Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 87 • Strona 8 z 9
  • 157 / 37 / 0
Blu pisze:
Jak ćpałem to miałem poczucie winy za to że świadomie się niszczę, za to że świadomie i dobrowolnie wybieram zło - jestem swoim własnym katem i oprawcą. Winiłem się za swoją słabość, za to że dzień za dniem przegrywałem z nałogiem i ogólnie marnuję swoje życie. Dodatkowo zadawałem sobie sprawę z tego, że jak piszesz "zawężanie szkód do samego siebie" to iluzja, bliscy zawsze też mocno obrywają, no chyba że pozrywałeś zupełnie kontakt.
A co jeśli jesteś wtedy lepszym człowiekiem?

Sprowadzasz wszystko do depresji, wstydu, winy i autodestrukcji. I choć często tak właśnie jest, to jednak nie zawsze. Nie w każdym wypadku.

Pisałeś, że inni też żyją w tych realiach, a jednak są szczęśliwi. A ja ci powiem, że nie są. Uciekają w alkohol, kofeinę i nikotynę, kolejne recepty na antydepresanty, social media, tik-toka, seriale, porno, jedzenie/słodycze albo religię (taką lub inną) czy muzykę, bo ciągle muszą mieć szum na uszach, bo nie są w stanie znieść samych siebie. Czym to się różni od tego "ćpania" ? Hardcorowe walenie w żyłę to jakby temat wiadomy. Ale spalenie blanta wieczorem? Rekreacyjne grzybki jako forma autoterapeutyczna?

Czy okazjonalne grzybki będą czymś gorszym niż bycie dzień w dzień na przepisanych antydepresantach?

Czy bycie pod ciągłym wpływem leków przeciwbólowych jest gorsze niż leżenie na kanapie w poczuciu niemocy i walcząc w rozpaczy o oddech, bo nie chce ci się żyć, bo przecież nie tak miało wyglądać twoje życie?

Tak - są przypadki bardzo łatwe do wytłumaczenia i wskazania palcem "winy". Gorzej z tą większością będącą w szarej strefie pomiędzy. Bo uważam mimo wszystko, że blant wieczorem jest mniej groźny niż wieczna wklejka w smartfona i świat internetowych trendów i wirali.

Mówisz o tym jak łatwo obarczać świat zewnętrzny, a przecież większość wychodzi z naszego wnętrza. A ile tych problemów wewnętrznych zostało indukowanych przez warunki na około? Depresja nie bierze się z powietrza. Wiele innych zaburzeń tak samo. Mając problemy własne czy można żyć normalnie, na trzeźwo? Można. Pod warunkiem, że twoje otoczenie to kompensuje odpowiednio. Bo masz ludzi, masz możliwości finansowe/materialne. A co jak tego brakuje? Jak wtedy żyć trzeźwo?
  • 3214 / 391 / 0
Jak ktoś chce zobaczyć w pełnej krasie jak działają i jakie narracje produkują narkomański system iluzji i depresja, to polecam post powyżej.

Ten system to budowany latami betonowy bunkier, którego nie da się zburzyć z zewnątrz, dlatego nie wchodzę w polemikę z Juliettą - nie ma to sensu. Choć oczywiście dobrze jej życzę i mam nadzieję, że kiedyś sama da radę się przez to przebić.
  • 579 / 141 / 0
@Blu Dzieki za odpowiedz.
Nie no, mysle ze granie hardego i pieprzenie o trybikach w machinie i niewolnictwie, jak te normiki tak moga na tych etatach (najlepiej jeszcze w drodze do calodobowej po sprzet) byloby malo powazne.

Moja iluzja (nieironicznie, obiektywnie masz racje, poniekad kazdy subiektywny punkt widzenia z natury bedzie w jakims stopniu iluzja) jest taka ze najbardziej rzucaja sie w oczy przypadki skrajne.

A gdzies tam z boku jest ta nudna szara czesc, (no bo nie bede podnosil swojego przypadku do rangi wyjatku, to byloby rownie smieszne co zapewnienia swiezakow ze sie nie wjebia) co wali bo nie ma nic lepszego do roboty, zycie juz nauczylo ze to jest maksimum efektu przy relatywnie niskich nakladach i akceptowalnych szkodach. I tak to sobie leci. Wstydzic sie nie ma kogo, znajomi zostali glownie niecpajacy i z tym ze cpam nie maja problemu (a czemu by mieli miec, jesli cpanie nie jest uniwersalnym mandatem i usprawiedliwieniem in blanco).

Mam ten komfort (niestety?) ze wiem po co i dlaczego i jest mi z tym zwyczajnie wystarczajaco dobrze.

W tej iluzji mysl o "winie" nie jest (juz) instynktowna. Lata temu bym ci odpowiedzial ze swiat jest zly. Dzis widze to tak ze jest jaki jest, radz sobie z tym tak jak umiesz, skoro ci sie nie w pelni podoba. I tak to przeciez najlepszy ze swiatow :)
  • 157 / 37 / 0
18 maja 2026Blu pisze:
Jak ktoś chce zobaczyć w pełnej krasie jak działają i jakie narracje produkują narkomański system iluzji i depresja, to polecam post powyżej.
O jakiej iluzji ty mówisz? Postawiłeś znak równości pomiędzy motywacją do brania dragów, a byciem na pełnej bombie non stop.

A ja pytałam poważnie o tą granicę. W tym kraju jest 2 miliony ludzi na antydepresantach. 4 miliony ludzi niepełnosprawnych, a nieoficjalnie nawet drugie tyle. A mamy jedną z najgorszych opiek zdrowotnych w Europie. Ludzie radzą sobie jak potrafią.

Czy uciekanie w świat internetu, seriali i kolejnych trendów na insta rolkach to coś lepszego czy mniej szkodliwego niż okazjonalne zapalenie skręta?

Jak raz na kilka miesięcy skonsumuję terapeutyczną dawkę grzybków (gdzie psylocybiny używa się terapeutycznie tak czy siak) zamiast być 24/7 na antydepresantach to nagle jest to jakąś racjonalizacją, iluzją i narkonarracją?
  • 3214 / 391 / 0
Chyba cię z kimś pomyliłem, myślałem że bierzesz opio. W takim razie cofam część narkomańską systemu iluzji, ale ta depresyjna nadal uważam ciebie dotyczy.
  • 157 / 37 / 0
Oczywiście, że dotyczy - bo z powodu uszkodzonego kręgosłupa żyję w ciągłym bólu od wielu lat. I jestem na lekach przeciwbólowych, które biorę w ilości zaleconej przez lekarza. Lub nawet mniejszej jak mam dobry dzień, bo nie chcę się zmagać z tolerką i nie chce przechodzić na mocniejsze leki z własnej głupoty, bo to równia pochyła. Zwłaszcza z taką "wymówką" jak rozwalony kręgosłup i życie w ciągłym bólu to łatwo polecieć z tematem.

Depresja jest chorobą indukowaną zewnętrznie. To nie jest choroba genetyczna. Nawet w przypadku wielu chorób genetycznych to też jest tak, że aby uszkodzone/wadliwe geny mogły ulec ekspresji to potrzebne są odpowiednie okoliczności środowiskowe.

Tylko dalej pytanie pozostaje otwarte, na które ciągle nie odpowiedziałeś: czy w tej sytuacji jakiej się znajduję to lepiej i bezpieczniej jest brać do końca życia antydepresanty i być pod ich wpływem 24/7? Czy może lepiej raz na kilka miesięcy zarzucić sobie terapeutyczną dawkę grzybków? Czy takie życie na lekach można nazwać "trzeźwym" ? Czy w takiej sytuacji (a przecież nie jestem sama - jest nas miliony tak naprawdę) da się w ogóle żyć na trzeźwo?
  • 3214 / 391 / 0
Najlepiej to depresję leczyć latami psychoterpii i ciężkiej pracy nad sobą, swoim charakterem i wadami. Antydepresanty to jedna wielka ściema, a grzyby nie leczą depresji tylko chwilowo maskują jej objawy, gdyby było inaczej to już byś dawno się wyleczyła. Takie jest moje zdanie, w walce z depresją mam w tej chwili jakieś 20+ lat osobistego doświadczenia.

Każdy jest inny i każdy ma swoje racjonalizacje, każdy ma swój system iluzji, w który zręcznie wplata rzyczywiste fakty. Mózg to kłamca posuwający łatwe niby-rozwiązania tak aby jak najmniej musieć pracować i się zmieniać. Jedną z najważnejszych rzeczy jakie usłyszałem na terapii to : jeśli wybrałeś łatwe rozwiązanie zamiast trudnego, to lepiej dobrze się przyjrzyj swoim motywacjom, bo najprawdopodobniej twój własny mózg właśnie robi cię w chuja i to nie jest żadne rozwiązanie, a raczej ucieczka przed problemem.
  • 157 / 37 / 0
Depresji nie da się wyleczyć latami psychoterapii jeśli jest ona chorobą współistniejącą będącą efektem innych problemów zdrowotnych tak jak u mnie. Co ty chcesz przegadać? Fizyczne uszkodzenie kręgów, naciski na korzenie itp? Przegadać to możesz fakt, że cię koledzy w podstawówce okładali, albo że dziewczyna wyśmiała twoje przyrodzenie jak byłeś w ogólniaku. Ale nie to, że masz guza, brakuje ci ręki, poruszasz się na wózku albo że masz jakąś śmiertelną chorobę.

Coś ten terapeuta ci makaron na uczy nawijał, aby jak najwięcej kasy ściągnąć - albo z ciebie bezpośrednio albo z NFZ. Wybiera się rozwiązanie przede wszystkim skuteczne w oparciu o relację koszt-efekt. Wybieranie trudnego rozwiązania to sztuka dla sztuki, która niczemu nie służy poza łechtaniem ego. To takie katolickie "cierpienie uszlachetnia". To manipulacja mająca na celu trzymanie społeczeństwa w ryzach.

Jak miliony ludzi będących w podobnej sytuacji do mnie ma niby żyć trzeźwo? I przede wszystkim po co? Żeby cierpieć? Zobacz jakim słownictwem się posługujesz - mówisz o winie, o ucieczce, o drodze na skróty. A jaka jest alternatywa ja się pytam? Mam zacisnąć zęby i nie brać niczego, żeby wić się w bólu niezdolna do samodzielnego skorzystania z kibla, bo "mózg mnie oszukuje łatwym rozwiązaniem" ?
  • 3214 / 391 / 0
Agresywna się zrobiłaś. System iluzji i zaprzeczeń ma to do siebie, że im ważniejszą rolę pełni w twoim życiu, tym bardziej zajadle będziesz go bronić. Bez odbioru.
  • 157 / 37 / 0
Agresywna, bo domagam się odpowiedzi na pytanie, czego unikasz? Bo uważam, że powtarzasz modne psychoslogany, które często są nieprawdziwe, bo są tak daleko idącym uproszczeniem, że zniekształcają obraz rzeczywistości?

Łatwo jest moralizować - bo tym jest język winy, drogi na skróty i iluzji wynikającej z uzależnienia jak się nie podaje żadnych alternatyw.

Piszesz np o terapii, ale przemilczasz fakt, że podstawą psychoterapii depresji jest farmakologia. To jaki związek z trzeźwością ma torpedowanie człowieka antydepresantami? Przecież to tylko zamiana jednej substancji na inną - ale akceptowalną społecznie. To, że ty uważasz leki za ściemę nie zmienia faktu, że takie są procedury. Zwłaszcza w ciężkich depresjach (i jakichkolwiek innych schorzeniach psychologicznych) uniemożliwiających normalne funkcjonowanie społeczne i zawodowe. I co - jaką tu alternatywę widzisz jak ktoś jest na tyle chory, że nie funkcjonuje zawodowo i społecznie, a wręcz rozważa samobójstwo? Ma nie brać leków w imię trzeźwości i walki z iluzją drogi na skróty? Jakim kosztem? Ponownie zapytam - jaka jest alternatywa? Medytacja, akupunktura, ćwiczenia oddechowe? To nawet nie są plasterki. To jak pół apapu na urwaną nogę.

Co z ludźmi jak ja, ja się pytam? Mam odstawić leki, dzięki którym mogę wyjść do sklepu i zrobić zakupy, spotkać się z rodziną i przyjaciółmi czy pracować? Bo to wina systemu iluzji, a nie obiektywnych warunków zdrowotnych?

Zestawiłeś prohibicyjną trzeźwość rozumianą abstynencyjnie z byciem na ciągłej bombie i uprościłeś to do kwestii bycia w aktywnym i niekontrolowanym nałogu. A w ilu wypadkach to będzie prawdziwe?

Jaki wpływ mam na wspomniany przeze mnie "park szczurów" ? Na psychologiczne skutki wrogiej architektury i betonozy? Na degradację przyrody i smog przez 3/4 roku? Jaki wpływ mam na narrację strachu w mediach ? Jaki wpływ mam na stosowane psychosztuczki w marketingu w internecie, filmach i serialach (lokowanie produktów i promowanie nierealnych standardów wyglądu), czy w sklepach stacjonarnych? Jakkolwiek człowiek by się nie obracał tam jest obiektem psychologicznych zagrywek mających na celu kształtowanie konkretnych zachowań konsumenckich.

Jeśli mam przez to przebrnąć używając od czasu do czasu substancji zmieniających percepcję to nie jest to drogą na skróty. Jest to sposobem na przetrwanie. Bo zwyczajnie nie istnieją żadne alternatywy, a od rozmowy z terapeutą nie naprawi mi się magicznie kręgosłup. Tak samo międzynarodowe koncerny nie zmienią swoich praktyk.

To co ja mam zrobić? Jak mam zachować trzeźwość i czym ona dla mnie będzie w takim wypadku? To nie jest pytanie retoryczne, ani obrona czegokolwiek. Pytam w 100% serio.
ODPOWIEDZ
Posty: 87 • Strona 8 z 9
Newsy
[img]
Psychologia w codziennym życiu: psychodeliczny zwrot

Kiedy Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze w sprawie substancji psychodelicznych, internet eksplodował szybciej niż jakakolwiek konferencja prasowa. Nagłówki w mediach społecznościowych migały o „legalizacji narkotyków”, „rewolucji psychodelicznej” i „końcu tradycyjnej psychiatrii”. W rzeczywistości, jak podkreślały NPR (npr.org) i PBS, dokument nie legalizuje żadnej substancji. Przyspiesza on natomiast procesy badawcze, skraca ścieżki regulacyjne FDA i toruje drogę do szerszego stosowania rozszerzonego dostępu w przypadkach poważnych chorób psychicznych, gdzie inne metody zawiodły. Jednak w dobie natychmiastowych emocji to nie fakty, a pierwsze wrażenia decydują o reakcji ludzi.

[img]
Ponad miliard euro w kokainie. Rekordowy transport przechwycony

Hiszpańskie służby przejęły statek towarowy Arconian, który mógł transportować od 30 do 45 ton kokainy wartej ponad miliard euro. Jednostka wystartowała z portu w Sierra Leone, gdzie zbiegł znany holenderski król przemytu narkotyków Bolle Jos Leijdekkers. Dla hiszpańskiej policji to największy udaremniony przemyt w historii.

[img]
Mieszkańcy protestują. Sklep z marihuaną blisko parku i autobusów szkolnych

Grupa rodziców ze Scarborough sprzeciwia się planom otwarcia sklepu z marihuaną, który – jak podkreślają – miałby powstać naprzeciwko ruchliwej strefy autobusów szkolnych.