowałem się roślinami całe życie, miałem długie włosy i nie słuchałem rapsów, czyli byłbym szamanem w dawnych czasach i plemionach, czyli ogólnie miał w środku przerąbane i cały odurzał się roślinami. XD

Przywołuję tą scenę, żeby pokazać jak rdzeń charakteru, nienormatywne ukształtowanie, zaczynające się od życia płodowego już wpływa na cały przebieg dalszego życia i odstawania od rówieśnictwa w zachowaniu, reakcjach, uczuciach, regulacji emocji i charakterze.

Ktoś jest całe życie twardy, zachowuje zimną krew i nie stresuje się, bo takie KURWA dostał predyspozycje, a inny będzie ryczał w poduszkę, że do mamusi chce i żadne gówniane psychologiczne teorie, Freudy, techniki, psychoterapie dynamiczne, statyczne, elektrostatyczne i inne GÓWNA ciągnięte latami nie wygrają z genami, bo walka pracą z genami to jak Pudzian vs Najman na ringu. Pudzian to geny, budowa układu nerwowego, ilość, grubość, unerwienie jakiejś tam istoty w mózgu, a Najman to praca nad sobą. Oczywiste co jest silniejsze.

Nawet gdzieś czytałem, że ludzie z ADHD łatwiej uzależniają się od kofeiny i nikotyny, bo instynktownie chcą siebie leczyć i wyrównać sobie deficyty chemiczne, dlatego łatwiej uzależniają się, bo po prostu poszukują brakującego paliwa, auto bez paliwa nie pojedzie wiadomo. Na resztkach i oparach będzie zdychać.
  • 87 / 36 / 0
@Ptaszyna Ja się z Tobą nawet częściowo zgadzam. Genetyka, neurobiologia i chemia mózgu mają ogromne znaczenie. Są ludzie z większą podatnością na lęk, depresję, uzależnienia czy ADHD i to jest dobrze udokumentowane. Nie twierdzę, że wszyscy startują z tego samego poziomu.

Natomiast nie zgadzam się z wnioskiem, że skoro biologia jest ważna, to psychologia nie ma znaczenia. Przecież psychoterapia też działa poprzez mózg. Nie istnieje jakiś "psychologiczny wymiar" oderwany od neuronów. Każde nowe doświadczenie, nauka czy nawyk również zmienia połączenia nerwowe. To też jest biologia.

Z tymi "Sebami" też bym uważał. Ty widzisz ich spokój, ale nie widzisz kosztów. Część z nich rzeczywiście ma wyższą odporność na stres, a część po prostu ma większą impulsywność, mniejszą skłonność do przewidywania konsekwencji albo zwyczajnie wypiera problem. To niekoniecznie jest przewaga. Gdyby taki styl funkcjonowania był obiektywnie lepszy, nie oglądalibyśmy później tych samych ludzi z komornikami, wyrokami czy uzależnieniami.

Moim zdaniem problem pojawia się wtedy, gdy zaczynasz patrzeć na siebie wyłącznie przez pryzmat defektu biologicznego. Bo jeśli uznasz, że wszystko jest zapisane w genach, to każda próba poprawy z góry wydaje się skazana na porażkę. A rzeczywistość jest bardziej złożona. Geny wyznaczają pewien zakres możliwości, ale nie determinują każdej myśli i każdego zachowania.

Zresztą sam podałeś przykład ADHD. Owszem, osoby z ADHD częściej sięgają po nikotynę czy kofeinę i to może mieć związek z neurobiologią. Ale jednocześnie leczenie, odpowiednie strategie funkcjonowania i zmiana środowiska potrafią wyraźnie poprawić jakość życia. To właśnie pokazuje, że biologia i doświadczenie nie wykluczają się, tylko cały czas na siebie wpływają.
  • 634 / 155 / 0
@Ptaszyna
Widze inny problem.
Zalozmy ze jest tak jak mowisz co do przyczyny.

W takim razie rozwiazaniem byloby przyjmowanie okreslonej substancji ale nie na zasadzie "nagrody" w postaci ulgi i meczenie sie do kolejnej dawki, a co codziennie, tyle ze w minimalnej ilosci lagodzacej problem, a nie napierdalanie do przysypiania na stojaco, bo tolerancja fajna rzecz poki niska (na ile to jest prawdopodobne w przypadku opiatow to wiadomo, nie ma potrzeby sie produkowac).

Problem drugi jest taki ze preparaty laczone sie do tego celu nie nadaja, z uwagi na niepomijalna toksycznosc przewlekla, a znalezienie sklonnego ci zaordynowac czysta kodeine na bol istnienia raczej nie znajdziesz. Choc kto wie, skoro sa aparaty zdolne zaproponowac milosnikom kodeiny metadon...

Generalnie ja sie zgadzam z teza ze sa przypadki gdzie jakosc funkcjonowania jest lepsza z opiatami niz bez. Zreszta nawet gdybym sie nie zgadzal to historia zna takie przypadki, jeden przytoczylem pare postow wyzej (albo w sasiednim temacie).

Tylko jeszcze raz podkreslam, imo glownym problemem jest twoje nastawienie do nomen omen tematu, nie neguje ze sie czujesz chujowo, a tylko to ze opisywany caloksztalt zakrawa na meczennictwo w wykonaniu mniej lub bardziej masochistycznym.

Aha. Herbatka bylo nie bylo podobnie jak kawa moze nasilac stany rozdraznienia i lekowe, skoro juz tak stricte chemicznie chcesz to ugryzc.

Sprobuj z ta diagnoza na ADHD, to jest dobry plan. Jak na ciebie dziala feta tak w ogole?

PS. Co do SSRI i nabijania kabzy byle posiadaczowi gabinetu z kozetka, tez sie zgadzam, ale to nie oznacza ze odrzucenie wszystkich narzedzi, ktore moga poprawic twoje funkcjonowanie, poza farmakologia ma sens i jest decyzja w dobrym kierunku.
  • 5381 / 988 / 0
W sumie podobnie do mnie masz .
Dopiero się dowiedziałem że jest adhd bez nadpobudliwości ruchowej i wszystkie objawy pasują do mnie ale też pasują pewnie do osoby z rozjebana przez dragi dopaminą i innymi schorzeniami natury psychicznej

Skąd wziął się ten mit?
Stereotyp „niegrzecznego, biegającego po klasie chłopca” powstał dlatego, że objawy ruchowe są najbardziej widoczne dla otoczenia i najłatwiejsze do zauważenia przez nauczycieli czy rodziców. Osoba cicha, która walczy z ogromnym chaosem w głowie i problemami z koncentracją, przez lata mogła nie otrzymać odpowiedniej diagnozy właśnie ze względu na brak nadpobudliwości fizycznej.

U osoby z ADHD bez nadpobudliwości ruchowej (oficjalnie nazywanym ADHD z przewagą zaburzeń uwagi, dawniej znanym jako ADD), objawy dotyczą głównie tego, co dzieje się wewnątrz głowy.

Ponieważ takie osoby nie bieganą po pokoju ani nie przeszkadzają innym, ich trudności bywają przez lata niezauważane lub błędnie przypisywane „lenistwu”, „gapiostwu” czy „marzycielstwu”.

Główny problem: Dyskalkulia i dysfunkcja wykonawcza
Trudności wynikają tu bezpośrednio z zaburzeń funkcji wykonawczych mózgu – czyli systemu odpowiedzialnego za planowanie, skupienie, pamięć roboczą i zarządzanie czasem.

1. Trudności ze skupieniem i utrzymaniem uwagi
Łatwe odciąganie uwagi: Najmniejszy hałas, myśl czy obiekt w zasięgu wzroku potrafi wybić z rytmu.

Płynięcie w myślach (daydreaming): Zawieszanie się w połowie rozmowy, wykładu lub czytania książki. Często trzeba czytać ten sam akapit kilka razy, bo słowa przelatują przez głowę bez przetwarzania sensu.

Problemy ze słuchaniem: Wrażenie, że osoba „jest w swoim świecie” lub nie słucha, gdy mówi się bezpośrednio do niej.

2. Pamięć robocza i gubienie rzeczy
Ciągłe szukanie przedmiotów: Klucze, telefon, portfel, okulary czy dokumenty znikają w niewyjaśnionych okolicznościach kilka razy dziennie.

Zapominanie o zobowiązaniach: Przeoczone spotkania, rachunki opłacone po terminie, zapomniane wiadomości do odpisania.

Wychodzenie z pokoju i zapominanie, po co się weszło: Trudność w utrzymaniu w pamięci krótkotrwałej prostej intencji.

3. Złe zarządzanie czasem i prokrastynacja
Ślepota czasowa (Time Blindness): Trudność w oszacowaniu, ile czasu zajmie dana czynność (np. wydaje się, że wyszykowanie się zajmie 5 minut, a mija 25).

Paraliż zadaniowy (Task Paralysis): Poczucie ogromnego przytłoczenia przed rozpoczęciem zadania, które skutkuje odkładaniem go na później, mimo ogromnego poczucia winy.

Problem z priorytetyzacją: Wszystkie zadania wydają się równie ważne (lub równie pilne), co utrudnia podjęcie decyzji, od czego zacząć.

4. Wykończenie i organizacja
Trudności z dokończeniem projektów: Ogromny entuzjazm na początku nowego hobby lub zadania, który błyskawicznie gaśnie, pozostawiając liczne rozgrzebane sprawy.

Słaba organizacja przestrzeni: Chaos na biurku, w szafie czy w plikach na komputerze.

"Niewidzialny" fenotyp: Dwa charakterystyczne zjawiska
U osób bez nadpobudliwości fizycznej często obserwuje się dwa skrajne stany:

Hyperfocus (Hiperkoncentracja): Mimo że skupienie na codziennych, nudnych rzeczach graniczy z cudem, osoba potrafi wejść w stan absolutnego wciągnięcia w temat, który ją fascynuje. Może wtedy spędzić 8 godzin bez jedzenia i picia, zgłębiając jedno zagadnienie.

Przebodźcowanie i zmęczenie: Ciągła próba skompensowania braków uwagi i utrzymania porządku w chaosie wymaga ogromnego nakładu energii. Dlatego osoby te często mierzą się z przewlekłym zmęczeniem psychicznym pod koniec dnia.



Przecież to wypisz wymaluj ja . Po amfetaminie czy nawet meth tylko psychiczny spokój brak nakręcenia jak katarynka
The beautiful thing about DMT is that it makes no sense at all, but everything makes sense at the same time!
The methapor of Life

ledzeppelin2@safe-mail.net
ODPOWIEDZ
Posty: 128 • Strona 13 z 13
NarkoMemy dodaj swój
[mem]
Artykuły
Newsy
[img]
Po zjedzeniu tego grzyba zaczniesz widzieć „malutkich ludzi”. A nawet nie zawiera psychodelików

Wyobraź sobie, że po zjedzeniu dziko rosnącego grzyba nagle zaczynasz dostrzegać wokół siebie… miniaturowe postaci. To jednak nie wina znanych substancji psychodelicznych – przypadek Lanmaoa asiatica całkowicie przeczy chemicznej logice.

[img]
Ministerstwo Rolnictwa alarmuje. Chodzi o nową akcyzę na alkohol

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wystąpiło do Ministerstwa Finansów o wycofanie planowanej podwyżki podatku akcyzowego na alkohol.

[img]
Nastolatki używające marihuany mają podwojone ryzyko poważnych zaburzeń psychicznych

Nastolatki używające marihuany mogą mieć w przyszłości aż dwukrotnie wyższe ryzyko rozwoju zaburzeń psychotycznych i choroby afektywnej dwubiegunowej - wynika z dużego badania opublikowanego w „JAMA Health Forum”.