DMT

Podchodne tryptaminy, które nie zostały rozbudowane przy pierścieniu – np. DMT, DPT, lub AMT
ODPOWIEDZ
Posty: 2095 • Strona 209 z 210
  • 87 / 24 / 0
Re: DMT
Nieprzeczytany post autor: mlander »
@izopropylofenidat
Przede wszystkim weź się za czytanie, bo zdaje się nie rozumiesz, jak działa doustne DMT z MAOI.

Biorąc taki miks przyjmujesz tak zwaną pharmahuascę, czyli odpowiednik ayahuasci. Poczytaj jak działa aya.
Żadnego breakthrough w ten sposób nie osiągniesz, a na pewno nie po 100mg DMT. No i bardzo dobrze, bo najwyraźniej nie rozumiesz, jak silnym doznaniem jest BT. Czas działania pharmahuasci jest podobny do tego po przyjęciu zwykłej ayahuasci, czyli trwa KILKA GODZIN. Wolę nie myśleć, co by zostało z Twojej psychiki po kilkugodzinnym BT. No chyba że jesteś jakimś mistykiem, z umiejętnością medytacji level expert.

Co do innych pytań, tak, można przyjąć freebase doustnie, powinien zadziałać. Kwas żołądkowy powinien przekształcić freebase w sól, którą organizm będzie w stanie przyswoić.

Przygotowanie do pharmahuasci powinno być takie jak przy zwykłej ayahuasce. Przez kilka dni nie jemy pokarmów bogatych w tyrozynę i tryptofan. Moklobemid jeśli chodzi o ryzyko związane z takim połączeniem jest jednak zdecydowanie bezpieczniejszy niż czysta harmalina lub rośliny ją zawierające.

300mg moklo + 100-150 mg powinno dać efekt typowy dla standardowych dawek ayahuasci, ale BT to raczej nie ten adres.

Tylko koniecznie POCZYTAJ. To co piszę o dawkowaniu piszę na podstawie lektur, nie własnych doświadczeń. Pharmahuasci nigdy nie brałem, tylko klasyczną aya.
  • 227 / 54 / 2
@mlander
Więc breakthrough można osiągnąć tylko waporyzacją? To lipa. Nie dam rady chyba, mam zbyt wrażliwe płuca :(
  • 341 / 91 / 0
Re: DMT
Nieprzeczytany post autor: omertse »
Nie tylko, w molekule duszy opisywano ten efekt przy podaniu dożylnym, ale samemu się na pewno za to nie bierz bo jak Cię odetnie w trakcie zastrzyku to może być to niebezpieczne.
  • 87 / 24 / 0
Re: DMT
Nieprzeczytany post autor: mlander »
@izopropylofenidat
Osobiście polecam zrobić lub kupić DMT w postaci liquidu do e-papierosa. Para DMT waporyzowanego w postaci proszku faktycznie jest dość hardkorowa. W postaci liquidu jest już jednak całkiem znośna. Smak ma dość obojętny i mnie praktycznie nie dusi, a jestem dość wrażliwy i np taki liquid z HHC powodował u mnie okrutne ataki kaszlu.
  • 183 / 11 / 0
Re: DMT
Nieprzeczytany post autor: danu »
Ma ktoś doświadczenie z podawaniem I.V DMT? Rzuciłem kilka lat temu opioidy i stukam co jakiś czas ketamine. Po prostu jestem przyzwyczajony do tej drogi podania,a z drugiej strony wydajność tematu. Mam doświadczenie z wszystkimi sajko i dyso właściwie. Jeśli chodzi o DMt,to miałem kiedyś fajny dostęp do Changi.Wpadło mi trochę DMT freebase, niecałe 350mg. Jaka dawka I.V będzie odpowiednia żeby osiągnąć breaktrough? Czy trip po chandze,lub palonym dmt,a czystym DMT I.V bardzo się różni?
  • 341 / 91 / 0
Zaglądnij do DMT - Molekuła duszy, tam było ono podawane IV, na pewno nie rób tego samodzielnie bo z tego co kojarzę to breakthrough był osiągany już w trakcie podawania, więc będzie Ci asystent potrzebny. W darmowym fragmencie książki testował dawki 0,6 mg/kg DMT, resztę książki zamierzam dopiero po tripie czytać.

A sam mam też kilka pytań, jak wygląda kwestia tolerancji? Czy jest krzyżowa między DMT i LSD lub innymi psychodelikami, jaka jest względem samego DMT, ile tu trzeba czekać między tripami lub ponownymi próbami przebicia? No i jeszcze trzecie pytanie to czy warto od razu próbować się przebić czy lepiej na początku spróbować trochę mniejszą dawkę, odczekać aż spadnie tolerancja i wtedy dopiero spróbować zobaczyć co tam jest po tej drugiej stronie? Jeśli to coś zmienia to doświadczenie z psychodelikami jakieś już mam, umiem samego siebie całkiem dobrze tripsittować, chociaż słyszałem że do tego żadne inne psychodeliki nie przygotują, ale mogą być pomocne.

Fuzja - D5

Spróbuję samemu sobie odpowiedzieć na swoje pytania z ostatniego czasu.
Czy jest krzyżowa między DMT i LSD lub innymi psychodelikami, jaka jest względem samego DMT?
Wciąż nie wiem, gdzieś wyczytałem że nie ma tolerancji krzyżowej, jednak tak czy inaczej po ostatnim tripie na DMT muszę sobie zrobić chwilę przerwy od psychodelików żeby z nimi nie przegiąć.

ile tu trzeba czekać między tripami lub ponownymi próbami przebicia?
Z tego co zauważyłem kilka godzin w zupełności wystarczało, jednak drugie podróże danego dnia były cięższe, więc pomijając kwestię tolerancji na przyszłość zamierzam minimum do następnego dnia poczekać, a po udanych tripach nie robić sobie kolejnych rund w najbliższym czasie.

No i jeszcze trzecie pytanie to czy warto od razu próbować się przebić czy lepiej na początku spróbować trochę mniejszą dawkę, odczekać aż spadnie tolerancja i wtedy dopiero spróbować zobaczyć co tam jest po tej drugiej stronie?
Nawet jak sposób waporyzacji miałem od początku dobry to jednak dym jest nieprzyjemny, więc nawet jakbym chciał to za pierwszym razem by mi się nie udało, ale cieszę się że ostatecznie podjąłem decyzję o stopniowym zwiększaniu dawek każdego dnia.

Jeśli to coś zmienia to doświadczenie z psychodelikami jakieś już mam, umiem samego siebie całkiem dobrze tripsittować, chociaż słyszałem że do tego żadne inne psychodeliki nie przygotują, ale mogą być pomocne.
No i co do tego to po przebiciu się na nic zdały się moje tripsitterskie umiejętności, ale na pewno doświadczenie z innymi psychodelikami pomogło się pozbierać już po tripie.

Jak już sam sobie odpowiedziałem na poprzednie pytania to można przejść do Tripraportu. Pisałem go na bieżąco przez tydzień zaczynając od pierwszego dnia tripa, kończąc czwartego dnia po ostatnim tripie z tej 3 dniowej podróży.

Dzień I
DMT obrosło dla mnie trochę legendą, więc też podszedłem do tego psychodelika z szacunkiem i wielką ostrożnością. DMT spróbowałem o 21:50. Po kilku sekundach jednak kaszlnąłem i sporo dymu się nie wchłonęło. Różnice bardzo subtelne więc po chwili wziąłem jeszcze kilka małych buchów. Głównie to czułem cierpnące wargi, jednak pojawiły się subtelne CEVy i OEVy. Muzyka może odrobinę poprawiona. Teraz jest 22:25, poczekam jeszcze chwilę i podejmę drugą próbę, tym razem spróbuję więcej na początku wypalić. Nie wiem czy próbować się już przy drugiej próbie przebić czy dopiero później. Tyle słowem wstępu, W następnych akapitach opiszę dalsze testy.

Druga próba około 0:25, Tym razem poszło lepiej z pierwszym buchem, w trakcie drugiego już było mocno. Jednak nie byłem w stanie go dokończyć. Zaskakujący psychodelik działający jakoś zupełnie inaczej od reszty. Dym cierpki i gorący, ciężko się to pali. Po jakże krótkim peaku zerknąłem na telefon i wszedłem w zdjęcia. Jak zobaczyłem zdjęcia kota to sobie uświadomiłem że DMT wciąż działa. Kot wyglądał inaczej, pomimo że nie dostrzegałem już żadnych innych zmian w swojej percepcji. Teraz jest 0:39 i mam wrażenie że już prawie całkowicie działanie zeszło.

0:40 kolejna próba. Dym bardzo nieprzyjemny, oszałamiające wejście, wziąłem 2 buchy w odstępie 3 minut w celu przyzwyczajenia się do dymu, by później było łatwiej gdy postanowię spróbować się przebić. Przydałoby się spróbować jakoś ten dym ochłodzić. Te pierwsze próby były bardzo męczące. Zmiany w percepcji nie do opisania, wszystko jest inne, ale nie widać zmian jak w przypadku innych psychodelików. Mam wrażenie, że zwiększona jasność i zmieniony wygląd otoczenia był mocniejszy względem pierwszej próby, jednak CEVy i OEVy dużo uboższe. Na razie dam sobie chwilę oddechu i może później uda mi się lepiej zaciągnąć tym dymem.

Dzień II
Kolejna próba około 16. Ciężki dym, ale myślę że coraz lepiej sobie z nim już radzę. Może spróbuję się wieczorem przebić. Zaczynam już się orientować pomału co i jak a jednocześnie mam wrażenie, że to dopiero promil tego co DMT potrafi. Jest to wyczerpujące doświadczenie w porównaniu do innych tripów.

Kolejna próba rozpoczęła się około 10 minut po północy, więc teraz 0:17 jest już po peaku, nie powiem, że się przebiłem, ale to na pewno był pewien przełom. Tym razem w ciszy postanowiłem się z tym zmierzyć. Dźwięki jak to w psychodelicznej ciszy tylko, że też w pewien sposób unikalne i bardziej intensywne, jednak to chyba najbardziej podobny wspólny element. Poczucie własnego ciała mocno zmienione, ale wciąż je miałem, mogłem oczy w trakcie otwierać i zamykać. CEVy przypominały trochę te z pierwszych grzybowych tripów, jednak były nawet bardziej przestrzenne. Ujrzałem kolorowe kuliste fasady innego świata do którego jednak jeszcze nie udało mi się wejść. Poczułem obecność jakichś kobiecych istot które przekazały mi informację, że zapraszają i nie ma się czego bać. Dlatego teraz ciesząc się połyskującym fioletem na jasnoszarym prześcieradle i pisząc ten akapit cieszę się udaną podróżą oraz szykuję w podróż w którą zostałem zaproszony.

Czwarta w nocy kolejna próba przebicia się. Niestety przy drugim zaciągnięciu się zacząłem się krztusić, próbowałem jeszcze raz zaciągnąć dymem, ale za dużo czasu mi to zajęło i trip już się zaczął rozkręcać. Mam wrażenie, że delikatniejsze efekty od poprzedniej próby. Tym razem visuale były bardziej kanciaste, przypominało to trochę kolorystyką kapitalistyczne wydanie świąt Bożego Narodzenia które niewiele mają wspólnego z przyjściem na nasz świat Boga, w sumie brzmi to trochę podobnie do konceptu zwiedzania światów po DMT. Jednak by tu nie popadać w religijne rozkminy to tym razem poczucie własnego ciała nawet większe niż poprzednio. Dźwiękowo było mniej intensywnie, nie czułem aż tak zmienionego odbioru własnego oddechu jak przy poprzedniej próbie. Poczucie obecności istot znów było, jednak tym razem nie były to przyjemne kobiety zapraszające do środka, a obojętne elfy czy inni pracownicy fabryki którzy gdy zobaczyli że jednak nie udało mi się do nich dotrzeć to się rozgniewali że zmarnowałem ich czas. Po opisie można by się niby zastanawiać czy to nie było przebicie się, ale na pewno nie. Widziałem co inne psychodeliki potrafią, więc nie możliwe, żeby legendarne przebicie się po DMT to było tylko tyle. Nie wiem jaki świat mnie zastanie jak w końcu uda mi się do niego wejść a nie tylko zmierzać, ale zdecydowanie wolałbym żeby przypominał ten pierwszy od drugiego, choć najpewniej będzie jeszcze inny.

Dzień III
Do trzech dni sztuka. Udało mi się tym razem, ale ja nie wiem co tam się działo. Było kolorowo. Jakieś istoty były zapracowane i nieświadome mojej obecności. Żyły swoim życiem. Wielopiętrowe miejsce, ale nie wiem czy to był budynek. Tak jakby jednocześnie wewnątrz jakiejś budowli jak i na łonie natury. W sumie to jest w tym coś podobnego do stanu w którym osiągałem śmierć ego, ale jednak tym razem dalej byłem sobą. DMT mnie nie zawiodło.

Jakieś 20 minut temu, 15 minut przed północą usiadłem w ciszy na łóżku. Przykryłem się kołdrą i wymierzyłem miejsce w którym usiadłem tak by głowa w razie czego opadła na poduszkę. Po pierwszym buchu poczułem subtelne efekty i lekki stres, że znowu coś mi się nie uda. Podczas drugiego już czułem potrzebę by kaszleć, ale udało się ją opanować. Gdzieś chyba między drugim i trzecim wziąłem mały wdech i kontynuowałem. Czułem że już jest mocno przy trzecim, ale zdołałem jeszcze czwarty raz to powtórzyć. Wtedy nie byłem już w stanie kontynuować i tak jak planowałem opadłem głową na poduszkę. Visuale się zaczęły nasilać. Dalej miałem powieki i mogłem je otwierać i zamykać, ale nie miało to większego wpływu na to co widzę. Nie miałem kontroli nad tym jak ten świat przemierzam, ale jednocześnie czułem, że się szybko przemieszczam i stoję w miejscu. Myślę, że to ten świat się wokół mnie przemieszczał. Można to trochę porównać do takiej psychodelicznej kolejki górskiej.

Nie trwało to ani za długo, ani za krótko. Czas w sumie na chwilę zniknął. Gdy jednak znów ruszył i znalazłem się w naszym świecie ponownie i zdałem sobie sprawę z tego co się właśnie wydarzyło zacząłem się śmiać. Założyłem słuchawki z muzyką. Momentami w lekkim szoku chodziłem po pokoju, momentami leżałem na łóżku i się śmiałem. Licząc spisanie tego tripraportu na świeżo pod koniec tripa wszystko trwało na nasz czas jakieś 30 minut.

Jak zaraz po tripie czułem się usatysfakcjonowany i lekko zmęczony, tak teraz naszła mnie ochota na jeszcze jedną rundę. Jest około 3, za chwilę przyszykuję się i wyruszę w jeszcze jedną podróż.

To był badtrip mogę oddychać. Chcę o tym zapomnieć.

Dobra jednak coś napiszę. Nie po to to przeżyłem żeby miało zostać zapomniane. Jest teraz około kwadrans przed 5. Minęła więc już ponad godzina od powrotu do mojej codzienności. Tym razem istota którą spotkałem to byłem ja sam. To było przerażające spotkanie. Byłem jakby w alternatywnej wersji wszechświata w której zginąłem. Wpadłem we fraktal śmierci. Rodzina przyszła mnie ratować, ale było już za późno. Umarłem, a oni mogli tylko patrzeć. Jestem wszechświatem który sam siebie doświadcza, nie może uciec przed istnieniem. Wszystko co istnieje to odchył od równowagi. Wahadło które dąży by się zatrzymać, ale nie jest w stanie, nawet jak żyć przestanie.

W sumie to teraz z perspektywy czasu widzę, że w obliczu własnej śmierci mogłem poczuć najszczerszą miłość wobec moich bliskich. To oznacza, że właśnie dlatego Bóg musiał oddać życie za ludzi. Umierając kochamy najszczerzej. To co właśnie sobie uświadomiłem odmieniło tego badtripa. Właśnie udało mi się zrozumieć dlaczego musiałem przeżyć własną śmierć. Data tej podróży teraz zdaje się nieprzypadkowa. Początek roku liturgicznego, okres oczekiwania, kolejne zapalane świece w wieńcu adwentowym jak kolejne zapalenia DMT. Prowadzące do wcielenia Boga w człowieku. To wszystko po to by umierając poczuć najszczerszą miłość. Po śmierci następuje zmartwychwstanie i wniebowstąpienie czyli powrót do swojego codziennego świata. Reszta roku liturgicznego jest jak integracja tego przeżycia. Dochodzi 5 godzina. To oznacza, że łącznie z integracją tego przeżycia ostatni etap 3 dniowego tripa trwał 2 godziny. Bałem się pójść spać, ale teraz już wiem, że mogę jak Symeon odejść w pokoju, bo moje oczy ujrzały zbawienie.

Dzień IV
Strumień świadomości
04.12.2023 18:59
Codziennie piszę strumienie świadomości to i dziś napiszę, choć z chęcią bym ją teraz zawęził. Przez 3 dni tripowałem na DMT. Pierwszego dnia się zaznajamiałem z substancją, drugiego udało się już zacząć zbliżać do innych światów, czułem obecność różnych istot, a trzeciego dnia dwa razy udało mi się przebić. Raz około północy. Była to przyjemna podróż po kolorowym świecie gdzie niezauważony mogłem, a raczej musiałem się przemieszczać. O 3 jednak postanowiłem powtórzyć tripa i tym razem istotą którą w innym świecie spotkałem byłem ja sam. Musiałem się zmierzyć z własną śmiercią. Bliscy mogli tylko patrzeć jak odchodzę. Najszczersza miłość jaką można poczuć to właśnie ta w obliczu własnej śmierci. Szczera i bezinteresowna. Uwięziony we fraktalu własnej śmierci zaczynałem już godzić się z własnym losem. Jednak potem zacząłem powracać do naszego świata. Zanim wróciłem spędziłem tam wieczność. To było bardzo straszne przeżycie dlatego dziś czuję chęć by na chwilę zawęzić swą świadomość.
04.12.2023 19:08
Dzień V
Dziś jest Piąty dzień od rozpoczęcia eksperymentów z DMT. Pomimo, że od tamtego badtripa o 3 w nocy go nie ruszałem to wciąż jeszcze nie do końca czuję się trzeźwo. Pewnie muszę po prostu zintegrować wspomnienia, a to tym razem trochę więcej czasu wymaga niż zwykle. Wczoraj sen był jak flashbacki. Dziś podobnie pierwsza pobudka była nie aż tak intensywna jak trip ale czułem się podobnie jak w jego trakcie. Poszedłem potem jeszcze spać i udało mi się wrócić do snu na chwilę. Pobudka przed chwilą była już normalniejsza niż poprzednia. Więc mam wrażenie że idzie to w dobrym kierunku. Teraz muszę się zmierzyć z tym na jawie, ale spodziewam się, że też będzie już łatwiej niż wczoraj.

Towarzyszyło mi dziś uczucie jakbym zniszczył cały równoległy wszechświat i miałem poczucie winy z powodu takiego bezkarnego chodzenia między ludźmi. Zastanawiam się czy mogłem złapać sigmę te dwa dni temu. [Z rozmowy w dziale o sigmie wynika, że jednak nie] Nasunęło mi się też porównanie. To przeżycie mogło trochę przypominać cyberpunkowe braindance w którym oglądałem własną śmierć, by potem osiągnąć swoją ostateczną formę zjednoczenia się z wszechświatem. Byłem tylko jak skorupka jajka z której wykluło się Bóstwo. Jednocześnie umierając na oczach matki przeistaczałem się w inną istotę. Stałem się całym wszechświatem który tylko na chwilę doświadcza samego siebie z mojej ludzkiej perspektywy. Współlokatorzy w żaden sposób nie poruszali tematu mojego tripa więc jestem przekonany, że o tej 3 w nocy po prostu spali. Ale Obecność rodziny próbującej mi pomóc była tak rzeczywista, że musiałem sobie tą sprawę przemyśleć i przeanalizować.

Dzień VI
Ciężko było mi dziś wstać, więc zaspałem na pierwsze zajęcia. Poszedłem dopiero na wykłady. Pomiędzy jednym, a drugim jeden kolega pytał się czy imprezowałem do późna, bo wyglądam na zmęczonego. Ogólnie to jest już coraz lepiej, po prostu potrzebuję odpoczynku. Przed chwilą miałem przypływ energii, więc ogólnie myślę, że integracja przeżycia idzie w dobrą stronę. Przed snem spisałem jeszcze raz tripraport w kolejnej wersji.

Testowałem ostatnio waloryzowane DMT stopniowo zwiększając dawki. Przez 3 dni po pare razy dziennie sięgałem po tę substancję. Drugiego dnia już podczas tripów czułem obecność istot i przestrzenne visuale pomimo nie przypominania przedmiotów wysyłały mi informacje do czego mogą służyć. Mimo wszystko widziałem, że to jeszcze nie było przebicie się. 2C-B raz solo, a raz w miksie z DXM pokazały mi co psychodeliki potrafią. Tak więc trzeciego dnia podczas ponownej próby udało mi się przebić. Euforia po powrocie była wspaniała, ale po 3 godzinach naszła mnie ochota na jeszcze jedną podróż.

Tym razem świat do którego trafiłem to był mój pokój, znalazłem się w równoległym świecie gdzie istotą którą spotkałem byłem ja sam. Zacząłem umierać a rodzina która w naszym świecie była gdzieś indziej w tym przybyła mnie ratować ale nic nie mogli zrobić. Wreszcie gdy umarłem próbowałem przeanalizować co się stało i zaczynałem się godzić ze swoim losem. Potem gdy z tamtego świata wróciłem przytłoczony tym traumatycznym przeżyciem i wiem że fizycznie byłem już w naszym świecie zacząłem jeszcze raz analizować co się stało. Stwierdziłem że chce zapomnieć tego badtripa, a potem byłem przytłoczony nie tylko tym przeżyciem ale tym, że jestem całym wszechświatem który spogląda na samego siebie. Byłem w inny sposób ponad czasem niż jak na innych tripach gdzie poczucie czasu czasem znikało. Tym razem po prostu była taka świadomość, że jest tylko teraźniejszość wszystko co działo się w przeszłości i przyszłości to tylko sposób patrzenia na świat, jest to przytłaczające doświadczenie dlatego ograniczymy swoją świadomość do ludzkiej perspektywy, by przez chwilę nie zdawać sobie z tego wszystkiego sprawy. W pewnym momencie analizując własną śmierć zrozumiałem czemu Chrystus musiał umrzeć na krzyżu, poczułem się jak Symeon którego oczy ujrzały zbawienie świata, wtedy wróciła mi radość, zacząłem się śmiać. Jednak ostatnie dwa dni jak się budzę to zamiast normalnej pobudki przeżywam jakby namiastkę tego tripa i umierania.

Myślałem, że będzie na tyle ciężko, że będę sięgać po coś innego, by sobie z tym ciężkim stanem poradzić, ale jednak po końcówkę hydro które mi zostało nie sięgnąłem, a pomysł z próbą przepracowania tego za pomocą MDMA też raczej sobie odpuszczę, bo z dnia na dzień jest coraz lepiej i nie będzie raczej takiej potrzeby. Alko na które poczułem ostatnio ochotę jako formę również nie byłoby dobrym rozwiązaniem, nie dość że zawsze wystrzegałem się sięgania po alkohol w trudnych chwilach to w ostatnim czasie ogólnie postanowiłem z niego zrezygnować, więc warto być wiernym tej decyzji. Jednak gdyby ktoś mi dzień po tripie zaproponował picie to prawdopodobnie bym się zgodził. Łyk alkoholu zdarzy mi się wziąć przykładowo gdy ktoś kupił jakieś nietypowe piwo i daje spróbować, jednak wtedy gdy współlokatorka dała mi spróbować grzańca to cieszyła mnie obecność alkoholu w tym łyku. Pomimo chęci na więcej podjąłem decyzję, że nie warto próbować sobie tak z tą sytuacją radzić. Chwilowa ucieczka w dłuższej perspektywie by tylko pogorszyła tę sytuację. Zioło też przychodziło do głowy jako pewna forma ucieczki, ale tak jak hydro, MDMA, czy alko tego też nie uznałem za dobre wyjście. Najbardziej to mi potrzeba teraz trzeźwości. Chociaż chodzi mi też po głowie by ponownie zmierzyć się z DMT tylko w trochę niższej dawce, jako konfrontację z tym co mnie tak przeraziło. Na razie jednak wstrzymam się od tego pomysłu. Miałem też w planach tripa na LSD w połaczeniu z THC, ale na razie się natripowałem więc przesuwam te plany na bliżej nieokreśloną przyszłość. Może wtedy pod koniec tripa z 2 zaciągnięcia się DMT będą dobrym pomysłem jako taka konfrontacja. Przy okazji łącząc te dwa tripy w jeden bez redukcji ilości planowanych podróży zwiększę sobie ilość trzeźwych dni które teraz w moim odczuciu są najlepszym sposobem na integrację tamtego doświadczenia.

Z chęcią teraz bym się z niższą dawką DMT znów zmierzył, jednak pewnie mogłoby się to różnie skończyć, potrzebuję więcej czasu na odpoczynek i regenerację. Pod koniec kwasowego tripa też nie wiem czy to będzie dobrym pomysłem, bo jednak zmęczenie może negatywnie rzutować na przyszłe przeżycie, a kolejny badtrip pod rząd mógłby przynieść rezultat odwrotny do oczekiwanego, dlatego muszę zadbać o S&S jeszcze bardziej niż zwykle w tym wypadku.

Dzień VII
Dzisiejsza pobudka wreszcie była normalna. W ostatnich 3 dniach nie było wyraźnej granicy między snem a jawą. Nie chodzi mi o to że nie rozróżniałem czy śnie czy nie. To akurat nie był problem by rozróżnić te dwa stany, ale sam proces budzenia się był dziwny w ostatnich dniach. Lęk na samą myśl o tym co się działo na tripie również ustał. Samopoczucie coraz lepsze. Widocznie tak jak 3 dni paliłem DMT tak 3 dni potrzebowałem na dojście do siebie.
  • 1330 / 519 / 0
@omertse pierwsze spotkania z DMT , gratuluje brachu ! Z tego co tu piszesz po chaotycznosci doswiadczenia wnioskuje ze albo masz zla technike zaciagania albo zle narzedzie - z czego palisz/vaporyzujesz ? Ja po wypaleniu 1 grama DMT zdecydowanie polecam taki set : vapcap + :bongo: . Schladza i nie spala materialu wiec bedziesz w stanie brac wielkie buchy ktore sa Ci potrzebne . Jak sie nie przebijesz mozesz probowac znowu co 45minut . Co do tripraportu - widze dostales sie jakby do przedsionka , uchyliles drzwi ale nie wszedles jeszcze do srodka . Ja jednak w wizjach nigdy nie widzialem siebie - zawsze byly to jakies inne istoty , znacznie potezniejsze warto dodac . A doswiadczyles tego tzw. candyland , cukierkowego jakby kreskowkowego szkicu w ktore zmienia sie pokoj przy OEVach ? Bardzo fajne samo w sobie , szczegolnie jak bodyload zatapia nasze cialo na lozku a glowa jakby "odlatuje" .
Tak czy inaczej powodzenia , niczego nie oczekuj a badz wdzieczny za wszystko :ręka:
Życie jest zdrojem rozkoszy; ale tam, gdzie pije zeń motłoch, zatrute są wszystkie studnie.
  • 341 / 91 / 0
Co to sposobu to raczej jest git, po prostu rzadko coś palę i musiałem się przyzwyczaić do dymu, nie było tego smaku plastiku który podobno jest przy zbyt wysokiej temperaturze powodującej spalanie, a do temperatury z dnia na dzień byłem coraz bardziej przyzwyczajony. Tak jeszcze analizując tego ostatniego tripa to mam wrażenie, że jakiegoś elementu mi brakuje między tym byciem we własnym pokoju a waporyzacją. Być może to przeżywanie własnej śmierci było już po powrocie z przebicia które zapomniałem. Sam w sobie trip był na tyle chaotyczny, że ciężko mi to na osi czasu umieścić, ale chyba brakuje jakiegoś elementu układanki. Na razie robię przerwę do stycznia i wtedy się z tym jeszcze raz zmierzę. Wtedy w następnym tripraporcie postaram się poddać analizie również te kwestie z tego tripa.
  • 1909 / 289 / 0
Myślicie, że mogłaby być to faza DMT?

1. I stało się, że zgromadziliśmy wszelkiego rodzaju nasiona, zarówno wszelkiego rodzaju zboża, jak i nasiona wszelkich owoców. 2. I stało się, że gdy mój ojciec przebywał na pustkowiu, przemówił do nas tymi słowy: Oto śniłem sen, czyli innymi słowy, ujrzałem wizję. 3. I oto, dzięki temu, co zobaczyłem, raduję się w Panu ze względu na Nefiego, a także Sama, bo mam podstawę przypuszczać, że oni, a także wielu ich potomków, zostaną zbawieni. 4. Oto jednak, Lamanie i Lemuelu, niezmiernie się obawiam z waszego powodu; oto bowiem zdawało mi się, że w swoim śnie zobaczyłem ciemne i ponure pustkowie. 5. I stało się, że ujrzałem człowieka ubranego w białą szatę, który przyszedł i stanął przede mną. 6. I stało się, że przemówił do mnie, nakazując mi, abym za nim podążył. 7. I stało się, że gdy podążyłem za nim, spostrzegłem, że jestem na ciemnym i ponurym pustkowiu. 8. I wędrując tak przez wiele godzin w ciemnościach, zacząłem modlić się do Pana, aby miał dla mnie miłosierdzie, według Swego wielkiego, troskliwego miłosierdzia. 9. I stało się, że gdy pomodliłem się do Pana, ujrzałem wielkie i rozległe pole. 10. I stało się, że zobaczyłem drzewo, którego owoc był pożądany, gdyż czynił on ludzi szczęśliwymi. 11. I stało się, że podszedłem i spożyłem owoc tego drzewa, i przekonałem się, że był on słodszy ponad wszystko, co kiedykolwiek kosztowałem. Zaiste, i zobaczyłem, że owoc tego drzewa był biały, bielszy ponad wszystko, co kiedykolwiek widziałem. 12. I gdy skosztowałem owocu tego drzewa, napełnił on moją duszę niezmiernie wielką radością, dlatego zapragnąłem, aby moja rodzina także go spożyła, bo wiedziałem, że był on pożądany ponad wszystkie inne owoce. 13. I gdy rozglądałem się dookoła, że może zobaczę również moją rodzinę, ujrzałem rzekę wody płynącej w pobliżu drzewa, którego owocu kosztowałem. 14. I gdy patrzyłem, skąd płynęła, zobaczyłem niedaleko jej źródło, a przy jej źródle ujrzałem waszą matkę Sarię, Sama i Nefiego, którzy stali, jak gdyby nie wiedzieli, dokąd mają iść. 15. I stało się, że skinąłem na nich ręką, a także wołałem donośnym głosem, aby przyszli do mnie i spożyli owoc, który był pożądany ponad wszystkie inne owoce. 16. I stało się, że przyszli do mnie i także spożyli ten owoc. 17. I stało się, że pragnąłem, aby Laman i Lemuel również przyszli i spożyli owoc; dlatego patrzyłem w kierunku źródła rzeki, że może ich tam zobaczę. 18. I stało się, że zobaczyłem ich, ale oni nie chcieli przyjść do mnie i spożyć owocu. 19. I ujrzałem pręt z żelaza, który prowadził wzdłuż brzegu rzeki do drzewa, przy którym stałem. 20. I ujrzałem również ciasną i wąską ścieżkę, która wiodła wzdłuż pręta z żelaza aż do samego drzewa, gdzie stałem; ona także wiodła obok źródła rzeki na wielkie i rozległe pole, będące niczym świat. 21. I widziałem niezliczone tłumy ludzi, wielu z nich dążących naprzód, aby wejść na ścieżkę prowadzącą do drzewa, przy którym stałem. 22. I stało się, że na nią wchodzili i wyruszali wzdłuż ścieżki wiodącej do drzewa. 23. I stało się, że powstała ciemna mgła; zaiste, tak niezmiernie gęsta ciemna mgła, że ci, którzy wyruszali wzdłuż ścieżki, tracili kierunek, schodzili ze ścieżki i gubili się. 24. I stało się, że widziałem innych dążących naprzód, a ci dochodzili i chwytali koniec pręta z żelaza; i dążyli naprzód przez ciemną mgłę, trzymając się kurczowo pręta z żelaza, aż przyszli i spożyli owoc tego drzewa. 25. I gdy skosztowali owocu tego drzewa, rozglądali się wokół, jak gdyby się wstydzili. 26. Ja także rozejrzałem się dookoła i ujrzałem na drugim brzegu rzeki wody wielki i rozległy budynek stojący jak gdyby w powietrzu, wysoko ponad ziemią. 27. I był on pełen ludzi, zarówno starych, jak i młodych, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, przebogato odzianych; i byli usposobieni szyderczo, i wytykali palcami tych, którzy przyszli i kosztowali owocu. 28. I gdy ci ludzie kosztowali owocu, wstydzili się z powodu tych, którzy z nich drwili, odchodzili na zakazane ścieżki i gubili się. 29. I teraz ja, Nefi, nie przytaczam wszystkich słów mojego ojca. 30. Lecz, krótko mówiąc, oto zobaczył on wielu innych tłumnie dążących naprzód ku ścieżce, którzy, gdy dochodzili, chwytali koniec pręta z żelaza; i dążyli naprzód, trzymając się pewnie przez cały czas pręta z żelaza, aż doszedłszy, padali na ziemię i kosztowali owocu drzewa. 31. Widział on także rzeszę innych na ślepo zmierzających do wielkiego i rozległego budynku. 32. I stało się, że wielu z nich tonęło w głębinach źródła; i wielu tracił z oczu, gdy odchodzili, błąkając się po nieznanych drogach. 33. I wielka była rzesza tych, którzy wchodzili do tego osobliwego budynku. A wszedłszy tam, wskazywali palcami i wyśmiewali się ze mnie i z tych, którzy także kosztowali owocu; lecz my na nich nie baczyliśmy. 34. Jak powiedział mój ojciec: Tylu, ilu na nich baczyło, odchodziło i gubiło się. 35. A Laman i Lemuel nie skosztowali tego owocu — powiedział mój ojciec. 36. I stało się, że gdy mój ojciec wypowiedział wszystkie słowa o swoim śnie, czyli wizji, a było ich wiele, rzekł do nas, że z powodu tego, co zobaczył w wizji, martwi się niezmiernie o Lamana i Lemuela; zaiste, obawia się, że zostaną oni odrzuceni i nie będą przebywać w obecności Pana. 37. Dlatego wzywał ich wówczas z całym uczuciem troskliwego rodzica, aby zważali na jego słowa, gdyż może Pan będzie dla nich miłosierny i nie odrzuci ich; zaiste, mój ojciec głosił im ewangelię. 38. I gdy skończył im głosić, a także prorokować im o wielu rzeczach, nakazał, aby przestrzegali przykazań Pana, i na tym poniechał dalszej mowy do nich.

1 Ks Nefiego 8
  • 1185 / 232 / 0
Re: DMT
Nieprzeczytany post autor: hubii »
całkiem możliwe, że coś ćpali pisząc tą biblię

w sensie nie obrażam ich tylko tak po prostu działa mózg po wzięciu dmt - może wywołać poczucie komunikacji z "jakimiś nadinteligentnymi istotami" %-D
ODPOWIEDZ
Posty: 2095 • Strona 209 z 210
Artykuły
Newsy
[img]
Jacht z kokainą o wartości 80 milionów funtów zmierzał w stronę Wielkiej Brytanii

Prawie tona „narkotyku klasy A” została znaleziona na jachcie płynącym z wysp karaibskich do Wielkiej Brytanii. Jej rynkowa wartość została oszacowana na 80 milionów funtów.

[img]
Handel narkotykami: Rynek odporny na COVID-19. Coraz większe obroty w internecie

Dynamika rynku handlu narkotykami po krótkim spadku w początkowym okresie pandemii COVID-19 szybko dostosowała się do nowych realiów, wynika z opublikowanego w czwartek (24 czerwca) przez Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) nowego Światowego Raportu o Narkotykach.

[img]
Meksyk: Sąd Najwyższy zdepenalizował rekreacyjne spożycie marihuany

Sąd Najwyższy zdepenalizował w poniedziałek rekreacyjne spożycie marihuany przez dorosłych. Za zalegalizowaniem używki głosowało 8 spośród 11 sędziów. SN po raz kolejny zajął się tą sprawą, jako że Kongres nie zdołał przyjąć stosownej ustawy przed 30 kwietnia.