27 stycznia 2026gazyfikacja plazmy pisze: @tosieniedzieje Nowy Dworek skończyłem niecałe 9 lat temu. Nie zgodzę się, ze to była kolonia dla ćpunów, moja terapia tam, przez pierwszy rok, była bardzo trudna. Połowę tego czasu spędziłem poza społecznością, to akurat sporo, nie znałem nikogo kto tyle na granatach siedział i skończył. Nie rozumiałem wtedy procesu grupowego, ale też nikt mi go nie wytłumaczył, nikt nie pokazał mi palcem na co patrzeć i jak. Dziś potrafię go skutecznie wytłumaczyć innym.
W Krakowie na ogromny plus jest wyrozumiała kadra lekarska i terapeutów, ilość godzin terapii i prace, które się pisze, żeby przeanalizować rozwój i postęp swojego uzależnienia. W ramach przywilejów można też korzystać z telefonu i przepustek, które najpierw omawia się z terapeutami i grupą. W Gliwicach nie byłam długo, nie podobało mi się, że nie ma prawie w ogóle terapii (były społeczności, ale zazwyczaj tak bezsensownie i nudnie prowadzone, że usypiałam, a w ramach "kary" cała grupa musiała zrobić np. 15 pajacyków na rozgrzewkę. To mnie skutecznie zniechęciło, skupianie się codziennie na tej samej, bezsensownej pracy, brak terapii, a wisienką na torcie było, kiedy terapeuta wydajacy leki (powinna to robić pielęgniarka z uprawnieniami) pomylił je i dał mi nie moje i gdy zaczęłam źle się czuć stwierdził, że każdy się może pomyli. Jedyny plus tego ośrodka, to znajoma, którą tam poznałam i wyszła z niego niedługo po mnie.
27 stycznia 2026Grzejnik80 pisze: Z tymi traumami nie zająłeś jednak żadnego stanowiska.
A odnośnie tego, że blisko Ci do buddyzmu, buddyzm na najbardziej podstawowym poziomie mówi o przyczynie i skutku. O tym, że nasze myśli, słowa i działania wytworzyły nasz obecny świat, a teraz zasiewamy nasiona przyszłości. Perspektywa ta obejmuje wiele żyć. Podejście takie czyni świat sprawiedliwym, warto się w takim świecie starać, my jesteśmy kowalami swojego losu. Z psychologicznego punktu widzenia, wiara w sprawiedliwy świat ma też ciemną stronę, np. obwinianie ofiar. Buddyzm jednak zarządza tym bardzo dobrze, bo pracuje również ze współczuciem. To stary, ale bardzo dopracowany system.
28 stycznia 2026Hersz pisze: W Gliwicach nie byłam długo, nie podobało mi się [...]
Co do tej alternatywy dla ćpania to gazyfikacja plazmy trafiłes nie w dziesiątkę a w setkę. Jak się jest trzeźwym i widzi się możliwości tego świata i inne spojrzenie na przyszłość to zaczyna się to stawać atrakcyjne. Bo jak grzejesz to w ogóle nigdy nie masz takiego myślenia, mi się włączyło całkiem niedawno dopiero.
Co do Twojego braku pewności siebie to gdzieś musi leżeć. Znajdź ją i popracuj nad nią bo widocznie tego nie przepracowałeś dobrze.
Edit: nie mogłem już edytować, proszę o złączenie postów któregoś z adminów/modów.
@gazyfikacja plazmy odnieś się do tego i tego postu wyżej bo nie mogłem edytować. Znaczy odpowiedz na pytanie jak wytrzymałeś pół roku nie odzywając się praktycznie do ludzi?
A jak sobie radziłem? W pokoju zwykle rozmawiałem, czyli wbijałem innych na układ. Czasem ktoś zapisał sprawę, że podejmuję rozmowy, czasem nie. Na szlugi się wkurwiałem. Kawę jadłem po kryjomu. Kilka razy udało mi się w niezauważony sposób namówić kogoś na kupienie mi słodyczy. Jak miałem książkę, walczyłem o to, żeby jej nie oddawać. Jak straciłem prawo do słuchania muzyki (muzyka jest dla mnie bardzo ważna), któregoś razu przeoczono, że mam mp3 i została u mnie. Słuchałem muzyki w nocy. Któregoś razu podłączałem ją do ładowania po ciemku i wsuwałem wtyczkę po palcach, prąd jebnął mnie tak, że podskoczyłem. Tętno wzrosło chyba do 200, a ja nawet nie pisnąłem. Miałem sposoby, nie zawsze zgodne z regulaminem, ale trzeźwy chciałem być na serio.
Najważniejsze jest to dlaczego tyle razy na granatach siedziałem. Byłem kozłem ofiarnym, jak grupa skupiała się na mnie, inni mieli spokój. Potrafiłem dostać granata za bzdurę jakąś, grupa i terapwuci traktowali mnie surowiej. Sporo niesprawiedliwości mnie spotykało i wkurwiałem się na nią, buntowałem się i walczyłem. Emanowałem postawą, która wkurwiała innych, dlatego spotykałwm się z nieprzychylnymi postawami. Całe życie tak miałem, od szkoły, przez szpitale, aż do ośrodka. Doświadczałem krzywdy, byłem wkurwiony, to wywoływało wrogie nastawienie u innych i spotykały mnie kolejne niesprawiedliwości. Schemat, z którego bardzo trudno wyjść, obecny u recydywistów, długotrwale uzależnionych i w ogóle u wielu ludzi, którzy sobie nie radzą.
Podczas społeczności nie wiedziałem na co patrzeć, dyskutowałem z argumentami ludzi, które często były bzdurne, zastanawiałem się czy oni są idiotami. A to zupełnie nie o to chodzi, nie chodzi o to, żeby dochodzić racji. Chodzi o zobaczenie schematu, że pewne postawy prowokują wrogość i brak przychylności grupy.
Jakiś czas temu spotkałem kolegę z dawnych czasów. Bardzo skrzywdzony, to co przeszedł to kosmos jakiś. Niestety też wkurwiony, sfrustrowany, dużo niezgody w nim. Przez to będzie dalej dostawał wpierdol od życia. Starałem się mu to pokazać, ale wiem, że jedna rozmowa to za mało. Szkoda mi go, szkoda mi też, że sam zrezygnował z dalszego kontaktu ze mną. Oczywiście znałem więcej osób z takim problemem.
zaleczył się w Monarze, ale ciężkim 1,5 czy 2 letnim, jeszcze jakieś 15 lat temu.
Tylu osobom co żeś też spyerdolił leczenie przez garba i układ to tylko Ty wiesz.
Widzisz mimo wszystko, że człowiek jest istotą stadną, żeby nie napisać zwierzęciem i lgnie do ludzi. Nie da się dłużej niż kilka dni bez wyboru z nikim nie rozmawiać.
Tutaj przez to też może dobrze nie przepracowałeś braku pewności siebie, który Ci pozostał.
Nie znam aż tak na ludzkiej psychice i psychologii, ale potrafię wyciągnąć pewne wnioski na szybko a jak bym posiedział pewnie dłużej to bym coś więcej napisał, ale też nie ma takiej potrzeby.
Poza tym sory @ gazyfikacja plazmy , ale jak się "nie zrzuciłeś" z układu samym sobą to nie dziw, że masz nieprzepracowane sprawy.
Jak Ty w ogóle mogłeś kończyć ośrodek łamiąc podstawową zasadę o układach, nie było Ci głupio na koniec jak kończyłeś? Ja bym chyba moralnie nie dał rady.
Sory, że się tak niby pruję lekko, ale to co piszesz jest mało chwalebne.
Nie atakuję Cię w żaden sposób, ale byłem w kilku ośrodkach i to co żeś odyebał to tylko ja wiem i ci co byli dłużej w ośrodkach i znają sposoby leczenia.
A z układów się oczyściłem, ze wszystkich. Uczciwość to jeden krok. Najważniejsza jest uczciwość wobec siebie. W ośrodku miewałem poważne myśli samobójcze, chciałem przedawkować fentanyl na klatce schodowej. Planowałem to dokładnie, łącznie z tym, żeby nie zaćpać, bo jakbym się naćpał, nie zabiłbym się. Nie mogłem z nimik porozmawiać, bo wyglądałoby jakbym próbował manipulować społecznością lub terapeutami. Byłem sam w najtrudniejszych chwilach, jak przez całe życie. Poza tym wiele zasad łamałem przez swoje roztargnienie, przez neuroatypowość, zupełnie bez złych intencji. Byłem za to uczciwy wobec siebie. Rozmowa z kimś nie była dla mnie poważnym przewinieniem, chwila przyjemności z muzyką też nie. A jak coś było, traktowałem to poważnie.
Najważniejszą rzeczą na terapii było czerpanie radości z robienia czegoś z ludźmi. Zacząłem organizować wyprawy. Zmieniło się wtedy podejście grupy do mnie. To był przełom. Nie będziesz @Grzejnik80 trzeźwy od tego, że nie będziesz słuchał muzyki, albo od tego, że nie odezwiesz się do nikogo. Ale od budowania dobrych relacji masz szansę być trzeźwy.
Jak się zrzuciłeś po pół roku i nie kazali Ci rozpoczynać terapii od nowa to też chvj nie leczenie za przeproszeniem. Takie moje zdanie.
Oczywiście nie ma dwóch takich samych przypadków i nie da się na większość spraw patrzeć jedynie zero-jedynkowo.
Tak samo jak wiem, że stary Monar nie był doskonały, jak nic w życiu, żaden system polityczny, prawny etc., ale on "rozkładał człowieka na kawałki i składał go do kupy od nowa". I to jest fakt.
Uważam, też że w 1,5-2 lata jak ktoś chce wszystkiego "dotknąć" to wyleczy 99% problemów.
Jeśli chodzi o ciężkie ośrodki i twarde zasady, zmiana jest dostatecznie trudna, nie ma potrzeby utrudniać jej dodatkowo. Warto patrzeć co realnie może pomóc człowiekowi, celem terapii powinna być pomoc. Trzeba też wiedzieć co pomaga, a co nie. Rozważmy to co napisałeś, zaczynanie terapii od początku po przyznaniu sie do dawnych nieuczciwości. Załóżmy też, że pacjent jest już w innym miejscu. Czego to ma uczyć? I jak to ma sie do życia na zewnątrz? Jak ktoś się do tego dostosuje, będzie umiał żyć w tym ośrodku i tylko tam. Pokonywanie życiowych trudności, skuteczne ich pokonywanie, może pomóc w rozwoju. Za to pokonywanie trudności sztucznie stworzonych, złośliwie, albo dla zasady, nie zadziała jak skuteczny trening, najpewniej będzie przeciwskuteczne. Poza tym życie w społeczności, która stwarza sztuczne trudności, nie jest najlepszym życiem.
A stary Monar, rozkładanie człowieka i składanie go, to średni pomysł. Stary Monar pomógł wielu ludziom, ale wielu też nie pomógł. Ich oferta może była dobra dla niektórych ludzi, ale dla większości nie była odpowiednia. Z resztą popatrzcie na kim Kotański sie wzorował, na szczęście nie kopiował pomysłu 1:1. To był eksperyment, bo dobrych rozwiązań nie było.
@Grzejnik80 możemy się przyjrzeć Twojej terapii, jeśli chcesz. Wtedy zapraszam na priv.
Młodzież i marihuana w Polsce – jak realnie minimalizować ryzyko?
Narkomani i nędza. Niemcy wolą się tu nie zapuszczać. "Sytuacja nie do przyjęcia"
GIF: Nielegalny handel w sieci lekami narkotycznymi zaczyna się od legalnej recepty [WYWIAD]
Spali w lesie i zażywali narkotyki. Policja zatrzymała rodziców trójki dzieci
Jedna z mieszkanek zadzwoniła na policję i poinformowała, że rodzice wraz z trójką dzieci w wieku 1, 4 i 6 lat przez ostatnią dobę przebywali w samochodzie, w lesie. Na miejsce natychmiast skierowano policyjny patrol.
1 dziennie i ryzyko drastycznie rośnie. Alarm: Polacy nic sobie z tego nie robią
Nawet niewielkie ilości alkoholu mogą istotnie zwiększać ryzyko raka jamy ustnej – wynika z badania opublikowanego w „BMJ Global Health”, które szczególnie alarmujące dane przynosi z Indii.
Fałszywy narkotest, prawdziwe konsekwencje. Jak policyjna procedura zniszczyła życie 20-latka
W teorii miał to być rutynowy patrol drogówki. W praktyce - początek koszmaru, który na wiele tygodni wywrócił życie młodego człowieka do góry nogami. Fałszywie dodatni wynik policyjnego narkotestu, medialny rozgłos i społeczny ostracyzm okazały się silniejsze niż późniejsze, prawdziwe wyniki badań krwi. Bo gdy prawda w końcu wyszła na jaw, szkody były już nieodwracalne.
