to co wypisałem wyżej, to wstępna analiza - domowym sposobem - na sprawdzenie - jak bardzo się wpier$%$@#@#łeś w ten syf.
Jak wytrzymasz miesiąc, to masz w głowie taką lampkę, że już ten piepszony miesiąc za mną i nie warto zmarnować tej abstynencji, jeśli kiedykolwiek myślałeś o rzuceniu.
Samo myślenie o tym, to już pewnego rodzaju sukces w głowie, widać że organizm mówi, że coś jest nie tak i trzeba coś z tym zrobić.
Rzucanie mefa, zwł jak leciało się nie grama co weekend tylko grama ( lub więcej ) dziennie - to wyzwanie - ale NIEniemożliwe
Ja nawet nie liczyłem ile miałem podejść do tego... pozdr. ];-]
Jest ciężko ale się da
13 kwietnia 2025kwiecien3004 pisze: Jestem obecnie w drugim tygodniu ciągu może jeden dzień przerwy dwa max. Czuje ze problemy się nasilają ale nie chce wychodzić z tego stanu
Poza tym- nawet zanim się pojawi informacja, że "w zasobniku zostało już 50% surowca" - niestety: "pomost surowiec – organizm w postać nosa zaczyna trzeszczeć w posadach.
Na drugi dzień sprawca się już tylko jako... romantyczne miejsce.
Rozstań.
Niezrozumianych i skomplikowanych, w gruncie rzeczy dobrych, inteligentnych ale... itd
I w rezultacie później człowiek szybko dochodzi do wniosku że wiem z czym to się je i niestety bawić się można krótko bo później rozpoczyna się – albo równocześnie albo niezależnie:
1) marnowanie materiału (na przykład: wykładniczo zwiększając porcje próbujemy dogonić to złudzenie, które okazuje się być jednorazowym snem eterycznej, letniej nocy- zwiększasz porcję, bo rośnie tolerancja, bo posypujesz choć jeszcze mógłbyś spokojnie ujechac na poprzedniej kolejce...
Konsumowana Ilość rośnie wykładniczo.
Rośnie wprostproporcjonalnie do tolerancji.
Przyjemność/ efekt działania
Ale przy okazji...po drugiej stronie osi wykresu rysuje parabolicznie wystrzelona reprezentacje zmiennej opisanej jako "koszt tej przyjemności wyrażony w PLN"
2) minusy zdrowotne (nie chodzi o kategorie zdrowia psychicznego )
= Rozjebany nos, kłopoty z żołądkiem, kłopoty z zębami, infekcje
"Rutyna to rzecz zgubna "
Chłopie, czy Ty w ogóle czytasz co Ty piszesz? Nóż się w kieszeni otwiera.
Łamiesz właśnie fundamentalną, pierwszą zasadę BHP użytkownika substancji: ALBO SIĘ LECZYSZ, ALBO ĆPASZ. Wybierz jedno, bo to co odwalasz, to nie jest "ciąg", to jest biochemiczne samobójstwo z córką w roli zakładnika.
1. Robisz sobie z mózgu gulasz (Interakcje)
Masz pretensje, że "czujesz się źle" i "leki nie działają"? A jak mają działać?!
- Wrzucasz paroksetynę (SSRI) i Vortioksetynę – leki, które blokują wychwyt serotoniny.
- Na to walisz 5 GRAMÓW mefedronu dziennie – który tę serotoninę wylewa wiadrami.
- Dopychasz to mianseryną i Mirtazapiną.
2. Gaz i hamulec w podłodze
Bierzesz neuroleptyki (Fluanxol, Tisercin), żeby wyciszyć dopaminę, a jednocześnie stymulanty, żeby ją wystrzelić. Twój układ nerwowy jest w stanie totalnej wojny domowej. Nic dziwnego, że boli Cię ciało i siada psychika. Żadne "dorzucenie czegoś na sen" tu nie pomoże, bo Twój mózg już nie wie, czy ma spać, czy biec.
3. Przestań się zasłaniać córką
To jest najgorszy fragment Twojego wpisu. "Nie mogę iść na odwyk, bo wychowuję córkę".
Bzdura. Przy 5g/dobę i takim miksie leków Ty jej nie wychowujesz, Ty tylko przy niej egzystujesz jako tykająca bomba.
Zastanów się: co jest gorsze dla dziecka?
A) Ojciec w szpitalu na miesiąc (dziecko u dziadków/rodziny).
B) Ojciec, którego córka znajduje rano sztywnego w łóżku po wylewie, albo ojciec, który dostaje ostrej psychozy i robi krzywdę sobie lub jej.
W tym stanie stwarzasz dla niej zagrożenie.
Zapomnij o odstawianiu 5g mefy w domu przy takim podkładzie lekowym. To grozi padaczką i stanem zagrożenia życia.
Jedyna opcja to szpital psychiatryczny/toksykologia. TERAZ.
Przestań szukać magicznej tabletki na sen, bo następną rzeczą, jaką łykniesz, będzie rurka intubacyjna na OIOM-ie.
"Narkotyki to syf i mega biznes czaisz? ktoś żyje z Ciebie i Twoich ziomali"
Ciemna strona zieleni: Wszystko, co musisz wiedzieć o negatywnych skutkach nadużywania konopi
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
Marihuana a metabolizm. Naukowcy odkryli zaskakujący wpływ konopi na organizm
Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego odkryli, że związki zawarte w konopiach mogą wpływać na wagę i metabolizm w sposób bardziej złożony, niż dotąd przypuszczano. Eksperymenty na myszach sugerują, że za potencjalne korzyści metaboliczne mogą odpowiadać nie tylko THC, ale również inne substancje obecne w marihuanie.
Palenie marihuany zmniejsza chęć na alkohol? Nowe badania kliniczne przynoszą zaskakujące wnioski
Coraz więcej osób na świecie eksperymentuje z zastępowaniem alkoholu konopiami indyjskimi, a trend ten zyskał w popkulturze miano „California sober”. Choć do tej pory opieraliśmy się głównie na niejednoznacznych obserwacjach, najnowsze badanie opublikowane na łamach American Journal of Psychiatry rzuca nowe światło na ten fenomen. Kontrolowany eksperyment udowadnia, że doraźne zapalenie marihuany znacząco zmniejsza ilość spożywanego alkoholu i opóźnia moment sięgnięcia po pierwszego drinka.
Już 1 drink dziennie zwiększa ryzyko zgonu. Alkohol nie przynosi żadnych korzyści
W Journal of Studies on Alcohol and Drugs ukazało się jedno z najbardziej kompleksowych badań dotyczących wpływu alkoholu na zdrowie populacji amerykańskiej. Zostało przeprowadzone przez ponad trzydziestu badaczy z wiodących instytucji naukowych, w tym z Columbia University, University of California, Mayo Clinic, University College London czy Harvard Medical School. Dostarcza ono precyzyjnych szacunków ryzyka zgonu powodowanego przez spożycie alkoholu z uwzględnieniem płci, wieku i poziomu konsumpcji.

