28 czerwca 2026OjciecPio2 pisze: To prawda. Dla mnie nie ma piękniejszego stanu niż trzeźwość. Nie dlatego, że wszystko nagle staje się łatwe, ale dlatego, że pojawia się spokój umysłu – peace of mind. Przestajesz walczyć z rzeczywistością i próbować ją ciągle zmieniać pod siebie. Zaczynasz ją akceptować i płynąć z nią, zamiast nieustannie w niej mieszać. To trochę taoistyczne podejście – zaufać, że życie ma swój rytm i swój plan, a naszym zadaniem nie jest kontrolować wszystko, tylko być obecnym i mądrze odpowiadać na to, co przynosi. Paradoksalnie właśnie wtedy pojawia się wolność i szczęście, których tak desperacko szukało się w substancjach.
I branie substancji prędzej czy później kończy się poczuciem winy i wstydu.
Dlatego jak masz pracę siedząca to rusz dupę po pracy na rower, siłownie zacznij uprawiać sport i zobaczysz że będziesz się czuł znakomicie na trzeźwo pod warunkiem że się do tego będziesz potrafil zmusić i nie ćpał, zacząć powoli ale dążyć do jak największego wysilku fizycznego, regularnie to ważne. Akurat wedlug mnie właśnie tacy ludzie mają dużo gorzej, którzy mają pracę lekka, biurowa itd bo jak cpali to osiągnięcie tego graniczy z cudem, trzeba mnóstwo samo zaparcia, akurat to rozumiem.
Sam aktualnie jestem w chujowym stanie i nie potrafię się czasami zmusić by wyjść na ten rower czy pobiegać zrobić cokolwiek.
Niebawem będę mogl wrócić do pracy i będę szukać czegoś co da mi przysłowiowo w kosc, może uda się wrócić na zlom, bardzo chciałbym.
P.s chciałbym w tej chwili wrócić do tamtego stanu psychofizycznego w jakim byłem na prawdę czułem że żyje, dziś przez nałóg znów jestem na dnie z lękami, niepokojem, bezsennością...
Ale nie zamierzam się uzalać nad sobą bo już nie jedno przeżyłem i prawda jest taka że to uzależnienie zadaje za Ciebie pytanie dlaczego stan na trzeźwo jest tak chujowy?
I moim zdaniem to, co opisujesz, jest w dużej mierze prawdziwe — tylko wniosek bywa błędnie uogólniany.
Jeżeli ktoś przez długi czas regulował emocje i dopaminę substancjami, to „normalny stan” przestaje być neutralny. On jest odczuwany jako pusty, zbyt cichy, zbyt mało stymulujący. I wtedy praca fizyczna, zmęczenie, dyscyplina – faktycznie potrafią działać jak naturalny „reset”, bo układ nerwowy dostaje bodźce, których mu brakuje.
Ale to nie jest dowód, że trzeźwość jest z definicji gorsza. To raczej pokazuje, że układ nagrody jest rozregulowany i próbuje znaleźć nowe źródła równowagi.
I tu jest paradoks:
to, co na początku wygląda jak „prawdziwe życie”, bo daje intensywność i endorfiny (praca na granicy wytrzymałości, ekstremalne zmęczenie, adrenalina), z czasem też przestaje działać jako stabilny punkt odniesienia. Bo organizm adaptuje się do wszystkiego – i do substancji, i do ekstremów.
Dlatego moim zdaniem nie chodzi o to, żeby „trzeźwość była fajna jak naćpanie”, tylko żeby przestała być stanem, który trzeba czymś przykrywać albo przepalać.
Sport, praca fizyczna, dyscyplina – to są dobre narzędzia. Ale jeśli stają się jedynym sposobem na „poczucie życia”, to wchodzimy w inny rodzaj uzależnienia: od bodźca i przeciążenia.
I jeszcze jedno – to zdanie o „wadzie fabrycznej” jest mocne, ale nie bardzo pomaga. Bo ono zamyka temat, zamiast go wyjaśniać. A tu raczej widać mechanizm adaptacji i rozregulowania, a nie żadną „fabryczną usterkę”.
Trzeźwość nie musi być euforyczna. Wystarczy, że przestaje być wroga.
pozdrawiam piszacych że trzeźwość wspaniała xd
no. tak to już bywa z niektórymi odmiennymi stanami świadomości.
tymi dopiero co odkrytymi zwłaszcza.
zwlaszcza jak przy okazji uboki ćpania zejdą.
na dłuższą metę już aż taka fajna nie jest.
chociaż stosowana z umiarem nie szkodzi.
Bo tak naprawdę większość tej dyskusji kręci się między dwoma skrajnościami: albo „trzeźwość to raj i wystarczy się ogarnąć”, albo „trzeźwość to cierpienie i trzeba ją czymś przykrywać”.
A rzeczywistość jest dużo bardziej nudna i przez to mniej atrakcyjna narracyjnie: układ nerwowy działa w cyklach adaptacji, a nie w trybie „dobrze/źle”.
To, co opisujesz jako „endorfiny po tyrce”, jest realne – tylko to jest bardzo konkretny typ regulacji: silny bodziec → zmęczenie → ulga → nagroda. I to faktycznie może stabilizować nastrój, szczególnie po okresie rozregulowania.
Problem zaczyna się nie wtedy, kiedy ktoś tego doświadcza, tylko wtedy, kiedy to staje się jedyną metodą regulacji stanu wewnętrznego.
Bo wtedy człowiek zaczyna potrzebować nie „życia”, tylko określonej amplitudy: albo bardzo nisko (żeby potem poczuć ulgę), albo bardzo wysoko (żeby w ogóle coś czuć). I to jest strukturalnie podobne do mechanizmu uzależnień – niezależnie czy mówimy o substancji, pracy, ryzyku czy przeciążeniu.
Co do tego „na dłuższą metę nie jest już taka fajna” – tu się zgadzam, tylko warto doprecyzować: nie dlatego, że sama aktywność jest zła, tylko dlatego, że organizm przestaje reagować tak samo na ten sam bodziec. Tolerancja nie dotyczy tylko narkotyków.
I wtedy pojawia się klasyczny problem: „co dalej, jak już przestało działać?”
Dlatego zdrowsza wersja tego, co opisujesz, nie polega na wybieraniu między skrajnym wysiłkiem a biernym zjazdem, tylko na mieszaniu źródeł regulacji: trochę ruchu, trochę relacji, trochę odpoczynku, trochę sensu w pracy – bez jednego „głównego silnika”, który wszystko trzyma.
I jeszcze jedna rzecz, która tu często umyka: to, że ktoś dziś jest w gorszym stanie psychicznym, nie unieważnia tego, że wcześniej miał okres dobrej sprawności i energii. To nie jest „albo-albo”, tylko zmienność systemu w czasie.
W skrócie: problemem nie jest ani trzeźwość, ani wysiłek fizyczny, ani nawet sama przyjemność z silnych bodźców. Problemem jest sytuacja, w której układ nerwowy ma tylko jeden sposób, żeby wracać do równowagi.
I wtedy wszystko inne zaczyna się wydawać „dziadowskie”.
Edit: Przepraszam, nie przeczytałem pierwszego postu, teraz to nadrobiłem. Zauważyłem że autor miał na myśli nie stan po ćpaniu jedynie a bardziej filozoficznie do tego podszedł. Także wydaje się sensownym by jednak temat pozostał bo dotyczy ogólnej egzystencji ludzkości.
Osobiście nie zgadzam się z autorem że każdy się czuje chujowo na trzeźwo, są ludzie szczęśliwi na codzień, a to że każdy ma problemy i w każdej chwili to szczęście każdej jednostki w jednej sekundzie można zakończyć jakąś sytuacja np. śmierć osoby bliskiej, wypadek, choroba itd to inna kwestia, poza tym nie da się być 24/7 caly w skowronkach tak już jest skonstruowany świat i przecież każda chwila, sytuacja, rozmowa z kimś itd wpływa na to jak się czujemy. Nie mam czasu w tej chwili bardziej rozwinąć swojej myśli być może dopisze jak będę miał czas o ile nie zapomnę co jeszcze chciałem przekazać...
Marihuana w psychiatrii. Dlaczego „nie leczy” nie oznacza „nie działa”?
Mundur nie izoluje od rzeczywistości. O hipokryzji, która pęka na komisariatach
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
Jest wyrok za sprzedawanie dopalaczy. "Brak pobłażania dla sprawców tego typu przestępstw"
Dwa lata więzienia za handel dopalaczami. Taki wyrok wydał lubelski sąd ws. Jakuba G. - właściciela sklepu, w którym sprzedawano „Cząstkę Boga”. Na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 4 lata została natomiast skazana ekspedientka Patrycja M.
ONZ alarmuje: rekordowa liczba osób zażywa narkotyki
Światowy Raport ONZ o narkotykach pokazuje, że konsumpcja narkotyków na świecie osiągnęła najwyższy poziom w historii dostępnych pomiarów. UNODC ostrzega, że coraz większym zagrożeniem stają się syntetyczne opioidy, w tym fentanyle i nitazeny, a liczba nowych substancji psychoaktywnych stale rośnie. Eksperci podkreślają, że rozwój rynku narkotykowego zwiększa ryzyko dla zdrowia publicznego i utrudnia skuteczne leczenie osób uzależnionych.
Wolne Konopie: Mamy dowód, że policyjna machina działa dla statystyk
WK: Pamiętacie nasz niedawny tekst o KPP w Głogowie, która wydała ponad 1000 zł publicznych pieniędzy i zmarnowała 13 godzin pracy systemu na ściganie 0,06 grama marihuany? Wtedy zastanawialiśmy się, czy te kosztowne, absurdalne procedury prowadzą do wykrywania jakichkolwiek poważnych przestępstw. Policja nie potrafiła nam odpowiedzieć. Wysłaliśmy więc kolejny wniosek UIP. I właśnie dostaliśmy odpowiedź, która potwierdza całkowity bezsens tej polityki. Komendant Powiatowy Policji w Głogowie oficjalnie przyznał, że ta cała „walka z dilerami” to fikcja, a system produkuje puste zatrzymania.