Dyskusja na temat grzybów halucynogennych, m.in. łysiczki lancetowatej i muchomora czerwonego.
Więcej informacji: Grzyby w Narkopedii [H]yperreala
ODPOWIEDZ
Posty: 7774 • Strona 778 z 778
  • 19 / 5 / 0
30 czerwca 2026CrazzyX56 pisze:
Siema wariaty pisałem o tych grzybach niby w chuj mocna odmiana zjadłem 2,5g Albinos penis envy i nic dosłownie nic nie poczułem odstawiłem nawet na 3 dni trazodon który się później okazał tripkillerem teraz zamówiłem 4g Jack rabitts i 1g albinos penis envy zjem to naraz mam nadzieję że trip będzie udany, i mam pytanie bo do tego zamowielm sobie 1g cmc czy na tripie jak nie będzie za mocny mogę sobie zajebac pacha czy nie zbyt
Problem nie jest w grzybach. Tylko w twoich oczekiwaniach, nastawieniu, samopoczuciu, chemii mózgu i pierdyliald innych czynników.
W psychodelikach niestety ale jest to irytujące że nie przewidzisz niczego. Działania, jakości tripa oraz jego siły.
Mój pierwszy razy był identyczny. Mnóstwo oczekiwań, nastawienie i tak samo jak w twoim przypadku wszystko było zupełnie inaczej.
Zacząłem chyba od 2g - nic
5g - cos tam posmyrało ale nie było to czego oczekiwałem.
7.5 g - i to był mój najpiękniejszy trip w życiu spośród setek jakie miałem później. Nigdy się nie powtorzyło.
To był trip z bonusem. Bardzo duchowe, totalne rozpuszczenie. A bonus był taki że jak minął pik gdzieś po 4 godzinach, nagle czas i przestrzeń się całkowicie rozmyła i jak bym znalazł się po drugiej stronie.
Jak bym połączył się z nadświadomością - wszystko rozumiałem jak działa przestrzeń, czas, życie, śmierć. Nie da sie tego opisać. To było takie piekne. Trwało to jakieś 20 minut.
Niestety drugieto podobnego tripa już nie miałem nigdy.

Ogólnie: najwiekszy bład myślowy to taki że jak u ciebie 2.5g nie działa to 5 będzie lepszy. Albo że jak zwiększysz dawkę 2 razy to będzie 2x mocniej.
Błąd. To tak nie działa. Działa to może od malutkich dawek do ok 3g. Większe dawki dają już większy rozpiździel w głowie.

Ja miałem takie myślenie ze na mnie włąśnie działą minimum 6g. Aż się pewnego dnia zdziwilem. Miałem resztki suszonych ok. 1.5g wiec postawnoiłem je skonsumować i kompletnie nie spodziewalem się zadnych efektów. Ewentualnie jakaś medytacja. To wszystko na co liczyłem. I sie zdziwilem. Bo te 1.5g tak mnie rozjebało jak nie raz dawki ponad 5g nie potrafiły.
Więc to nie jest kwestja samej dawki tylko mnóstwo innych czynników.
Zawsze też można zwalić winę na słabe grzyby. Ale to też przetestowałem. Bo miałem sporo zapasów z jednego miotu. Więc grzyby były idealnie takie same przy wielu tripach. A każdy z nich był zupełnie inny oraz siła działania przy tych samych dawkach była również zupełnie inna. Raz bardzo słabo, innym razem potrafiło pozamiatać.

Jednym słowem loteria.
  • 1292 / 8 / 0
30 czerwca 2026CrazzyX56 pisze:
Siema wariaty pisałem o tych grzybach niby w chuj mocna odmiana zjadłem 2,5g Albinos penis envy i nic dosłownie nic nie poczułem odstawiłem nawet na 3 dni trazodon który się później okazał tripkillerem teraz zamówiłem 4g Jack rabitts i 1g albinos penis envy zjem to naraz mam nadzieję że trip będzie udany, i mam pytanie bo do tego zamowielm sobie 1g cmc czy na tripie jak nie będzie za mocny mogę sobie zajebac pacha czy nie zbyt
Lepiej wyjdzie Ci zamówić growkita i sobie wychować. Ja sam już przy jedzeniu grzybów nie schodzę poniżej 6g, gdzie to smyra bardzo ok, ale jakby było ciut mocniej, to bym się nie obraził. Nie wiem, może to toalerka, może słabsze grzyby i jak już mam swoje to nie szkoda zjeść więcej i strzępić ryja dla 3g. Kiedyś zjadłem 3g i było ok, ale to była przeszłość. Masz już doświadczenie z psychodelikami?
  • 4 / / 0
Za mną drugi "terapeutyczny" trip, było ciężko, zbieram się po nim i próbuję wyciągnąć cenne informacje - rozmawiałem o nim nawet ze swoim terapeutą dzień po - cholernie trudno jest słowami opowiedzieć swoją podróż, zwłaszcza następnego dnia XD

Tym razem zamiast lemon teka wleciała herbatka - waga identyczna, tj. 2,6g Mckenaii. Susz zmielony w młynku do kawy zalałem wodą o temp. 75 stopni na 15min, następnie ten sam susz przelałem jeszcze do nowego kubka tym razem na 10min (chciałem mieć jak największy ubytek mocy).
Start 15:00, słuchawki, playlista wybitna do dryfowania w przestworzach - https://www.youtube.com/watch?v=JQRYiAxXbP4&t=3763s
i lecimy z koksem. A było inaczej niż ostatnio - chociaż ubytku mocy nie zanotowałem, było grubo (przynajmniej jak dla mnie póki co).
Wjechało szybciej, po 20min już leciałem, po około 50min bodyloading był tak silny, że nie mogłem wytrzymać w jednym miejscu (od lat gryzie mnie napięcie całych pleców, naprawdopodobniej o podłożu psychosomatycznym). Standardowe napięcie zostało namiętnie spotęgowane bez mojej zgody, zdjąłem słuchawki, chciałem to rozchodzić i zaczęła się prawdziwa konfrontacja. Myślałem, że minęło z 2 godziny - po takim czasie poprzednim razem mogłem już złapać kontakt z bazą i wpłynąć na w miarę bezpieczną przystań - tutaj był sam szczyt, minęła godzina i kilka minut i ta świadomość nieco spotęgowała mój lęk. Wyszedł na wierzch mój chaotyczny, analityczny, nadrefleksyjny umysł - to on nie chciał oddać kontroli, toczył walkę o dominację z grzybami, której nie mógł wygrać - moje myśli były zbyt wielowymiarowe, zapętlały się, pojawiało się poczucie winy, smutek, bezradność, dodatkowo somatycznie dostałem srogo po piździe - zmieniałem co chwilę pozycje, siedziałem, leżałem, spacerowałem, zasłaniałem zasłony, odsłaniałem (na zewnątrz było jasno, godzina 16).
Pojawiała się również chęć uzyskania pomocy z zewnątrz- ale jednocześnie świadomość, że to nie jest specjalnie możliwe i generalnie to nie jest najlepszy pomysł. Było też w tle mimo wszystko kojące poczucie, że to minie oraz - że jestem w tym sam ze sobą i będę się wspierał choćby nie wiem co. Po ok. 2 godzinach od startu z małym nakładem delikatnie wróciłem na ziemię i mogłem odrobinę odzyskać kontrolę nad swoim umysłem jednocześnie pozwalając mu elastycznie podpowiadać mi ważne dla mnie rzeczy, doszukiwać się wdzięczności w nieoczywistych relacjach czy generalnie życiu, to jest stan, który bardzo lubię i wierzę, że jest bardzo wartościowy.
Tym razem również miałem zapisaną intencję obok łóżka - była związana z otwartością na mój ból, napięcie, wiarę, że moje ciało jest w stanie się zregenerować. Ale właśnie - intencja z pierwszej podróży była krystalicznie ciepła, pełna wdzięczności - była chęcią akceptacji rzeczywistości i tego jaki jestem. Ta druga zaś niosła jakiś podprogowy ładunek oczekiwań - chociaż nie taki perfidny, to jednak cały czas miałem z tyłu głowy, że wbijam w podróż mimo wszystko z jakimiś oczekiwaniami i dodatkowo porównywałem resztką sił intelektualnych to przeżycie do tego poprzedniego oceniając je. To był błąd, tak to czuję i wtedy również tak to czułem, to mnie zamykało na to doświadczenie i nie mogłem puścić lejcy nawet odrobinę.
Druga kwestia - czy ja w ogóle jestem je w stanie puścić i dać się "ponieść" kiedy czuję fizyczny ból, napięcie, które nie puszcza? Czy ktoś z was w takiej sytuacji mimo takiego bólu był w stanie dać się im poprowadzić i wytrwać w tym?
Był chwilowy aspekt mistyczności - kiedy tak zwijając się w kłębek słuchając muzyki już z telefonu - zamknąwszy na chwilę oczy zsynchronizowało się to z początkiem utwory z mojej playlisty - kurwa, poczułem chwilowy spokój, tak, jakby cały wszechświat się dostroił do mojego umysłu, to było niesamowite. Natomiast całokształt nie pozwolił mi w tym wytrwać w takim stanie i konfrontacja trwała dalej, było to kurewsko trudne doświadczenie - chociaż nie żałuję, w tamtych chwilach również nie żałowałem, robię to intencjonalnie i z dużym szacunkiem, to jest potężna moc.

Następny raz za jakieś 6 tygodni - wejdę w to bez żadnych oczekiwań i z niewinnym nastawieniem by jedynie "obserwować" wszystko. Zastanawiam się tylko nad dawką - chyba ją odrobinę zmniejszę żeby się nauczyć poruszać w tej przestrzeni i nie uciekać. Trochę się obawiam póki co dorzucać jeszcze więcej, też nie wiem co mógłbym z większej dawki dla siebie wyciągnąć? W sensie po co miałbym tam iść? Co ja mogę tam zobaczyć? poczuć? zrozumieć? Czy w ogóle cokolwiek? Czy to nie będzie zbyt głęboka podróż, która straci wówczas pierwiastek terapeutyczny?
Będę wdzięczny za komentarz kogoś bardziej doświadczonego, 3majcie się cieplutko
  • 1049 / 91 / 0
Co do połączeń psylocybiny oraz innych. Tu akurat było o beta - ketonach. Ja to bym chciał najpierw wiedzieć, co grzyby mają mi do powiedzenia w samotności. Jeśli się dogadamy, to możemy poeksperymentować. U mnie to wyglądało tak, że Polaczek był do dogrania. Ogólnie zapamiętałem na plus samo doświadczenie. Jednak, gdy grzyby mnie opuszczały trzeba było dalej żyć dzięki amfetaminie. Zjeba ze ścierwa była, jak zwykle, nie najmilsza. Jednak grzybki to był dodatek w takim ustawieniu. Mam nadzieję, że jasno się wyraziłem. Zejście amfowe to już leczyłem kodeiną. Może jeszcze czymś. To było ponad 10 lat temu.
ODPOWIEDZ
Posty: 7774 • Strona 778 z 778
NarkoMemy dodaj swój
[mem]
Artykuły
Newsy
[img]
Niebezpieczny proceder na lotniskach. Tak działają przemytnicy narkotyków

Przestępcy znaleźli nowy sposób na przemyt narkotyków, wykorzystując do tego dane nieświadomych pasażerów samolotów. Proceder polegający na podmianie zawieszek bagażowych z nazwiskami klientów linii lotniczych ujawniły kanadyjskie media. O ustaleniach kanadyjskiej stacji CTV News pisze też amerykański serwis podróżniczy Travel + Leisure.

[img]
ONZ alarmuje: rekordowa liczba osób zażywa narkotyki

Światowy Raport ONZ o narkotykach pokazuje, że konsumpcja narkotyków na świecie osiągnęła najwyższy poziom w historii dostępnych pomiarów. UNODC ostrzega, że coraz większym zagrożeniem stają się syntetyczne opioidy, w tym fentanyle i nitazeny, a liczba nowych substancji psychoaktywnych stale rośnie. Eksperci podkreślają, że rozwój rynku narkotykowego zwiększa ryzyko dla zdrowia publicznego i utrudnia skuteczne leczenie osób uzależnionych.

[img]
Psylocybina i medytacja w jednym badaniu klinicznym

USC uruchamia pierwszy w swojej historii kliniczny eksperyment z psylocybiną. Badanie finansowane przez agencję ARPA-H sprawdzi, czy ośmiotygodniowy trening uważności wzmacnia efekty terapii psylocybinowej u zdrowych dorosłych – i co to może oznaczać dla przyszłości psychiatrii.