Alkaloid opium - metylowana pochodna morfiny.
Więcej informacji: Kodeina w Narkopedii [H]yperreala
Wolisz kodę z Antka czy z Thioco?
Antek
81
27%
Thioco
220
73%

Liczba głosów: 301

Zablokowany
Posty: 11543 • Strona 1137 z 1155
  • 1764 / 593 / 0
Naprawdę nie jesteś w stanie włączyć odpowiedniego wątku i przeczytać odpowiedzi na swoje pytanie? Trzeba zadawać je tysięczny raz, mimo, że już tysiące razy padała na to odpowiedź? A potem wątki ogólne to bezwartościowe powtarzanie tego samego po tysiąc razy, bo ktoś nie umie czytać. Jak masz czas pisać posta to masz czas włączyć FAQ 🫣 czy trzeba Cię za rączkę prowadzić?
Sprowadzenie kodeiny do formy zawiesiny lub przyjęcie jej w formie płynnej mieszanki (syrop) daje mocniejszy, lecz krótszy haj. Przykładowo, 300 mg kodeiny z Antidolu po poprawnej ekstrakcji, powinno działać bardziej intensywnie i szybciej się zakończyć, niż 300 mg w formie innych tabletek. Niektórzy rozgryzają tabletki lub kruszą je i mieszają je z jakimś napojem. Osobiście wysypywałem tabletki Thiocodin do złożonej na pół ulotki z opakowania, a następnie rozgniatałem i wałkowałem je pustą butelką po piwie. Powstały w ten sposób (jebany) pył wsypywałem do pełnej w połowie butelki Coca-Coli, wstrząsałem dokładnie i wypijałem. Dawało mi to nawet kilka razy mocniejszy haj, niż spożycie całych tabletek. Pamiętaj, że taka metoda intoksykacji silniej uzależnia i działa o wiele krócej.
viewtopic.php?t=75579
  • 26 / 2 / 0
Pierwszy post więc wybaczcie za zajebanie/wpis w złym wątku.

Mam dobre życie. Studiuję na ciężkim, ale przyszłościowym kierunku, jestem generalnie zdrowa, ale nie mogę się uwolnić od myśli o kodeinie w najbardziej “żałosnej” formie, thio.

Zaczęłam w listopadzie 2024. Nie pamiętam dokładnie okoliczności ale miałam wtedy zjebany czas psychicznie. koda pocieszyła mnie wtedy srogo, ale wraz z samym stanem psychicznym tak mi zniszczyła układ nagrody, że kolokwia zdałam naprawdę chyba wolą bożą (bo o nauce nie było mowy). Cały czas trzymałam się małych dawek, bo powyżej 100mg dostawałam podejrzanych bezdechów (może dziwny metabolizm, bo już 120mg mnie naprawdę robi). Jak zjadłam jakieś pierwsze 3-4 paczki to ogarnęłam, że chyba wjebalam się trochę psychicznie, bo nie mogę przestać myśleć o kolejnych razach.
Również przez wyjątkowo spierdoloną koncetrację poszłam w końcu do psychiatry na diagnozę ADHD - bez kłamania, mówiłam prawdę dlaczego podejrzewam te zaburzenie, magik przyznał racje i dał metylofenidat. O kodzie mu nie wspomniałam bo wstyd w chuj.

Teraz mi mija prawie 2 miesiące na MPH i prawie 2 miesiące bez kody, ale nadal nie potrafię się uwolnić od myśli o niej, stąd ten wątek.

kodeina nie zabrała mi nic w życiu. Nie przećpałam tyle, żeby to mnie zabolało finansowo, ze studiów jeszcze nie wyleciałam, po kodzie miałam najradośniejsze, a właściwie najspokojniejsze chwile mojego życia. Zdrowie mam świetne bo rzadko i mało brałam.

Chyba dlatego cholerstwo kusi z czasem coraz bardziej zamiast coraz mniej. Przypomniało mi się słynne “odbicie się od dna” i przyznaję rację, że w moim przypadku mogłoby pomóc, ale nie chcę się oczywiście do tego doprowadzić. Mam idiotyczne przeświadczenie że przecież ta paczka po 2 mcach niebrania, a później tu i ówdzie kolejna, nie zrobi ze mnie menela na dnie, więc w gruncie rzeczy i tak nie dobije do dna (a przynajmniej nie prędko), więc w gruncie rzeczy mogę brać dalej bo z Medikinetem nie zawalę studiów, i może impulsy będą bardziej do pohamowania.

To tyle z moich idiotycznych wymówek. Czy tacy ludzie jak ja muszą dotknąć dna, mimo że w gruncie rzeczy… nawet się jeszcze porządnie nie wjebali?

Przeniesiono do wątku ogólnego — 🦆
Uwaga! Użytkownik ThrowawayReddi nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 1764 / 593 / 0
Właściwie to czego oczekujesz, bo z tej ściany tekstu nic nie wynika poza tym, że chcesz się naćpać i wiesz, że to nie jest dobry pomysł. Mamy Cię utwierdzać w tym przekonaniu, czy co? Wiesz co jest słuszne.
Czy tacy ludzie jak ja muszą dotknąć dna, mimo że w gruncie rzeczy… nawet się jeszcze porządnie nie wjebali?
To jest Twoja decyzja co zrobisz i czy najpierw musisz sięgnąć dna czy nie. Fakt, że już zaczynasz w ten sposób pisać świadczy, że niedługo sobie powiesz "musiało tak być, ludzie tacy jak ja muszą najpierw sięgnąć dna" i to będzie Twoje usprawiedliwienie kolejnych dawek. I chyba o to Ci podświadomie z tym wpisem chodzi, co nie? Łatwy sposób żeby samemu się oszukać i mieć jakiś powód.

Także ja Ci nie będę tego ułatwiać, nie. Tacy jak Ty mają wybór co zrobią i albo są słabi i będą się oszukiwać, albo wezmą się w garść i tego nie zrobią. Nie ma tak łatwo, siebie możesz oszukiwać, ale mnie w kulki nie zrobisz. Jesteś tu tylko po potwierdzenie tego i po nic więcej. Prawdę o nałogu przecież znasz i nie musisz pytać o nic nieznajomych narkusów.

Trzymam kciuki, póki co robisz sobie tylko fundamenty pod głupią decyzję, ale póki ona nie zapadła, to nadal jesteś wolnym człowiekiem. Życzę Ci, żeby tak zostało.
  • 49 / 15 / 0
Koleżankooo, tak naprawdę to porządnie się nie wjebałaś FIZYCZNIE. Psychicznie szarpie cię jak Reksio szynkę. Szczerze jak cię tak ciągnie to masz tylko wybór - uznać że "chuj, nic mi nie będzie" i się wjebać ale już tak totalnie (masz korzystne warunki, nie zawalisz studiów bo masz Medi + z tego co ogarniam biedy nie klepiesz) albo uznać że "pierdole, nie ma opcji" i być szczęśliwym (w okresie czasu, dopiero za kilka lat docenisz) człowiekiem.

Może brzmię jak stary dziad który pierdoli nad uchem "Narkołyki złue!", ale taka prawda. Może nie skończysz jak menel, może nie będziesz nawet brać dużo, a może po kilku miechach uznasz że morfina na mg jest tańsza i wskoczysz w Majkę IV. Przeżyjesz skręta, uznasz że pierdolisz i nie bierzesz więcej, minie znowu kilka miech "w sumie to skręt nie był taki zły" i lecimy od nowa.

Nie warto stara
Myśli gonią, czas twój trwonią. Nie zamykaj oczu, nie płyń z tonią. Ślady po igłach rosną, jak kwiaty na grobach.

Nie dotykajcie opoidów i benzodiazepin! To nie jest droga życiowa.
  • 505 / 101 / 0
@ThrowawayReddi Zastanawiam się skąd się bierze tutaj takie obiegowe przekonanie, że są tylko dwa wyjścia: najlepiej nie ćpać w ogóle, ale jak już ćpiesz to musisz iść na dno, nie ma innego rozwiązania. Nikt nawet nie zakłada, żeby przynajmniej próbować jak najdłużej trzymać się z dala od granicy, w której nie wpadasz w ciąg kody, problemy finansowe, zdrowotne, psychiczne.

Albo masz przestać, albo masz łoić w opór. Skąd takie przekonanie, że jak to ujęłaś "musisz sięgnąć dna". Kto tak powiedział? Trzeba walczyć i odraczać to ile się da. Każdy ma tylko bardziej, lub mniej przerąbane?

Skąd wiesz, że kodeina zryła ci układ nagrody, ale nie te problemy, o których mówiłaś, albo coś innego?

Akurat celowo odpowiedziałem na ten post, bo widzę duże podobieństwo do mojej sytuacji, dla mnie tez koda to był swego rodzaju plaster i remedium na protokół spierdolenia w życiu, więc jak chcesz to pisz na priw, bo na serio podobieństwo sytuacji jest uderzające, a tu jak wiadomo ktoś się zaraz przypierdoli (co jest jedną z głównych przyczyn dla których ja zacząłem brać kodę-przypierdalanie się ludzi: przełożonych, randomów na ulicy, urzędników, dresów, pani w bibliotece, rodzinki, hejterów na netach, sprzedawców, kasjerów, czy nawet userów tutaj). Natura ludzka jest taka, że sensem życia jest albo przypierdalanie się całe życie, albo skręcenie w stronę jak my tutaj.
  • 112 / 9 / 0
03 maja 2025ThrowawayReddi pisze:
kodeina nie zabrała mi nic w życiu. Nie przećpałam tyle, żeby to mnie zabolało finansowo, ze studiów jeszcze nie wyleciałam, po kodzie miałam najradośniejsze, a właściwie najspokojniejsze chwile mojego życia. Zdrowie mam świetne bo rzadko i mało brałam.

Chyba dlatego cholerstwo kusi z czasem coraz bardziej zamiast coraz mniej. Przypomniało mi się słynne “odbicie się od dna” i przyznaję rację, że w moim przypadku mogłoby pomóc, ale nie chcę się oczywiście do tego doprowadzić. Mam idiotyczne przeświadczenie że przecież ta paczka po 2 mcach niebrania, a później tu i ówdzie kolejna, nie zrobi ze mnie menela na dnie, więc w gruncie rzeczy i tak nie dobije do dna (a przynajmniej nie prędko), więc w gruncie rzeczy mogę brać dalej bo z Medikinetem nie zawalę studiów, i może impulsy będą bardziej do pohamowania.

To tyle z moich idiotycznych wymówek. Czy tacy ludzie jak ja muszą dotknąć dna, mimo że w gruncie rzeczy… nawet się jeszcze porządnie nie wjebali?

Przeniesiono do wątku ogólnego — 🦆
Mi też kodeina nic w życiu nie zabrała, nie zniszczyła, ale tak samo jak i ciebie mnie psychicznie ciagnie do tego syfu. Teraz jestem w takiej sytuacji, że nie mam kryzysu zwiazanego z silną checią zajebania kody, ale prędzej czy poźniej on przyjdzie i albo wezmę albo nie. Niestety nawet i od brania tak raz lub dwa na dwa lub trzy miechy tolerka urosła i paczka 10 tabsów nie robi już na mnie takiego wrażenia (przyjmuje w tym systemie od sierpnia 2023).

Powiem Ci tak. Nie ma co brać pomimo pokusy, nie zalecam. Z resztą będziesz bardzo chciała to weźmiesz no chyba, że na ten kryzys chęci wzięcia znajdziesz jakieś rozwiązanie (ja np słucham Toncia w takim czasie i pomaga). Jak nie weźmiesz to good for you, bo nie ułatwisz sobie dostępu(tak to nazwę) do skręcenia na złą drogę. Jak chodzisz na terapię nie bój się o tym porozmawiać. Razem z terapeutą możecie szukać rozwiązania twojego problemu. Jak masz szanse na uzyskanie pomocy to kojrzystaj, a nie bierz te tableteczki i rozpierdalaj sobie życie i układ pokarmowy

Trzymaj się tam ❤️
I'm a fan of pro-ana nation
I do them drugs to stop the f-food cravings

~Lana Del Rey "Boarding school"
  • 592 / 145 / 0
@Ptaszyna Co do tego przekonania - widzisz, wcześniej pytałem, czy jest coś oprocz kody co cie cieszy. A z tym dnem - zeby cokolwiek kontrolowac, to trzeba przez to przejsc. A i tak niewielu sie udaje. W taki sposob jak opisujesz, to motywatorem jest strach przed wjebaniem sie, choc psychicznie to juz jestes. Liczysz dni jak robisz przerwe? Jak sie zastanowisz nad tym pytaniem na poczatku, nawet nie musisz odpisywac, po prostu sprobuj to przemyslec, najlepiej zgrzany to załapiesz. Moze pozniej wiecej napisze ale to offtop znowu bedzie wiec, jak cos to w knajpie np. Wez nad tym pomysl sam.

No i jeszcze dlaczego te przestrogi zawsze - wydaje mi sie, bo nie moge sie przeciez za innych wypowiadac, choc podejrzewam ze jest podobnie - dopoki widzisz tylko pozytywy dopoty masz zafalszowany obraz. Czy decyzje a w zasadzie deklaracje podjete bez poznania obydwu mozna traktowac absolutnie serio?

I kurwa mac, kazdy to zna i pamieta bo tego sie nie zapomina. Jak ktos zna jedno i drugie i nie jest totalnym chujem, to raczej takie przestrogi beda. Zachecac przeciez nie trzeba.

Pobudzanie ukladu nagrody nie jest sensem zycia, jest sensem przezycia, ww uklad ewolucyjnie to watchdog taki jest. Premiuje dzialania zwiekszajace szanse na przetrwanie jako jednostka i jako gatunek. Tylko tyle. A ze do samego przetrwania sie dzis za bardzo wysilac nie trzeba to jest jak jest. W dupach sie poprzewracalo od tego dobrobytu :)
  • 592 / 145 / 0
To nie rob zalozenia ze "juz nigdy", wszystko jest dla ludzi, opiaty tez.

Tylko moze lepiej je zostawic, na takie momenty w zyciu, kiedy beda naprawde potrzebne.

Do Ptaszyny szanownego i jego peanow nt kodeiny to bym radzil z lekkim dystansem podchodzic, bo gosc jest ewidentnie na etapie "Eureka, panaceum na wszystko odkrylem!", wiec romans sobie kwitnie w podobno 2tyg odstepach. Chujowo troche, bo tylko wiecej czasu straci i bedzie tkwil w konsekwentnie budowanej anhedonii, zaleczajac "plastrem".

Pijanemu i zakochanemu sie nie przetlumaczy, wiec to chyba dla rozrywki bardziej.

Lekarza sie nie ma co wstydzic, co ty myslisz ze ty jedna thio jadlas? Jakby nie cpuny to by Zaklady Farmaceutyczne Unia dawno zbankrutowaly pewnie. A tak maja bestseller. Bez reklam. Kaszel, rozwolnienie i Weltschmertz znika za jednym zamachem, bez recepty.

Niemniej - dobrze ze na razie przemilczalas, na cholere miec wpisane stosowne F w papierach, potem nic fajnego nie chca przepisac (choc zdarzali sie i tacy co kodeinistom pojscie na metadon proponowali, elo). I z papierami do niektorych prac moze byc problem. Ale jak sobie nie poradzisz sama, to idz i sie nie wstydz, bo czego? Ze niczego "powazniejszego" sobie nie ogarnelas?

Naprawde, nie ma sie co wstydzic, bo samo dazenie do stanu wywolywanego przez endorfiny i opiaty ludzie maja zakodowane w najbardziej prymitywnej (napewno? e, chyba nie... raczej przeceniamy swiadomosc i podswiadomosc) warstwie ukladu nerwowego. Tak ze, normalna ludzka rzecz.

Problemem nie jest dzialanie, problemem jest latwosc z jakim mozesz je uzyskac. Ale jw. nigdy nie mow nigdy, btw, uklad nerwowy da sie ustawic pod wyrzut endorfin na okreslony trigger, nie trzeba od razu mamuta zabijac na kolacje, ani miss swiata jebac. Ani flakow sulfogwajakolem. Same zalety fiu fiu.

Czy trzeba siegac dna - zalezy, jednym dopiero to da impuls do ogarniecia ze tak naprawde to pol zycia przysypiaja w opiokocyku, a mieli w planach isc na spacer. Ale jak umiesz sie uczyc na czyis bledach to nie musisz. Tam zreszta nic nowego nie ma, moze procz igiel i miksow zeby lepiej pogrzalo, potem zeby cokolwiek, kurwa, pogrzalo w ogole, ale fabula jest z grubsza ta sama. Krotko mowiac - niby zajebiscie ale nuda troche.

Btw, jak cie 120mg zgina, to wez sobie neoazarine moze nastepnym razem, kiedys.

Powodzenia.

PS a koledze wyzej napisze to co chyba chce przeczytac.

No stary, oczywiscie ze koda jest zajebista. Proste ze jasne. Masz racje, za meczarnie dnia powszechniego nalezy sie porzadne zgrzanie, jak psu zupa. No jak nie jak tak. A jak jeszcze tak zajebiscie kontrolujesz sytuacje, ze raz na CALE 2 tygodnie (to ludzie az tyle zyja?) bierzesz, to masz _zajebiscie_ silna wole i cie podziwiam. Bez kitu. Nawet mozesz w sumie w tym tygodniu wyjatek zrobic i spozyc extra, bo sie przypierdalaja jakies polglowki, trzeba odreagowac, wiadoma sprawa. A w zasadzie jak sie typiara w aptece krzywo popatrzy, to nie wiem jak ty, ale poszedlbym do drugiej i wzial jeszcze jedna paczke, lepiej receptorki posmyra, w ramach rekompensaty za ten afront. Za te, kurwa, jej mac, zniewage nikczemna! Pol kraju psyche leczy srodkiem na suchy kaszel, ale to akurat na wyjatkowo wrazliwego, inteligentnego czlowieka musiala sie krzywo spojrzec... ehh... zawsze biednemu wiatr w oczy, kotwica w plecy i chuj w dupe, niestety...

Dobranoc %-D
  • 5339 / 965 / 0
@Ptaszyna

Ale co.to.za życie, raz na dwa tygodnie .
I co, jak wolne to sobie siedzisz i nie myślisz żeby poprawic nastrój?
Przecież wiekszosc ktora wali nawet weekendowo , potem na tyg na lekkim duposcisku żyje.
A nawet jeśli teraz nie jest to silne , to takie się zacznie.
Nie wierze, ze pomału motywacja nie zanika do dzialania na trzeźwo.
Trzeba by być jakimś robotem by to przeskoczyć.

Pijesz alkohol ?

Może mierze swoją miarą, ale wydaje mi się że mozg jest po prostu tak skonstruowany ze zrobi nas w końcu w chuja w sprawie kontrolowanego użycia narkotyków.
A nawet jakby trzymać się ram , to bardziej męczące będzie takie planowanie niż np apontany na jakiejś wycieczce . Jak przedmówca pisał.
Może później anhedonia i spadki produktywnosci wystąpią niz u osoby w ciagach , ale koniec końców będziesz w gorszym położeniu z psychika niż przed braniem.

To jest tylko odkładanie w czasie tego co nieuniknione xd
The beautiful thing about DMT is that it makes no sense at all, but everything makes sense at the same time!
The methapor of Life

ledzeppelin2@safe-mail.net
  • 505 / 101 / 0
@freezin9moon No to odpowiadam: Tak są rzeczy, które sprawiają mi nadal radość poza kodeiną i na razie nie zauważyłem różnicy, co nie znaczy, że nie macie racji i anhedonia się nie pogłębi. Ja wcale nie wykluczam, że skończy się jak napisaliście. Myślę, że pokora to jest klucz, wiem, że jestem człowiekiem tak ułomnym jak i reszta i może się to różnie potoczyć.

Co do przerw 2 tygodnie to nie są zawsze dwa tygodnie. Np teraz będzie nabite 5 tygodni, już są ponad 3. I jak na razie to jakiegoś wielkiego ciśnienia nie czuję. Nie działa to na zasadzie: ale bym zajebał sobie kodę i co chwilę wykluwające się natrętne myśli, odliczanie dni. Gorszy problem jest w robocie, bo jej nie lubię i tam takie myśli pojawiają się częściej, bo tam się co jakiś czas ktoś przypierdala i wtedy odechciewa mi się żyć i czuję się jak śmieć. Wiem, że napiszesz mi, że to stadium prodomalne do wjebania, albo że to już jest alarm, ale ja o tym wszystkim wiem. Wydaje mi się, że mówisz do mnie jak do upośledzonego dziecka, które nie rozumie jak działa cyrograf i jak mózg, układ nagrody oszukuje osobę uzależnioną. Dobrze wiem jak działają te podszepty, usprawiedliwienia i tok myślenia. U osób w ciągu są myśli: "Dobra, kończę z tym, ale jeszcze tylko raz, jeszcze ta ostatnia paczka, żebym miał dobre stadium wyjściowe", albo jest przymierzenie się, ale paczka leży i "trzeba odstawiać stopniowo, więc wezmę trochę, żeby nie wywoływać szoku"

No, a w moim przypadku podszepty wyglądają inaczej, ale też się pojawiają.

Nie rozumiem jednak, albo źle rozumiem co wy jej sugerujecie. Czy waszym zdaniem ona musi się wjebać na dno, najlepiej od razu, więc niech zacznie teraz walić oporowe dawki ciągiem, po co czekać? Serio? Może was źle zrozumiałem, jeśli tak to wyprowadźcie mnie z błędu, ale moim zdaniem nawet jeśli to prędzej czy później nastąpi to lepiej odraczać to w czasie jak tylko się da i starać się zachować zdrowie, tolerkę i portfel, czyli jak najdłużej trzymać się jak najdalej od granicy sięgnięcia dna, która być może zostanie przekroczona. Tym bardziej, że to jest tak drogie, że się we łbie nie mieści. Tyle co kosztowałby ciąg kody miesięcznie to kosztuje utrzymanie, opłaty, rachunki i coś jeszcze by zostało.

A co do tego co piszesz, że to jest nieuniknione @freezinmoon to pamiętaj, że ja już 14 lat odkładam w czasie to co jest nieuniknione i tak od 14 lat słucham, że niedługo się wjebię w ciąg. Moim zdaniem pisanie, że to się koniecznie musi tak skończyć też może być szkodliwe, bo np koleżanka uzna, że przecież i tak jest jej pisane dno i pogrąży się w ciągu szybciej, straci więcej i doprowadzi do nieodwracalnych zmian. Chcecie pomóc, bo piszecie, że już to znacie, a z drugiej strony wygląda jakbyście chcieli pogrążyć.
Zablokowany
Posty: 11543 • Strona 1137 z 1155
Newsy
[img]
Psychologia w codziennym życiu: psychodeliczny zwrot

Kiedy Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze w sprawie substancji psychodelicznych, internet eksplodował szybciej niż jakakolwiek konferencja prasowa. Nagłówki w mediach społecznościowych migały o „legalizacji narkotyków”, „rewolucji psychodelicznej” i „końcu tradycyjnej psychiatrii”. W rzeczywistości, jak podkreślały NPR (npr.org) i PBS, dokument nie legalizuje żadnej substancji. Przyspiesza on natomiast procesy badawcze, skraca ścieżki regulacyjne FDA i toruje drogę do szerszego stosowania rozszerzonego dostępu w przypadkach poważnych chorób psychicznych, gdzie inne metody zawiodły. Jednak w dobie natychmiastowych emocji to nie fakty, a pierwsze wrażenia decydują o reakcji ludzi.

[img]
Polak zatrzymany na granicy. Próbował wwieźć do Rosji 40 kg haszyszu

Na przejściu granicznym w Grzechotkach polskie służby zatrzymały mężczyznę, który próbował wjechać do Rosji z ponad 40 kg haszyszu o czarnorynkowej wartości ponad 2 mln zł - poinformowała Krajowa Administracja Skarbowa w Olsztynie.

[img]
My palimy nasze rośliny, wy palicie nasze pieniądze! 13 godzin policyjnego etatu za pyłek marihuany

Wydawało Wam się, że państwo racjonalnie zarządza Waszymi podatkami? No to usiądźcie wygodnie. Komenda Powiatowa Policji w Głogowie właśnie przysłała Wolnym Konopiom kolejną odpowiedź w trybie dostępu do informacji publicznej, która czarno na białym pokazuje, jak wygląda „wojna z narkotykami” w lokalnym wydaniu za 0,06g marihuany.